Koń: The Mad Hatter
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi (2400 m.)
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni
Czas: godzina
Hatter był dziś w o wiele lepszym nastroju niż wczoraj. Trening postanowiliśmy przeprowadzić wcześnie rano, bo na dziś zapowiadali ekstremalne temperatury. Po przyjechaniu do stajni sportowej i półgodzinnym odpoczynku na trawie zabrałam się za ponowne ubieranie Hattera. Przeczyściłam go też na szybko. Sama założyłam kask na głowę, wzięłam bat do ręki i wsiadłam na ogiera z podestu. Skierowałam go na tor. Na początek w ramach rozgrzewki przejechaliśmy całe okrążenie po torze stępem. Trzymałam luźną wodzę mimo że Hatter był bardzo ożywiony. Nie zmieniał jednak chodu na wyższy. Machał tylko głową i co chwilę odganiał pyskiem gzy z różnych części swojego ciała. Tam gdzie nie dosięgał ani głową ani kopytem ani ogonem strzepywałam mu je ja. W końcu przyszedł czas na kłus. Dałam ogierowi sygnał, a ten płynnie zmienił chód. Jeździliśmy na małym kole, w środku toru. Najpierw po prostej, później zaczęłam wyginać Hattera na mniejszych kołach, wężykach, ósemkach. Robiliśmy też dużo zmian kierunków, żeby ogier czymś się zajął bo najwyraźniej myślał już tylko o jednym. Gdy uznałam że starczy przegalopowałam jeszcze ogiera trochę i podjechaliśmy do bramki startowej. Pracownik stajni zamknął ją za nami i puścił start kiedy pokazałam mu dłonią że jestem gotowa. Hatter wykonał swój zwykły start - najpierw trochę niezdarnie, ale po chwili pędził już przed siebie. Tradycyjnie po kilkudziesięciu metrach lekko go przytrzymałam bo ten koń nie rozumie że tak długiego dystansu nie można biec na pełnej parze od początku do końca. Trochę się ze mną kłócił ale po chwili odpuścił. Bardzo się cieszę że mój koń nie wymaga ode mnie żebym przez 3/4 wyścigu z całej siły trzymała go za pysk. Przy zakręcie poprowadziłam ogiera lekko polem, jednak nie na tyle żeby jakoś bardzo mocno nas wyrzuciło. Na krótkiej prostej wciąż trzymałam to samo tempo, choć Hatter przez chwilę próbował mi przypomnieć że to tempo jest zdecydowanie za wolne. Ja jednak wiedziałam swoje i po chwili znów się uspokoił. Przy kolejnym zakręcie znów pojechaliśmy trochę dłuższy dystans. Na długiej prostej pozwoliłam Hatterowi trochę przyspieszyć. W końcu stanęło na tym że przyspieszyliśmy całkiem sporo, ale ogier wciąż miał dużo niezużytych pokładów energii. Hatter bardzo się ucieszył. Przy wejściu w zakręt lekko zwolniłam i skierowałam ogiera na dłuższy dystans. Hatter kłócił się chwilę, ale w końcu zwolnił i poszedł tam gdzie go nakierowałam. Na krótkiej prostej znów przyspieszyliśmy, a w zakręt weszliśmy z całkiem dużą prędkością. Hatter postawił uszy do przodu, poszedł lekko polem i w tym momencie zaczęłam go poganiać jednocześnie luzując wodze. Hatter wystrzelił z niesamowitą siłą do przodu. Pędził przed siebie z oszałamiającą prędkością, a ja miałam wrażenie że wciąż przyspiesza. Przeniosłam swój ciężar ciała do przodu i pozwoliłam ogierowi się rozpędzać. W końcu minęliśmy miejsce wyznaczające celownik. Przegalopowaliśmy jeszcze spory odcinek, przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa. Wyjechaliśmy z toru i skierowaliśmy się w drogę powrotną do Anarkii.
poniedziałek, 28 lipca 2014
niedziela, 27 lipca 2014
Trening og. The Mad Hatter (22)
Koń: The Mad Hatter
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi (2400 m.)
Miejsce: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni
Czas: godzina
Trzymałam Hattera za uwiąz siedząc na trawie. Przyjechaliśmy na miejsce jakieś pół godziny temu i przez cały ten czas ogier jadł trawę. Po chwili stwierdziłam że taki odpoczynek mu wystarczy. Wstałam i zaczęłam go ubierać. Najpierw siodło, potem ogłowie. Ogier stał spokojnie i przestał nawet na czas siodłania jeść trawę. Wydawał się rozluźniony, w dobrym humorze. Założyłam kask i rękawiczki, wzięłam też bat do ręki i ruszyłam z ogierem w stronę podestu do wsiadania. Przerzuciłam nogę nad jego grzbietem i usiadłam w siodle. Hatter ruszył. Był bardzo wyluzowany, co mnie ucieszyło. Wjechaliśmy na tor. Przejechałam całe jedno okrążenie stępem myśląc o Derbach do których zapisałam mojego konia i zastanawiając się czy w ogóle mamy jakieś szanse nie będąc stajnią sportową. Ale spróbować nie zaszkodzi. Po rozstępowaniu ruszyliśmy kłusem. Próbowałam zainteresować Hattera ćwiczeniami, ale on dziś jakoś nie miał na to ochoty. Prawdopodobnie przez upał. Robiliśmy koła, ósemki, zmiany kierunków. Chciałam żeby ogier trochę się nagimnastykował. Po pół godzinie rozgrzewki stępem i kłusem zagalopowaliśmy na małym kole. Trochę galopu w prawo, trochę w lewo i byliśmy gotowi na właściwy trening. Wjechaliśmy do maszyny startowej, a pracownik stajni puścił start. Hatter wyrzucił przed siebie przednie nogi i z miejsca ruszył galopem. Pozwoliłam mu przebiec kilkanaście metrów dość szybko, po czym zaczęłam go lekko hamować. Przed nami długi dystans, nie chciałam żeby ogier zmęczył się już na samym początku, szczególnie że pogoda i tak utrudniała trening. Hatter uszanował moje zdanie i zwolnił galop. Byłam zadowolona z tempa, było równe i naturalne. Ogier przestał napierać na wędzidło i uspokoił się. Mimo to wciąż był skupiony. Przed zakrętem skierowałam Hattera lekko "polem", ponieważ chciałam żeby w czasie właściwego wyścigu nie galopował przy wewnętrznej barierce. Był na tyle silny żeby lekko zwiększyć dystans. Hatter przyjął wiadomość o tym że nie musi bardzo zwalniać z radością. Na krótkiej prostej wciąż trzymałam to samo tempo, nie pozwalałam Hatterowi się za bardzo rozpędzać. Trochę się przez to denerwował, ale nie zwracałam na niego szczególnej uwagi. Przed zakrętem powtórzyłam manewr sprzed chwili i pojechaliśmy "polem". Trochę za bardzo nas wyrzuciło, ale po chwili odzyskaliśmy tor. Na długiej prostej pozwoliłam ogierowi trochę przyspieszyć, ponieważ spory dystans już za nami, a on wciąż miał sporo energii. Hatter radośnie przyspieszył. Na kolejnym zakręcie już udało nam się iść tak jak chciałam - lekko "polem". Na krótkiej prostej zaczęłam ogiera przyspieszać, ale jeszcze nie wymagać od niego maksymalnej prędkości. Na ostatnim zakręcie pojechaliśmy "polem", a gdy ogier był na tyle wyprostowany że mogłam przyspieszyć poluzowałam wodze i przeniosłam swój ciężar ciała mocno do przodu jednocześnie dotykając konia mocno nogami. Hatter wypruł przed siebie jak strzała. Widocznie czekał na to cały dzień. Galopował coraz szybciej. Pochyliłam się do przodu i wtuliłam twarz w jego grzywę. W końcu minęliśmy celownik. Pozwoliłam ogierowi jeszcze chwilę galopować, stopniowo zmniejszając prędkość. W końcu przeszliśmy do kłusa, a po kilku minutach do stępa. Spojrzałam na zegar, który odmierzał czas od chwili otwarcia się bramki startowej do przecięcia przez nas celownika. Całkiem nieźle. Potrzeba jeszcze dużo pracy, ale może się udać. Pogłaskałam Hattera i ruszyliśmy w drogę powrotną do Anarkii.
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi (2400 m.)
Miejsce: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni
Czas: godzina
Trzymałam Hattera za uwiąz siedząc na trawie. Przyjechaliśmy na miejsce jakieś pół godziny temu i przez cały ten czas ogier jadł trawę. Po chwili stwierdziłam że taki odpoczynek mu wystarczy. Wstałam i zaczęłam go ubierać. Najpierw siodło, potem ogłowie. Ogier stał spokojnie i przestał nawet na czas siodłania jeść trawę. Wydawał się rozluźniony, w dobrym humorze. Założyłam kask i rękawiczki, wzięłam też bat do ręki i ruszyłam z ogierem w stronę podestu do wsiadania. Przerzuciłam nogę nad jego grzbietem i usiadłam w siodle. Hatter ruszył. Był bardzo wyluzowany, co mnie ucieszyło. Wjechaliśmy na tor. Przejechałam całe jedno okrążenie stępem myśląc o Derbach do których zapisałam mojego konia i zastanawiając się czy w ogóle mamy jakieś szanse nie będąc stajnią sportową. Ale spróbować nie zaszkodzi. Po rozstępowaniu ruszyliśmy kłusem. Próbowałam zainteresować Hattera ćwiczeniami, ale on dziś jakoś nie miał na to ochoty. Prawdopodobnie przez upał. Robiliśmy koła, ósemki, zmiany kierunków. Chciałam żeby ogier trochę się nagimnastykował. Po pół godzinie rozgrzewki stępem i kłusem zagalopowaliśmy na małym kole. Trochę galopu w prawo, trochę w lewo i byliśmy gotowi na właściwy trening. Wjechaliśmy do maszyny startowej, a pracownik stajni puścił start. Hatter wyrzucił przed siebie przednie nogi i z miejsca ruszył galopem. Pozwoliłam mu przebiec kilkanaście metrów dość szybko, po czym zaczęłam go lekko hamować. Przed nami długi dystans, nie chciałam żeby ogier zmęczył się już na samym początku, szczególnie że pogoda i tak utrudniała trening. Hatter uszanował moje zdanie i zwolnił galop. Byłam zadowolona z tempa, było równe i naturalne. Ogier przestał napierać na wędzidło i uspokoił się. Mimo to wciąż był skupiony. Przed zakrętem skierowałam Hattera lekko "polem", ponieważ chciałam żeby w czasie właściwego wyścigu nie galopował przy wewnętrznej barierce. Był na tyle silny żeby lekko zwiększyć dystans. Hatter przyjął wiadomość o tym że nie musi bardzo zwalniać z radością. Na krótkiej prostej wciąż trzymałam to samo tempo, nie pozwalałam Hatterowi się za bardzo rozpędzać. Trochę się przez to denerwował, ale nie zwracałam na niego szczególnej uwagi. Przed zakrętem powtórzyłam manewr sprzed chwili i pojechaliśmy "polem". Trochę za bardzo nas wyrzuciło, ale po chwili odzyskaliśmy tor. Na długiej prostej pozwoliłam ogierowi trochę przyspieszyć, ponieważ spory dystans już za nami, a on wciąż miał sporo energii. Hatter radośnie przyspieszył. Na kolejnym zakręcie już udało nam się iść tak jak chciałam - lekko "polem". Na krótkiej prostej zaczęłam ogiera przyspieszać, ale jeszcze nie wymagać od niego maksymalnej prędkości. Na ostatnim zakręcie pojechaliśmy "polem", a gdy ogier był na tyle wyprostowany że mogłam przyspieszyć poluzowałam wodze i przeniosłam swój ciężar ciała mocno do przodu jednocześnie dotykając konia mocno nogami. Hatter wypruł przed siebie jak strzała. Widocznie czekał na to cały dzień. Galopował coraz szybciej. Pochyliłam się do przodu i wtuliłam twarz w jego grzywę. W końcu minęliśmy celownik. Pozwoliłam ogierowi jeszcze chwilę galopować, stopniowo zmniejszając prędkość. W końcu przeszliśmy do kłusa, a po kilku minutach do stępa. Spojrzałam na zegar, który odmierzał czas od chwili otwarcia się bramki startowej do przecięcia przez nas celownika. Całkiem nieźle. Potrzeba jeszcze dużo pracy, ale może się udać. Pogłaskałam Hattera i ruszyliśmy w drogę powrotną do Anarkii.
Trening wał. Gambit (1)
Koń: Gambit
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western pleasure
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina
Dopinałam właśnie ostatnie paski w siodle Gambita, wzięłam kask i wsiadłam na wałacha z ziemi. Ostatnio zapisałam go na kilka konkursów, więc postanowiłam troszkę z nim potrenować. Ruszyliśmy w dół zbocza żeby dotrzeć na ujeżdżalnię znajdującą się kilometr niżej. Gambit szedł spokojny i rozluźniony. Rozglądał się tylko ciekawie od czasu do czasu. Usiadłam głęboko w siodle i oddałam wałachowi wodze. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do bramy. Otworzyłam ją z końskiego grzbietu, odwróciłam wałacha i zamknęłam ją za nami. Podciągnęłam popręg i ruszyłam stępem. Uznałam że rozgrzewkę mamy już za sobą, więc przejechałam jeszcze jedno duże koło stępem i dałam wałachowi sygnał do zakłusowania lekko stukając jego boki nogami. Gambit od razu przyśpieszył, ale nie stracił rozluźnienia. Szedł dość wolno, ale angażował się w pracę. Zad miał podstawiony, a głowę i szyję w odpowiednim miejscu. Zaczęliśmy kręcić koła. Na początku duże, następnie coraz mniejsze. Cały czas pilnowałam u Gambita tempa i rozluźnienia, bo w tej dyscyplinie to jest najważniejsze. Po kilku ćwiczeniach Gambit opuścił głowę i szedł na prawie luźnych wodzach, jednocześnie nie uciekając od kontaktu. Do wolt różnej wielkości dołożyłam zmiany kierunku, wężyki, ósemki oraz przejścia. Z początku tylko stęp-kłus-stęp, później również kłus-stój-kłus, a w końcu kłus-stój-cofanie-kłus. Gambitowi z początku kiepsko szło zatrzymywanie, ale po kilku powtórzeniach w obie strony w końcu odpuścił i wykonywał moje polecenia. Po kilku pod rząd udanych próbach przeszłam do stępa i pozwoliłam wałachowi na chwilę odpoczynku. Mimo to cały czas pilnowałam tempa. Gambit parsknął kilka razy, a ja pogłaskałam go z czułością po szyi. Po chwili dałam wałachowi sygnał do kłusa. Ruszył od razu, pełen energii. Przejechałam jedno całe duże koło i stuknęłam nogami w boki konia żeby ruszył galopem. Gambit wykonał bardzo ładne przejście i już po chwili galopowaliśmy po dużym kole. Wałach szedł powoli, rozluźniony, z podstawionym zadem. Przegalopowaliśmy dwa kółka na luzie, potem zabraliśmy się za pracę. Najpierw koła w galopie. Gambit ładnie skręcał i dostosowywał się do mnie jeśli chodzi o wielkość koła. Stopniowo coraz bardziej je zmniejszałam aż robiliśmy całkiem ciasne wolty. Gdy uznałam że dość wjechałam na przekątną i zmieniłam nogę w galope. Gambit od razu zrozumiał o co chodzi. Pojechaliśmy w drugą stronę i tu również przećwiczyliśmy koła i wolty. Wałach szedł z głową w dole, czujny i skupiony na moich poleceniach. Na koniec pojeździliśmy jeszcze ósemki ze zmianą nogi w galopie na środku placu. Gdy Gambit poprawnie wykonał zadanie dwa razy z rzędu przeszłam do kłusa i pogłaskałam wałacha. Byłam z niego na prawdę bardzo zadowolona. W kłusie pojeździliśmy jeszcze trochę kół i wężyków i po kilku minutach przeszliśmy do stępa. Pogłaskałam wałacha, dałam mu luźniejszą wodzę i pozwoliłam iść jak chciał. Był cały mokry z powodu wysokiej temperatury, więc po zrobieniu kilku kółek stępem wyjechałam z placu i skierowałam się w górę do stajni. Gambit szedł żwawo i czujnie nastawiał uszy. Pod stajnią ściągnęłam z niego siodło i oblałam mu nogi wodą z węża. Następnie zamieniłam ogłowie na kantar i wypuściłam wałacha na łąkę do innych koni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)