wtorek, 29 marca 2016

Trening skokowy Brave Warriora i Honora

Konie: Brave Warrior, *Honor
Jeźdźcy: Antek, Esmeralda
Dyscyplina: skoki (N, L)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: półtorej godziny

Śnieg stopniał, plac nam odmarzł, więc postanowiliśmy pojechać na pierwsze wiosenne skoki. Antek postanowił wziąć Warriora, którego ostatnio rozpierała energia. Ja z kolei wybrałam spokojnego i opanowanego Honora, któremu jednak przyda się trening skokowy. 
Wcześnie, bo już około 7.30 zaczęliśmy czyścić konie. Musieliśmy zdążyć wrócić przed 10.00 bo o tej godzinie przyjeżdżał do Antka pierwszy pacjent na hipoterapię. 
Oba nasze rumaki dzielnie i ze spokojem zniosły czyszczenie i siodłanie, więc już po kilkunastu minutach stały gotowe pod stajnią. Antek właśnie wkładał nogę w strzemię, a ja siedząc już na Honorze zapinałam kask. 
Ruszyliśmy w dół na ujeżdżalnię. Warrior jechał pierwszy, Honor lekko za nim. Gniady rozglądał się dookoła, próbował podkłusowywać i ogólnie widać było że się niecierpliwi. Honor z kolei zachowywał stoicki spokój w ogóle nie zwracając uwagi na poczynania Warriora. Siedziałam na srokaczu na zupełnie luźnych wodzach. 
Gdy wjechaliśmy na plac każde z nas przeprowadziło własną rozgrzewkę. Rozgrzałam Honora w stępie za pomocą zatrzymań, zmian kierunku, wolt i wężyków a następnie ruszyłam kłusem. Honor początkowo zadarł głowę, ale gdy zauważył brak wędzidła w pysku od razu się rozluźnił i oparł na wodzach. Podrapałam go po kłębie i zaczęłam ustawiać mu zad i głowę pilnując jednocześnie tempa. W tym samym czasie Antek i Warrior zdążyli już się trochę pokłócić, bo wałach bardzo chciał iść szybciej niż jeździec mu kazał. Po chwili jednak panowie dogadali się i jechali kłusem w dobrym tempie i ustawieniu. Oboje w kłusie pojeździliśmy dużo po drągach i poskakaliśmy niskie kopertki na rozgrzanie. Warrior początkowo rzucał się na wszystko galopem, ale konsekwencja i zdecydowanie Antka sprawiły że w końcu wałach się ogarnął i przestał wjeżdżać galopem na drągi ustawione na kłus. Honor z kolei początkowo trochę się potykał i gubił nogi, ale okazało się że to wina mojego krzywego dosiadu i po kilku korektach poszło już dużo lepiej. 
Po rozgrzaniu koni w kłusie przeszliśmy do galopu. O ile Honor zagalopował bardzo elegancko i równo, to Warrior strzelił kilka razy z zadu. Antek więc wyhamował go i zagalopował jeszcze raz, tym razem mocno siedząc w siodle. Warrior znów bryknął, ale z mniejszym przekonaniem. Antek znów wyhamował wałacha i ponownie zagalopował. Tym razem gniady już jechał normalnie, więc chłopak podrapał go po kłębie i pozwolił jechać dość szybkim tempem. Po przećwiczeniu kilka razy lotnych, pojeżdżeniu ciasnych kół i zrobieniu kilku przejść zaczęliśmy skakać. Na pierwszy ogień poszły niskie przeszkody - dwie stacjonaty z których jedna miała 50 cm. a druga 70 cm. Tak jak się spodziewaliśmy, oba konie skoczyły na czysto, tylko że Warrior skoczył te niskie przeszkody tak jakby miały co najmniej półtora metra. Antek jednak pochwalił wałacha argumentując że przynajmniej szanuje drągi i lubi skakać. Ciężko się było z nim nie zgodzić. 
Honor skakał wszystko co mu pokazałam. Szedł też dokładnie takim tempem jakiego od niego wymagałam. Przyspieszał i zwalniał w mgnieniu oka. Trochę tylko zawahał się przy jaskrawoniebieskim murze który Magda pomalowała na taki kolor chyba po to żeby strollować te bardziej płochliwe konie. Wystarczyła jednak lekka łydka i lekkie zadziałanie batem, a Honor skoczył przez mur. Pogłaskałam go i pojechałam na kolejną przeszkodę, czyli tripple. Tu również Honor skoczył bez mrugnięcia okiem. Tak samo jak dwie stacjonaty których wysokość wynosiła 110 cm. Potem przeszłam na chwilę do stępa, żeby dać wałachowi odpocząć i sprawdzić jak radzi sobie Antek. 
Skakali z Warriorem już wyższe przeszkody, odpowiadające klasom P i N. Warrior jak zwykle szedł jak burza skacząc wszystko i nawet się nie zastanawiając. Antek ewidentnie postanowił skupić się na tempie i zakrętach, bo co chwilę wymyślał jakieś wymyślne skróty, żeby jak najbardziej wyginać wałacha. Warriorowi chyba się to podobało, szczególnie odcinki bardzo szybkiego galopu. 
W końcu tak samo jak my postanowili że starczy i pojechali galopem po dużym kole. Zrobiłam to samo i już po chwili oba konie galopowały na luźnej wodzy. Oba wyglądały na zmęczone, ale zadowolone. Po chwili przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa. Chwilę pokręciliśmy się jeszcze po placu, żeby konie wyschły, a gdy uznaliśmy że już dość ruszyliśmy w stronę stajni. Znów Warrior jechał pierwszy, bo postawił sobie to za punkt honoru. Honorowi z kolei zupełnie to nie przeszkadzało i szedł spokojnie za młodszym kolegą. 
Pod stajnią zsiedliśmy z naszych wierzchowców, sprawdziliśmy im kopyta i grzbiety, a potem zabraliśmy na myjkę, żeby schłodzić im nogi. Następnie wypuściliśmy oba konie na wybieg, a sprzęt odnieśliśmy do siodlarni. 

1 komentarz: