piątek, 8 maja 2015

=== Opis Rajdu - VI Rocznica ===

Wydarzenie: Rajd z okazji 6. rocznicy

Uczestnicy: 


Plan rajdu: 
  • 10.00 - wyruszenie z Anarkii
  • 14.00 - postój, popas koni, drugie śniadanie
  • 18.00 - planowany czas dotarcia na miejsce noclegu
  • 08.00 - wyruszenie w drogę powrotną
  • 12.00 - postój, popas koni, drugie śniadanie
  • 16.00 - planowany czas powrotu do Anarkii

Dzień był wyjątkowo piękny - świeciło słońce i wiał leciutki wiatr, pogoda w sam raz na rajd. Uczestnicy spędzili noc w pokoju nad stajnią i o godzinie 9 rano wszyscy byli już na nogach i zajmowali się przygotowaniami do trasy. 
Uzgodniłam już wszystko z Antkiem, który miał za zadanie zawieść wszystkie potrzebne do noclegu rzeczy naszym wysłużonym ale jednocześnie bardzo dzielnym samochodem terenowym. Wszyscy uczestnicy wrzucili do samochodu śpiwory, karimaty i inne zbyt duże do wiezienia na końskim grzbiecie przedmioty. 
Konie zachowywały spokój, tylko Fatalita i Farima jakoś nie szczególnie się polubiły, więc dziewczyny szybko przestawiły klacze w inne miejsca i był już spokój. 
O godzinie dziesiątej wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy przez las na łąkę. Ustawiliśmy właściwie losowy zastęp z zastrzeżeniem że jeśli by się coś działo, natychmiast trzeba dać o tym znać. Jechała na czele na Draculi, za mną Podkowa na Tropce, Mila na Fatalicie, Ruby na French, Pama na Farimie i na końcu Andrea na Dunie. 
Ruszyliśmy przez las na łąkę. Konie wydawały się bardzo zadowolone i pełne energii. Nie znały się za dobrze (z małymi wyjątkami), więc co chwilę słychać było kwiczenie którejś klaczy czy karcące słowa którejś z dziewczyn. Postanowiłam jednak to zignorować. 
Na łące postanowiliśmy ruszyć kłusem. Żadna z dziewczyn nie miała zastrzeżeń, więc już po chwili jechaliśmy dość żwawym tempem przed siebie. Tutaj dopiero zaczęła się akcja. Farima chyba nie mogła znieść tego nadmiaru małych koni, więc Pama postanowiła wjechać na koniec zastępu i kręcić z klaczą koła. Farima wyglądała na niezmordowaną, ale mimo to miałam nadzieję że w trakcie trwania rajdu zrzuci trochę energii. Tropka szła spokojnie rozglądając się ciekawie na boki, Podkowa prowadziła ją lekką ręką. Mila i Fatalita bardzo dobrze się dogadały. Hucułka, jako doświadczony koń rajdowy nic nie robiła sobie z lekko wariującej Farimy. Podobnie Dun, on w ogóle wydawał się mieć to wszystko gdzieś, jakby przynajmniej kilkanaście razy dziennie zdarzało mu się być w takiej sytuacji. French początkowo nerwowo zerkała na Farimę, ale Ruby szybko uspokoiła arabkę. 
