czwartek, 28 stycznia 2016

=== Towarzyskie Zawody w Skiringu ===



Witajcie, witajcie :) Śnieg spadł (w moim virtualnym idealnym świecie spadł i już), trenować nie można gdyż Anarkia nie posiada hali. Dlatego postanowiliśmy zorganizować zawody w skiringu. Serdecznie zapraszam! :)



Czym jest SKIRING? 

  • to jazda na nartach za koniem. Na drużynę składa się koń, narciarz oraz jeździec. W Anarkii zawody będą polegały na przejechania toru przeszkód (slalomy, ostre zakręty, skocznie) w jak najszybszym czasie przy jednoczesnym popełnieniu jak najmniejszej liczby błędów. 


Jakiego konia wybrać?: 
  • przede wszystkim szybkiego i zwrotnego. Nie musi to być koń chodzący powożenie. Najlepiej sprawdzą się araby, konie westernowe do konkurencji szybkościowych, duże kuce... Wybór ogólnie należy do was. 


Regulamin: 
  • z jednej stajni mogą wystartować maksymalnie dwie drużyny (drużyna to koń, jeździec i narciarz)
  • proszę o wklejenie bannera, nie musi być na stronie głównej stajni
  • jak zwykle mam zamiar wszystko opisać
  • zwycięzca zostanie wybrany na podstawie predyspozycji oraz opisu. Dlatego właśnie zgłaszane konie muszą bezwzględnie posiadać opis. 
  • prawdopodobnie pojawi się jakiś podział na klasy, ale muszę zobaczyć konie żeby je pogrupować, więc na razie się zgłaszajcie. 
  • w zawodach będzie startowała jedna drużyna z Anarkii, ale jedzie ona poza konkursem, nie martwcie się, ja nie oceniam własnych koni :)


Formularz: 
  • nick: 
  • kontakt: 
  • jeździec: 
  • opis: 
  • narciarz: 
  • opis: 
  • koń: 
  • url boksu: 


Lista startowa: 

środa, 27 stycznia 2016

Teren Melodii, Las Vegasa, Campino Gothic

Konie: Melodia, Las Vegas, Campino Gothic
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek, Łukasz
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół Anarkii
Czas: 45 minut

Pogoda nie sprzyjała jeździe konnej. Śnieg zaczął się roztapiać, wszędzie było mnóstwo błota i lodu, a dodatkowo wciąż padał deszcz. Co robią mądrzy ludzie? Jadą w teren, a co! 
Nasze konie stały już pod stajnią wyczyszczone i osiodłane. Było trochę problemów z tym kto na którym koniu miał jechać, ale w końcu doszliśmy do porozumienia. 
Mnie przypadła Melodia, na której wieki nie siedziałam, ale z tego co pamiętam to jeździ się na niej całkiem przyjemnie. 
Dosiedliśmy rumaków i ruszyliśmy w stronę łąki. Było dość ślisko, więc konie szły powoli i uważnie. Na czoło szybko wysunął się Las Vegas u którego ambicja była za mocna i nie pozwalała wałachowi jechać za innymi końmi. Zaraz za nim jechała Campina z Łukaszem. My z Melodią spokojnie podporządkowałyśmy się i jechałyśmy na końcu zastępu nie awanturując się. 
Na łące podłoże było dużo lepsze. Mimo, że było mokro, to jednak nie było tam lodu. Pozwoliliśmy sobie więc na kłus. Jechaliśmy powoli, uważając na każdy krok naszych koni. Początkowo Vegas i Campina trochę się wyrywały, ale gdy zauważyły że szybszy bieg powoduje ślizganie się i potykanie, odpuściły i szły powolnym kłusem. Melodia z kolei zupełnie się podporządkowała i szła spokojnie wolnym kłusem na luźnej wodzy. 
Trochę problemów sprawił nam zjazd z góry, ponieważ konie dosłownie zjechały na zadach po mokrej trawie. W lasie było mnóstwo lodu, więc przeszliśmy do stępa. Jechaliśmy obok siebie gadając o wszystkim i niczym, a gdy podłoże się zmieniło postanowiliśmy znów zakłusować. Było dużo lepiej niż na łące, więc pozwoliliśmy koniom iść trochę szybszym tempem. Bardzo się ucieszyły, że przestaliśmy trzymać je za wodze. Campina nawet spróbowała wyprzedzić Vegasa na co wałach strzelił kopytem w jej stronę. Taki gentleman. 
Kłusowaliśmy dość długo. Na galop jednak się nie zdecydowaliśmy z powodu na prawdę kiepskiego podłoża. Nawet w kłusie konie co chwilę się potykały i ślizgały, więc baliśmy się co będzie w galopie. Nie za bardzo pomagało też jechanie z dala od ścieżki, bo tam z kolei lód znajdował się pod śniegiem co było jeszcze bardziej niebezpieczne. 
Po jakiś 35 minutach takiego terenu postanowiliśmy powoli wracać. Konie straciły nadmiar energii, choć widać było że najchętniej jeszcze by pobiegały, najlepiej galopem. Zrobiliśmy więc duże koło i znów znaleźliśmy się na naszej łące. Mniej więcej w połowie jej długości postanowiliśmy przejść do stępa, żeby dokładnie rozstępować konie przed wypuszczeniem ich na wybieg. Nie były mokre ani zmęczone, ale zasady to zasady. 
Pod stajnią zsiedliśmy z koni i rozsiodłaliśmy je. Sprawdziliśmy im kopyta, umyliśmy nogi na myjce i gdy uznaliśmy że wszystko jest w porządku, żadnemu z koni nic nie utknęło w kopycie ani żaden nie potrzebuje derki, żeby wyschnąć, wypuściliśmy konie na wybieg. Chyba miały nadzieję, że tam uda im się pobiegać, ale niestety po dwóch krokach galopu wszystkie trzy zrezygnowały, przeszły do stępa i dołączyły do reszty w jedzeniu siana. 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

Osiągnięcia klaczy SERENITY

Liczba osiągnięć: 82
Liczba gwiazdek: 1




Osiągnięcia skokowe (36)

