Koń: Carrera
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western pleasure (z elementami trailu)
Miejsce: Summer Berry Stable, hala
Czas: 1,5 godziny
Zostałam poproszona przez Boksi o przeprowadzenie treningu z Carrerą, a ponieważ byłam winna dziewczynie przysługę, od razu się zgodziłam. Chwilę zajęło mi odnalezienie się w wielkiej stajni, ale po chwili odnalazłam boks arabki. Gdy zauważyła, że otwieram boks ciekawsko spojrzała w moją stronę, ale gdy zauważyła obcą osobę od razu cofnęła się kilka kroków. Spuściłam wzrok i weszłam powoli do boksu wyciągając w stronę klaczy dłoń z kawałkiem suchego chleba. Carrera chwilę zastanawiała się, ale w końcu przyjęła dar i chyba uznała mnie za swoją, bo przysunęła się w moją stronę i zaczęła obwąchiwać moje kieszenie i dłonie. Pogłaskałam ją między oczami i założyłam jej na głowę kantar, który wisiał obok boksu klaczy. Carrera nie miała żadnych obiekcji, więc podpięłam uwiąz do kantara i wyprowadziłam klacz na zewnątrz.
Pogoda była bardzo ładna, świeciło lekkie słońce, a świat tak jakby zaczynał budzić się do życia po zimie. Mimo to zostałam poproszona o przeprowadzenie treningu na hali. Nie miało to dla mnie jakiegoś szczególnego znaczenia, a że w Anarkii nie mamy hali, to nawet dobrze, będzie jakieś urozmaicenie.
Przywiązałam Carrerę do koniowiązu pod stajnią i szybko skoczyłam do siodlarni po szczotki. Arabka gdy tylko zauważyła zgrzebło i miękką szczotkę w moich rękach od razu przymknęła oczy i opuściła głowę. Zaczęłam ją czyścić. Zajęło mi to dosłownie chwilę, bo klacz była właściwie czysta, ale i tak jeszcze przez chwilę czyściłam i tak już czystą klacz, bo nie chciałam jej robić przykrości. Z siodłaniem też poszło szybko i już po chwili gotowa Carrera stała przy koniowiązie, a ja zakładałam na głowę kask. Po chwili odwiązałam klacz i poprowadziłam ją w stronę hali. Tam zatrzymałam ją na środku, sprawdziłam strzemiona i popręg, a następnie wgramoliłam się na grzbiet klaczy. Gdy upewniłam się, że wszystko jest w porządku dałam klaczy lekką łydkę i ruszyłyśmy stępem.
Początkowo pozwoliłam klaczy się rozluźnić, obeznać z otoczeniem i przyzwyczaić do nowego jeźdźca. Sama też potrzebowałam chwili na zapoznanie się z halą. Ku mojej uciesze zauważyłam dużo pachołków, drągów i innych ciekawych przedmiotów.
Carrera szła dość żwawo przed siebie, ale nie próbowała kombinować, żeby zmienić chód na wyższy. Gdy uznałam, że jest gotowa zaczęłam kręcić koła w stępie. Zaczęłyśmy od tych dużych, prawie na pół hali, a skończyłyśmy na dość ciasnych woltach. Carrera ładnie się podporządkowała, reagowała na najmniejsze ruchy wodzy oraz lekkie przerzucenie ciężaru ciała. Kilka razy przejechałyśmy stępem przez drągi oraz pojechałyśmy slalomem. Klacz ładnie się wyginała i ogólnie starała zrobić dobre wrażenie. Pochwaliłam ją za to podrapaniem po kłębie i gdy uznałam że klacz jest gotowa, ruszyłyśmy kłusem.
Carrera zareagowała na samo przeniesienie ciężaru ciała do przodu. Ku mojej uldze okazało się, że Carrera nie jest tym typem araba który gna przed siebie jak głupi. Dzięki temu o wiele łatwiej było mi siedzieć w siodle. Dałam klaczy luźną wodzę i pozwoliłam przez chwilę pokłusować na luzie, a potem zabrałyśmy się za pracę. Ponownie zaczęłyśmy od kół wplatając między nie zatrzymania, przejścia do stępa i przejazdy przez drągi. Carrera zupełnie skupiła się na mnie, wydawała się być ogólnie bardzo zainteresowana wszystkimi zadaniami które przed nią stawiałam. Poruszała się też bardzo płynnie sama z siebie podstawiając zad i ustawiając łeb i szyję w odpowiedniej pozycji. Poćwiczyłyśmy jeszcze trochę cofań z którymi klacz początkowo miała małe problemy, ale już za trzecim razem załapała i mogłam wycofać ją dowolną ilość kroków a następnie z miejsca ruszyć kłusem. Pojeździłyśmy też slalom, początkowo omijając co drugi pachołek, a następnie jadąc już ciasno. Po wyjechaniu ze slalomu Carrera parsknęła głośno a ja dałam jej sygnał do przejścia do stępa. Postanowiłam dać jej chwilę odsapnąć przed galopem. Na razie byłam bardzo zadowolona z klaczy.
Gdy klacz chwilę odpoczęła dałam jej sygnał do zakłusowania, a po kilku krokach kłusa, do zagalopowania. Zmieniła chód bardzo elegancko, nie tracąc ani ustawienia ani rytmu. Podrapałam ją po kłębie i pozwoliłam na przejechanie jednego okrążenia na luźnej wodzy. Potem pokręciłyśmy trochę kół, zrobiłyśmy kilka razy lotną, robiłyśmy wszelkiego rodzaju przejścia i zmiany kierunków. Były momenty kiedy Carrera trochę się gubiła, ale wystarczało że zwolniłam tempo, dokładnie i na spokojnie pokazałam jej co ma zrobić i później było już dobrze. To na prawdę bardzo szybko uczący się koń.
W końcu postanowiłam powoli kończyć trening. Carrera wyglądała już na trochę zmęczoną i jeździłyśmy już prawie półtorej godziny. Po przećwiczeniu w galopie wszystkiego co sobie zaplanowałam przeszłyśmy do kłusa. Postanowiłam już tylko rozkłusować klacz na luźnej wodzy. Carrera opuściła łeb prawie do samej ziemi i głośno parskała. W końcu przeszłyśmy do stępa i jeszcze jakieś 10 minut kręciłyśmy się po hali, żeby klacz ochłonęła.
W końcu zsiadłam z niej, lekko poluzowałam popręg i poprowadziłam Carrerę w stronę stajni. Tam zdjęłam z niej siodło, dokładnie obejrzałam grzbiet, nogi i kopyta, a po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku założyłam na grzbiet klaczy polarową derkę i umyłam jej nogi na myjce. Tak odpicowaną klacz odstawiłam do boksu dając jej przy okazji kolejny kawałek suchego chleba.
Odniosłam sprzęt do siodlarni i poszłam znaleźć Boksi, żeby złożyć jej raport z treningu.
Dziękuję bardzo, jest świetny! :)
OdpowiedzUsuńNiedługo pojawi się druga część konsultacji ;)
http://hipodrom-wbsm.blogspot.com/ Zapraszamy Serdecznie <3
OdpowiedzUsuń