czwartek, 28 września 2017

wtorek, 26 września 2017

Problem z gg, plany i inne newsy

Słuchajcie, trochę newsów na zakończenie wakacji mam dla Was :)

  • mam jakiś problem z gg, więc chwilowo nie piszcie tam do mnie, bo nie widzę tych wiadomości. Jak ktoś ma jakąś sprawę to piszcie tu, na Anarkii, w komentarzach. Pamiętajcie, że tu jest moderacja komentarzy, więc w razie czego mogę czegoś nie upubliczniać jak ktoś sobie nie życzy :) Postaram się jak najszybciej wykminić w czym jest problem z moim gg. 
  • w październiku zaczynam studia magisterskie (jestem stara) i o ile pierwszy semestr jest dość lajtowy (w kwestii liczby kursów) to nie wiem jak będzie później, bo w końcu praca magisterska się sama nie napisze itd. Na pewno jednak nie zniknę, nie martwcie się :)
  • również w październiku planuję zorganizować Hubertusa połączonego z jakimiś zawodami, ale na razie szczegółów brak. Na pewno coś będzie. 

No to chyba na tyle. Trzymajcie się!

sobota, 16 września 2017

Trening rajdowy French Revolution, Mandy, Asha



Jeźdźcy: Elvia, Łukasz, Esmeralda
Dyscyplina: rajdy (kondycyjny + elementy pracy na górkach)
Miejsce: tereny wokół Anarkii
Czas: 2 godziny