Inne osiągnięcia sportowe (1)


Osiągnięcia na wystawach (44)



Tytuły (1)

(stado Frolla) klacz SERENITY (hc)

klacz *SERENITY
(hucuł, srokata)
od N-Sasha (nvrt) po Razor W (nvrt)
skoki (mini LL), wystawy
ur. 25.01.2004, w Virtualu od 25.01.2016
hodowli nvrt, własności WHK Anarkia
klacz rekreacyjna, hodowlana



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     POTOMSTWO     |     PASZPORT



Historia: Serenity urodziła się w małej hodowli koni huculskich w Beskidach. Przyszła na świat na rozległych pastwiskach i przez pierwsze dwa lata swojego życia praktycznie nie miała kontaktu z człowiekiem. Przyszedł jednak dzień w którym wszystkie młode konie zostały zagnane do stadniny, spisane i w większości wystawione na sprzedaż na dorocznej aukcji koni huculskich. Serenity zwróciła uwagę pewnego mężczyzny, który postanowił kupić ją dla swojej córki. Tak właśnie 2-letnia klacz zamieszkała w stajni pod Krakowem, gdzie pod okiem swojej nowej właścicielki zaczęła pracę. Dziewczyna nie miała jednak za dużego doświadczenia, dużo rzeczy niestety poszło nie tak. Serenity była krnąbrna, uparta i trudna do jazdy, a brak doświadczenia jej właścicielki nie ułatwiał sprawy. Trzy lata później zapadła decyzja o sprzedaży klaczy. Serenity trafiła do szkółki jeździeckiej pod Krakowem gdzie jej temperament został trochę przytępiony, a umiejętności podniesione. Klacz przestała w tej szkółce wiele lat, pracując z dziećmi dorosłymi w rekreacji i hipoterapii. Niestety szkółka musiała zostać zamknięta z powodu bankructwa. Esmeralda wypatrzyła Serenity w ogłoszeniu w Internecie. Stwierdziła, że to niedaleko więc nic nie straci sprawdzając. Początkowo nie była zachwycona klaczą, ale po tym jak właściciel znacząco obniżył cenę dając dziewczynie do zrozumienia że na klacz nie ma chętnych, Esmeralda postanowiła kupić Serenity. Pod koniec stycznia 2015 roku klacz przyjechała do Anarkii i została wpuszczona do stada Frolla. 
Rodowód: rodzice Serenity to konie hodowlano-rekreacyjne pochodzące z małej hodowli koni huculskich w Beskidach. Jej ojciec - ogier Razor W zdał próbę dzielności z wybitnym wynikiem, ale później nie startował w zawodach. Jest za to zwycięzcą wielu czempionatów dla koni hodowlanych. Jest ojcem około dziesięciu koni, z których żaden nie może pochwalić się jakimiś wyjątkowo znaczącymi osiągnięciami sportowymi. Ogier kryje dalej w hodowli w Beskidach. Matka Serenity, klacz N-Sasha to pochodząca z Ukrainy hucułka, która w młodości startowała trochę w skokach niskich klas pod dziećmi. Jest matką kilku koni, z których uwagę przykuwa kasztanowata klacz Sakura, która wygrała mistrzostwa Polski w powożeniu dla koni huculskich w 2010 roku. Poza tą jedną klaczą, potomstwo N-Sashy nie ma znaczących osiągnięć sportowych ani hodowlanych. 

