niedziela, 25 czerwca 2017

[potomstwo] kl. Astra

Klacze (2)
  • kl. Alegria (po og. *Assassin+)
  • kl. Alaska (po og. *Assassin+)



Ogiery (0)
  • brak



Wałachy (0)
  • brak

wtorek, 20 czerwca 2017

Teren z pławieniem Frolla, Arii, Sekwany, Demeter, Miny, Serenity




Konie: *Frollo, Sekwana, *Demeter, *Elhemina, Serenity, *Aria
Jeźdźcy: Antek, Magda, Łukasz, Esmeralda, Paulina
Dyscyplina: teren z pławieniem
Czas: 2 godziny
Miejsce: tereny wokół Anarkii


Było strasznie gorąco. Termometr w stajni pokazywał 29*C i od samego przebywania na dworze mój mózg parował. Robiłam więc wszystko, żeby zostać w chłodnej stajni. Od rana wyrzucałam obornik z boksów, a gdy nie miałam już na to siły zabrałam się za porządki w siodlarni. Oczywiście włączyłam sobie wiatrak. Upały to zdecydowanie nie była moja bajka. Tak sobie spokojnie siedziałam i czyściłam z sierści i kurzu szczotki kiedy usłyszałam że ktoś krzyczy moje imię. Nie było mi to na rękę, więc chwilę poudawałam, że mnie nie ma, ale gdy krzyki stały się nie do zniesienia odkrzyknęłam że jestem w siodlarni. 
Po chwili w drzwiach pojawił się Antek, a zaraz za nim Magda. Była dziesiąta rano, więc zdziwił mnie widok dziewczyny i już chciałam zapytać czemu nie jest w szkole, ale w ostatnim momencie ugryzłam się w język i przypomniałam sobie, że przecież w piątek zaczynają się wakacje. 
- Słuchaj, jest taka sprawa.... - zaczęła mi tłumaczyć Magda, a ja już w sumie wiedziałam o co chodzi. 
- Tak Madzia, możemy pojechać pławić konie, tylko skończę z tymi szczotkami. Możesz iść ściągnąć konie. 
Dziewczyna zabrała kilka losowych kantarów i pobiegła na padok. Mocno zazdroszczę osobom które potrafią funkcjonować w upał. Tym czasem Antek usiadł obok mnie i bez słowa wziął do ręki jedną z najbrudniejszych szczotek. Trzeba zwracać klientom większą uwagę na potrzebę czyszczenia po sobie szczotek...
Gdy kilkanaście minut później wyszliśmy z siodlarni na dwór myślałam, że zaraz zwymiotuję. Różnica temperatur była tak wielka, że od razu zakręciło mi się w głowie. Jak zwykle jednak postanowiłam udawać, że wszystko jest w porządku. 
Magda zdążyła ściągnąć już z padoku 4 konie. W tym przedsięwzięciu pomagali jej Łukasz i Paula. Trochę zdziwiłam się na widok Pauli i stada Frolla, ponieważ wszystkie te konie były zajeżdżone klasycznie. 
- Paula, a ty wiesz, że te konie chodzą klasykę? - zwróciłam się w stronę dziewczyny. 
- Wiem, ale Łukasz powiedział że koniecznie musimy wziąć je. Ale spoko, już sobie zaklepałam Serenity. 
Zaczęłam się zastanawiać dlaczego musimy wziąć akurat te konie, ale po chwili zauważyłam powód tego. Łukasz szedł właśnie w stronę stajni z dwoma ostatnimi końmi. Prowadził na uwiązie Frolla, a za nim bardzo powoli człapała Aria. Coś z nią było nie tak, kiedy zdążyła się tak zestarzeć? Szła bardzo powoli i ostrożnie, jakby coś ją bolało. Choć wiedziałam doskonale, że to po prostu ból stawów spowodowany zaawansowanym wiekiem klaczy, to i tak moim pierwszym odruchem było wyciągnięcie z kieszeni telefonu, żeby zadzwonić do weterynarza. Szybko się jednak powstrzymałam, bo wiedziałam co weterynarz mówił za każdym razem kiedy przyjeżdżał do Arii. Ponad 20-letni koń pół życia chodzący w szkółce i pracujący ponad siły ma prawo tak się czuć. Gdy Aria znalazła się pod stajnią podeszłam do niej i pogłaskałam ją po czole. Klacz nastawiła uczy i trąciła moją dłoń pyskiem. Uśmiechnęłam się i wręczyłam jej cukierka, którego miałam w kieszeni. Kochana kobyłka... 
- Ona też pojedzie. Wezmę ją na linę, będziemy jechać bardzo powoli. - oświadczył Antek. 
Odwróciłam się w jego stronę. Czyścił właśnie Frolla, który lekko przysypiał. On też nie lubi upałów. Chyba dlatego, że ma czarną sierść. 
- Dobra, to którego ja mam wziąć? - zapytałam. 
- Ja biorę Frolla i wezmę Arię na linkę, Magda powinna wziąć Sekwanę, bo jest najlżejsza... - zaczął wyliczać Antek
- Ja biorę Serenity! Jej nie będzie przeszkadzać jak zapomnę jak się kieruje koniem. Demeter jest na to za dobrze ujeżdżona, a Mina jest dziwna - oświadczyła Paula idąc z ogłowiem w stronę Serenity. Uśmiechnęłam się na to ostatnie zdanie. 
- Łukasz, a ty którego bierzesz? - zwróciłam się w stronę chłopaka. 
- Myślałem, że wezmę Demeter, ale w sumie jak chcesz. 
- Może być Demeter. To mi zostaje Minka. 
Poszłam po szczotki i ogłowie Miny. Szybko ją wyczyściłam, mimo że klaczy się chyba nie podobał fakt, że każą jej pracować w takich warunkach. No trudno, takie życie. 
Po chwili wszystkie konie były już gotowe, więc po kolei wsiadaliśmy na ich grzbiety z rampy. Antek siedział już na Frollu kiedy uświadomił sobie, że zapomniał o Arii. 
- Daj spokój, przecież ona sama pójdzie, co będziesz ją ciągnął. Tylko trzeba na nią uważać. - odpowiedziałam mu sadzając tyłek na grzbiecie Miny. Klacz od razu położyła uszy po sobie i kłapnęła zębami. No tak, ona nie lubi jak się na niej jeździ na oklep. Zignorowałam humorki klaczy, skróciłam wodze i dałam jej sygnał do ruszenia robiąc przy rampie miejsce dla Magdy i Sekwany. 
Gdy wszyscy siedzieliśmy już na koniach ruszyliśmy w stronę lasu. Antek jechał pierwszy, za nim ustawiła się Aria, następnie Magda i Sekwana oraz Łukasz i Demeter. Hierarchia koni wskazywałaby na to, że teraz powinna jechać Mina, ale postanowiłam puścić Paulę i Serenity przodem. 
Aria bardzo starała się dotrzymać kroku, ale mimo to Antek co jakiś czas musiał zatrzymywać Frolla, żeby poczekać na staruszkę. Tempo Arii odpowiadało Sekwanie, która mimo że była kilka lat młodsza od karej klaczy to jednak była dużo mniej chętna do wysiłku, a dodatkowo miała problemy ze stawami. 
Całą drogę w dół przejechaliśmy bardzo powolnym stępem zatrzymując się co jakiś czas. Minka się złościła, ale co mam na to poradzić? 
Wjechaliśmy na asfaltową drogę, po której co prawda rzadko jeździły samochody, ale lepiej było nie ryzykować. Jechaliśmy poboczem i dużo uwagi poświęcaliśmy idącej luzem Arii, która kompletnie nie rozumiała dlaczego wszyscy tak na nią patrzą. Magda ustawiła się tak, że jechała obok karej klaczy, od strony drogi. Na szczęście żaden samochód akurat nie jechał więc wszystko odbyło się bez niespodzianek. 
Gdy wjechaliśmy do lasu postanowiliśmy ruszyć kłusem. Jechaliśmy bardzo powoli, po pierwsze ze względu na to, że jechaliśmy na oklep, a po drugie ze względu na Arię i Sekwanę. Aria kłusowała dzielnie, widać było że podoba jej się ta odmiana od zajęć hipoterapii i trzymała całkiem niezłe tempo. Sekwana z kolei była początkowo trochę sztywna, ale Magda popuściła jej wodze i klacz trochę się rozluźniła. Demeter i Serenity dzielnie zniosły to wolne tempo. Paula z kolei siedziała na srokatej klaczy kompletnie rozluźniona, z rzuconymi wodzami. Serenity bardzo się to podobało. Minka z kolei wkurzała się po pierwsze że siedzę na oklep a po drugie że nie może iść szybciej. Hamowałam więc co chwilę do stój i ponownie ruszałam kłusem, żeby dziewczyna mogła choć przez chwilę iść szybciej. Minka dalej się wkurzała, ale przynajmniej mogłam sobie wmawiać, że próbowałam. 
Dosłownie po chwili przeszliśmy do kłusa, bo Aria zaczęła wykazywać oznaki zmęczenia. Mimo to gdy przez kilka minut odetchnęła zrównała się z Frollem i szła obok niego. Ogierowi jakoś to nie przeszkadzało, a Antek co chwilę głaskał klacz po szyi. 
W ten sposób dojechaliśmy do jeziorka. Wejście do wody było bardzo łagodne, więc konie nie miały z nim problemów. Jako pierwsza weszła Aria, która bardzo lubiła wodę i zawsze była chętna do pływania. Tym razem jednak trzymała się dość blisko brzegu i stała a nie chodziła. Woda sięgała jej do brzucha i klacz wyglądała na bardzo zadowoloną, że może sobie tak postać w chłodnej wodzie. Strumienie na pastwiskach sięgały koniom co najwyżej do stawów skokowych, a w dodatku czasem był w nich dość ostry strumień. Tu z kolei na prawdę można było wypocząć. 
Demeter i Serenity pływały. Autentycznie. I nawet nie trzeba było ich do tego zmuszać. Supermoc Pauli polegająca na tym, że pod nią każdy koń nagle ożywał, sprawiła że leniwa zazwyczaj Serenity pływała, kłusowała i galopowała po wodzie. Aż nagrałam im film żeby jutro wiedzieć, że nie miałam urojeń. Demeter była spokojniejsza, ale pływanie też sprawiało jej frajdę. 
Antek i Frollo chodzili sobie gdzieś w okolicach Arii. Ogier nie za bardzo chciał pływać, więc Antek postanowił go do tego nie zmuszać. W końcu Frollo też miał już swoje lata i miał prawo nie chcieć robić takich w sumie trudnych rzeczy jak pływanie. Natomiast chodzenie w wodzie sprawiało mu dużą frajdę i wyglądał na bardzo zrelaksowanego. 
Jedynym koniem który miał jakieś "ale" co do całej tej wycieczki była oczywiście Minka. Na początku nie chciała wejść do wody. Jak już ją wepchnęłam to chciała wyjść na brzeg. Jak jej nie pozwoliłam to zrobiła awanturę i zaczęła brykać. Oj Minka, właśnie dlatego ludzie uważają że jesteś dziwna. To jest właśnie dokładnie tego powód. Na szczęście po kilku minutach walki Minka się ogarnęła i co prawda była strasznie wkurzona, to jednak słuchała się mnie. Nie martw się Minka, może jutro na Ciebie wsiądę i sobie pogalopujemy albo poskaczemy. Co tylko będziesz chciała. 
W wodzie spędziliśmy około pół godziny i spędzilibyśmy jeszcze więcej czasu, ale niestety komary stały się nie do zniesienia. Podjęliśmy więc decyzję o powrocie do domu. Wyjechaliśmy na brzeg (pierwsza na brzegu była oczywiście Minka, a kto inny...), poczekaliśmy chwilę na Arię, która nie chciała wyjść z wody i ruszyliśmy w stronę powrotną. Ponownie na chwilę zakłusowaliśmy, tym razem Aria i Sekwana szły rzwawiej, chyba woda im pomogła. 
Resztę drogi jednak przebyliśmy stępem. Aria wyglądała na zmęczoną, ale zadowoloną. Tak samo z resztą jak pozostałe konie (oprócz Minki...), które były jednak tylko zadowolone, bo co to dla nich te kilka kroków kłusa. Może oprócz Sekwany, ona faktycznie wyglądała na trochę zmęczoną. 
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, sprawdziliśmy im kopyta i grzbiety i wypuściliśmy je na padok. Trzeba będzie je niedługo przenieść na inne pastwisko, bo już prawie całe wyżarły.. Koniki oczywiście od razu zaczęły się po kolei tarzać, co sprawiło że były całe oblepione piaskiem i błotem. Eh, jutro przy czyszczeniu się będziemy tym martwić. 