Dziś mieliśmy w planach trening rajdowy z French Revolution - arabką z Homestead, która przyjechała do nas na trening w ramach swego rodzaju wymiany. Siwka i jej właścicielka przyjechały do nas już dzień wcześniej, żeby odpocząć po długiej i męczącej podróży. Gdy French została bezpiecznie umieszczona w boksie pełnym słomy i siana, usiedliśmy na chwilę na tarasie, żeby porozmawiać o kondycji klaczy i jej treningach. Na podstawie tego dobraliśmy do niej dwa konie z Anarkii i mniej więcej zaplanowaliśmy trasę. Reszta miała wyjść w praniu. 
Dziś Elvia i French były wypoczęte, więc około godziny 9 zabraliśmy się za szykowanie rumaków. Na wszelki wypadek przywiązaliśmy konie w pewnej odległości od siebie. Ash był bardzo zainteresowany nową koleżanką i robił wszystko, żeby móc do niej podejść i ją obwąchać. W końcu, za przyzwoleniem Elvii, pozwoliłam mu podejść na chwilę do French, która była niewzruszona całą tą sytuacją. Ash przywitał się z nią, po czym stwierdził że zaspokoił swoją ciekawość i uspokoił się. French z kolei interesowała się każdym kamieniem, dziurą, przedmiotem... ogólnie wszystkim. Wszystko było nowe i ciekawe. Zachowywała jednak przy tym spokój i bez problemu dała się wyczyścić i osiodłać swojej właścicielce. Mandy z kolei zerkała co chwilę z niepokojem w stronę French tak, jakby trochę się jej bała. U niej jednak było to normalne. 
Gdy wszystkie rumaki były gotowe, założyliśmy na głowy kaski, wsiedliśmy na siodła i ruszyliśmy w stronę lasu. Łukasz i Mandy pojechali przodem, za nimi Elvia i French a na końcu ja i Ash. Wałachowi zdecydowanie nie podobało się, że idzie na końcu, ale cóż zrobić, ktoś musi iść ostatni i tym razem akurat padło na niego. 
Od początku jechaliśmy dość energicznie, ponieważ trening miał być stosunkowo długi, więc chcieliśmy dobrze rozgrzać rumaki. Konie były mniej więcej dopasowane poziomem, przynajmniej jeśli chodzi o klasy zawodów w których normalnie startują. Co prawda Mandy i French były przygotowane do klasy P, a Ash do N, jednak nie powinno to stanowić problemu. 
Gdy wjechaliśmy na łąkę przy stajni ruszyliśmy kłusem. Pierwszy odcinek kłusa miał być trochę testem, więc nie miał być bardzo długi. Mandy szła dobrym tempem, tak samo jak French. Ash złościł się, że musi jechać na końcu zastępu, ale postanowiłam go ignorować. Kłusowaliśmy przez jakieś 5 minut, po czym przeszliśmy do stępa i zjechaliśmy z łąki w dół, żeby wjechać do lasu. Żaden z naszych rajdowych rumaków nie miał problemów z pokonaniem wzniesienia, więc gdy wszyscy znaleźliśmy się na dole, ponownie ruszyliśmy kłusem. Tym razem czekał nas dłuższy odcinek kłusa, 10-minutowy. Jechaliśmy prostą, dość płaską jak na Bieszczady, drogą. Nie było tu kamieni ani wystających korzeni, więc konie mogły iść nie martwiąc się jakością podłoża. Konie były bardzo grzeczne, czego szczerze mówiąc się nie spodziewałam, zważywszy na to, że był wśród nich jeden którego pozostałe dwa widziały chyba pierwszy raz w życiu. French Revolution jakby też zaakceptowała zupełnie obce sobie konie i obce środowisko. No idealnie!
Po 10-minutowym odcinku kłusa przeszliśmy do stępa. Droga zrobiła się bardziej kręta i zaczęła biec lekko pod górę. Pod kopytami koni pojawiło się również więcej korzeni. Byłam ciekawa jak na takie podłoże zareaguje French, ale na szczęście arabka nie miała żadnych problemów z uważnym stawianiem kopyt. Pomimo tego, że teraz musiała się zastanawiać gdzie postawić nogę, to nie traciła tempa. 
Gdy znaleźliśmy się na prostej drodze ponownie ruszyliśmy kłusem. Tym razem czekał nas już odcinek 20-minutowy. Droga biegła lekko pod górę, ale było to na prawdę lekkie wzniesienie, więc nie wpływało to na tempo koni. Pilnowaliśmy, żeby konie poruszały się równym tempem, jak najbardziej naturalnym dla każdego z nich. French i Mandy obie były arabami o podobnej budowie i tempie chodu, więc dobrze się ze sobą zgrały. Ash z kolei był trochę od nich większy i stawiał dłuższe kroki, przez co musiałam go pilnować, żeby trzymał odstęp od zadu French. Achał jednak chyba pogodził się z faktem że idzie na końcu i przestał się ze mną szarpać. 
Przeszliśmy na chwilę do stępa, żeby podjechać pod dość strome wzniesienie. Konie wspięły się na górę bez żadnych problemów. 
Znaleźliśmy się na łące, gdzie postanowiliśmy sobie zagalopować. Każdy miał jechać własnym tempem, bo każdy najlepiej znał swojego konia. Oczywiście zastęp lekko nam się rozjechał, ale żaden z koni ani nie wysunął się jakoś znacząco na prowadzenie, ani żaden nie został bardzo z tyłu. Wszystkie galopowały w mniej więcej podobnym tempie, w jednej linii, obok siebie ale w dość dużych odstępach. Łąka byłą szeroka, więc mogliśmy sobie na to pozwolić. 
Na końcu łąki przeszliśmy do kłusa i kolejne 20 minut jechaliśmy tym chodem. Z tej strony wjazd do lasu był łagodny i nie było potrzeby przechodzić do stępa. Konie nie wykazywały żadnych oznak zmęczenia. Zerknęłam na zegarek. Poruszaliśmy się w tempie około 16 km/h, co było bardzo dobrym wynikiem. 
Znów przeszliśmy do stępa po minięciu wyznaczonego czasu. Powoli kierowaliśmy się już w stronę stajni, jednak wciąż mieliśmy przed sobą trochę drogi. W przerwie od treningu kondycyjnego postanowiliśmy pojechać na chwilę na górki, bo w końcu byliśmy w Bieszczadach. Przez około 1 km. droga wyglądała tak, że była górka za górką. Konie musiały więc wspiąć się na niewielkie wzniesienie, zejść z niego i od razu wejść na następne. Wzniesienia były łagodne, można było je pokonać około 4-5 krokami w stępie, ale taka praca, mimo że nie wyglądała na ciężką na pierwszy rzut oka, to świetnie działała na mięśnie zadu i grzbietu. 
Każdy koń jechał swoim tempem i staraliśmy się nie przeszkadzać sobie nawzajem. Przez to zastęp znów nam się trochę rozjechał, ale nie miało to dużego znaczenia. Nasze dwa konie radziły sobie bardzo dobrze, bo już znały to miejsce i wiedziały o co chodzi. French z kolei na początku była trochę zdziwiona, ale już po chwili również śmigała po górkach i nawet wyglądała na całkiem zadowoloną i zainteresowaną nową formą ćwiczenia. 
Gdy dojechaliśmy do końca pozwoliliśmy koniom przez chwilę iść stępem po płaskiej drodze na wydłużonej wodzy, a następnie ponownie ruszyliśmy kłusem. Jechaliśmy przez kolejne 20 minut po równej, prostej drodze. 
W końcu, gdy byliśmy już prawie w domu skręciliśmy w stronę rzeki. Wjechaliśmy do niej i przez kilka minut jechaliśmy w wodzie pod prąd, który był bardzo łagodny, więc taki spacer nie był niebezpieczny. Na dnie nie było kamieni ani zapadającego się piasku, więc mogliśmy spokojnie jechać. Konie musiały trochę wyżej podnosić nogi, a woda dodatkowo chłodziła je po treningu. 
W końcu znaleźliśmy się na łące przy stajni. Jechaliśmy już stępem, na długich wodzach, żeby dokładnie rozstępować konie po treningu. Rumaki wyglądały na zadowolone i lekko zmęczone, ale bez przesady. 
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, zdjęliśmy im siodła i dokładnie obejrzeliśmy im grzbiety i nogi. Wyczyściliśmy im też kopyta i schłodziliśmy nogi na myjce. Wszystkie trzy konie były trochę mokre, a dzień był dość chłodny, więc postanowiliśmy ubrać je w derki polarowe i postawić na chwilę do stajni, żeby ochłonęły. Następnie odnieśliśmy cały sprzęt do siodlarni i poszliśmy na gorącą herbatę i kanapki rozmawiając po drodze o naszych wrażeniach z treningu, folblutach i ostatnich zawodach. 

