niedziela, 13 maja 2018

[wyniki 9. rocznicy] Rajd



Konie: French Revolution, Arwena, Yanour Hayati SA, Ash Winder
Jeźdźcy: Elvia, Agnes, Zafira, Esmeralda
Dyscyplina: rajd
Czas: 2 dni


DZIEŃ PIERWSZY:
Wszyscy uczestnicy rajdu przyjechali do Anarkii dwa dni wcześniej, żeby konie zdążyły przyzwyczaić się do klimatu i odpocząć do podróży. Wszystkie wierzchowce były przyzwyczajone do pracy w różnych warunkach i żaden nie miał jakiś dużych problemów z aklimatyzacją. 
W sobotę około 9.00 byliśmy już w stajni. Konie zostały wcześniej nakarmione i wypuszczone na padok. W stajni zostały tylko cztery wierzchowce - dwa araby i dwa achały. Te cztery konie poznały się już wcześniej, bo od dwóch dni wychodziły razem na padok i stały obok siebie w stajni. Polubiły się, a przynajmniej zaakceptowały na tyle, że nie było między nimi wojen. 
Każdy zaczął przygotowywać swojego konia. Sakwy zostały już wcześniej spakowane, każdy miał ze sobą ciepłą bluzę, kurtkę od deszczu, bieliznę i ubrania na zmianę, latarkę, zestaw szczotek, zapasowe puśliska, scyzoryk, derkę polarową, zestaw kanapek i butelkę wody. Podczas czyszczenia i szykowania konie były grzeczne, więc nie zajęło to dużo czasu. Uwinęliśmy się w pół godziny i o 10.00 siedzieliśmy już w siodłach. 
Ustawiliśmy jakiś prowizoryczny zastęp i ruszyliśmy w stronę łąk. Konie były dość wyrównane jeśli chodzi o kondycję i umiejętności. Najmłodsza stażem i wiekiem była gniada arabka Yanour Hayati SA, ale nie musiałam się o nią martwić, bo mimo małego stażu klacz miała na swoim koncie wiele osiągnięć w rajdach na najdłuższych dystansach. 
Przez jakiś czas jechaliśmy przez las. Słońce nie świeciło jeszcze mocno, ale już było czuć, że dzień będzie dość ciepły. Miało nie być jakiś zabójczych upałów, a dodatkowo trasę mieliśmy zaplanowaną głównie po lasach. 
Gdy wjechaliśmy na łąkę ruszyliśmy kłusem. Ash ruszył od razu gdy tylko krzyknęłam do dziewczyn, że ruszamy kłusem. Po przejechaniu kilku kroków odwróciłam się i sprawdziłam czy wszystko w porządku. Za Ashem jechała Elvia na siwej arabce French Revolution. Klacz jechała w pewnej, bezpiecznej odległości od Asha i widać było że ogląda sobie okolicę. Za arabką jechała druga arabka - Yanour Hayati SA, która była lekko rozproszona. Rozglądała się na boki, parskała i co jakiś czas łypała oczami na jadącą za nią Arwenę. Mimo to zachowywała spokój. Na końcu jechała achałka Arwena, która była chyba najspokojniejszym koniem z całej stawki. Szła na kompletnie luźnej wodzy i zdawała się w ogóle nie przejmować nowym otoczeniem. 
Na szczęście nasze konie, mimo że reprezentowały dwie różne rasy, były dość zgrane pod względem prędkości, więc nie trzeba było kombinować, żeby jakiś koń musiał iść szybciej lub wolniej niż jest mu najwygodniej. Przez około 10 minut jechaliśmy przez dość wysoką trawę, która po ostatnich deszczach rosła jak szalona. 
W końcu zwolniliśmy do stępa, żeby zjechać w dół. Ostrzegłam dziewczyny, że zjazd może być trochę śliski po ostatnich deszczach i żeby pokazać jak najlepiej pokonać przeszkodę zjechałam w dół jako pierwsza. Musiałam lekko przytrzymać Asha, żeby obciążył zad i nie poślizgnął się na glinie. Bezpiecznie zjechaliśmy w dół. Odsunęłam się trochę i zaczekałam aż pozostałe konie do mnie dołączą. Żaden nie miał problemów ze zjechaniem w dół, wszystkie przysiadły na zadach i szły ostrożnie w dół po śliskim podłożu. Gdy wszyscy byliśmy już na dole ponownie ruszyliśmy kłusem. 
Jechaliśmy leśną ścieżką. Było tu trochę wystających korzeni i kamieni, ale nasze konie widziały w życiu gorsze podłoża, więc żaden się nie skarżył. Chyba nawet żaden się nie potknął ani nie zawahał ani razu. Ashowi zdecydowanie podobało się, że jest czołowym. Inne konie też wyglądały na zadowolone, Hatati przestała się już tak rozpraszać, a French i Arwena co chwilę parskały. 
Po kilkunastu minutach zwolniliśmy do stępa, bo ścieżka zrobiła się bardzo wąska. W dodatku zaczęła biec dość ostro pod górę. Pochyliłam się do przodu i dałam Ashowi luźniejszą wodzę. Zaczęliśmy się wspinać. Wzniesienie nie było bardzo strome, ale podjazd był dość długi, więc jechaliśmy spokojnym stępem, szczególnie że na drodze było teraz dużo kamieni i konie musiały się bardziej skupić. My, jeźdźcy też musieliśmy być skupieni, bo co chwilę trzeba było uchylać się przed nisko wiszącymi gałęziami. Jadąc na hucule nie mało się raczej tego problemu. Elvia i Zafira miały trochę ułatwione zadanie, bo araby były niższe od achałów. 
Gdzieś w połowie drogi zapytałam dziewczyn czy potrzebują kilkuminutowej przerwy. Zaprzeczyły, więc ruszyliśmy dalej. Cała trasa pod górę zajęła nam około 30 minut. Na szczycie daliśmy koniom luźną wodzę i przez chwilę pozwoliliśmy im odpocząć w stój. Następnie ruszyliśmy dalej. Po naszej prawej stronie rozciągała się piękna panorama Bieszczad. Wskazałam palcem na jedno z pastwisk oddalone od nas o jakieś 2 km. mówiąc dziewczynom że to jedno z moich stad hucułów. Z góry wyglądały jak stado różnokolorowych kropek. 
Przez jakiś czas jechaliśmy stępem podziwiając widoki. Po części dlatego, że konie musiały odpocząć po wspinaczce skoro mają dać radę na dwudniowym rajdzie, a po części dlatego, że widok był na prawdę piękny. Na górze czuć było lekko wiejący wiatr, więc było na prawdę przyjemnie. 
Po około pół godzinie dojechaliśmy na dość dużą łąkę. Było chwilę po 14.00, więc postanowiliśmy zrobić krótką przerwę. Zsiadłyśmy z naszych wierzchowców, poluzowałyśmy im popręgi i zdjęłyśmy ogłowia, jednocześnie zostawiając im na głowach kantary. Niestety nie miałyśmy aż tak dużo zaufania do koni, żeby puścić je luzem, a nie szczególnie był czas na rozwieszanie linek do prowizorycznego koniowiązu, więc każda z nas trzymała swojego konia na uwiązie. Wierzchowce jadły sobie trawę, a my zjadłyśmy drugie śniadanie. Przerwa trwała około pół godziny, żeby konie wypoczęły, a jeźdźcy rozciągnęli nogi. Dałyśmy też koniom napić się wody w strumieniu, a my uzupełniłyśmy zapasy wody. 
W końcu postanowiłyśmy jechać dalej. Spakowałyśmy wszystko do sakw, dociągnęłyśmy popręgi w siodłach, założyłyśmy koniom ogłowia, sprawdziłyśmy czy w kopytach nie mają jakiś kamieni i innych niespodzianek, po czym wsiadłyśmy na grzbiety wierzchowców. 
Konie generalnie były w dobrej kondycji i pewnie dałybyśmy radę jechać jeszcze spory kawałek bez odpoczynku, ale lepiej dmuchać na zimne. Po przerwie konie znacząco się rozbudziły, więc po przejechaniu sporego kawałka stępem na rozgrzewkę, ruszyłyśmy żwawym kłusem. Zrobiło się na prawdę gorąco, więc kto jeszcze miał na sobie jakąś bluzę teraz ją zdjął. Kłusowaliśmy przed łąkę. Ash zaczął jednak napierać na wędzidło. Wiedziałam, że po tej łące da się galopować, więc odwróciłam się do tyłu i zapytałam dziewczyn co o tym sądzą. Nikt nie miał nic przeciwko, więc dałam mojemu rumakowi łydkę do zagalopowania. Wałach odpowiedział od razu i ruszył równym, ale dość szybkim galopem. Odwróciłam się do tyłu i sprawdziłam czy wszystko dobrze z resztą koni i jeźdźców. Wszyscy dalej siedzieli w siodłach. Wszystkie konie chodziły rajdy, więc były przyzwyczajone do galopowania jeden obok drugiego. Łąka była na tyle szeroka, że nie musieliśmy jechać jeden za drugim i każdy koń mógł iść własnym tempem. Żaden z koni nie próbował się ścigać, ani ponosić. To własnie jest zaleta koni rajdowych, wszystkie szły na dość luźnej wodzy i żaden nie pomyślał żeby zacząć coś odwalać. 
Galopowaliśmy dość długo, bo droga była długa i równa, idealna do galopu. W końcu jednak się skończyła, więc przeszliśmy do kłusa. Konie zaczęły parskać i generalnie wyglądały na bardzo zadowolone. Chwilę jeszcze jechaliśmy kłusem, a następnie przeszliśmy do stępa, bo z łąki wjechaliśmy w las, gdzie ścieżkę pokrywały spore kamienie. Przez jakiś czas kluczyliśmy zygzakiem po tej drodze omijając co większe kamienie, żeby nie podbić koni. 
W końcu dojechaliśmy do strumienia, który przecinał naszą kamienistą drogę. Kazałam Ashowi wejść do wody, a następnie zatrzymałam go i zaczekałam aż wszystkie konie wejdą do wody. Nie miały z tym jakiś większych problemów, tylko Hayati przez chwilę się wahała, ale trwało to dosłownie pięć sekund. Później klacz dała się przekonać i weszła do wody za pozostałymi końmi. 
Strumień nie był głęboki, sięgał koniom dosłownie trochę powyżej koronek. Dno nie było kamieniste, a prąd mocny, więc nic nie groziło koniom. Przez około 10 minut jechaliśmy pod prąd, ale konie praktycznie tego nie czuły. Co jakiś czas tylko schylały się, żeby się napić. Żadnemu na szczęście nie przyszło do głowy położyć się. 
W końcu dojechaliśmy do miejsca, gdzie zbocze było na tyle łagodne, że można było bezpiecznie wyjechać z wody. Ku rozbawieniu wszystkich French przez chwile stawiała opór i nie chciała wyjść z wody. Widocznie moczenie nóg podczas upału było dla niej bardzo przyjemne. W końcu jednak dała się przekonać Elvii i wspięła się pod górę za resztą koni. 
Wjechaliśmy na ścieżkę, która biegła lekko w dół. Była jednak na tyle łagodna, że postanowiliśmy na niej zakłusować. Droga była dość wąska, więc niestety musieliśmy jechać jeden za drugim. Na szczęście konie szły ładnie i nie przeszkadzało im że jadą za sobą w dość małych odległościach. Ten odcinek kłusa był dość długi. Konie miały dużo siły, bo przez większość czasu jechaliśmy stępem. Co prawda po trudnym podłożu, ale jednak stępem. 
W końcu jednak przeszłyśmy do stępa. Zerknęłam na zegarek. Było chwilę po 17.00, więc miałyśmy idealny czas. Byłyśmy już w sumie bardzo blisko. Ostatnie pół godziny jechałyśmy więc stępem, żeby konie ochłonęły. Wjechaliśmy na łąkę. Przed nami ukazała się prosta drewniana brama zamknięta na kłódkę. Dałam sygnał do zatrzymania się po czym zsunęłam się z siodła i wygrzebałam z sakwy klucz i otworzyłam bramę. Tuż za mną stała Arwena, więc pokazałam Agnes kierunek w którym ma jechać stępem i przepuściłam cały zastęp. Gdy jadąca na końcu Zafira przejechała przez bramę wprowadziłam Asha do środka i ponownie zamknęłam bramę na klucz, wskoczyłam na siodło i pojechałam za resztą koni. Ash trochę się złościł, że teraz jedzie ostatni, ale nie pozwoliłam mu dojechać kłusem. W końcu zobaczyłam, że zastęp zatrzymał się przy naszej rajdowej chacie. Nie było to nic szczególnego, po prostu dwupokojowy domek z drewna, bardzo mały. Dojechałam do dziewczyn i zsiadłam z konia. 
Rozsiodłałyśmy kompletnie nasze wierzchowce, zostawiając im na głowach tylko kantary. Cały teren był ogrodzony, stan ogrodzenia sprawdzałam z Łukaszem dosłownie kilka dni wcześniej, więc nie nie miało prawa się wydarzyć. 
Puściłyśmy więc konie luzem. Niektóre poszły od razu do strumienia napić się wody, inne postanowiły jednak najpierw wytarzać się w trawie. W końcu jednak wszystkie zgodnie poszły jeść trawę. Na szczęście nie było między nimi żadnych sprzeczek. 
My natomiast poszłyśmy ogarnąć chatę. Generalnie takie najcięższe rzeczy, jak na przykład cięcie drewna, zrobiliśmy z chłopakami już wcześniej. 
W chacie było przyjemnie chłodno. Wypakowałyśmy sakwy i ponownie wyszłyśmy na dwór. Zafira i Agnes poszły do strumienia po wodę, a ja i Elvia zaczęłyśmy układać drewno w ognisku. Na szczęście pomimo ostatnich deszczy drewno było suche. Gdy wszystko było gotowe poszliśmy jeszcze do koni dać im paszę. Niestety wymagało to sporo roboty, bo praktycznie każdy z koni miał inną paszę. Na szczęście w chacie mieliśmy wiadra, więc po prostu każdy złapał swojego konia, nasypał mu do wiadra paszę i czekał aż wierzchowiec skończy jeść. Staliśmy w sporych odległościach od siebie, żeby konie się nie rozpraszały i nie chciały sprawdzać czy sąsiad nie ma przypadkiem czegoś smaczniejszego. W końcu, gdy konie skończyły i wylizały wiadra znów puściliśmy je luzem. 
Wróciłyśmy do chaty, zjadłyśmy coś i do późnych godzin siedziałyśmy przy ognisku rozmawiając. Następnie wróciłyśmy do chaty i położyłyśmy się spać na materacach w śpiworach. 

sobota, 5 maja 2018

[stado Ronina] kl. Szamanka (hc)



klacz SZAMANKA
(hucuł, gniadosrokata)
od *Samotna+ (hc) po *Assassin+ (hc)
ścieżka huculska, cross (very easy)
urodzona 14.04.2014 r. , w Virtualu od 06.05.2018 r.
klacz rekreacyjna, sportowa, hodowlana



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |    POTOMSTWO    |     SPRZĘT




Historia: Szamanka urodziła się u nas, pewnego słonecznego wiosennego poranka. Bardzo baliśmy się o młodą klacz, ponieważ jej matka jest koniem bardzo nieufnym w stosunku do ludzi, a wiadomo że matka może przekazać źrebakowi różne odruchy. Szamanka była więc codziennie głaskana, przytulana i ogólnie robiliśmy wszystko żeby mała już od pierwszych dni życia była zaznajomiona z ludźmi i miała z nimi same dobre doświadczenia. I te zabiegi się opłaciły, ponieważ Szamanka jest koniem bardzo przyjaznym i ufnym w stosunku do ludzi. W wieku 3 lat została zajeżdżona i od tego czasu regularnie chodzi pod siodłem. Zaczęła też starty w ścieżce huculskiej i crossie very easy. 
Rodowód: klacz jest córką naszego srokatego ogiera czołowego - *Assassina+. Jest to bardzo zasłużony ogier huculski, zdobywca Brązowych Orderów Zasługi w crossie, ujeżdżeniu i WKKW, zwycięzca wielu zawodów oraz ojciec wielu utytułowanych koni sportowych. Matką Szamanki jest czynnie startująca w powożeniu parokonnym klacz Samotna, koń wyjątkowo inteligentny, ale niestety nieufny w stosunku do ludzi.  Na szczęście dzięki naszym szybkim działaniom Szamanka nie odziedziczyła tej cechy po matce. Samotna została odznaczona Brązowym Orderem Zasługi w powożeniu. Rodzicami Samotnej są dwa konie z Anarkii: ogier *Frollo+, który w przeszłości startował w zawodach w wielu dyscyplinach oraz zdobył Brązowy Order Zasługi w crossie i skokach. Matką Samotnej jest klacz Sekwana, która co prawda nie ma na koncie dużo osiągnięć sportowych, ale jest bardzo dobrą matką i odznacza się niesamowitą wręcz cierpliwością i dobrym charakterem. 


Podczas pracy na ujeżdżalni: Szamanka jest typowym hucułem. Doskonale wie z kim na ile może sobie pozwolić i kiedy nie musi pracować to po prostu nie będzie tego robić. Pod dziećmi i osobami początkującymi zdarza jej się kombinować, podczepia się wtedy pod zad drugiego konia, wchodzi na środek placu, albo zatrzymuje się i nie chce ruszyć. Szamance trzeba już od początku jazdy pokazać kto tu rządzi i przez cały czas być bardzo konsekwentnym. Pod lepiej jeżdżącymi osobami Szamanka na początku jazdy kombinuje, ale gdy przekona się, że jeździec nie da sobie w kaszę dmuchać, klacz uspokaja się i zaczyna normalnie współpracować. Im ambitniejsza jazda, tym Szamanka lepiej się zachowuje. Bardzo lubi skakać i chodzić po przeszkodach do ścieżki huculskiej. Czasem zdarza jej się ciągnąć do przeszkód albo mieć jakiś własny pomysł na wykonanie danego ćwiczenia, ale generalnie całkiem nieźle współpracuje z człowiekiem. Pod początkującymi jeźdźcami bardzo ładnie chodzi w zastępie i na lonży, ale z samodzielną jazdą jest już gorzej. Dobrze reaguje na głos, więc zawsze instruktor może trochę wspomóc jeźdźca wydając komendy głosowe. Może pracować na placu zarówno sama, jak i z innymi końmi, jakoś jej to nie robi różnicy. 
Podczas pracy w terenie: Szamanka już od najmłodszych lat chodziła w tereny przy boku swojej matki. Jako źrebak zaliczała rajdy przepędowe po górach, więc teraz teraz nic co związane z wyjazdami w teren nie jest dla niej obce. Bez problemów bierze udział w kilkudniowych rajdach, wchodzi do wody, galopuje po łąkach, skacze przez naturalne przeszkody czy przeprawia się przez głębokie rzeki. Zdecydowanie lepiej pracuje kiedy idzie za drugim koniem, ale kiedy musi poprowadzić zastęp to też nie ma z nią tragedii. Na samym początku tylko przez chwilę potestuje jeźdźca, próbując zawracać albo wjeżdżając w krzaki, ale kiedy zauważy że na jeźdźcu nie robi to wrażenia to odpuści. Z samotnymi terenami jest tak samo - na początku marudzi, ale potem się uspokoi. Jest świetnym koniem dla początkujących jeźdźców, bo po prostu przyczepia się do zadu drugiego konia i idzie dzielnie do przodu. Można na niej bez problemu jechać na luźnej wodzy, a Szamanka nie będzie tego wykorzystywać i kombinować dopóki ma przed sobą innego konia. Doskonale sprawdza się też jako koń na pierwszy galop w terenie, bo nigdy nie wyprzedza innych koni, nie bryka ani nie płoszy się. Jest w ogóle koniem bardzo odważnym, zaznajomionym z chyba wszystkimi możliwymi straszakami. 
W stosunku do ludzi: klacz raczej szanuje ludzi i w większości przypadków jest grzeczna. Daje się bez marudzenia czyścić i siodłać nawet osobom z małym doświadczeniem z końmi. Grzecznie podaje nogi, podwala się dotknąć w każdą część ciała, przesuwa się od nacisku, otwiera pysk do włożenia wędzidła, nie kłapie zębami przy zapinaniu popręgu itd. Nie wolno jej tylko zostawiać przywiązanej bez opieki, bo klacz potrafi rozwiązać bezpieczny uwiąz i uciec. Zrobiła to już nie raz i kilka razy zdarzyło się, że ganialiśmy ją przez godzinę, bo Szamanka uznała, że uciekanie przed nami to świetna zabawa. Poza tym jednak nie ma z nią jakiś większych problemów. Na padoku daje się złapać, ale sama raczej nie podchodzi do człowieka. Od stada odłącza się dość niechętnie, ale ponownie - chwilę pomarudzi, będzie rżała i oglądała się za siebie, ale kiedy zobaczy że na człowieku nie robi to wrażenia, to po prostu odpuści i będzie iść grzecznie. Niestety nie nadaje się dla dzieci do ściągania z padoku, bo przez to swoje oglądanie się na stado potrafi się czasem wyrwać, kiedy nie trzyma się jej odpowiednio mocno. A potem można ją ganiać i ganiać i ganiać... Przy kowalu i weterynarzu jest w miarę spokojna, nie lubi tylko zastrzyków, ale jedyne co robi żeby ich uniknąć to machanie głową. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: jest bardzo związana ze swoim stadem, ale dla hucułów wychowanych tabunowo jest to normalne. Z tego właśnie powodu czasem ciężko ją odłączyć od stada, ale na szczęście Szamanka na samym początku rży i odwraca się d stada, ale po chwili zaczyna się słuchać człowieka i idzie grzecznie. Ze wszystkimi klaczami ze swojego stada żyje w zgodzie, ale znajduje się jednak gdzieś na górze hierarchii. Inne klacze słuchają się jej i w razie czego schodzą jej z drogi. Szamanka jednak nigdy nie bywa agresywna ani nie wykorzystuje swojej wysokiej pozycji w stadzie, żeby zrobić jakiemuś koniowi krzywdę. Nigdy nie używa zębów ani kopyt, żeby pokazać swoją pozycję. Czasem tylko skuli uszy albo wbije wściekły wzrok w jakiegoś konia, gdy coś jej się nie spodoba, ale nigdy nie bywa agresywna. Z ogierem Roninem również dogaduje się bez problemów. Jeśli chodzi o obce konie to Szamanka bardzo stara się wyglądać groźnie. Gdy jakiś obcy koń podejdzie do niej za blisko, albo próbuje w jakiś inny sposób zakłócić jej przestrzeń osobistą, albo generalnie zrobić coś, co Szamance się nie spodoba, klacz potrafi kłapnąć zębami, postraszyć kopytem, a w skrajnych okolicznościach nawet kopnąć lub ugryźć. Dlatego właśnie gdy bierzemy ją w teren z innymi końmi, niż jej stado, Szamanka zawsze idzie na końcu. Inne zwierzęta trochę ignoruje, ale potrafi pogonić gdy coś jej się nie spodoba. Dzikich zwierząt raczej się nie boi. 
Na padoku: Szamanka żyje w chowie tabunowym, w stadzie Ronina. Ze wszystkimi końmi ze swojego stada żyje w dobrych relacjach. Co prawda jest na szczycie hierarchii (po ogierze), ale nigdy nie wykorzystuje nadmiernie swojej pozycji i nie bywa agresywna bez powodu. Klacz uwielbia leżeć i często można ją zobaczyć właśnie w tej pozycji. Nie ważne jest podłoże, Szamanka może leżeć na trawie, piachu, śniegu, w błocie... Każda powierzchnia jest dobra. Zawsze jednak jest w samym centrum grupy koni. Często z jakimś innym koniem się bawi albo zaczepia, gdy zacznie jej się nudzić. Dobrze dogaduje się też ze źrebakami. Łapanie jej na padoku nie jest jakieś szczególnie trudne. Co prawda klacz raczej sama nie podejdzie do człowieka, ale też nie będzie uciekała. Trochę większym wyzwaniem jest odłączenie jej od stada, bo klacz rży do koni, odwraca się i zapiera. Trwa to jednak zazwyczaj tylko chwilę, bo gdy Szamanka zauważy że człowiek nie daje za wygraną to odpuszcza i idzie grzecznie na uwiązie. Podczas wypuszczania na padok trochę się niecierpliwi i zdarza jej się trochę ciągnąć, ale kilka razy się zatrzymać, a Szamanka zrozumie o co chodzi i przestanie ciągnąć. Po zdjęciu kantara nie rusza galopem, tylko spokojnie odchodzi stępem od człowieka. 


Na zawodach: Szamanka nie ma jeszcze dużego doświadczenia na zawodach, ale jest pełna zapału i bardzo szybko się uczy. Do przyczepy wchodzi niechętnie, dość długo myśli i zastanawia się czy na pewno nic strasznego nie czyha na nią w środku. Wprowadzając Szamankę do przyczepy absolutnie nie wolno jej poganiać ani wywierać jakiejkolwiek presji, bo klacz jest w stanie się obrazić i nie wejść. Dużo chętniej wchodzi do środka, gdy jest tam już inny koń, szczególnie jeśli jest to koń którego Szamanka lubi. W podróży klacz bardzo się nudzi, ale kiedy zawiesi jej się jakąś zabawkę i siatkę z sianem to jest w stanie się tym zająć nawet na kilka godzin. W nowym miejscu jest bardzo pewna siebie, czym zawsze wszystkich zadziwia, bo jak na relatywnie młodego konia zachowuje się jak stary wyjadacz. Nie robi na niej wrażenia nerwowa atmosfera zawodów, głośne dźwięki, nowe zapachy i nieznane otoczenie. Na rozprężalni jest relatywnie skupiona na jeźdźcu. Nie lubi tylko kiedy jakiś obcy koń podjedzie do niej za blisko. Wtedy wysyła ostrzegawcze sygnały, a kiedy one nie działają potrafi kopnąć albo ugryźć. Jest całkiem niezłym koniem dla dzieci na pierwsze starty. 
  • ścieżka huculska: Szamanka jest koniem bardzo dzielnym. Im dziwniejsza i bardziej skomplikowana przeszkoda, tym lepiej. Nie ma też w zwyczaju, w przeciwieństwie do większości hucułów, zgadywać jak należy pokonać daną przeszkodę i kłócić się z jeźdźcem, gdy ten ma na ten temat inne zdanie. Gdy jeździec każe jej pokonać jakąś przeszkodę stępem, Szamanka zwalnia do stępa i idzie stępem tak długo aż nie dostanie sygnału do zagalopowania. Przejścia są u niej bardzo płynne i klacz reaguje na sygnały w mgnieniu oka. Jest bardzo dobrym koniem dla początkujących jeźdźców, bo niczym się nie przejmuje podczas trasy. Nie zwraca uwagi ani na inne konie, ani na psy, flesze aparatów, muzykę, oklaski, czy inne dziwne dźwięki i widoki. Szamanka po prostu idzie przed siebie i niczym się nie przejmuje. Klacz ma świetną równowagę i nawet kiedy przeszkody są śliskie od deszczu albo śniegu, klacz dzielnie na nie wchodzi i bardzo rzadko zdarza jej się poślizgnąć czy potknąć. Szamanka też bardzo chętnie skacze. Skacze wszystko, wszystkie kombinacje, nawet przeszkody postawione na wzniesieniach i takie które są bardzo wąskie. 
  • cross: srokata startuje tylko w klasie very easy, bo cross nie jest w jej przypadku dyscypliną priorytetową. Szamanka kocha skakać i skacze przez wszystko co stanie jej na przeszkodzie, pod warunkiem że nie jest wyższe niż 70 cm. Przez ogrodzenia na szczęście nie skacze. Szamanka jest koniem wyjątkowo dzielnym, gdy wjedzie na tor nic jej nie rozprasza i nie zwraca uwagi na nic innego poza sygnałami jeźdźca i przeszkodami. Jest bardzo dobrym koniem dla dzieci na pierwsze starty, bo na torze crossowym jest właściwie samobieżna. Mimo młodego wieku wydaje się mieć dużo doświadczenia i chęci do pracy, wiec wystarczy ją tylko nakierować na właściwą przeszkodę, a klacz zrobi resztę. Nie przeszkadzają jej przeszkody stojące w wodzie, pod górę, czy na trudnym podłożu, Szamanka skoczy wszystko. Klacz jest też bardzo wytrzymała, więc długie odcinki galopu nie są dla niej problemem dzięki temu, że właściwie od pierwszych tygodni życia chodziła na rajdy przy boku swojej matki. Klacz daje się ładnie prowadzić na trasie. Nie ciągnie na przeszkody, nie wyrywa się ani nie próbuje zgadywać kolejności przeszkód. Nie kłóci się też z jeźdźcem. Jest jednak koniem raczej do przodu niż do pchania. 


Chody: Szamanka ma bardzo wygodne chody, co u hucułów jest chyba tradycją. Jazda na niej bez strzemion albo na oklep jest dość przyjemnym doświadczeniem. Jest też dobrym koniem do nauki galopu na lonży, bo nie wybija. Jeśli chodzi o jakość jej chodów to stęp ma bardzo obszerny jak na hucuła, stawia długie kroki przez co siedząc na niej ma się wrażenie, że zaraz ruszy kłusem. W kłusie z kolei trochę drobni, ale dobry jeździec jest w stanie bez większych problemów nakłonić ją do stawiania dłuższych kroków. Galopem potrafi poruszać się bardzo wolno, ale kiedy jej się na to pozwoli potrafi się rozpędzić do pełnego galopu w przeciągu kilku sekund. Generalnie jest to bardzo przyjemny koń do jazdy. 
Zdrowie: klacz trzymana jest w chowie tabunowym, więc już od pierwszych godzin życia była wystawiona na różne warunki atmosferyczne. Dzięki temu ma na prawdę żelazne zdrowie. Od najmłodszych lat chodziła przy boku matki na rajdy po górach, więc jej nogi i kopyta są mocne i przyzwyczajone do różnych typów podłoża. Klacz jest też zahartowana i odporna na zimno i deszcz. Zimę spędza wraz ze swoim stadem na pastwiskach i tylko w ekstremalnych sytuacjach dokarmiana jest sianem. Nigdy nie była kulawa ani nie wymagała leczenia. 
Kondycja: Szamanka jest koniem czynnie startującym w crossie oraz w ścieżce huculskiej, więc jest w bardzo dobrej kondycji jeśli chodzi o galop. Oczywiście daleko jej do koni wyścigowych czy rajdowych, ale jak na hucuła jest na prawdę dobrze. Dodatkowo, pracuje w rekreacji i chodzi na treningi sportowe, więc jej kondycja wciąż się poprawia. Chodzi też na rajdy kilkudniowe, więc jest w stanie iść przez długi czas jednostajnym stępem nawet pod dużym obciążeniem. Jeśli chodzi o kondycję to nie odstaje w ogóle od innych hucułów mimo młodego wieku. 


Imię: jej imię musiało zaczynać się na literę 'S', po matce. Zdecydowaliśmy się na imię Szamanka właściwie bez jakiegoś ważniejszego powodu, po prostu ładnie brzmiało i jakoś nam pasowało do srokatej maści klaczy. Na co dzień mówimy na nią Szami, albo używamy jej pełnego imienia. 
Hodowla: klacz nie miała jeszcze okazji sprawdzić się w hodowli. Na pewno w przyszłości damy jej taką szansę, ale na razie jest dość młoda i dużo w sporcie jeszcze nie osiągnęła. Mimo to, oferty od niej są otwarte. 
Budowa: Szamanka zbudowana jest zgodnie ze wzorcem konia huculskiego. Ma trochę mocniejszą budowę niż większość klaczy huculskich, ale mimo to nie odbiega jakoś bardzo od średniej. Ma mocne nogi, kopyta i grzbiet oraz ładną szyję. Dodatkowo jest srokata, co zawsze ściąga na konia wzrok ludzi. 



Rodowód:
SZAMANKA
(hc, 2014)
(hc, 2002)
CUKIEREK
(hc, nvrt)
DZIELNY (hc, nvrt)
CALINECZKA (hc, nvrt)
ATENA
(hc, nvrt)
KING (hc, nvrt)
ASMARA (hc, nvrt)
(hc, 2007)
(hc, 1999)
KARMAZYN (hc, nvrt)
FLORA (hc, nvrt)
SEKWANA
(hc, 1998)
JEN (hc, nvrt)
SEKWOJA (hc, nvrt)

[osiągnięcia] kl. Szamanka

Liczba osiągnięć: 32
Liczba gwiazdek: 0


Osiągnięcia crossowe (15):




Osiągnięcia w ścieżce huculskiej (17)





Inne osiągnięcia (0)
  • brak



Tytuły (0)
  • brak

[treningi] kl. Szamanka

Treningi crossowe (0):
  • brak




Treningi w ścieżce huculskiej (0)
  • brak



Sprawozdania (1)



Tereny (0):
  • brak



Przejazdy na zawodach (0)
  • brak