Podczas pracy na ujeżdżalni: to koń który robi bardzo mylne pierwsze wrażenie. Pierwsze minuty jazdy na niej to mordęga dla jeźdźca, gdyż Serenity wlecze się, co chwilę zatrzymuje, ciągnie w stronę innych koni i ogólnie nie wykazuje zainteresowania ruchem do przodu. Wystarczy jednak od początku pokazać jej jakim tempem ma iść i wytłumaczyć, że nie ma obijania się, a Serenity zmieni się w żwawego i pełnego energii konia. Jest więc idealnym wierzchowcem dla początkujących jeźdźców, którego można puścić w zastępie za drugim koniem i mieć pewność, że koń nie będzie miał głupich pomysłów. Dla bardziej zaawansowanych będzie z kolei wyzwaniem, bo nie każdy umie się z nią dogadać i obudzić jej drugą naturę. Jeżdżąc na niej trzeba używać raczej mocniejszych sygnałów zarówno łydek jak i wodzy. Serenity ma dość twardy pysk, ale jeźdźcom rekreacyjnym nie dajemy wędzidła. Na ogłowiu bezwędzidłowym chodzi zdecydowanie lepiej, nie wiesza się na wodzach ani nie macha głową. Chodząc po placu z innymi końmi trochę się rozprasza, często zdarza jej się ciągnąć w ich stronę, żeby iść za drugim koniem, a nie samodzielnie. Pod stanowczym jeźdźcem jednak ogarnia się i zaczyna ładnie współpracować. Jest trochę sztywna i miewa problemy z równowagą. Z tego właśnie bierze się wieszanie na wędzidle czy potykanie się w galopie. Jednak wciąż nad nią pracujemy i powoli dążymy do celu. Serenity ładnie chodzi na lonży, więc sprawdza się świetnie jako koń do nauki jazdy. Jest też bardzo wybaczająca i nie rusza jej fakt, że ktoś wierci jej się na grzbiecie, za mocno przykłada łydki czy wisi na wodzach. 
Podczas pracy w terenie: to absolutnie nie jest koń do prowadzenia zastępu, chyba że ktoś jest bardzo ambitny i chce przez cały teren pilnować konia który odskakuje na boki, zatrzymuje się i próbuje zawracać. Serenity w ogóle nie ma pewności siebie, płoszy się i ogólnie nie chce iść pierwsza. Bardzo rzadko chodzi więc jako czołowa, bo szczerze mówiąc żadnemu z nas nie chce się z nią szarpać, a ona już się na tyle wycwaliła, że nawet jeśli uda już się ją przepchnąć to idzie bardzo spięta i zdenerwowana, więc zaakceptowaliśmy po prostu fakt, że Serenity jest koniem zastępowym i tyle. Za drugim koniem zachowuje się zupełnie inaczej, idzie do przodu (nawet całkiem żwawo) i wchodzi wszędzie gdzie wejdzie koń idący przed nią. Jest świetnym koniem dla słabiej jeżdżących osób, ponieważ po prostu podczepia się pod ogon drugiego konia i tak idzie przez cały czas. Nie wyprzedza, nie zostaje z tyłu oraz jest zupełnie samobieżna. Można siedzieć na niej jak przysłowiowy worek ziemniaków nie robiąc absolutnie nic, a Serenity będzie zmieniać chody i iść dokładnie takim tempem jak konie przed nią. Całkiem nieźle i chętnie skacze przez przeszkody w terenie, ale nigdy nie ciągnie w ich stronę ani nie szarpie się. Nie jest najszybszym koniem na świecie, ale nie ma też problemów z dotrzymaniem tempa innym koniom. Nigdy nie szaleje, nie bryka ani nie wyrywa się. Jest to bardzo bezpieczny i godny zaufania koń, który niejedną osobę już wyleczył ze strachu przed galopowaniem w terenie. 
W stosunku do ludzi: to bardzo przyjazny koń, który jednak większość swojego życia spędził jako koń szkółkowy. Ciężko więc złapać z nią jakiś bliższy kontakt, czy pozyskać jej sympatię poza tym, że Serenity bardzo lubi gdy się ją karmi. Przy czyszczeniu stoi niemal nieruchomo ziewając i usypiając. Nie denerwuje się, nie niecierpliwi ani nie denerwuje gdy ktoś dotyka jakiejkolwiek części jej ciała. Jest więc świetnym koniem dla dzieci do nauki czyszczenia i siodłania, bo przy siodłaniu również zachowuje się nienagannie. Nie pompuje się podczas zapiania popręgu i nie zadziera głowy przy zakładaniu ogłowia. Przy wszelkich zabiegach weterynaryjnych również zachowuje się nienagannie, łącznie z tolerowaniem zastrzyków, past na odrobaczanie, świecenia w oczy czy innych "strasznych" rzeczy. Przy kowalu również zachowuje spokój i w ogóle nie przejmuje się struganiem kopyt. Na padoku nie ma problemów z łapaniem jej, choć sama do człowieka raczej nie podejdzie. Daje jednak bez problemu do siebie podejść i założyć sobie na głowę kantar. Ładnie chodzi na uwiązie, choć zdarza się, że trochę trzeba ją ciągnąć, szczególnie gdy Serenity akurat zachce się poskubać trawę. Wystarczy jednak raz dobitnie pokazać jej że tak się nie robi, a klacz momentalnie się ogarnia i skupia na człowieku. Świetnie dogaduje się z dziećmi, co czyni ją świetnym koniem dla początkujących oraz do hipoterapii. Zawsze wyczuje z kim ma do czynienia i nigdy nie będzie odstawiała cyrków przy osobie niepełnosprawnej. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: jest bardzo przyjazna w stosunku do wszystkich koni jakie spotka na swojej drodze. Ze swoim stadem dogadała się praktycznie od razu i mimo że w hierarchii stoi na razie na samym dole, to zupełnie nie widać tego na pierwszy rzut oka, bo wszystkie konie ze stada Frolla dobrze się ze sobą dogadują. Podczas jazd też zachowuje się pokojowo w stosunku do innych koni, nie kopie ani nie gryzie. Choć często zdarza jej się ciągnąć w stronę koni, żeby iść za nimi a nie samodzielnie. Wie jednak za którym koniem może jechać w ogonie a od którego musi trzymać odstęp. Ogólnie Serenity nigdy nie szuka zwady. W stosunku do obcych koni jest bardzo ostrożna i musi najpierw wybadać ich zamiary, a dopiero później wchodzi w interakcje z nimi. Podczas zawodów gdy otaczają ją obce konie Serenity jest początkowo dość niepewna, ale już po chwili potrafi skupić się na jeźdźcu i olać konie dookoła niej. Nie przeszkadza jej nawet gdy któryś podjedzie na prawdę blisko. Inne zwierzęta toleruje do granic możliwości. Można położyć kota czy psa na jej grzbiecie, a ona nawet na to nie zareaguje. Tak samo jak szczekające psy, czy zwierzęta leśne nie robią na niej wrażenia. Chyba, że idzie w terenie jako pierwsza, wtedy płoszy się absolutnie wszystkiego. 
Na padoku: jak praktycznie każdy hucuł tak i Serenity na padoku po prostu stoi i je. Jeśli jest siano to je siano, jeśli go nie ma to łazi i szuka czegoś co można zjeść. Gdy jest jej gorąco uwielbia położyć się w wodzie albo w błocie dla ochłody co zawsze jest utrapieniem dla osób czyszczących ją. Raczej nie wchodzi w interakcje z innymi końmi, zazwyczaj stoi samotnie, ale jednak trzyma się blisko stada. Łapanie Serenity przebiega bez problemu, choć klacz nigdy sama z własnej woli do człowieka nie podejdzie. Będzie po prostu stała i czekała aż ten sam do niej przyjdzie. Nie ucieka jednak i nie buntuje się podczas zakładania kantara czy sprowadzania do stajni. Często jednak zdarza jej się zatrzymywać i skubać trawę, wtedy trzeba dać jej jasno do zrozumienia że tak się nie robi. Czasem też przy sprowadzaniu z padoku trzeba ją ciągnąć, bo Serenity akurat stwierdzi że nie chce jej się chodzić. Przy wyprowadzaniu na padok jest z kolei bardzo chętna do ruchu na przód i idzie dość żwawo obok człowieka. Nigdy jednak się nie wyrywa ani nie szarpie, więc wyprowadzać ją mogą nawet małe dzieci bez strachu, że Serenity przeciągnie je przez całą długość drogi na padok. 

Na zawodach: początkowo jest bardzo rozkojarzona i przerażona, ale ze spokojnym i opanowanym człowiekiem szybko się ogarnia. Nie ma najmniejszych problemów z wchodzeniem do przyczepy (w odróżnieniu od większości hucułów...) i nawet podróże na dłuższe dystanse znosi całkiem nieźle, pod warunkiem że ma dostęp do siana. Nie ma też dla niej różnicy czy jedzie z innym koniem czy sama. W nowej stajni zachowuje się spokojnie, prawdopodobnie dlatego że prawie całe życie stała jednak w stajni a nie w chowie bezstajennym. Podczas szykowania jest spokojna tak samo jakby szła na zwykłą jazdę. Jej spokój udziela się zawodnikom co jest ważne, bo na Serenity startują głównie dzieci w najniższych klasach skoków. Na rozprężalni jest moment kiedy klacz się boi, ale już po chwili się uspokaja i skupia na jeźdźcu i postawionych przed nią zadaniach. Nie rozpraszają jej inne konie, muzyka, hałasy ani inne straszaki. To bardzo godny zaufania koń, dlatego właśnie często to właśnie na niej dzieci zaliczają swoje pierwsze starty. Podczas dekoracji też jest spokojna, nie boi się fleszy aparatów ani hałasów. Pozwala sobie przypiąć flo, a na rundzie honorowej nie wpada w amok i daje się ładnie prowadzić nie wyprzedzając innych koni ani nie ponosząc. 
  • skoki: często to właśnie na niej w skokach debiutują dzieci, ponieważ Serenity jest świetnym koniem-nauczycielem jeśli chodzi o pierwsze starty. Zachowuje spokój absolutnie w każdych warunkach, nie płoszy się, nie denerwuje, nie ciągnie na przeszkody. Daje się bardzo łatwo prowadzić, wybacza błędy jeźdźca i prawie zawsze stara się uratować sytuację gdy młody jeździec źle wyliczy odskok, czy krzywo najdzie na przeszkodę. Serenity nie jest możne najszybszym koniem na świecie, ale świetnie sprawdza się w konkursach na styl kiedy to dokładność a nie szybkość gra główną rolę. Sereniy jest łatwa, ale nie samobieżna. Trzeba jednak pokazać jej kolejność przeszkód, przyspieszyć lub zwolnić w odpowiednich momentach, czy czasem też pokazać w którym miejscu trzeba się odbić. Klacz nie boi się niczego, ani hałasów z publiczności, ani muzyki, ani fleszy aparatów, kolorowych przeszkód czy innych koni. Wjeżdża na parkur dziarskim krokiem, robi co do niej należy i zjeżdża z parkuru. Tyle. Przez cały przejazd jest bardzo skupiona na jeźdźcu i jedzie dokładnie takim tempem jakiego się od niej wymaga. Bardzo lubi skakać, ale nigdy nie ciągnie w stronę przeszkód i nie kłóci się z jeźdźcem do do ich kolejności. Często natomiast skacze z bardzo dużym zapasem i mimo że chodzi tylko klasę mini LL, to na pewno ma możliwości na więcej. 
  • wystawy: zazwyczaj nie chce jej się biegać i trzeba ją ciągnąć w kłusie. Ale ogólnie jest bardzo grzeczna, usłuchana i mniej więcej skupiona na prezenterze. Bardzo lubi moment kiedy sędziowie oceniają ją w stój, bo może wtedy robić to co kocha najbardziej czyli stać w miejscu bez ruchu. Poważnie. Kiedy sędziowie ją oglądają, Serenity nawet ogonem czy uchem nie ruszy, jakby zmieniła się w posąg. Nie lubi biegać, więc zawsze chwilę zajmie zanim w ogóle ruszy, a potem trzeba ją ciągnąć żeby nie przeszła do stępa. Nie płoszy się, nie rozprasza jej ani nic co się dzieje na trybunach, ani inne konie, ani straszaki które niejednego konia przyprawiłyby o zawał. Serenity doskonale zna atmosferę wystaw i nie przejmuje się niczym. Zazwyczaj za swój ospały ruch dostaje mało punktów na wystawach, ale za to zdecydowanie nadrabia urokiem osobistym i budową. To bardzo ładnie zbudowana klacz, która jednak zupełnie nie umie pokazać się od dobrej strony wlecząc się i narzekając na to że musi biegać. 

Chody: jak chce to potrafi. Kiedy się ją zmusi do poważniejszej pracy okazuje się, że Serenity umie chodzić żwawo, podnosić wysoko nogi i nie potykać się o wszystko co znajdzie się na jej drodze. Zazwyczaj jednak wlecze się, nie chce zmieniać chodów na wyższe i ogólnie jest bardzo niechętna do ruchu na przód i spięta. Kilka razy nawet udało jej się nas wrobić w to, że kuleje. jednak kiedy da się jej mocną łydę i wspomoże batem to okazuje się, że Serenity potrafi nawet przez drągi przejść nie pukając w ani jeden z nich. Serenity nawet w terenie potrafi się wlec, czasem nawet zostaje z tyłu bo tworzy tak duży odstęp od innych koni. Jednak na szczęście takie ekstremalne sytuacje zdarzają się rzadko. Ogólnie klacz ma lekkie problemy z równowagą i tylko kiedy poprawnie się ją ustawi (co nie jest łatwe) zaczyna dobrze iść w równowadze. Ale do tego potrzeba dużo pracy i dobrego jeźdźca. 
Zdrowie: Serenity ma COPD które było zaniedbane przez jej poprzednich właścicieli, którzy zmuszali klacz do pracy mimo jej problemów z oddychaniem. Gdy trafiła do Anarkii od razu wezwaliśmy weterynarza, który zalecił silne lekarstwa. Obecnie jest już dużo lepiej, klacz normalnie pracuje. Oczywiście są momenty kiedy czuje się gorzej, na przykład gdy się kurzy. Monitorujemy jednak cały czas jej zdrowie i staramy się o nią dbać najlepiej jak potrafimy. Dawkujemy jej też pracę zależnie od tego jak się czuje. Na pewno bardzo pomaga jej chów bezstajenny, bo odkąd tak właśnie żyje Serenity dużo lepiej się czuje, mniej kaszle i jest ogólnie bardziej zadowolona z życia. Jakoś chętniej biega, bryka i ogólnie zachowuje się jak zdrowy koń. Chociaż oczywiście dalej zdarza jej się kasłać, ale już przynajmniej nie leci jej krew z nosa, co podobno było normalne u poprzednich właścicieli. 
Kondycja: Serenity jest w dużo gorszej kondycji niż reszta naszych hucułów, ale odkąd jest u nas jej kondycja bardzo się poprawiła, więc mamy nadzieję że w przyszłości będzie jeszcze lepiej. Te braki w kondycji są w dużym stopniu spowodowane chorobą płuc, która uniemożliwiała Serenity poprawne funkcjonowanie, a dodatkowo była ona forsowana ponad siły mimo swojej choroby. Słabsza kondycja pozwala jednak Serenity na starty w niskich klasach skoków, pracę w rekreacji i hipoterapii, czy na jeżdżenie w tereny z galopem z innymi końmi. Po prostu znacząco szybciej od innych koni zaczyna się pocić i wykazywać oznaki zmęczenia. Jest to ogólnie koń który nie przepada za przemęczaniem się, więc czasem też buntuje się przed zbyt ciężką pracą. Chyba jednak pracę w Anarkii uznaje za bardzo lekką w porównaniu do tego co musiała robić u poprzednich właścicieli. 

Imię: Serenity to nazwa statku kosmicznego z serialu "Firefly" którego Esmeralda jest wiellką fanką. Dlatego nie mogła przejść obojętnie obok konia o takim imieniu. Na co dzień mówimy na nią jej pełnym imieniem. Dzieci czasem mówią na nią Serka co strasznie irytuje Esmeraldę, która jednak zawsze stara się dzieci poprawiać i proponować jej inne ksywki dla klaczy. 
Hodowla: klacz nie miała jeszcze okazji, żeby sprawdzić się jako koń hodowlany. U poprzednich właścicieli była po prostu koniem hodowlanym. W Anarkii natomiast dała już jednego źrebaka, ale został on sprzedany prywatnej osobie, a poza tym jest jeszcze za wcześnie, żeby coś o nim powiedzieć bo jest jeszcze źrebakiem. Jej oferty są jednak otwarte, więc czekamy na zamówienia. 
Budowa: zbudowana jest poprawnie ze wzorcem konia huculskiego, z tym że jest koniem raczej mocniejszej budowy, co może nie czyni jej najszybszym czy najzwrotniejszym koniem na świecie, ale pomaga jej w trzymaniu równowagi i skokach. Ma wielki brzuch który trochę przeszkadza w ogólnym wrażeniu, ale brzuch staramy się zrzucić. 


Rodowód:
SERENITY
(hc, 2004)
N-SASHA
(hc, nvrt)
SAPINKA
(hc, nvrt)
SEKCJA (hc, nvrt)
REWIR (hc, nvrt)
SŁOWIK
(hc, nvrt)
SOSENKA  (hc, nvrt)
KRUK (hc, nvrt)
RAZOR W
(hc, nvrt)
RAZBENTA
(hc, nvrt)
ROWENA (hc, nvrt)
DRAK  (hc, nvrt)
OKTAN W
(hc, nvrt)
ORTA (hc, nvrt)
KSIĄŻĘ W (hc, nvrt)

niedziela, 17 stycznia 2016

DZIENNIK: Kulig z Garibaldim

Pogoda była prześliczna, wszędzie leżała gruba warstwa śniegu, drzewa wręcz uginały się pod jego ciężarem, a słońce świeciło tak mocno jakby była przynajmniej połowa lata. 
Po karmieniu długo patrzyłam na Garibaldi'ego. Coś chodziło mi po głowie. Nieświadomy niczego wałach spokojnie pałaszował marchewkę i buraki. Wzruszyłam ramionami i poszłam do instruktorskiego sprawdzić plany na dzisiejszy dzień. Jazda z Cascade, Quasi'm i Honorem, wywalenie obornika z trzech boksów, odśnieżenie podjazdu i dachu stajni, odebranie dostawy siana, dwie jazdy rekreacyjne oraz jedne zajęcia hipoterapii... Oj, dużo zajęć. 
Wyszłam z instruktorskiego, sprawdziłam czy wszystkie konie zjadły, po czym zaczęłam po kolei otwierać boksy. 
- Garibaldi'ego zostaw! 
Usłyszałam głos Antka, który był dla mnie jak zbawienie. Czy pomyślał o tym samym co ja? Spojrzałam na niego z pytającym uśmiechem. Chłopak wskazał ręką na sanki, które właśnie wygrzebał ze strychu, uśmiechając się szeroko. 
- A wiesz, że mamy tysiąc innych zajęć przewidzianych na dziś? - zapytałam z uśmiechem. 
- A wiesz, że to grzech nie pojechać na kulig w taką pogodę? 
I wszystko było jasne. Wypuściliśmy resztę koni, zamknęliśmy padok. Garibaldi został w stajni, ale jako rekompensatę dostał dużą porcję siana w swoją siatkę. 
Poszliśmy z Antkiem na strych szukać więcej sanek. W tym czasie pod stajnię podjechał Łukasz z Magdą. Ostatnio udało im się dogadać i Łukasz po drodze do stajni w weekendy prawie zawsze zabierał naszą dzielną wolontariuszkę. 
- Macie nieprzemakalne spodnie!? - krzyknął do nich Antek z góry. 
- Nie, a dlaczego? - zdążyła zapytać Magda kiedy Antek zrzucił ze strychu dwie pary ortalionowych spodni narciarskich. 
- Kulig czy skiring? - zapytał Łukasz, który był trochę bardziej obeznany z naszymi tradycjami i pomysłami. 
- Kulig! Weźmiemy Gariba, to wszyscy wsiądziemy na sanki, a Esmeralda będzie jechać wierzchem! 
- Eeej, a dlaczego ja mam niby jechać w siodle? Wiesz jak ten szalony koń ciągnie w galopie i kłusie! 
- A kto ma Gariba wpisanego jako podopiecznego? 
- Ehhhh
Wyciągnęłam Gariba z boksu i zaczęłam czyścić podczas gdy pozostali zakładali nieprzemakalne spodnie i kompletowali sanki. Garib był spokojny, ale chyba wiedział co się szykuje, bo co chwilę zerkał na to co robią inni. 
Założyłam mu siodło westernowe i ogłowie z wędzidłem pojedynczo łamanym. Dobry zestaw, nie ma co. 
- Gotowi? - krzyknęłam w stronę Łukasza. 
- Idziemy! - odkrzyknęła Magda. 

Już po chwili sanki leżały na śniegu. Magda i Łukasz już na nich siedzieli, a ja i Antek mocowaliśmy liny do siodła Gariba. Na szczęście miało ono dużo uchwytów. Gdy skończyliśmy Antek podsadził mnie i pomógł dociągnąć popręg. Strzemiona okazały się na szczęście pasować, więc dałam wałachowi sygnał do ruszenia. Antek w biegu wskoczył na ostatnie sanki, więc już w komplecie ruszyliśmy stępem drogą na łąkę. 
- Może coś pośpiewamy? - zapytał Łukasz i już po chwili cała trójka darła mordy w bliżej nieokreślonej melodii i z bliżej nieokreślonymi słowami w nieokreślonym języku. 
Garibaldi strzygł uszami i szedł bardzo żwawo przed siebie. Momentami musiałam się starać, żeby nie zakłusował. 
Na łące ruszyłam kłusem. Po raz kolejny przekonałam się, że ziemniuch też potrafi. Dziś Garib miał wyjątkowo dużo energii i biegł przed siebie wyciągniętym kłusem. Co chwilę słyszałam piski i krzyki, bo najwidoczniej towarzystwo postanowiło rzucać się śnieżkami. Gdy jedna z nich trafiła mnie w plecy pokazałam towarzystwu środkowy palec i zaczęłam wyginać Gariba, żeby jechał bardzo wąskim slalomem. Towarzystwo zaczęło piszczeć i krzyczeć, aż w końcu siedzący na ostatnich i najmniej stabilnych sankach Antek spadł. Pogoniłam Gariba, a chłopak zaczął biec za sankami śmiejąc się. 
- Szybciej! Szybciej! - krzyczała Magda
W końcu jednak Antek dogonił sanki i wskoczył na nie w biegu. Odwróciłam się i uśmiechnęłam się do niego. 
Dojechaliśmy do zjazdu w dół, więc jechałam slalomem, żeby sanki nie uderzyły konia w tylne nogi. Gdy znaleźliśmy się na płaskim ponownie ruszyłam kłusem. Garib wciąż miał dużo siły, ale dopóki nie próbował galopować postanowiłam pozwolić mu iść dość mocnym tempem. Co chwilę parskał i ogólnie wyglądał na zadowolonego. 
Na prostej drodze postanowiłam zagalopować. Zrobiłam to bez ostrzeżenia, więc za chwilę usłyszałam pisk Magdy. Odwróciłam się, żeby sprawdzić czy dalej siedzi. Siedziała, choć w mało brakowało. 
Jechaliśmy dość szybkim galopem. Jechałam półsiadem i pozwoliłam Garibowi jechać takim tempem jak chciał. Szedł ładnie, prosto i równym tempem. 
W pewnym momencie mocno skręciłam w prawo. Ludzie na sankach jednak utrzymali się, choć chyba każde z nich było przekonane, że zaraz spadnie. 
Po przejechaniu jeszcze kilkudziesięciu metrów zwolniłam do kłusa. Garib był cały mokry, ale nie wydawał się być zmęczony. 
Zrobiliśmy kłusem dość duże koło i wróciliśmy na łąkę. Tam przeszłam już do stępa, żeby dać wałachowi czas na wyschnięcie. Nie był ogolony, więc byłam przekonana, że będzie wysychał cały dzień. 
Magda, Antek i Łukasz znów coś tam śpiewali, a ja znów nie byłam w stanie zgadnąć co. Grunt, że było wesoło. 
Pod stajnią wszyscy wysiedli z sanek, a ja zsiadłam z Gariba. Mięśnie bolały mnie jak cholera, bo nie dość, że prawie przez cały czas kłusowałam i galopowałam, to jeszcze Garib jest wyjątkowo szeroki. 
Łukasz odpiął sanki, a ja wprowadziłam wałacha do stajni. Tam ściągnęłam mu siodło i wspólnie zabraliśmy się za suszenie go słomą. W tym samym czasie Antek poszedł do siodlarni po derkę w odpowiednim rozmiarze. Postanowiliśmy, po wstępnym osuszeniu słomą, założyć mu polarówkę, a następnie zmienić ją na padokową i wywalić wałacha na dwór. Na razie jednak stanął w stajni w polarówce, zadowolony skubiąc siano. 
My z kolei schowaliśmy sanki do siodlarni (mogą się przecież jeszcze przydać!) i poszliśmy do domu napić się ciepłej herbaty i zrzucić z siebie zupełnie przemoczone ciuchy. 

środa, 6 stycznia 2016

Trening wyścigowy Hellblazera (5)

Koń: Hellblazer
Jeździec: Emilia
Dyscyplina: wyścigi płaskie (2000 m.)
Miejsce treningu: tor roboczy, stajnia sportowa

Przyjechałam odwiedzić nasze wyścigowce. Emilia wcześniej dała mi cynk, że około godziny 9. będzie wsiadać na Blaza. Bardzo mnie to ucieszyło, bo byłam bardzo ciekawa jak Młody sobie radzi. 
Zaparkowałam auto na parkingu dla gości i ruszyłam w stronę stajni. Uderzył mnie fakt, że konie stoją w boksach opatulone milionem derek. Było mi ich trochę szkoda, bo przecież nie było aż tak zimno, świeciło słońce i ogólnie na dworze było pięknie. Postanowiłam pogadać później ze stajennym, żeby wypuszczał przynajmniej moje konie. Potem jednak zauważyłam pusty boks Fade i zaczęłam mieć nadzieję, że klacz jest na padoku. 
Podeszłam do boksu Blaza w którym Emilia akurat zakładała siodło na kasztana. Przywitałyśmy się. Blaz wyglądał bardzo dobrze. Trochę schudł, ale miałam wrażenie że zastąpił tłuszcz mięśniami. Jak zwykle był bardzo rozproszony, więc jak tylko podeszłam od razu wyciągnął do mnie dziób. Zaśmiałam się i pogłaskałam brązowy łeb. Miałam dla niego trochę marchewek, ale postanowiłam mu je dać po treningu, bo miał już założone wędzidło. 
- Hej, a wiesz może gdzie jest Fade? Mijałam jej boks, ale nie było jej. - zapytałam Emilię. 
- Jest na padoku razem ze Sweet. Tak jak z resztą chciałaś. A co? 
- Nie, nic. Miałam nadzieję na taką właśnie odpowiedź. Czy tylko one wychodzą? 
- Na cały dzień tylko one, Hatter i ten wariat - wskazała ręką na gryzącego wodze Blaza - Reszta co najwyżej na godzinę lub dwie. 
- Biedne konie. No ale chodźmy zobaczyć jak Młody się spisuje. 
Dziewczyna chwyciła wodze Blaza i wyprowadziła go na korytarz. Tam jeszcze raz wyczyściła mu kopyta. Blaz wiercił się i chciał juz iść na tor, więc przytrzymałam go energicznie, żeby Emilia mogła się wkupić na czyszczeniu kopyt. W końcu ponownie złapała ogiera i wyprowadziła go na zewnątrz. Podprowadziła go pod rampę i wsiadła na jego grzbiet. Blaz w ogóle tego nie zauważył, bo akurat skupił się na jedzeniu śniegu. Ruszyli na tor. 
Zajęłam miejsce przy barierce, przystawiłam lornetkę do oczu i obserwowałam pracę Emilii. Najpierw jechała na bardzo lekkim kontakcie nie ingerując w to jakim tempem idzie ogier. Blaz zachowywał zupełny spokój i nawet zwracał od czasu do czasu uwagę na Emilię. Byłam w szoku. 
Po przejechaniu pół okrążenia toru stępem zabrali się za kłusowanie. Blaz zaczął się już trochę denerwować, ale Emilia szybko przywołała go do porządku trochę mocniejszym kontaktem i jazdą na kołach. Jak na jazdę wyścigową to dużo się wyginali, prawdopodobnie dlatego, że tylko w ten sposób można było skupić na sobie uwagę Blaza. W końcu zagalopowali. Początkowo wyglądało to jak walka, ponieważ Blaz chciał już rozwinąć tempo, a Emilia kazała mu galopować wolniej. Po chwili jednak ogier odpuścił i galopował tak jak powinien. 
Emilia zawołała mnie i poprosiła żebym pomogła jej wjechać do bramki. Blaz nie za bardzo to lubił, więc zawsze przyda się dodatkowa pomoc. Złapałam ogiera za wodze i podprowadziłam do bramki cały czas głaszcząc go po szyi. Blaz postawił uszy do przodu i zaparł się. Nie chciał iść. Emilia pokręciła głową i zaczęła drapać Blaza w okolice słabizny mówiąc mi, że taki jest na niego sposób. Blaz skupił się na Emilii, a w tym czasie ja wprowadziłam go do bramki. Coś niesamowitego jak działa mózg tego konia! 
Gdy Emilia i Blaz byli już w środku nacisnęłam przycisk otwierający boks i Blaz wypadł z bramki jak burza. 
Cofnęłam się do barierki i przystawiłam lornetkę do oczu, żeby lepiej widzieć. Z boku wydawało się, że mają bardzo dobre tempo, może nawet trochę za szybkie jak na początek takiego dystansu. Postanowiłam jednak zdać się na Emilię, która w przeciwieństwie do mnie nie miała dużej przerwy w jeździe wyścigowej. 
Blaz wydawał się być skupiony na biegu. Emilia trzymała wodze dość luźno, nie próbowała ingerować w tempo ogiera. Tak mi się przynajmniej wydawało. Przy pierwszym zakręcie pojechali lekko polem jednocześnie trochę przyspieszając, żeby nie tracić tempa. Pomiędzy zakrętami znów galopowali poprzednim tempem. Blaz szedł luźno, równo i ogólnie bardzo ładnie. Byłam z niego dumna. Na następnym zakręcie znów trochę przyspieszyli oddalając się od barierki. Przy wyjściu na prostą Blaz ewidentnie chciał przyspieszyć, ale Emilia nie pozwoliła mu na to. Przynajmniej nie aż tak jak Blaz chciał. Na długiej prostej galopowali znacznie szybciej. Szkoda, że nie miałam przy sobie stopera, bo z chęcią sprawdziłabym jaki mają czas. Na zakrętach powtórzyła się ta sama sytuacja co poprzednio, z tą tylko różnicą, że tym razem Emilia pozwoliła Blazowi przyspieszyć na wyjściu na ostatnią prostą. Dodatkowo też zaczęła go energicznie poganiać. Blaz odpowiedział natychmiastowo zwiększając prędkość tak bardzo, że aż wydało mi się to niemożliwe. Chyba rośnie nam kolejna gwiazda wyścigów. 
W końcu minęli celownik. Emilia pozwoliła Blazowi jeszcze chwilę galopować po czym zaczęła hamować do kłusa. Przekłusowali jeszcze spory odcinek po czym przeszli do stępa i podjechali do mnie. Opowiedziałam Emilii o moich wrażeniach z treningu i pochwaliłam jej pracę. Założyłam też Blazowi derkę treningową. Emilia zapytała czy chcę wsiąść na Blaza. Trochę mnie zatkało, ale po chwili siedziałam już na jego grzbiecie i jeździłam stępem po torze. Ogier był cały mokry, ale wyglądał na bardzo zadowolonego. Pogłaskałam jego spoconą szyję i szeptałam do niego, że może jeszcze będą z niego ludzie. Ogier kilka razy czegoś się wystraszył, ale zawsze robił to w bardzo kulturalny sposób, więc nigdy nawet nie zdążyłam zacząć się bać mimo że siedziałam na ogierze bez strzemion. 
Po pół godzinie zajechałam pod stajnię, zsiadłam z ogiera i wprowadziłam go na korytarz. Tam zdjęłam z konia siodło, założyłam mu derkę padokową i wyprowadziłam Blaza z powrotem na dwór. Po drodze spotkałam Emilię jadącą już na innym koniu. Zapytałam gdzie mam wypuścić ogiera na to ona wskazała mi ręką mały padok na którym stał ciemnogniady koń. Hatter! Podeszłam do niego z Blazem, wypuściłam kasztana i obdarowałam oba ogiery marchewkami. Potem znalazłam jeszcze Fade i Sweet i je również nakarmiłam. 
Niestety trzeba było się już zbierać do domu, więc zapakowałam się do auta i wróciłam do Anarkii. 

wtorek, 5 stycznia 2016

Trening trailowy Nortona (5) i Nestora (5)

Konie: Norton, Nestor
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: trail
Miejsce treningu: łąka z przeszkodami, Anarkia
Czas: godzina

Zimno, zimno, zimno. Zerknęłam na termometr i zdziwiłam się, że temperatura wynosi tylko -18*C, bo przyrzekłabym że jest dużo zimniej. Przed chwilą dzwonił Łukasz prosząc, żebym pojechała z nim na trening trailowy. Stwierdziłam, że czemu nie. 
Poszłam na padok po Nortona. Muł spokojnie stał i konsumował płot. Bez większych problemów dał sobie założyć kantar i zaprowadzić się pod stajnię. Gdy przywiązywałam muła pod stajnię zajechał Łukasz. Przywitaliśmy się, po czym chłopak zabrał z siodlarni sprzęt Nestora oraz komplet szczotek, wsiadł do samochodu i wrócił na dół tą samą drogą. 
Szybko wyczyściłam Nortona, założyłam mu siodło oraz ogłowie i wsiadłam na jego grzbiet. Muł stał spokojnie podczas gdy ja próbowałam usadzić się jakoś w siodle. Po chwili chwyciłam wodze w rękę, stuknęłam muła lekko nogami i ruszyliśmy w dół na łąkę. Norton dzielnie szedł przed siebie. Co prawda trochę się wlókł, ale nie miałam mu tego za złe, bo było na prawdę bardzo twardo i momentami ślisko. 
Łukasz wsiadał właśnie na grzbiet Nestora, więc szybko dołączyłam do nich i razem wjechaliśmy na łąkę. Tam każde z nas przeprowadziło rozgrzewkę. Początkowo jechaliśmy bardzo ostrożnie, badając gdzie ziemia nie jest aż tak twarda. O dziwo na łące było całkiem nieźle. 
Pogoniłam Nortona do kłusa. Muł początkowo trochę się wlókł, ale nie przeszkadzało mi to. Pozwoliłam mu wybadać podłoże przez pierwsze kilka minut, a potem zabraliśmy się już za konkretną pracę. Czując, że podłoże nie jest straszne Norton ożywił się i skupił na moich poleceniach. Jednocześnie jednak wciąż szedł bardzo ostrożnie i czujnie. Po rozkłusowaniu go zabrałam się za przejazdy przez drągi kłusem. Pierwszy przejazd poszedł kiepsko, Norton puknął kopytem w niektóre drągi, więc zawróciłam go i spróbowałam jeszcze raz, tym razem mocniej mobilizując mojego rumaka. Opłaciło się, bo tym razem Norton przejechał przez drągi nie pukając w ani jeden. Zawróciłam go więc i najechałam na drągi od drugiej strony. Norton bardzo się postarał i nie dość, że nie puknął w żaden drąg, to szedł wyjątkowo aktywnie i wysoko podnosił nogi. 
W tym samym czasie Łukasz i Nestor skupili się na cofaniach i obrotach. Jechali kłusem, zatrzymywali się, cofali i wykonywali obrót o różną liczbę stopni, po czym znów ruszali kłusem. Leniwy zazwyczaj Nestor dziś szedł wyjątkowo aktywnie. Widocznie tygodniowa przerwa w jazdach dobrze robi koniom. Początkowo jednak Nestor trochę się gubił, szczególnie podczas obrotów. Jednak cierpliwość i konsekwencja Łukasza popłaciła, ponieważ już po chwili Nestor śmigał cofania, obroty i zatrzymania. Zaczął się nawet rozluźniać i bardziej skupiać na tym czego chciał od niego jeździec. 
Dla dobra kopyt naszych koni postanowiliśmy zrezygnować z elementów trailowych w galopie. Przegalopowaliśmy po prostu po dwa koła na każdą ze stron i zwolniliśmy do kłusa, ponieważ podłoże jednak okazało się za twarde. 
Poćwiczyliśmy jeszcze w kłusie przejazdy przez bramki, po czym zwolniliśmy do stępa. Mimo, że w sumie nie zrobiliśmy dużo, to i tak cieszyłam się, że ruszyliśmy konie. 
Porządnie rozstępowaliśmy konie, po czym wyjechaliśmy z łąki. Łukasz zsiadł z Nestora i zaczął go rozbierać, a ja pojechałam na Nortonie pod stajnię. 
Tam zatrzymałam go, pogłaskałam po szyi i zsiadłam z jego grzbietu. Muł otrząsnął się i grzecznie poczekał aż zdjęłam z niego siodło i ogłowie. Sprawdziłam jeszcze jego kopyta i nogi i wypuściłam muła na padok. Odniosłam sprzęt do siodlarni i poszłam do instruktorskiego ustalić z Antkiem i Łukaszem dalszy plan działania na dziś.