piątek, 15 września 2017

Trening wyścigowy Kai i Fitz



Jeźdźcy: Asia, Emilia
Dyscyplina: wyścigi płaskie (2200 m.)
Miejsce: tor roboczy, stajnia sportowa


Wybrałam się dziś do stajni sportowej obejrzeć trening dwóch klaczy. Kaję znałam bardzo dobrze. Była to zasłużona i doświadczona klacz, dla której przyszły sezon miał być ostatnim przed przejściem na emeryturę. W tym roku Kaja nie miała dużo okazji do startów, ale dzięki treningom była w świetnej formie. Fitz z kolei była młodą klaczą, która na torze radziła sobie całkiem nieźle. Nie miałam jeszcze okazji oglądać wielu treningów z jej udziałem, dlatego właśnie gdy Emilia napisała mi jak zwykle na które konie o której godzinie mniej więcej będzie wsiadać, ucieszyłam się, że tym razem trening Fitz przypada wtedy kiedy względnie nie mam nic ważnego do roboty. 
Zapakowałam się więc w auto i pojechałam do stajni sportowej. Na miejscu byłam trochę wcześniej niż powinnam, więc postanowiłam najpierw przywitać się z końmi. Blaz, Nostromo i Fighter stały na małym, zabłoconym padoku. Miały założone lekkie derki, ponieważ było dość chłodno i wiał zimny wiatr. Kasztanowaty folblut od razu ruszył w moją stronę i dał się pogłaskać, arab natomiast olał mnie totalnie i jadł siano, a Nostromo tylko patrzył z daleka. Podejrzewałam, że młody ogier po prostu jeszcze nie do końca dogadał się ze swoimi starszymi kolegami. Następnie poszłam na sąsiedni padok gdzie w otoczeniu kilku innych koni stała Fade. Klacz nie podeszła do mnie, tylko stała i patrzyła. 
W końcu poszłam do stajni, gdzie spotkałam Emilię i Aśkę czyszczące Kaję i Fitz. Przywitałam się z dziewczynami i chwilę pogadałyśmy o postępach koni. Podobno Blaz trochę się ogarnął i zaczął współpracować z człowiekiem, co mnie bardzo ucieszyło. W między czasie pomogłam trochę dziewczynom z czyszczeniem klaczy. Obie były, jak na konie wyścigowe, bardzo spokojne i grzeczne, więc już po chwili były gotowe do treningu. 
Dziewczyny wyprowadziły klacze przed stajnię i wsiadły na ich grzbiety. Skierowały się stępem w stronę toru roboczego, a ja z kolei zajęłam strategiczne miejsce na pseudo-trybunie. Miałam ze sobą lornetkę, żeby wszystko jak najlepiej widzieć. 
Dziewczyny zaczęły od przejechania całego okrążenia toru w stępie. Klacze wyglądały na rozluźnione i w miarę zadowolone, szły spokojnie na dość luźnych wodzach. Następnie dziewczyny pojeździły trochę kłusem, żeby rozgrzać konie przed galopem. W kłusie klacze były już bardziej pobudzone, ale zachowywały spokój i słuchały się jeźdźców. Były ogólnie chyba dobrym "zestawem" treningowym, bo były to zdecydowanie najspokojniejsze z naszych koni wyścigowych. 
W końcu przyszedł czas na trening właściwy. Dziewczyny tym razem nie korzystały ze startboksów, tylko ruszyły galopem po prostu z miejsca. Fitz była mniej doświadczona, w związku z tym Emilia stwierdziła, że dobrym rozwiązaniem będzie puścić klacz za bardziej doświadczoną Kają. Kaja była koniem chodzącym bardzo długie dystanse, więc była silniejsza od Fitz. Tempo od początku było dość mocne, ale młodsza klacz bez problemu dawała radę. Emilia trzymała wodze na lekkim kontakcie i pozwoliła Fitz galopować przed siebie, jednocześnie pilnując, żeby tempo było równe, a odległość od Kai równa przez cały dystans. Aśka z kolei trzymała Kaję w równym i dość mocnym tempie. Dziewczyna trzymała wodze również na lekkim kontakcie, skracając je lekko tylko na zakrętach, żeby pomóc klaczy lepiej w nie wejść. Fitz na zakrętach miała lekkie problemy, przynajmniej na początku, ciężko jej było wejść w zakręt tak, żeby być blisko barierki. Na szczęście już na drugim zakręcie Emilia pomogła klaczy kierując ją za pomocą wodzy i wyszło im już dużo lepiej. Klacze galopowały w równym tempie i nie było widać, żeby któraś była wyjątkowo zmęczona i musiała nadganiać, żeby utrzymać tempo. Przy wjeździe na ostatnią prostą Kaja lekko przyspieszyła, przez co Fitz została lekko z tyłu, co jednak udało się po chwili wyrównać, bo odległość między klaczami nie zwiększyła się znacząco. Po przecięciu miejsca, które było umowną metą, dziewczyny zaczęły powoli hamować. Najpierw jeszcze kawałek przegalopowały, następnie przeszły do kłusa, a na koniec do stępa. Klacze wyciągnęły szyje, a dziewczyny skierowały je jeszcze raz na tor, żeby je rozstępować po treningu. Gniade folblutki szły spokojnie, parskały i dawały się prowadzić na luźnych wodzach. 
Gdy dziewczyny skończyły rozstępowanie podeszłam do nich i podzieliłam się moimi spostrzeżeniami. Emilia była ogólnie dumna z obu klaczy i wyraziła nadzieję, że w przyszłym sezonie Fitz będzie błyszczeć, a Kaja odejdzie na emeryturę z hukiem. 
Pomogłam dziewczynom rozsiodłać klacze i wyczyścić je. Były całe mokre, więc ubrałyśmy je w derki polarowe i postawiłyśmy do boksów, żeby wyschły. Następnie dałam im marchewki i poszłam jeszcze do Blaza, Fightera, Nostromo i Fade, żeby również im dać smakołyki. Następnie pożegnałam się z dziewczynami, wsiadłam do auta i ruszyłam w drogę powrotną do Anarkii. 

środa, 13 września 2017

ogier NOSTROMO (xx)

ogier **NOSTROMO+
(xx, gniady)
od *Nemezis (xx) po *White Fox (xx)
wyścigi płaskie (2000-2600 m.) i płotowe (w przyszłości), wystawy
urodzony 15.01.2016 r. , w Virtualu od 13.09.2017 r.
hodowli WHK Anarkia, własności WHK Anarkia
ogier sportowy



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     PASZPORT




Odznaczony Brązowym Orderem Zasługi w wyścigach



Historia: Esmeralda chciała mieć w swojej stajni konia po White Foxie, więc po prostu zamówiła stanówkę tym ogierem. Nemezis spodobał się White Fox, więc krycie przebiegło bez problemów, tak samo z resztą jak ciąża. Poród był dość długi, ale nie było zagrożenia ani dla klaczy ani dla źrebaka. Nostromo przyszedł na świat pewnej zimowej nocy po na prawdę długim porodzie w który zaangażowani byli chyba wszyscy pracownicy stajni i weterynarz. Mimo tego Nostromo praktycznie od razu stanął na nogi, dzięki czemu odetchnęliśmy z ulgą że źrebak urodził się zdrowy. Młody dorastał na ogromnych pastwiskach w Anarkii, a gdy skończył rok zaczął pracę pod siodłem. Okazał się koniem dość trudnym i pełnym fantazji, ale nie niebezpiecznym. Po wstępnym zajeżdżeniu został wysłany do stajni sportowej, żeby trenować pod okiem Emilii wraz z naszymi innymi wyścigowcami. 
Rodowód: rodzice Nostromo to konie bardzo utytułowane, których chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Siwy White Fox to jeden z najlepszych reproduktorów pełnej krwi angielskiej, ojciec wielu utytułowanych koni i zwycięzca wielu wyścigów. Obecnie stoi na zasłużonej emeryturze w Liliowej Zatoce. Matką Nostromo jest kara klacz Nemezis stojąca w Anarkii. Klacz również znajduje się już na emeryturze, a w młodości wygrywała wyścigi płaskie. Obecnie sprawdza się jako klacz hodowlana. 