czwartek, 15 czerwca 2017

=== IV Towarzyskie Zawody w Pony Games i Darmowe Oferty ===

Witajcie :)
Obrona licencjatu za niecałe dwa tygodnie, więc czas na zajmowanie się Virtualem, prawda? Postanowiłam coś zorganizować, bo trochę cicho się tu zrobiło. 
Oprócz zawodów organizujemy też czas darmowych ofert. Jeśli chcecie jakąś zamówić złóżcie formularz w zakładce "Oferta" i w polu "cena" wpiszcie "za darmo" albo coś takiego. 
i UWAGA, zostało wystawionych całkiem sporo koni na sprzedaż, zapraszam do obejrzenia odpowiedniej zakładki!



Regulamin zawodów: 
  • jedna stajnia może zgłosić max. 2 konie
  • jeden jeździec może dosiadać tylko jednego konia
  • wszystko będzie opisowe , więc proszę o zgłaszanie koni z opisem!
  • najlepiej poradzą sobie konie do trailu, extreme trailu, TRECu i ścieżki huculskiej, ale tak na prawdę wszystkie konie są mile widziane. 
  • bannera nie ma, ale fajne by było jakbyście napisali gdzieś na stajni info o zawodach
  • formularz do zawodów składamy pod tym postem
  • konie z Anarkii mają prawo startu, ale nie będą brane pod uwagę podczas wyników
  • zgłoszenia trwają tydzień (tzn. do 22.06)




Formularz: 
  • nick: 
  • imię konia: 
  • imię jeźdźca: 
  • boks konia: 




Lista startowa: 

Teren Hawary, Devina, Campiny



Konie: Hawara SA, Devin, Campino Gothic
Jeźdźcy: Antek, Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: teren
Miesce: tereny wokół Anarkii
Czas: godzina



Konie rekreacyjne wymagały terenu. Takiego z galopami i bez ograniczeń spowodowanych niskimi umiejętnościami jeźdźców. Hawara stała się trochę nerwowa, Devina od jakiegoś czasu nie dało się ruszyć z miejsca inaczej niż kopem i batem, a Campina lubi tereny więc postanowiliśmy zabrać i ją. 
Każde z nas poszło po swojego konia, przyprowadziło go pod stajnię i zaczęło czyścić. Konie były w miarę czyste, więc nie trwało to długo. Następnie osiodłaliśmy rumaki, założyliśmy kaski na głowy i wsiedliśmy na grzbiety koni. Ja dodatkowo wzięłam ze sobą palcat, bo Devin ostatnio bez palcata nie chciał się ruszyć. 
Ruszyliśmy stępem w stronę łąki. Jako pierwszy jechał Antek na Hawarze jako że klacz nie była w stanie iść za drugim koniem, następnie Łukasz na Campinie, jako że klacz ma problemy z chodzeniem za drugim koniem gdy ten jest wolniejszy od niej. Na końcu jechałam ja i Devin, żeby nie blokować zastępu gdy Devin stwierdzi że nie chce mu się pracować. 
Hawarka była bardzo dumna z faktu, że idzie pierwsza - szła żwawym stępem przed siebie i co chwilę parskała. Campina jak zwykle rozglądała się na boki, ale słuchała się Łukasza gdy ten czegoś od niej chciał. Devin z kolei o dziwo szedł dość żwawo i nie zostawał w tyle, mimo że nie pchałam go do przodu. 
Gdy dojechaliśmy na łąkę ruszyliśmy kłusem. Hawara i Campina ruszyły od razu, natomiast Devin przez chwilę się powkurzał, że śmiem mu kazać ruszyć kłusem, ale kiedy dostał batem w zad łaskawie powlókł się na przód. Po raz kolejny obiecałam sobie, że będę na tego konia częściej wsiadać, albo kazać komuś innemu częściej na niego wsiadać. 
Kłusowaliśmy sobie po łące w spokoju. Hawara była w niebo wzięta, Campina też wyglądała na zadowoloną, choć fukała na każdy kamień który wydawał jej się podejrzany. Devin też szedł w miarę żwawo i przestał się na mnie wkurzać. 
Przeszliśmy do stępa, żeby zjechać w dół. Znaleźliśmy się w lesie, gdzie ponownie ruszyliśmy kłusem. Tym razem Devin już miał szybszą reakcję na moje łydki, więc pogłaskałam go po szyi za to. Przez chwilę kłusowaliśmy bez żadnych większych przygód, aż postanowiliśmy sobie zagalopować na równej i prostej leśnej ścieżce. Hawara i Campina poszły, a Devin jeszcze chwilę porozpędzał się w kłusie, żeby w końcu zagalopować na sygnał batem. Próbowałam trochę przyspieszyć jego galop, ale wałach miał mnie w zupełnym poważaniu. Zostaliśmy więc trochę w tyle, ale Devin zaczynał się coraz bardziej rozluźniać, co uznałam za sukces. 
Galopowaliśmy dość długo, aż w końcu Campina zaczęła lekko kasłać, więc przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa, żeby dać odpocząć klaczy. Trakenka chciała galopować dalej, ale nie chcieliśmy ryzykować jej zdrowia. 
Chwilę jechaliśmy stępem, aż dojechaliśmy do wody, do której wjechaliśmy. To znaczy Hawara prawie wbiegła, Campina weszła, a Devin chwilę stał na brzegu przyglądając się podejrzliwie wodzie. W końcu jednak uległ moim namowom i wszedł. Przez jakiś czas jechaliśmy sobie po wodzie. Hawara była zachwycona, Campina trochę niepewna, ale postanowiła zachowywać się dzielnie. Natomiast Devin co chwilę próbował wyjść na brzeg, na co mu oczywiście nie pozwalałam. 
Gdy wyjechaliśmy z wody ponownie ruszyliśmy kłusem. Jechaliśmy drogą na której mniej się kurzyło, więc ponownie postanowiliśmy zagalopować. Antek jednak puścił Łukasza przodem, żeby do płuc Campiny docierało jak najmniej kurzu. Ponownie zagalopowaliśmy, tym razem Devin zrobił to już chętniej. Ten galop był krótszy, bo i ścieżka była krótsza. Zwolniliśmy więc do kłusa i powoli zaczęliśmy kierować się w stronę stajni. Gdy tylko Devin to zauważył zaczął trochę ciągnąć, ale bez przesady. Gdy znaleźliśmy się na naszej znajomej łące przeszliśmy do stępa i jechaliśmy na luźnej wodzy. 
Pod stajnią zsiedliśmy, rozsiodłaliśmy konie, sprawdziliśmy im kopyta i wypuściliśmy konie na padoki. 

Trening extreme trail Buffy's Angel + lonża Amira



Konie: Buffy's Angel, Amir El Shaklan
Jeździec: Łukasz, Esmeralda (lonżujący)
Dyscyplina: extreme trail, lonża
Miejsce: łąka z przeszkodami, Anarkia
Czas: godzina


Łukasz miał dziś w planach trening z Buffy. Bardzo chciałam zobaczyć ich trening, ponieważ extreme trail był dla mnie wielką zagadką - nie znam się na te dyscyplinie zupełnie, ale bardzo mnie ona ciekawiła. Łukasz jednak stwierdził, że nie można tak marnować czasu i że jeśli chcę z nim iść, to muszę wziąć jakiegoś konia. Ponieważ nie za bardzo był czas na czyszczenie i siodłanie konia oraz przebranie się w długie spodnie, stwierdziłam że wezmę Amira na lonżę. Ogier od jakiegoś czasu nic nie robił i trochę zaczęło mu odbijać z nadmiaru energii. 
Szybko poszłam więc na padok po siwego araba. Amir dał się złapać bez marudzenia, więc zaprowadziłam go pod stajnię, szybko ogarnęłam jego kopyta i sierść. W tym czasie Łukasz czyścił i siodłał Buffy. 
Gdy oboje byliśmy gotowi Łukasz wsiadł na Buffy i ruszył na łąkę, a ja szłam za nim prowadząc Amira. Ogier miał założone ogłowie i pas do lonżowania z wypinaczami, których jednak na razie nie przypinałam do ogłowia. 
Gdy dojechaliśmy na łąkę Łukasz zajął się rozgrzewką Buffy, a ja znalazłam miejsce w którym nie będę im przeszkadzać i tam kazałam Amirowi iść dookoła mnie w stępie. O dziwo, ogier szedł stępem. Nie kłusem, nie galopem, a właśnie stępem. Byłam bardzo zdziwiona i przez chwilę wydawało mi się, że ogier jest chory. Na szczęście gdy cmoknęłam chcąc, żeby siwy ruszył kłusem, arab wyskoczył z czterech nóg do góry i wywalił zadnie nogi do tyłu. Znaczy, że zdrowy. 
W tym czasie Łukasz i Buffy ćwiczyli różnego rodzaju przejścia oraz zatrzymania. Buffy była trochę podniecona widokiem Amira, ale grzecznie współpracowała z Łukaszem. Była bardzo zwrotnym koniem, dobrze reagującym na sygnały. Jak zwykle widząc ją w akcji żałowałam, że xtreme trail jest tak rzadką konkurencją, bo Buffy zdecydowanie zasługiwała na uznanie. 
Musiałam skupić się na Amirze, który kombinował jak mógł, żeby iść szybciej niż ja chciałam, żeby szedł. Postanowiłam więc pozwolić mu zagalopować, żeby zrzucił trochę energii i mógł się skupić na pracy a nie na kombinowaniu. Cmoknęłam więc, a Amir odstawił takie rodeo że aż mi szczęka opadła. Gdy łaskawie już skończył zaczął galopować dookoła mnie w takim tempie, że byłam święcie przekonana, że zaraz się wywali. Na szczęście po jakiś 5 minutach galopu bez przerwy (lub z przerwą tylko na zmianę kierunku), Amir w końcu parsknął głośno, opuścił głowę i postanowił mnie słuchać. No nieźle. 
Łukasz i Buffy zaczęli właśnie trening właściwy. Galopowali właśnie po wodzie, żeby po chwili z niej wyjechać i skoczyć dość niską przeszkodę crossową. Następnie podjechali do równoważni, przeszli szybko do stępa, weszli na nią, przejechali, zeszli i ponownie ruszyli galopem. Nie mieliśmy profesjonalnych przeszkód do extreme trailu, więc Łukasz musiał być kreatywny wykorzystując przeszkody crossowe i te do ścieżki huculskiej. Buffy bardzo dobrze reagowała na polecenia. Zatrzymywała się z pełnego galopu w mgnieniu oka i jeszcze szybciej ponownie ruszała galopem. Oczywiście wszystko to robiła na polecenie Łukasza. Dzielnie chodziła po gałęziach, wodzie, wspinała się na wzniesienia i galopowała przez dłuższe odcinki. Łaziła też po równoważniach, rowach, drągach... Wykonywała sidepassy i inne normalne elementy trailowe. Aż miło się patrzyło. 
Amir już trochę się uspokoił, jego galop stał się bardziej miarowy, ogier rozluźnił się i przestał brykać. Postanowiłam jednak nie podpinać mu dziś wypinaczy zostawiając to na inny trening. Poćwiczyłam z Amirem przejścia z kłusa do galopu w obie strony, po czym stwierdziłam że mu starczy i pozwoliłam ogierowi stępować. Amir był zupełnie rozluźniony i wyglądał na zadowolonego, że w końcu mógł pobiegać. 
Łukasz i Buffy też kończyli już trening, więc gdy chłopak dał mi znać, że wraca my z Amirem podreptaliśmy grzecznie za nimi. Pod stajnią Łukasz zsiadł z Buffy i rozsiodłał klacz, sprawdzając przy okazji jej kopyta i grzbiet. Ja ściągnęłam pas z Amira, sprawdziłam mu kopyta i wyprowadziłam ogiera na padok. Łukasz jeszcze chwilę stał z Buffy pod koniowiązem, po czym również odprowadził ją na padok. 

sobota, 10 czerwca 2017

Trening ujeżdżeniowy Oza, Honora, Rainstone'a



Konie: Oz, *Honor, Rainstone
Jeźdźcy: Antek, Maciek, Esmeralda
Dyscyplina: ujeżdżenie
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: 1,5 godziny



Antek zamierzał dziś zabrać Oza na pierwszy trening. Ogier zadomowił się już w nowej stajni, więc nadszedł najwyższy czas na konkretną pracę. Tego samego dnia Maciek dostał zadanie bojowe dosiąść Honora. Mężczyzna był już zmęczony, bo zdążył tego dnia wsiąść już na trzy konie, no ale jak mus to mus. Ja z kolei postanowiłam wsiąść na Rainy'ego, tak żeby chłopak trochę się poruszał konkretniej, bo ostatnio tylko pod rekreacją chodzi. 
Tak więc poszliśmy wszyscy po swoje konie. Oz był trochę zdziwiony, że Antek idzie w jego stronę z kantarem. W końcu przez tak długi czas nic nie robił, że chyba zapomniał jak to jest pracować! Dał się jednak poprowadzić bez problemu do stajni. Honor i Rainy jak zwykle zachowywały się idealnie. 
Czyszczenie i siodłanie odbywało się bez większych rewelacji, oprócz tego że Oz był bardzo zdziwiony faktem że ma na sobie siodło. 
W końcu każde z nas wsiadło na swojego rumaka i pojechaliśmy na ujeżdżalnię. Oz czuł się trochę niepewnie, więc Antek puścił Maćka przodem. Honor bez problemu wziął na klatę rolę czołowego i szedł dzielnie przed siebie. Oz podczepił się pod zad wyższego srokacza, a niższy srokacz i ja jechaliśmy na końcu. Rainy trochę strzygł uszami i przyglądał się Ozowi, ale bardzo szybko uznał że tak musi być i przestał zwracać uwagę na nowego kolegę.
Gdy byliśmy na placu każde z nas rozgrzało swojego konia w trzech chodach. Antek poświęcił dodatkowy czas na zapoznanie Oza z ujeżdżalnią. Kucyk dokładnie obejrzał każdy kąt, każdy drąg, kamyk i przeszkodę. W końcu uznał że w sumie to mu się tu podoba i trochę się rozluźnił. Antek zaczął więc z nim konkretniejszą pracę sprawdzając poziom wyszkolenia i posłuszeństwo ogiera. Oz bardzo szybko zgrał się z Antkiem, mimo że chłopak wyglądał na Ozie po prostu śmiesznie. Może nie był najwyższym człowiekiem świata, ale i tak widać było, że Oz jest dla niego trochę za mały wzrostem. Ozowi jednak najwyraźniej to nie przeszkadzało i chyba polubił Antka, bo bardzo dobrze reagował na wszystkie jego polecenia. 
Maciek i Honor nie mieli ze sobą żadnych problemów, głównie dlatego że Honor jest chyba najbardziej bezproblemowym koniem świata, a Maciek po prostu bardzo dobrze jeździ, choć ujeżdżenie nie jest jego ulubioną dyscypliną. Maciek chyba nigdy jeszcze nie miał okazji przejeździć całego treningu na Honorze. Czasem wsiadał na niego na chwilę gdy prowadził trening Magdzie, żeby jej coś pokazać gdy dziewczyna nie do końca rozumiała. Z Honorem jednak chyba każdy jest w stanie się dogadać, więc już po chwili chłopaki bardzo dobrze ze sobą współpracowali. 
Rainy przez pracę w rekreacji trochę się rozleniwił i na początku jazda na nim wymagała ode mnie dość mocnych sygnałów. Tinker trochę się wycwanił i na początku w ogóle udawał że nie rozumie o co mi chodzi, gdy prosiłam go o coś bardziej skomplikowanego niż jazda po śladzie. Na szczęście po jakimś czasie wałach odpuścił i zaczął zachowywać się tak jak zazwyczaj, czyli bardzo dobrze. 
Następnie każde z nas rozpoczęło trening. Honor i Rainy ćwiczyli elementy klasy P, z kolei Oz według informacji od poprzedniego właściciela miał być ujeżdżony do klasy C. Antek postanowił więc to sprawdzić prosząc ogiera po kolei o wszystkie elementy które znajdują się w programie do tej klasy. Oz na wszystkie polecenia odpowiadał jak należy i widać było, że bardzo się stara, żeby wszystkie polecenia swojego jeźdźca wykonać jak najlepiej. Oz wyglądał z boku na konia bardzo przyjemnego do jazdy i chętnego do współpracy. Może i nie ruszał się tak dobrze jak konie niemieckie, ale miał w sobie dużo zapału. Antek też wyglądał na zadowolonego ze swojego nowego konia. 
Maciek i Honor również bardzo dobrze się dogadywali. Maciek postanowił postawić dziś na przejścia, więc co trzy kroki wykonywał przejście, albo o jeden chód, albo o dwa. Honor początkowo trochę się gubił i reagował z opóźnieniem, ale Maciek poskładał wałacha i już po chwili bardzo dobrze ze sobą współpracowali. 
Rainy też śmigał. Zupełnie już przebudził się z letargu i dobrze współpracował. Chyba zauważył że dwa pozostałe konie się nie obijają, więc on też musi pracować. W każdym razie byłam z niego bardzo zadowolona, a trening zaliczyłam do udanych, mimo słabego startu. 
Na koniec rozstępowaliśmy konie i pojechaliśmy pod stajnię. Tym razem Antek chciał, żeby Oz pojechał jako pierwszy. Ogier początkowo trochę się zacinał, ale jak zobaczył że dwa srokacze idą za nim to trochę się uspokoił i poszedł dzielnie do przodu. 
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, obejrzeliśmy ich kopyta i kręgosłupy po czym wypuściliśmy całą trójkę na padoki. 

8. rocznica - opis rajdu



Uczestnicy: 

Czas: 3 godziny
Miejsce: tereny wokół Anarkii



Wszyscy uczestnicy rajdu przyjechali już na miejsce poprzedniego wieczora, żeby dziś z samego rana móc już ruszyć w trasę. I faktycznie, już o 7 rano wszyscy jeźdźcy przygotowywali swoje konie do rajdu. Obyło się na szczęście bez większych akcji, konie chyba postanowiły się zachowywać. 
Punktualnie o 7.30 siedzieliśmy już na swoich wierzchowcach. Ustawiliśmy prowizyryczny zastęp w kolejności Summer Wine, Moon Weapon, Imperial Mohamadia, French Revolution, Hellfire, Genoshia, Ash Winder i ruszyliśmy w drogę. 
Przez chwilę jechaliśmy wzdłuż drogi po której jednak rzadko jeździły samochody. Konie szły spokojnie, pogoda była piękna, a uczestnicy rajdu zadowoleni. Jadąc na przodzie zastępu co chwilę słyszałam jakieś rozmowy czy śmiechy. 
Gdy po około 15 minutach wjechaliśmy w las postanowiliśmy ruszyć kłusem. Kasztanek miał dużo energii, ale postanowił się zachowywać. Chyba podobało mu się że prowadzi tak duży zastęp. Pozostałe konie również zachowywały spokój. 
Przez chwilę jechaliśmy kłusem po leśnej ścieżce, która biegła lekko pod górę. Konie jednak dawały radę bez problemu, w końcu prawie wszystkie z nich trenowały cross lub rajdy. Po jakimś czasie na naszej drodze pojawiła się woda, więc przeszliśmy do stępa i wjechaliśmy do niej. Wszystkie konie jakoś szczególnie się tym nie przejęły, poza Moon Weapon, która idąc bryzgała wodą wszędzie dookoła siebie, tak że cała Agnes, łeb Imperial Mohamadii oraz zad Kasztanka były zupełnie mokre. Na szczęście było bardzo ciepło, więc taki prysznic właściwie był całkiem przyjemny. 
Chwilę jechaliśmy w wodzie człapiąc po dnie górskiego strumienia wraz z jego nurtem. Koniom bardzo podobała się taka forma ochłody i gdy trzeba było wyjeżdżać z wody oglądały się za nią z tęsknym wzrokiem. 
Gdy podłoże na to pozwoliło, ponownie ruszyliśmy kłusem. Niestety tym razem nastąpiło jakieś spięcie między Genoshią a Hellfire, bo nagle usłyszałam kwik i odgłos kopyt uderzających w coś. Obyło się na szczęście bez strat w koniach i ludziach, choć Hellfire na prawdę kopnęła Genoshię i co gorsze trafiła. Ruska obiecała trzymać większy odstęp od kasztanki i chyba jej się to udało, bo do końca terenu był już spokój. 
W końcu wjechaliśmy na łąkę, gdzie postanowiliśmy sobie zagalopować. Samo zagalopowanie odbyło się bez większych problemów, ale niestety trochę nam się zastęp rozjechał. Moon Weapon została trochę w tyle wraz z Ashem i Genoshią, z kolei dwie arabki Imperial Mohamadia i French Revolution wybiły do przodu. Hellfire z kolei znajdowała się trochę na uboczu, ale widać było, że Boksi zrobiła to specjalnie. Na szczęście nikt nie stracił panowania nad końmi i gdy mieliśmy przejść do kłusa pod koniec łąki żaden z jeźdźców nie miał z tym problemów. 
Chwilę stępowaliśmy, bo trzeba było zjechać dość ostro w dół. Rumaki na szczęście poradziły sobie bardzo dobrze, w końcu w większości to zawodowi rajdowcy i crossowcy. Mimo, że droga w dół była dość długa, to konie bardzo dobrze sobie z nią poradziły. Oparły się na zadach i powoli szły w dół. Na dole poczekałam chwilę aż wszyscy zjadą i kiedy upewniłam się, że wszyscy są, ruszyliśmy ponownie przed siebie. 
Jechaliśmy chwilę stępem, bo zrobiło się bardzo gorąco. W lesie było całkiem przyjemnie, ale na łąkach praktycznie nie dało się oddychać. Postanowiłam więc nie wjeżdżać już na łąki i jechać szlakami bardziej leśnymi. 
Tak też zrobiliśmy. Po kilkunastu minutach stępa ponownie ruszyliśmy kłusem. Droga była kręta, trzeba było jechać slalomem między drzewami. Małe konie i araby bez problemu dawały radę, ale Hellfire, Genoshia i Ash jako większe konie miały trochę problemów i ich jeźdźcy musieli wybierać lekko alternatywne drogi. Nikomu to jednak nie przeszkadzało, a co więcej - jak ktoś dostał gałęzią w głowę, albo skręcił w ostatnim momencie przed uderzeniem w drzewo to śmiał się. 
W końcu wjechaliśmy na długą, piaszczystą ścieżkę na której ponownie mogliśmy sobie zagalopować. Tym razem konie już bardziej trzymały się zastępu, ponieważ droga była węższa, co dawało mniej miejsca do wyprzedzania. 
Przeszliśmy do stępa i daliśmy koniom odpocząć. Wszyscy jechali na luźnej wodzy, a konie parskały i rozglądały się dookoła. Jechaliśmy teraz nad przepaścią, w którą niektóre konie zerkały bez przekonania. Na szczęście żaden nie postanowił się płoszyć. czy świrować. 
Powoli trzeba było wracać. Skierowałam się więc na znaną sobie ścieżkę na której Kasztanek lekko przyspieszył. Nie pozwoliłam mu jednak zakłusować, gdyż musieliśmy pozwolić innym koniom zregenerować siły. Nie wszystkie z nich chodziły na co dzień po górach. 
W końcu ponownie ruszyliśmy kłusem gdy wjechaliśmy na trochę szerszą ścieżkę. Kasztanek zaczynał trochę pędzić, więc przytrzymałam go na wodzach. Bardzo denerwowały go muchy, które o tej godzinie postanowiły wyjść. 
Około pół godziny wracaliśmy do stajni na zmianę stępem i kłusem. Konie były już trochę zmęczone upałem i muchami, a konie naszych gości dodatkowo jazdą po górach i obcym otoczeniem. 
Na ostatniej prostej do stajni przeszliśmy do stępa, żeby dobrze rozstępować konie. W tym momencie zastęp zupełnie nam się rozsypał. Uczestnicy poustawiali się parami albo trójkami, rozmawiali lub śmiali się. 
Gdy dojechaliśmy do stajni rozsiodłaliśmy konie, sprawdziliśmy dokładnie ich grzbiety oraz kopyta. Ash i Kasztanek poszły na padoki, natomiast konie naszych gości do stajni. Miały zostać tam jeszcze kilka godzin, żeby odpocząć przed podróżą do domu. My natomiast udaliśmy się do domu, żeby coś zjeść i wypić mrożoną herbatę. 

czwartek, 8 czerwca 2017

Trening barrel racing Path'a, Charminga, Astry

Konie: Snake's Not Easy Path, Charming White Gun, Astra
Jeźdźcy: Łukasz, Esmeralda, Paulina
Dyscyplina: barrel racing
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina


Ponieważ Paula stwierdziła, że ma jeszcze siłę na następny trening i że jak chcemy to możemy się dołączyć, bo ona wsiada teraz zanim stwierdzi że jej się nie chce, postanowiliśmy wziąć na trening trzy konie chodzące barrel. Padło na Patha, Charminga i Astrę. 
Poszliśmy po konie, szybko je ogarnęliśmy i po chwili już siedzieliśmy na koniach. To znaczy Łukasz i Paula siedzieli, bo ja musiałam się chwilę dłużej pomęczyć z czyszczeniem siwego Charminga. Na szczęście nie zajęło mi to jakoś bardzo dużo czasu, więc niedługo po nich i ja siedziałam na swoim koniu. 
Pojechaliśmy na ujeżdżalnię. Łukasz na Pathu jechał jako pierwszy, bo ogier już bardzo chciał być na placu i biegać. Chłopak musiał co chwilę ściągać wodze, żeby ogier jednak szedł stępem. Za nim jechała Paula na Astrze. Hucułce trochę udzielił się nastrój Patha, ale zachowywała się dużo spokojniej od ogiera. Charming tradycyjnie miał wszystko gdzieś i wlókł się na końcu zastępu tak jakby zaraz miał się przewrócić. Próbowałam go trochę pogonić, ale jedyne co udało mi się osiągnąć to zdziwiony wzrok Charminga skierowany w moją stronę. No spoko. 
Na placu każdy z nas rozgrzał swojego konia w trzech chodach. Łukasz musiał się nieźle namęczyć z Pathem, żeby ogier szedł takim chodem jakiego wymaga od niego jeździec, a nie dużo szybszym. Jeździli sobie więc po małych kołach, wężykach, co chwilę zmieniali kierunki czy chody. Wystarczyła jednak chwila rozkojarzenia ze strony Łukasza, a Path od razu próbował to wykorzystać. 
Astra ładnie współpracowała z Paulą. Szła takim chodem i tempem jakiego dziewczyna od niej wymagała, skręcała od razu, ładnie wchodziła w łuki i ogólnie starała się zadowolić Paulinę. 
Charming z kolei postanowił olać sprawę. Każda zmiana chodu na wyższy wymagała ode mnie niezłej gimnastyki. Na szczęście w galopie siwy trochę się ogarnął i przynajmniej nie musiałam mu co krok dawać mocnej łydki. 
Zaczęliśmy w końcu właściwy trening z beczkami. Jako pierwszy wystartował Path, ponieważ mieliśmy wrażenie, że jeśli ogier będzie zmuszony czekać jeszcze chociażby kilka sekund to po prostu eksploduje od środka. Path i Łukasz pokonali tor w zawrotnym tempie i z dużą dokładnością. O dziwo, kiedy skończyli Path momentalnie się rozluźnił i przestał walczyć, sądząc chyba że postawił na swoim. 
Paulina i Astra nie były aż tak szybkie, głównie dlatego że Astra była jednak dużo mniejsza i cięższej budowy niż Path. Ich przejazd był jednak bardzo przyjemny dla oka, ponieważ Paula kierowała klacz na prawdę lekkimi sygnałami, nie szarpiąc się z nią ani nie kłócąc. 
Charming na szczęście się obudził i postanowił że on też włoży jakikolwiek wysiłek w nasz trening. Galopował dobrze (nie musiałam go pchać), ładnie skręcał i zwalniał przy beczkach. Z całej stawki trzech koni Charming był najwolniejszy, ale cieszyłam się, że trening mu się podoba. Nie każdy koń musi być czempionem. 
Po skończonym treningu rozstępowaliśmy konie i pojechaliśmy pod stajnię. Tam rozsiodłaliśmy rumaki i wypuściliśmy je na padoki. 

Trening reiningowy Gotta Slide Outlaw, *Snake's Flair, *Gambita

Konie: Gotta Slide Outlaw, *Snake's Flair, *Gambit
Jeźdźcy: Paulina, Łukasz, Esmeralda
Dyscyplina: reining
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina


Trzeba było wziąć reiningowce na trening. Tak przynajmniej oświadczyła dziś rano Paulina, gdy weszła do stajni. Stwierdziłam, że w sumie czemu nie. W plan wkręciłyśmy jeszcze Łukasza, który co prawda miał dziś w planach trening ze Snake's, ale chciał się skupić raczej na trailu, niż reningu. Stwierdził jednak, że trail poczeka i w sumie może wziąć klacz na rening. 
Każde z nas poszło po swojego konia na padok. Paulina miała wziąć Outa, Łukasz Snake's, a mi przypadł Gambit. Czyszczenie i siodłanie przebiegło bez większych niespodzianek, więc dość szybko siedzieliśmy już na naszych wierzchowcach. 
Gdy dojechaliśmy na plac każde z nas przeprowadziło rozgrzewkę w trzech chodach ze swoim koniem. Wszystkie zachowywały się dobrze, reagowały bez zarzutu na polecenia swoich jeźdźców oraz ładnie wykonywały wszystkie elementy. 
Mniej więcej w tym samym momencie wszyscy zaczęliśmy właściwy trening. 
Out i Paulina ćwiczyli głównie prędkość reakcji na polecenia. Zatrzymywali się więc z pełnego galopu, robili slide stopy, nagłe przejścia, zmiany kierunków czy rollbacki. Out był początkowo trochę zdziwiony takim obrotem sprawy, bo zazwyczaj jest koniem raczej flegmatycznym, ale już po chwili dostosował się do wymogów swojego jeźdźca. Paula nie denerwowała się na painta, gdy ten za wolno reagował na jej polecenia, a brała raczej winę na siebie cofając się o krok i próbując wykonać jeszcze raz ten sam element, tym razem używając mocniejszych i dokładniejszych sygnałów. Pod koniec treningu Out śmigał już reagując na bardzo delikatne polecenia Pauli i wykonując wszystkie niespodziewane zmiany kierunków, chodów itd. bez mrugnięcia okiem. Paula była najwidoczniej bardzo dumna ze swojego wierzchowca, bo cały czas miała na twarzy szeroki uśmiech. 
Łukasz i Snake's jako para z najdłuższym stażem sportowym mieli za zadanie właściwie tylko dopracować jakieś szczególiki takie jak podstawienie zadu, odpowiednia pozycja głowy, czy wyczulenie na lekkie sygnały. Klacz jak zwykle stanęła na wysokości zadania i bardzo dobrze współpracowała z Łukaszem. Ciężko się było jednak spodziewać czegoś innego po tak doświadczonym koniu. 
Gambit jako jedyny nie chodził reiningu zawodowo, a jedynie amatorsko. Nie musieliśmy więc skupiać się na tak zaawansowanych elementach, jak Łukasz czy Paulina. Dziś postanowiłam poćwiczyć z wałachem zmiany nóg w galopie i zatrzymania z galopu. Gambit jak zwykle był zaangażowany w trening i bardzo dobrze reagował na moje polecenia. Pod koniec treningu zatrzymywał się tylko na dosiad, co bardzo mnie ucieszyło. 
Gdy uznaliśmy, że przepracowaliśmy wszystko co trzeba rozstępowaliśmy konie na luźnej wodzy i wróciliśmy do stajni. Gdy rozbieraliśmy rumaki i czyściliśmy im kopyta Paula stwierdziła, że w sumie to by jeszcze wsiadła na jakiegoś konia. Po wypuszczeniu koni na padok poszliśmy więc zobaczyć którym koniom jeszcze przydałby się trening. 

środa, 7 czerwca 2017

Teren Summera

Koń: *Summer
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce treningu: tereny wokół Anarkii
Czas: 2 godziny


Musiałam uciec od codziennej rutyny, stresu związanego z prowadzeniem stajni i po prostu od ludzi. Ściągnęłam więc z padoku Summera, szybko go wyczyściłam, osiodłałam i wskoczyłam na jego grzbiet zakładając przed tym kask na głowę. 
Summer był ewidentnie zdziwiony, że idzie do pracy, ale przyjął tę informację z honorem i postanowił zachowywać się jakby codziennie pracował pod siodłem. Znałam tego konia już od wielu lat i czułam, że w środku aż go nosi. Dobrze, bo zamierzałam dużo galopować. 
Po krótkim stępie gdy tylko wjechałam do lasu ruszyłam kłusem. Summer szedł energicznie, ale nie próbował uciec spod kontroli. Trzymałam wodze zupełnie luźno i prowadziłam ogiera dosiadem. Zresztą, na razie i tak jechaliśmy prosto więc co za różnica?
Summer parskał w rytm kłusa, a ja cieszyłam się, że mogę nic nie robić i po prostu pozwolić się nieść koniowi. Gdy wjechaliśmy na łąkę ruszyliśmy galopem. Początkowo trochę trzymałam Summera, ale po kilku krokach zluzowałam wodze i pozwoliłam mu iść własnym tempem. O dziwo, ogier nie próbował pobić swojego życiowego rekordu, a galopował w całkiem normalnym tempie. 
Po dojechaniu do końca łąki zwolniłam ogiera do stępa i zjechaliśmy w dół. Tam czekała na nas niespodzianka w postaci wielkiej kałuży, prawie jeziora. Summer dzielnie wszedł w wodę i nawet  udało nam się w niej zakłusować kilka kroków. 
Po wyjechaniu z wody pojechaliśmy dalej kłusem, nie zwracając uwagi na wystające korzenie. Summer szedł bardzo pewnie, nie potykał się. W dogodnym miejscu ponownie zagalopowaliśmy, tym razem już szybciej. Summer był w niebo wzięty pędząc dzikim galopem przez las. Ja również byłam szczęśliwa, bo ostatnio nie miałam za dużo czasu dla Summera, bo przygniotły mnie inne obowiązki. 
Reszta terenu minęła podobnie - tam gdzie była taka możliwość jechaliśmy galopem, przechodząc tylko od czasu do czasu do stępa tam gdzie galop był niemożliwy. W efekcie wróciliśmy oboje do stajni dosłownie zlani potem. Po zejściu z ogiera i dokładnym obejrzeniu jego kopyt oraz grzbietu wypuściłam go na padok i jak zawsze po jeździe na nim obiecałam sobie, że będę na niego częściej wsiadać. 

Divot SA (pies)

pies DIVOT SA
(owczarek szwajcarski)
Dinnia x Durango SA
wystawy

urodzony 2016, w Virtualu od 06.06.2017
hodowli Selman Arabians, własności WHK Anarkia



Historia: zdecydowanie nie planowaliśmy drugiego psa, a już na pewno nie rasowego. Divot zwrócił jednak uwagę Antka gdy załatwialiśmy z Selman Arabians formalności dotyczące kupna Hawary. Gdy okazało się, że psiak jest na sprzedaż postanowiliśmy go kupić. W ten sposób Divot przyjechał do Anarkii w czerwcu 2017 roku. 
Opis: Divot dobrze dogaduje się z ludźmi, jest przyjazny i odczuwa bardzo dużą potrzebę przebywania w towarzystwie ludzi. Jest zupełnie inny niż Tramp i chwała mu za to, bo przynajmniej o jednego psa nie musimy się martwić. Divot zawsze wita ludzi przychodzących do stajni radosnym szczekaniem i prośbami o głaskanie. Prawdopodobnie kiedyś mu się to znudzi, szczególnie że Tramp zawsze krzywo na niego patrzy w takich sytuacjach (jeśli Tramp akurat znajduje się niedaleko). Divot jest wulkanem energii, kocha długie spacery. Zawsze chodzi z Antkiem na zajęcia hipoterapii i nigdy nie narzeka na zmęczenie. Uwielbia wodę. 


Osiągnięcia (4)

Viva (chomik)

VIVA
(chomik)
urodzona kwiecień 2017, w Virtualu od 31.05.2017
pochodzenie Zielone Pastwiska, własności WHK Anarkia



Historia: Viva urodziła się po prostu w hodowli chomików jako jeden z wielu zwierzaków. Została kupiona przez Podkowę i wystawiona jako nagroda podczas loterii na Zielonych Pastwiskach. Los chciał, że to Esmeralda stała się nową właścicielką chomiczki. W czerwcu 2017 roku Viva przyjechała do Anarkii i z miejsca podbiła serca wszystkich pracowników. 
Opis: Viva nie za dużo robi. Głównie śpi, je, lub prosi o to, żeby się z nią pobawić. Na co dzień mieszka w klatce w instruktorskim, a gdy na dworze jest ciepło na dzień często wypuszczamy ją na dwór, oczywiście cały czas czuwając nad jej bezpieczeństwem. Viva to mała gwiazda, która kocha być w centrum uwagi i nigdy nie ma dość pieszczot. Tłum ludzi głaszczący ją i przyglądający się jej w ogóle jej nie onieśmiela, a wręcz przeciwnie - bardzo lubi być w centrum uwagi. 



Osiągnięcia (1)
  • wyróżnienie w wystawie innych zwierząt podczas XIV IAHF



Trening ujeżdżeniowy Resurrecta, Emperadora, Demeter

Konie: FH Resurrect Me From The Dead, Emperador, *Demeter
Jeźdźcy: Maciek, Antek, Esmeralda
Dyscyplina: ujeżdżenie
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina


Na dziś mieliśmy zaplanowany trening ujeżdżeniowy w chyba najdziwniejszym możliwym składzie. Emperador chodził klasę CC, a Demeter i Resurrect klasę L, więc konie były zupełnie nie dobrane poziomem. 
O umówionej godzinie poszliśmy każdy po swojego konia. Każde z nas zaczęło czyścić i siodłać swojego konia. Demeter na szczęście była grzeczna i dodatkowo niezbyt brudna, więc uwinęłam się szybko. Mniej szczęścia miał Antek, który musiał sobie poradzić z wkurzonym Emperadorem. Wałach ani myślał stać w miejscu, a dodatkowo próbował ugryźć Antka gdy ten zbliżał rękę do jego sierści. Uspokoił się dopiero kiedy dostał od chłopaka po łbie. Zachowanie Emperadora wyprowadziło z równowagi też Resurrecta, który również zaczął się złościć. Na szczęście Maciek opanował sytuację w miarę szybko. 
Mimo tych niespodzianek siedzieliśmy na koniach o godzinie zgodnej z planem. Jadąc jeden za drugim udaliśmy się w stronę ujeżdżalni. Tam każdy z nas przeprowadził własną rozgrzewkę w trzech chodach skupiając się indywidualnie na tym co dany koń umie i nad czym trzeba było z nim popracować. Emperador na przykład w ogóle nie miał dziś ochoty na współpracę i najchętniej szedłby z zadartą głową i miał w głębokim poważaniu swojego jeźdźca. Na szczęście chłopaki po jakimś czasie się zgrali i Emperador przestał okazywać wszystkim, że ma zły dzień. W odróżnieniu od Emperadora, Resurrect pracował bardzo ładnie i rzetelnie. Wszystkie polecenia swojego jeźdźca wykonywał bez mrugnięcia okiem i widać było, że bardzo się stara. Demeter z kolei nie chciała za bardzo pracować, bo ostatnio chodziła tylko pod rekreacją. Musiałam więc na początku dawać jej mocne sygnały, aż wyczuliłam ją tak jak mi było wygodnie. 
Właściwy trening ujeżdżeniowy Resurrecta i Demeter właściwie nie różnił się od rozgrzewki. Konie pracowały nad elementami klasy L, czyli tak na prawdę podstawami. Maciek i Resurrect skupili się na ustawieniu głowy i jeździe po łukach tak, żeby i łopatka i zad i głowa ogiera były dobrze ustawione. Z kolei ja i Demeter postawiłyśmy na różne kombinacje przejść. Na tym etapie treningu Demeter już się obudziła i ładnie ze mną współpracowała. Z kolei Antek i Emperador ćwiczyli sobie elementy ujeżdżenia wyższych klas. Achał już się ogarnął i wrócił do swojego zwyczajnego zachowania, więc dobrze patrzyło się na ich trening. 
Gdy skończyliśmy trening rozstępowaliśmy konie, a następnie pojechaliśmy pod stajnię, gdzie rozsiodłaliśmy konie oraz wypuściliśmy je na wybieg. 

wtorek, 6 czerwca 2017

Trening crossowy Honora, Dear Lorda, Cash The Checka


Konie: *Honor, *Cash The Check, *Dear Lord
Jeżdżcy: Magda, Esmeralda, Antek
Dyscyplina: cross (easy / medium)
Miejsce: łąka z przeszkodami, Anarkia
Czas: 1,5 godziny



Ponieważ pogoda dopisywała postanowiliśmy zabrać WKKWistów na trening crossowy. Ciężko nam było znaleźć trzy konie chodzące tę samą klasę, więc zdecydowaliśmy się na chodzących klasę "easy" Honora i Casha, oraz bardziej wtajemniczonego, chodzącego klasę "medium" Lorda. 
Poszliśmy po nasze rumaki i przyprowadziliśmy je pod stajnię w celu wyczyszczenia. Jak zwykle wszystkie konie były grzeczne poza moim. Cash kopał, wymachiwał głową i ogólnie dobrze się bawił. W końcu jednak chyba stwierdził że jest mu mnie szkoda i się uspokoił. Mogłam więc wyczyścić mu kopyta i ściągnąć zaklejkę z brzucha. Cud!
Antek i Magda byli już gotowi kiedy ja zakładałam Cashowi siodło. Ogier chyba zrozumiał że robimy siarę i wszyscy na nas czekają, bo nie próbował mnie ugryźć przy zapinaniu popręgu. Pogłaskałam go za to po szyi. 
W końcu i ja siedziałam na koniu, więc wszyscy troje ruszyliśmy w dół w stronę łąki z przeszkodami. Magda uparła się, że pojedzie pierwsza, a Honorowi chyba to nie przeszkadzało bo szedł rozluźniony i co chwilę parskał. Za nimi jechałam ja na Cashu, bo tak postanowił Cash. Lord i Antek mieli wszystko w głębokim poważaniu, jak zwykle z resztą. Lord był tak cudownie spokojnym koniem, że nie wiem co musielibyśmy robić, żeby wałach zareagował i pokazał, że coś mu się nie podoba. 
Na łące każdy zajął się rozgrzewką własnego konia. Stęp, kłus, trochę drążków, galop. Wydaje się proste, ale zdecydowanie takim nie jest gdy twój koń postanawia że rozgrzewka to jest dla głupich i że on to może od razu galopować. Na szczęście udało mi się pokazać ogierowi, co o tym sądzę, więc po jakimś czasie dogadaliśmy się. Honor i Lord zachowywali się nienagannie. Chyba już się przyzwyczaili do tego, że Cash jest głupi. 
Jakoś mniej więcej w tym samym momencie postanowiliśmy, że jesteśmy gotowi na trening. Jako pierwszy na trasę wjechał Antek na Lordzie, bo miał pokazywać drogę. Na początku przeszkody były łatwe, więc konie chodzące niższe klasy bez problemu dawały radę. O ile Lord jak zwykle podszedł do wszystkiego bardzo profesjonalnie, to Honorowi trochę się nie chciało. Może był zmęczony jazdami rekreacyjnymi, a może po prostu miał zły dzień. W każdym razie Magda przed każdym skokiem musiała dawać srokatemu mocną łydkę. Wałach szedł jednak jak należy, bez buntów. Po prostu nie tak śmiało i bez takiego entuzjazmu jak zazwyczaj. Skakał jednak wszystko co Magda mu pokazała, wjeżdżał galopem do wody, galopował pod górę. Cash z kolei bardzo się ze mną szarpał. Przez całą trasę czułam, że mam na rękach kilka ton, a każde moje odpuszczenie ręki kończyło się tym, że Cash się rozpędzał i miał mnie głęboko gdzieś. Skakał jak zwykle jak marzenie, z dużym zapasem i bardzo pewnie, ale jazda na nim nie należała do przyjemnych. Zazwyczaj potrafimy się zgrać, ale dziś ewidentnie coś było nie tak. Na szczęście okazało się, że jest to wina nadmiaru energii i gdzieś w połowie trasy po bardzo długim galopie po wodzie Cash trochę spuścił. 
Po skończonym treningu rozstępowaliśmy konie i pojechaliśmy z powrotem do stajni. Wszystkie konie się spisały, nawet Casha musiałam pochwalić, bo pod koniec treningu na prawdę się starał. 
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, dokładnie je obejrzeliśmy i wypuściliśmy na padoki, a sprzęt odnieśliśmy do siodlarni.