Na końcu łąki przeszliśmy do stępa i zjechaliśmy z lekko stromego wzniesienia. Żaden z koni nie miał z tym większych problemów, a gdy wszyscy uczestnicy znaleźli się na dole, znów ruszyliśmy kłusem. Tym razem jechaliśmy po piachu, więc konie instynktownie zwolniły tempo. Po chwili jednak okazało się, że musimy przejść do stępa, bo przed nami ukazało się błoto. Dracula jak to Dracula wszedł w nie w ogóle się nie zastanawiając, mimo że sięgało mu ono prawie do brzucha. Dałam wałachowi luźną wodzę modląc się w myślach żeby się okazało, że jeśli najniższy koń da radę to te większe tym bardziej. 
Okazało się, że było trochę problemów, głównie polegających na tym że French i Farima nie były końmi górskimi. Dun i Fatalita weszły w błoto jakby nigdy nic, za nimi ruszyła Tropka, która po chwili stwierdziła że to całkiem niezła zabawa i zaczęła rozchlapywać błoto na boki. Dzięki temu do błota w końcu weszła też Farima, której spodobało się chlapanie. Najwięcej problemów było z French, ale zdecydowanie Ruby w końcu przekonało arabkę. Przez kilka minut szliśmy w tym błocie aż w końcu udało nam się dotrzeć na drugi brzeg. Chwilę postępowaliśmy żeby konie opanowały emocje. 
Wspięliśmy się na wzniesienie i po chwili szliśmy bardzo wąską drogą, mając po jednej stronie głęboką przepaść, a po drugiej zbocze góry. Stwierdziłam, że ponieważ to górski rajd, to powinno być jak najwięcej takich właśnie niespodzianek. Żadna z dziewczyn nie deklarowała lęku wysokości. 
Po około godzinie wyjechaliśmy na łąkę, gdzie postanowiliśmy zagalopować krótki kawałek. Pogoniłam Draculę, najpierw do powolnego galopu, a gdy zauważyłam że wszystkie konie zmieniły chód na wyższy, lekko przyspieszyłam. O dziwo był spokój, konie nie próbowały się kopać, ani za bardzo wyprzedzać i na drugą stronę łąki dotarliśmy mniej więcej w takiej samej kolejności jak zaczęliśmy. 
Skręciliśmy w prawo i pokłusowaliśmy po trawie, żeby konie odzyskały oddech. W końcu przeszliśmy do stępa i zatrzymaliśmy się. Było to nasze miejsce postoju. 
Poluzowaliśmy popręgi, osoby mające angielskie siodła zabezpieczyły strzemiona, kto miał nachrapnik poluzował go, kto miał wędzidło, zdjął głowie itd. Gdy konie pasły się spokojnie, my wyciągnęłyśmy kanapki i butelki z wodą. Zrobiło się dość gorąco, więc usiadłyśmy w cieniu drzewa. Nasze rumaki po kolei podchodziły do płynącego nieopodal strumienia. Śmiesznie obserwowało się tę grupę koni, które nie wytworzyły jeszcze między sobą hierarchii. 
Po 45 minutach powoli zaczęłyśmy się zbierać. Dociągnęłyśmy popręgi, założyłyśmy kaski i wsiadłyśmy na grzbiety naszych wierzchowców. Chwilę jechaliśmy stępem przez łąkę, a następnie bardzo stromym zjazdem zjechałyśmy w dół prosto do strumienia. Był on płytki i bardzo spokojny, więc przez jakieś 10 minut jechaliśmy w nim w kierunku prądu. French próbowała się położyć, ale Ruby energicznie jej tego zabroniła i klacz już więcej nie próbowała. W końcu wyjechaliśmy ze strumienia i znalazłyśmy się na kamienistej drodze. Ze względu na to, że część koni była niepodkuta jechałyśmy po niej stępem, ale gdy tylko kamienie się skończyły a zaczął piach, ruszyliśmy kłusem. 