Podczas pracy na torze roboczym: praca z Nostromo jest dość trudna, bo to koń dość toporny. Pośród osób które go dosiadają zyskał sobie pseudonim "Czołg", ponieważ dość wolno się rozpędza, ale jak już to zrobi to ciężko go zatrzymać czy skręcić. Jest też dość ciężki, wiesza się mocno na wodzach i zapiera na wędzidle. Mimo to nie ma z nim problemów jeśli chodzi o skrętność i co najdziwniejsze, Nostromo jak na konia wyścigowego jest bardzo sterowny. Jest właśnie tylko problem z nabieraniem tempa i hamowaniem. Z tego właśnie powodu Nostromo jest koniem na długie dystanse, tam to powolne nabieranie prędkości nie przeszkadza mu w wygraniu wyścigu. Ogier jest bardzo wytrzymały i silny. Zdecydowanie wyróżnia się na plus spośród innych koni w jego wieku. Z tego właśnie powodu została podjęta decyzja o przyuczeniu go do wyścigów płotowych. Nostromo na początku był zdziwiony, ale obecnie skacze przez wszystko co stanie mu na drodze. Z powodu wieku i małego doświadczenia skacze na razie niewiele, ale w przyszłości na pewno będzie świetnym koniem płotowym, ponieważ jest bardzo odważny, silny i lubi tego typu wyzwania. Nie boi się przeszkód i całkiem szybko odzyskuje równowagę po wylądowaniu. Do bramek startowych wchodzi bez mrugnięcia okiem, jakby robił to od zawsze. Zdecydowanie lepiej zachowuje się na treningu gdy są obok niego inne konie, ale samodzielnie też jest nieźle. 
Podczas pracy w terenie: Nostromo nie chodzi w takie pełnoprawne tereny. Często natomiast chodzi do lasu na stępa przed albo po treningu. I w takich przypadkach jego "czołgowatość" jest bardzo dużą zaletą, ponieważ nawet gdy coś strasznego się dzieje i jest się czego bać, to zanim Nostromo zareaguje na ten bodziec to niebezpieczeństwo już dawno minie. W związku z tym ogier płoszy się bardzo rzadko i raczej idzie po prostu jak czołg przed siebie i nie przejmuje się tym co dzieje się wokół. Czasem tylko zdarza mu się za bardzo ucieszyć i bryknąć czy próbować nagle ruszyć galopem. Dla osoby która go nie zna może się to wydawać niebezpieczne, ale po poznaniu Nostromo można zauważyć pewien patent, ponieważ ogier reaguje w ten sposób w konkretnych miejscach w lesie. Z resztą, wystarczy usiąść w siodło, przytrzymać wodze i powiedzieć stanowczo "nie!", żeby ogier się ogarnął i zaprzestał odstawiania cyrków. Ogier może chodzić na spacery zarówno samodzielnie, jak i w towarzystwie innych koni i w ogóle nie robi mu to różnicy. Chodzi w zastępie na każdej pozycji, również jako czołowy i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby kopnął lub ugryzł jakiegoś konia. Nawet na klacze zazwyczaj nie zwraca jakiejś szczególnej uwagi. To koń bardzo ciekawski, który musi dotknąć pyskiem każdego kamienia, kałuży, czy innej nietypowej rzeczy. 
W stosunku do ludzi: Czołg jest koniem dość specyficznym. Generalnie nie ma w nim żadnej agresji ani złych intencji w stosunku do człowieka, ale jest mało bystry, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. Podczas czyszczenia jest grzeczny, nie kręci się, nie gryzie ani nie kopie, ale za to kompletnie ignoruje polecenia człowieka związane z przesuwaniem się. Można z całej siły pchać jego zad, a Nostromo będzie albo udawał że nie wie o co chodzi, albo na prawdę nie rozumiał, co do tego nie jesteśmy zgodni. Podobnie sprawa się ma z podnoszeniem nóg. Zazwyczaj trzeba się oprzeć na nim całym ciałem, żeby Nostromo zrozumiał że ma podnieść nogę. Oprócz tej jednej wady Nostromo jest koniem bardzo grzecznym, spokojnym i dobrze wychowanym jak na swój wiek. Przy kowalu i weterynarzu trochę się ogarnia i jest całkiem uważny jak na niego. Bez problemu daje sobie wystrugać kopyta, podkuć, zaszczepić, czy odrobaczyć. Na padoku nie podchodzi do człowieka, bo jest leniwy, ale też nie ucieka i jak człowiek się do niego pofatyguje to Nostromo bez problemu daje się złapać i zaprowadzić do stajni. Jest mu absolutnie wszystko jedno kto się nim zajmuje, może to być nawet osoba kompletnie obca. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: Nostromo jest trochę aspołeczny. Zawsze trzyma się na uboczu i zupełnie nie interesują go kontakty z innymi końmi. W przeciwieństwie do większości koni, Nostromo wydaje się czuć bardzo dobrze w samotności. To chyba jedyny koń z Anarkii, który bez problemu potrafi spędzić cały dzień samotnie w stajni. Na padoku w ogóle nie wchodzi w jakiekolwiek interakcje z innymi końmi, a gdy zostanie do tego zmuszony to zdaje się w ogóle nie wiedzieć co ma zrobić. Na padok wychodzi razem z Blazem i Fighterem i oba ogiery chyba zaakceptowały fakt, że Nostromo jest "inny", bo nie próbują go zaczepiać. Właściwie to wydają się zupełnie go ignorować i traktować raczej jak element krajobrazu. Na szczęście Nostromowi chyba to pasuje, bo przez większość czasu na padoku wygląda na zadowolonego gdy mu się nie przeszkadza. W stajni też kompletnie ignoruje inne konie, chyba że któryś próbuje go na przykład ugryźć. Wtedy ogier bez zastanowienia odpowiada tym samym. Na padoku przed wyścigiem ignoruje inne konie zupełnie. Jeśli chodzi o inne zwierzęta to Nostromo ma do nich raczej neutralny stosunek. Boi się tylko większości dzikich zwierząt w lesie, nawet tych potencjalnie niegroźnych. Z wiekiem jednak na szczęście boi się coraz mniej. 
Na padoku: w ręku chodzi grzecznie, nawet kiedy jest ostatnim koniem wychodzącym ze stajni. Nigdy się nie niecierpliwi ani nie złości na człowieka, gdy ten każe mu iść spokojnie stępem. Można go spokojnie prowadzić na samym kantarze i może to zrobić absolutnie każdy. Z tego właśnie powodu Nostromo jest często postrzegany jako koń dużo starszy niż w rzeczywistości. Czas na padoku ogier najczęściej spędza w sporej odległości od innych koni, bo jest mocno aspołeczny. Nie wiadomo z czego to wynika, bo ogier gdy był źrebakiem przebywał normalnie w stadzie rówieśników. Po prostu jest aspołeczny i koniec. Z tego właśnie powodu trzyma się mocno na uboczu. Na szczęście dwa konie, z którymi Nostromo wychodzi na padok, Blaz i Fighter, zaakceptowały ten fakt i nie zaczepiają swojego młodszego kolegi. Nostromo daje się bez problemu złapać człowiekowi i zaprowadzić się do stajni. Sam, z własnej woli nigdy nie podejdzie, ale nie będzie też uciekał, tylko stał grzecznie i czekał aż człowiek do niego podejdzie. Z odłączeniem go od stada nie ma najmniejszego problemu, Nostromowi wszystko jedno czy będzie szedł do stajni sam czy z innym koniem. Daje się bez problemu prowadzić człowiekowi, nie szarpie się ani nie awanturuje. 
W stajni: Nostromo jest chyba jedynym koniem w Anarkii, któremu nie dość, że nie przeszkadza długotrwałe stanie w stajni, to jeszcze bardzo dobrze znosi fakt, że stoi w tej stajni sam. Ogier stoi wtedy spokojnie w swoim boksie i jakby nigdy nic je siano albo śpi. Jest to koń kompletnie aspołeczny, który zdaje się nie potrzebować do szczęścia towarzystwa innych koni. W stajni jest zwierzęciem zupełnie bezproblemowym. Można wejść do jego boksu, poprawić ściółkę, czy zrobić coś innego nawet nie zamykając za sobą drzwi, a ogier nawet nie pomyśli o tym, żeby uciec. Można też bez żadnego ryzyka wyczyścić go czy osiodłać w boksie, Nostromowi będzie i tak wszystko jedno. Jest bardzo czystym koniem, załatwia się zawsze tylko w jeden róg boksu, więc sprzątanie po nim jest szybkie i bezbolesne. Nigdy też nie miesza siana ze ściółką, je spokojnie i nie bałagani. Podczas karmienia jest spokojny. Nawet nie rży i nie rozgląda się. Po prostu stoi i odpoczywa, a jak dostanie jedzenie do żłobu, wygląda na bardzo zdziwionego i dopiero wtedy powoli zabiera się za jedzenie. To właśnie na niego trzeba zawsze czekać, bo je najwolniej z całej stajni. Innych koni nie zaczepia, ale jak któryś próbuje zaczepić jego to Nostromo bez zastanowienia oddaje. 


Na zawodach: Nostromo nie ma jeszcze dużego doświadczenia na zawodach, ale trzeba mu przyznać, że bardzo dobrze radzi sobie z nerwową atmosferą zawodów. Właściwie to w ogóle nie ruszają go nowe miejsca, tłumy obcych koni ani nieznane przedmioty. Gdziekolwiek by się nie znalazł, Nostromo zachowuje się jakby spędził tam co najmniej pół życia. Do przyczepy wchodzi bez większych problemów, gdy już postawi pierwszą nogę na rampie. Zazwyczaj pierwszy krok trochę mu zajmuje, ale Nostromo nie panikuje, tylko się jakby zastanawia. Na szczęście potem jest już lepiej. Ogier o wiele bardziej woli podróżować samotnie, a gdy już się zdarzy że musi jechać z innym koniem, to o wiele lepiej czuje się gdy jest od niego oddzielony kratą tak, że konie nie mogą się dotknąć. Podczas szykowania Nostromo zachowuje się dokładnie tak samo, jak w domu. Na padoku jest grzeczny, poza tym że okazjonalnie zdarzy mu się czegoś przestraszyć. Szczególnie nie lubi fleszy aparatów strzelających mu po oczach. Nostromo nie wchodzi w kontakty z innymi końmi i ogólnie bardzo dobrze słucha się prowadzącego go człowieka. Podczas dekoracji na prawdę bardzo stara się być grzeczny, ale niestety boi się fleszy aparatów. Na szczęście z czasem boi się coraz mniej. 
  • wyścigi: ogier nie ma jeszcze dużego doświadczenia w wyścigach, ale trzeba mu przyznać, że radzi sobie coraz lepiej. Na razie startuje w wyścigach płaskich na długich dystansach, ale w przyszłości chcemy żeby startował też w wyścigach płotowych, bo ma do tego na prawdę duże predyspozycje. Nostromo do maszyny startowej wchodzi bez mrugnięcia okiem i czeka w niej cierpliwie tak długo jak trzeba. Jest dość niski, więc boks startowy nie jest dla niego aż tak ciasny. To jeden z tych koni, które na prawdę koszmarnie startują. Nostromo wydaje się po prostu być niezdolny do szybkiego startu. Zawsze wychodzi z maszyny startowej jako ostatni i już na początku wyścigu ma do nadrobienia na prawdę duży dystans. Na szczęście Nostromo jest koniem bardzo wytrzymałym i bardzo często zdarza się, że podczas wyścigu Nostromowi udaje się nie tylko dogonić stawkę, ale też wyprzedzić wszystkie inne konie. To koń zdecydowanie długodystansowy, który potrzebuje na prawdę dużo czasu, żeby się rozpędzić, ale gdy już to zrobi to trudno go zatrzymać. Ogier stawia długie kroki i zagarnia dużo terenu. Nie ma problemów z wciskaniem się między dwa konie, czy galopowaniem nos w nos. To bardzo zdolny i zawzięty koń, który wciąż nabiera doświadczenia i zapowiada się na na prawdę dobrego wyścigowca. 
  • wystawy: Nostromo ogólnie zachowuje się bardzo dobrze i pomimo młodego wieku nie ma z nim jakiś większych problemów wychowawczych. Zawsze idzie grzecznie obok prezentera dokładnie takim tempem, jakiego się od niego wymaga. Jest tylko problem z zakłusowaniem, bo Nostromowi zazwyczaj się po prostu nie chce i zazwyczaj prezenterowi zajmuje chwilę przekonanie ogiera do zmiany chodu. Natomiast gdy Nostromo się rozkręci to ciężko go zatrzymać, więc zachowuje się dokładnie tak, jak pod siodłem. Ze staniem w miejscu nie ma większych problemów. Nawet opuszcza głowę i ziewa kiedy musi stać w miejscu dłużej niż kilka minut. Nigdy jednak nie rusza z miejsca bez dostania konkretnego sygnału od prezentera. Natomiast czasem zdarza się, że Nostromo się zawiesi i po dłuższym staniu nie za bardzo chce mu się znów ruszyć. Wystarczy jednak na niego cmoknąć albo puknąć lekko w łopatkę, żeby ogier się obudził i ruszył z miejsca. Ogólnie Nostromo jest koniem bardzo ładnym, ciekawie umaszczonym. Dodatkowo ma bardzo dobry ruch, więc na wystawach radzi sobie całkiem nieźle, często dostając wysokie noty i zajmując dobre miejsca w ogólnej klasyfikacji. 


Chody: Nostromo jest w ciągłym treningu wyścigowym oraz zaczyna starty w zawodach. Trenowany był do wyścigów długodystansowych, więc jego chody muszą go do tego predestynować. Ogier stawia bardzo długie kroki i zagarnia przy tym dużo terenu, więc czasem wydaje się, że biegnie w zwolnionym tempie, ale tak na prawdę ogier jest bardzo szybki, a przede wszystkim wytrzymały. W kłusie i stępie trochę drobni, ale jeździec jest w stanie wyegzekwować od niego stawiania dłuższych kroków.
Zdrowie: jest to dość młody koń, który jednak na co dzień poddawany jest dużym obciążeniom. Na razie nigdy nie chorował ani nie był kontuzjowany. Ma bardzo mocne nogi i silny organizm. Nigdy też nie kolkował, nie miał problemów z płucami ani z sercem. Na padok jednak musi wychodzić zimą w derce, ponieważ z powodu treningu wyścigowego musimy go golić. Jest też kuty, więc nie wiadomo co będzie z jego kopytami później. 
Kondycja: to koń w ciągłym treningu wyścigowym, więc w porównaniu do innych koni wyścigowych Nostromo lekko odstaje. Jest to jednak spowodowane młodym wiekiem i małym doświadczeniem. Z każdym dniem Nostromo radzi sobie coraz lepiej. Nigdy nie narzeka ani nie okazuje przesadnie zmęczenia. Ogólnie nie ma raczej nic przeciwko wysiłkowi fizycznemu. Nostromo jest koniem z predyspozycjami na długie dystanse, więc jego kondycja będzie lepsza i lepsza. 

Imię: jego imię jest oczywiście związane z filmem "Alien" i jest nazwą statku na którym ma miejsce akcja filmu. Takie imię zostało mu nadane głównie dlatego, że potrzebowaliśmy imienia zaczynającego się na "N" (po matce) i jakoś tak wyszło, że zostało wybrane akurat to. Na co dzień używamy prawdziwego imienia ogiera, które nie jest ani zbyt długie ani zbyt skomplikowane, albo używamy jego ksywki i nazywamy go Czołgiem. 
Hodowla: ze względu na swoją aspołeczność Nostromo może nie być zdolny do naturalnego krycia. Na razie jednak zostawiliśmy go ogierem, ponieważ trudno wybiegać aż tak daleko w przyszłość. Na razie chcemy sprawdzić Nostroma na torze, a jego kariera hodowlana jest na razie jedną wielką niewiadomą. Ma bardzo dobry rodowód, więc byłoby fajnie jakby został ogierem rozpłodowym w przyszłości. 
Budowa: Nostromo jest dość niski jak na folbluta, co w sumie jest dziwne, bo oboje jego rodziców są końmi raczej wysokimi. Niski wzrost nie przeszkadza mu na szczęście w bieganiu, a w niektórych sytuacjach nawet pomaga, na przykład w bramce startowej. Ogólnie ogier jest zbudowany zgodnie ze wzorcem konia pełnej krwi angielskiej, ale wyróżnia go ciekawa maść i nietypowe odmiany. Dzięki temu ściąga na siebie uwagę już na padoku przed wyścigiem. 



Rodowód:
NOSTROMO
(xx, 2016)
*WHITE FOX
(xx, 2003)
BRILLIANT SPEED
(xx, ?)
BRYTAN (xx, nvrt)
BŁYSKOTKA (xx, nvrt)
CRAZY ATTIRE
(xx, ?)
LIKE ATTIR (xx, nvrt)
SPEED (xx, nvrt)
(xx, 2003)
NEXT
(xx, nvrt)
FASTEX (xx, nvrt)
NELLA O'UI (xx, nvrt)
HERA
(xx, nvrt)
ZEUS (xx, nvrt)
HIBERNACJA (xx, nvrt)

[treningi] og. Nostromo

brak

[osiągnięcia] og. Nostromo

Liczba osiągnięć: 114
Liczba gwiazdek: 2

Osiągnięcia wyścigowe (77)

Osiągnięcia na wystawach (26)


Inne osiągnięcia (0)
  • brak


Tytuły (8)
  •  Najlepszy Folblut Wyścigu na 2200 m. na Hipodromie Sapporo
  • International 2200 m. Racing Champion 2019 podczas XVII IAHF
  • International Junior Stallion Vice Champion 2019 podczas XVII IAHF
  • Best Racing Horse 2019 podczas XVII IAHF
  • International 3000 m. Racing Vice Champion 2021 podczas 21st IAHF 2021
  • International Young Stallion Show Champion 2021 podczas 21st IAHF 2021
  • International 2200 m. Racing Champion 2022 podczas 23rd IAHF 2022
  • International Young Stallion Show Vice Champion 2022 podczas 23rd IAHF 2022.

poniedziałek, 11 września 2017

[potomstwo] kl. *Sweet Dream CT

Klacze (3)

  • kl. Sweet America (po og. American Hybrid)
  • kl. Sweet Explosion (po og. Explash)
  • kl. Solitary Star (po og. *The Mad Hatter+/)




Ogiery (1)


  • og. Sweet Army (po og. The Loki's Army)