Dracula wciąż trzymał tempo. Inne konie z resztą też. Farima jednak zrezygnowała z wariowania i teraz szła jak należy. Jechaliśmy takim luźnym kłusem przez jakiś czas, aż dotarliśmy do wąwozu. Osobiście kiedyś się ich panicznie bałam, ale jeśli górski rajd to górski rajd, wąwozy też muszą być. 
Ostrzegłam dziewczyny żeby przy zjeździe mocno odchyliły się do tyłu i nie trzymały wodzy, a przy końcu zrobiły półsiad i wjechały na górę w półsiadzie, lub (w przypadku koni górskich) ewentualnie pochyliły się mocno do przodu. Ostrzegłam też że pod koniec drogi w dół konie mogą próbować przeskoczyć na drugą ścianę zamiast zejść na sam dół i trzeba im na to pozwolić. 
Ruszyłam pierwsza na Draculi. Wałach miał takie akcje w małym kopycie, nie ma to jak hucuł. Bez problemu zjechał po prawie pionowej ścianie w dół, a na końcu przeskoczył na drugą ścianę i galopem wjechał na górę. Pozostałe dziewczyny patrzyły na nas, a gdy bezpiecznie znaleźliśmy się na górze ruszyły za nami. Tropka nie miała większych problemów z tą przeszkodą, podobnie jak Dracula mocno przysiadła na zadzie, jednak w przeciwieństwie do wałacha klacz bardziej zsuwała się na dół niż szła. Była to w sumie bardzo mądra technika. Dun podszedł do tego zadania ze stoickim spokojem, szedł wyciągniętym stępem w dół, mocno przysiadając na zadzie. Jako jedyny dotarł do dołu i dopiero wtedy zaczął się wspinać. Andrea pochyliła się mocno do przodu i pozwoliła wałachowi wgalopować na górę. Mila puściła Fatalicie wodze i zdała się na nią. Fat jako koń profesor w tej dziedzinie zjechała na dół (chyba podpatrzyła Tropkę), przeskoczyła na drugą stronę i wgalopowała na górę. Mila uśmiechnęła się i pogłaskała klacz po szyi. French w pewnym momencie straciła równowagę przy schodzeniu w dół, ale Ruby mocno usiadła w siodle, pomagając klaczy odzyskać równowagę. Po chwili zjechały już w dół bez przeszkód. Droga w górę poszła im lepiej, choć French była trochę zdenerwowana tą sytuacją. Farima kombinowała aż w końcu wymyśliła że przecież można galopem zjechać w dół. Ponieważ była największa z całego towarzystwa okazało się, że droga w dół zajęła jej tylko kilka kroków, a jednym skokiem znalazła się już w połowie drogi na górę. Takie rzeczy to tylko z dobrze wyszkolonym koniem crossowym. 
Dalej ruszyliśmy stępem, żeby konie się uspokoiły. W końcu dojechaliśmy do łąki, gdzie zobaczyliśmy namiot zwany jurtą. Zsiadłam z Draculi, otworzyłam bramkę i wpuściłam wszystkich na łąkę, zamykając ją za nami. 
Wszyscy zsiedli z koni, rozsiodłali je i puścili luzem. Położyliśmy cały sprzęt pod dachem i zabraliśmy się za organizowanie ogniska, kolacji i miejsc do spania. 


=== KONIEC DNIA PIERWSZEGO, DZIEŃ DRUGI WKRÓTCE ===

Wstaliśmy rano, zjedliśmy śniadanie i zabraliśmy się za szykowanie koni do drogi powrotnej. Trochę czasu zajęło nam w ogóle znalezienie naszego stadka, ale dzięki temu, że dwa konie były siwe, w końcu dojrzałyśmy je między drzewami. Wszystkie konie dostały odpowiednią ilość owsa, po czym osiodłałyśmy je, wsiadłyśmy i ruszyłyśmy w drogę powrotną do Anarkii. 
Przez dość długi czas jechałyśmy stępem, żeby dokładnie rozgrzać konie i rozjeździć ewentualne zakwasy. W końcu jednak wjechałyśmy do lasu i pojechałyśmy kłusem po piaszczystej, równej drodze. Wszystkie konie zdawały się być w dobrej kondycji, jednak postanowiłam nie przesadzać z tempem. Z resztą jakoś dziś nie było problemu z wyprzedzaniem i wpadaniem w zady. 
Po dość długim odcinku kłusa wyjechałyśmy z lasu i znalazłyśmy się nad rzeką. Nie była ona szeroka, ale na tyle głęboka, że konie będą musiały momentami konkretnie się zanurzyć, szczególnie hucuły. Draco wszedł do wody bez problemu i z nastawionymi uszami dzielne opierał się lekkiemu prądowi rzeki. Podkurczyłam nogi, żeby nie zmoczyć butów i strzemion. Zerknęłam do tyłu i z ulgą zauważyłam, że wszystkie konie weszły do wody i nie mają problemu z oparciem się prądowi. 
Wyjechaliśmy na trawę po drugiej stronie rzeki i dość długi odcinek jechałyśmy stępem po kamieniach wzdłuż rzeki. W końcu, gdy znalazłyśmy odpowiednią ścieżkę wjechałyśmy w las i ruszyłyśmy kłusem. Jechałyśmy tak aż przed nami pojawiło się dość strome wzniesienie na które trzeba było wjechać stępem. Przynajmniej planowo, bo konie raczej wolą pokonywać takie drogi w górę galopem. Tak też zrobił Draco i wszystkie konie za nim. Na łące postanowiłyśmy zagalopować, ponieważ droga była długa i równa. Tym razem kolejność trochę nam się posypała, Tropka i Fatalita zostały lekko z tyłu podczas gdy dwie siwe klacze dały czadu. Farima jako największa z całego towarzystwa wyprzedziła rówież Draculę. Dun został gdzieśtam po środku, w ogóle nie przejęty całą tą sytuacją. 
Dojechałyśmy do końca łąki, chwilę przekłusowałyśmy i rozstępowałyśmy konie, po czym zsiadłyśmy z nich i puściłyśmy je luzem. Było południe, zrobiło się dość gorąco. Przez pół godziny odpoczywałyśmy w cieniu podczas gdy konie pasły się lub piły wodę ze strumienia który gdzieś niedaleko prawdopodobnie wpadał do rzeki którą właśnie przekroczyłyśmy. 
W końcu zebrałyśmy się do kupy, wsiadłyśmy na konie i wjechałyśmy stępem do lasu. Wszyscy odetchnęli z ulgą, ponieważ drzewa dawały na prawdę przyjemny chłód. 
Ruszyłyśmy kłusem po leśnej ścieżce i przez dość długi kawałek drogi jechałyśmy właśnie tym chodem. W końcu jednak ścieżka stała się za wąska i nie chciałam ryzykować że któryś z koni źle postawi nogę i wpadnie na coś, szczególnie że po prawej stronie pojawiła się przepaść. 
Był to długi odcinek, więc korzystając z okazji, że i tak trzeba jechać stępem zarządziłam prowadzenie koni w ręku przez chwilę. Chwila okazała się dość długa, bo trwała prawie 30 minut i kiedy ponownie wsiadłyśmy na konie byłyśmy już w pobliżu stajni. Jeszcze tylko kilka kilometrów. 
Zapytałam dziewczyny czy ich konie mają jeszcze siły na kłus. Nikt nie protestował, więc gdy wjechałyśmy na leśną ścieżkę zmieniłyśmy chód na wyższy. Oj, jutro te konie będą bez siły z powodu tych wszystkich wrażeń. 
Nim spostrzegłyśmy byłyśmy już prawie na naszej łące do jazd. Dracula nastawił uszy i znacząco przyspieszył kroku. Inne konie widząc to również się ożywiły i gdy wjechałyśmy na łąkę przeszłyśmy do stępa, żeby dokładnie rozstępować konie rajdzie. Wszystkie szły na luźnej wodzy, spokojne, wyluzowane. I chyba też trochę zmęczone. 
Pod stajnią zsiadłyśmy i bardzo dokładnie sprawdziłyśmy kopyta, nogi i kręgosłupy koni. Wszystko zdawało się być w porządku, więc wypuściłyśmy konie na pastwiska. Mila i Fatalita poszły z Magdą na wybieg dla stada Assassina, ja odprowadziłam Draco na wybieg dla wałachów, a reszta dziewczyn wypuściła swoje konie na wybieg przy stajni. Nasze konie wyjątkowo poszły na dalsze pastwisko. 
Następnie wszyscy poszliśmy do domu wziąć prysznic , coś zjeść i odpocząć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz