Konie: Dracula, Little Death
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: skoki (LL-L)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: 1,5 godziny
Little Death zadomowiła się już u nas, więc Łukasz postanowił wziąć ją na jazdę zapoznawczą. Ja z kolei postanowiłam się podczepić, bo i tak zamierzałam wziąć Draco na jazdę. Zabrałam więc kantar, uwiąz, szczotki i sprzęt Draco i ruszyłam w dół na pastwisko wałachów. Powiesiłam cały sprzęt na płocie i poszłam szukać koni. Na szczęście całe stado stało dość blisko bramy, w cieniu drzew. Draco gdy tylko mnie zobaczył ruszył leniwym stępem w moim kierunku. Pogłaskałam go między oczami i założyłam mu kantar na głowę. Wałach chętnie szedł za mną. Wyprowadziłam go z pastwiska i zamknęłam bramę. Przywiązałam karego do płotu i zaczęłam czyścić. Nie był bardzo brudny, więc czyszczenie go było tylko formalnością. Potem założyłam wałachowi siodło i ogłowie bezwędzidłowe, sobie założyłam kask i wsiadłam na grzbiet Draculi.
Łukasz i Lit majaczyli gdzieś na horyzoncie, więc postanowiłam wjechać już na plac i rozstępować hucuła. Draco był bardzo pobudzony, ale znałam go na tyle dobrze, że nie robiło to na mnie wrażenia. Żeby trochę skupić jego uwagę na sobie poćwiczyłam z wałachem zatrzymania, ruszenia i zwroty na zadzie. Początkowo był zły że każę mu się zatrzymać, ale po chwili odpuścił i czekał na nowe polecenia.
Akurat gdy ruszałam kłusem na plac wjechał Łukasz na Lit. Pozwoliliśmy koniom chwilę się poobwąchiwać po czym każde z nas wróciło do pracy. Łukasz i Lit jeszcze chwilę stępowali, a ja i Dracula ruszyliśmy już kłusem. Wałach strasznie pędził, ale dopóki jechał kłusem postanowiłam się go nie czepiać, przynajmniej na etapie rozgrzewki. Draco opuścił głowę, zasuwał i parskał. Zerknęłam na Lit. Wydawała się być bardzo grzecznym koniem. Właśnie całkiem żwawo kłusowała pod Łukaszem na kole. Chłopak siedział luźno i wydawało się, że kieruje klaczą tylko za pomocą dosiadu. Musiałam jednak skupić się na Draco, który już zaczynał kombinować. Zaczęłam więc kręcić koła za każdym razem gdy wałach próbował zagalopować. Dzięki temu trochę się ogarnął i zdecydował się jednak kłusować. Ponownie poćwiczyłam z nim zatrzymania, ruszenia, jakieś wężyki, wolty i zmiany kierunku w różnych kombinacjach. Łukasz i Lit jeździli po lekko podwyższonych drągach kłusem. Mułka jako koń trailowy nie miała z tym żadnych problemów, ani razu nawet nie puknęła w drągi. Nie można tego jednak powiedzieć o Draco, który przy pierwszym przejeździe wjechał na drągi tak szybko, że prawie się wywalił. Za drugim razem mocniej go przytrzymałam i było już lepiej, a za kilkoma kolejnymi przejechaliśmy już normalnie, bez puknięć.
Przyszedł czas na galop. Oboje z Łukaszem zagalopowaliśmy praktycznie w tym samym momencie. Lit galopowała spokojnie, dawała się ładnie prowadzić. Z kolei Draco początkowo strasznie pędził i kombinował jak tu najechać na przeszkodę. Dawał się jednak prowadzić, robił wolty i lotne zmiany nogi. Postanowiłam najechać na pierwszą przeszkodę - czerwoną stacjonatę o wysokości 60 cm. Draco pędził na nią jak głupi, wybił się dużo za wcześnie, ale przy tej wysokości nie przeszkadzało to jakoś szczególnie. Po chwili na tę samą przeszkodę najechała Lit, która wybiła się prawie idealnie, ale lekko zahaczyła nogą o najwyższy drąg. Nie zrzuciła go jednak. Następna przeszkoda to zielona stacjonata 70-centymetrowa. Tym razem Draco ładnie się wybił i skoczył tak jak powinien. Oczywiście z pełnego galopu, ale ten typ tak ma. Lit również skoczyła bardzo ładnie, tym razem już nie puknęła w drąg. Skakaliśmy jeszcze kilka przeszkód o wysokości 70-80 cm. z takim samym rezultatem - Draco najeżdżał szybko, byle jak, ale jakimś cudem skutecznie, z kolei Lit wolniej, dokładnie i z dużym zapasem. Przez chwilę tylko bała się rowu z wodą, ale gdy raz przejechała przed niego w stępie od razu się uspokoiła i skakała go już bez problemów. Łukasz postanowił skoczyć coś wyższego, bo w końcu Lit na chodzić klasę L. Najechał więc na mur o wysokości 90 cm., który Lit pokonała bez problemów. Draco też, chociaż wybił się zdecydowanie za wysoko, a w locie skapnął się że nie wie co jest po drugiej stronie i nie mógł się zdecydować na którą nogę wylądować. Wylądował jednak szczęśliwie. Kolejne przeszkody o wysokości metra szły nam całkiem nieźle, mimo że Draco nadal się podniecał to mimo to całkiem nieźle się nim kierowało. Na tej wysokości postanowiliśmy z Draco skończyć. Łukasz na Lit skoczył jeszcze kilka przeszkód 105-centymetrowych. Klacz w ogóle nie wydawała się zmęczona. Jechała na przeszkody spokojnie i grzecznie, jednak widać było entuzjazm. Chyba będzie fajnym koniem do skoków.
W końcu i Łukasz z Lit postanowili zakończyć trening, więc rozgalopowaliśmy i rozkłusowaliśmy konie, po czym przeszliśmy do stępa i wyjechaliśmy z bramy. Postanowiłam pojechać na Draco pod stajnię, zostawić sprzęt i wrócić na nim na pastwisko. Tak więc zrobiłam. Pod stajnią zsiedliśmy z koni, rozsiodłaliśmy je, umyliśmy im nogi na myjce i sprawdziliśmy kopyta. Łukasz wypuścił Lit na wybieg, a ja ponownie wsiadłam na Draco, tym razem na oklep, i pojechałam na nim na wybieg dla wałachów.
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
środa, 26 sierpnia 2015
Trening wał. Bueno Star (6)
Koń: Bueno Star
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: reining
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina
Bueno wymagał pracy, systematycznej, profesjonalnej pracy nad figurami reiningowymi. Ostatnio jednak było tyle pracy przy naprawach, że nie miałam na to czasu. Zabrałam z siodlarni kantar i uwiąz i poszłam na wybieg po mojego srokatego rumaka. Jak zwykle stał samotnie pod drzewem, jednak gdy mnie zauważył ruszył powolnym stępem w stronę bramy. Pogłaskałam go między oczami i założyłam mu kantar na głowę. Bez większego entuzjazmu dał się poprowadzić w stronę stajni gdzie został przywiązany do koniowiązu. Zaczęłam go czyścić. Trochę się złościł, kładł uszy i kłapał zębami, ale po chwili uspokoił się i tylko machał ogonem ze złości. Pomyślałam że i tak jest to sukcesem. Przyniosłam z siodlarni siodło i ogłowie i nałożyłam je na Buena. Trochę się pokłóciliśmy przy wkładaniu wędzidła, ale w końcu koń ustąpił. Gdy był już ubrany założyłam sobie kask na głowę, odwiązałam wałacha od koniowiązu, wsiadłam na jego grzbiet i ruszyliśmy na ujeżdżalnię.
Buenek kilka razy zatrzymywał się i nie chciał iść dalej, co uznałam za dziwne, ale dzielnie pokazywałam mu że ma iść do przodu. W końcu gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię kazałam mu iść po ścianie. Początkowo chciałam, żeby się rozluźnił. Zajęło to ponad 10 minut aż w końcu usłyszałam parskanie i poczułam, że wałach rozluźnia pospinane mięśnie. Zaczęłam więc pracę w stępie. Początkowo jakieś proste elementy jak zatrzymania, ruszenia, koła, zwroty na przodzie i zadzie, cofania. Bueno nie miał nic przeciwko ćwiczeniom, wręcz przeciwnie, wykonywał je z entuzjazmem. Oczywiście entuzjazm w wykonaniu Buena wyglądał trochę inaczej niż w przypadku innych koni. Po rozgrzewce w stępie ruszyliśmy kłusem. Postanowiłam poćwiczyć z Buenem przejazdy przez drągi, żeby trochę porozciągał nogi przez bardziej skomplikowanymi figurami. Przy pierwszym przejeździe puknął w kilka drągów, więc zawróciłam go i spróbowałam ponownie. Tym razem przeszedł już ładnie, choć miałam wrażenie że zrobił to zupełnie bez impulsu. Postanowiłam jednak wrócić do tego za chwilę, żeby wałach się nie znudził. Przejścia wychodziły mu bardzo ładnie, nawet zakłusowania z cofania, czy cofanie-kłus-cofanie co 3 kroki. Byłam z niego na prawdę bardzo zadowolona.
W końcu przyszedł czas na galop. Pozwoliłam jednak najpierw Buenowi odpocząć w stępie. Wałach opuścił głowę i wydawał się być zrelaksowany. Po przejechaniu pełnego okrążenia w stępie zebrałam wodze, ruszyłam kłusem i kazałam wałachowi zagalopować. Bueno oczywiście zrobił to, co często zdarza mu się robić, czyli zarzucił zadem. Wyhamowałam go więc i zagalopowałam jeszcze raz, tym razem bez bryknięcia. Podrapałam wałacha po kłębie i pozwoliłam mu przegalopować jedno pełne okrążenie na luzie. Potem zabraliśmy się za konkretną pracę. Najpierw zmiany nóg w galopie. Buenowi szło dobrze dopóki robiliśmy to po przekątnych i trochę gorzej gdy musiał robić zmiany częściej. Starałam się dawać mu mocniejsze sygnały i to podziałało. Potem przejechaliśmy kilka razy przez drągi i zabraliśmy się za slide stopy. Zaczęliśmy od zwykłych zatrzymań z galopu, później już z poślizgiem, a następnie poślizg i zwrot albo poślizg i cofanie. Początkowo Buenowi trochę się wszystko myliło, ale już po trzecim powtórzeniu wszystko mu się chyba przypomniało i wykonywał wszystkie moje polecenia bez mrugnięcia okiem. Gdy byłam z niego zadowolona zrobiliśmy zatrzymanie z galopu na środku placu i spróbowałam zrobić spiny. Najpierw powoli, potem coraz szybciej aż w końcu miałam wrażenie że Bueno daje z siebie wszystko. Pogłaskałam go po szyi i pozwoliłam pogalopować po ścianie na luźnej wodzy. Wałach kilka razy parsknął, a potem opuścił głowę. Przeszliśmy do kłusa, przejechaliśmy jeszcze kilka razy przez drągi, po czym zwolniliśmy do stępa. Bueno parskał i wydawał się być bardzo zadowolony że w końcu poszedł na trening. Pogłaskałam go po szyi i po przejechaniu dwóch pełnych okrążeń placu wyjechaliśmy z niego i pojechaliśmy pod stajnię. Tam rozsiodłałam Buena, sprawdziłam mu kopyta, umyłam nogi zimną wodą i wypuściłam wałacha na pastwisko. Paint spokojnie poszedł stępem pod swoje ulubione miejsce pod drzewem i tam zaczął się paść.
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: reining
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina
Bueno wymagał pracy, systematycznej, profesjonalnej pracy nad figurami reiningowymi. Ostatnio jednak było tyle pracy przy naprawach, że nie miałam na to czasu. Zabrałam z siodlarni kantar i uwiąz i poszłam na wybieg po mojego srokatego rumaka. Jak zwykle stał samotnie pod drzewem, jednak gdy mnie zauważył ruszył powolnym stępem w stronę bramy. Pogłaskałam go między oczami i założyłam mu kantar na głowę. Bez większego entuzjazmu dał się poprowadzić w stronę stajni gdzie został przywiązany do koniowiązu. Zaczęłam go czyścić. Trochę się złościł, kładł uszy i kłapał zębami, ale po chwili uspokoił się i tylko machał ogonem ze złości. Pomyślałam że i tak jest to sukcesem. Przyniosłam z siodlarni siodło i ogłowie i nałożyłam je na Buena. Trochę się pokłóciliśmy przy wkładaniu wędzidła, ale w końcu koń ustąpił. Gdy był już ubrany założyłam sobie kask na głowę, odwiązałam wałacha od koniowiązu, wsiadłam na jego grzbiet i ruszyliśmy na ujeżdżalnię.
Buenek kilka razy zatrzymywał się i nie chciał iść dalej, co uznałam za dziwne, ale dzielnie pokazywałam mu że ma iść do przodu. W końcu gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię kazałam mu iść po ścianie. Początkowo chciałam, żeby się rozluźnił. Zajęło to ponad 10 minut aż w końcu usłyszałam parskanie i poczułam, że wałach rozluźnia pospinane mięśnie. Zaczęłam więc pracę w stępie. Początkowo jakieś proste elementy jak zatrzymania, ruszenia, koła, zwroty na przodzie i zadzie, cofania. Bueno nie miał nic przeciwko ćwiczeniom, wręcz przeciwnie, wykonywał je z entuzjazmem. Oczywiście entuzjazm w wykonaniu Buena wyglądał trochę inaczej niż w przypadku innych koni. Po rozgrzewce w stępie ruszyliśmy kłusem. Postanowiłam poćwiczyć z Buenem przejazdy przez drągi, żeby trochę porozciągał nogi przez bardziej skomplikowanymi figurami. Przy pierwszym przejeździe puknął w kilka drągów, więc zawróciłam go i spróbowałam ponownie. Tym razem przeszedł już ładnie, choć miałam wrażenie że zrobił to zupełnie bez impulsu. Postanowiłam jednak wrócić do tego za chwilę, żeby wałach się nie znudził. Przejścia wychodziły mu bardzo ładnie, nawet zakłusowania z cofania, czy cofanie-kłus-cofanie co 3 kroki. Byłam z niego na prawdę bardzo zadowolona.
W końcu przyszedł czas na galop. Pozwoliłam jednak najpierw Buenowi odpocząć w stępie. Wałach opuścił głowę i wydawał się być zrelaksowany. Po przejechaniu pełnego okrążenia w stępie zebrałam wodze, ruszyłam kłusem i kazałam wałachowi zagalopować. Bueno oczywiście zrobił to, co często zdarza mu się robić, czyli zarzucił zadem. Wyhamowałam go więc i zagalopowałam jeszcze raz, tym razem bez bryknięcia. Podrapałam wałacha po kłębie i pozwoliłam mu przegalopować jedno pełne okrążenie na luzie. Potem zabraliśmy się za konkretną pracę. Najpierw zmiany nóg w galopie. Buenowi szło dobrze dopóki robiliśmy to po przekątnych i trochę gorzej gdy musiał robić zmiany częściej. Starałam się dawać mu mocniejsze sygnały i to podziałało. Potem przejechaliśmy kilka razy przez drągi i zabraliśmy się za slide stopy. Zaczęliśmy od zwykłych zatrzymań z galopu, później już z poślizgiem, a następnie poślizg i zwrot albo poślizg i cofanie. Początkowo Buenowi trochę się wszystko myliło, ale już po trzecim powtórzeniu wszystko mu się chyba przypomniało i wykonywał wszystkie moje polecenia bez mrugnięcia okiem. Gdy byłam z niego zadowolona zrobiliśmy zatrzymanie z galopu na środku placu i spróbowałam zrobić spiny. Najpierw powoli, potem coraz szybciej aż w końcu miałam wrażenie że Bueno daje z siebie wszystko. Pogłaskałam go po szyi i pozwoliłam pogalopować po ścianie na luźnej wodzy. Wałach kilka razy parsknął, a potem opuścił głowę. Przeszliśmy do kłusa, przejechaliśmy jeszcze kilka razy przez drągi, po czym zwolniliśmy do stępa. Bueno parskał i wydawał się być bardzo zadowolony że w końcu poszedł na trening. Pogłaskałam go po szyi i po przejechaniu dwóch pełnych okrążeń placu wyjechaliśmy z niego i pojechaliśmy pod stajnię. Tam rozsiodłałam Buena, sprawdziłam mu kopyta, umyłam nogi zimną wodą i wypuściłam wałacha na pastwisko. Paint spokojnie poszedł stępem pod swoje ulubione miejsce pod drzewem i tam zaczął się paść.
niedziela, 23 sierpnia 2015
(boks) kl. *Little Death (muł)

klacz **LITTLE DEATH
(muł, skarogniada)
od Little Susie (nvrt) po Theodore (nvrt)
western pleasure, trail, skoki (LL)
urodzona 03.03.2008, w Virtualu od 05.2015
hodowli nvrt, własności WHK Anarkia
koń sportowy, rekreacyjny, roboczy
OSIĄGNIĘCIA | TRENINGI | SPRZĘT
Historia: Urodziła się w USA, w Teksasie, w dosyć znanej hodowli AQH i mułów, gdzie też została zajeżdżona i przygotowana do zawodów trailowych. Kiedy Elvia szukała koni do Oak's Kids Section napatoczyło się ogłoszenie z dwoma mułami. Nie zastanawiając się długo zakupiła oba, bowiem zwierzęta te słyną z wytrzymałości i spokojnego charakteru. W Oak została zajeżdżona również w stylu klasycznym i przygotowana do zawodów skokowych. Po kilku miesiącach została jednak wystawiona na sprzedaż z powodu zmiany profilu stajni. Po wielu rozważaniach za i przeciw Esmeralda złożyła formularz o kupno klaczy i tego samego dnia uzyskała twierdzącą odpowiedź. Litka przyjechała do Anarkii na tyle szybko na ile pozwalała jej kwarantanna na lotisku.
Rodowód: matka Little Death - Little Susie to znana i ceniona klacz rasy morgan. Za młodu startowała z powodzeniem w western pleasure i trailu. Obecnie zbliża się już do 20. roku życia i już czasem tylko można oglądać ją na wystawach. Jest matką wielu znanych koni zarówno sportowych jak i hodowlanych. Little Death jest wśród nich jedynym mułem. Z kolei ojciec klaczy - Theodore to znany reproduktor, ojciec wielu osłów sportowych i pracujących. Jest zwycięzcą wielu wystaw i czempionatów.
Podczas pracy na ujeżdżalni: Little Death to koń niezwykle spokojny i opanowany. Wybaczy człowiekowi każdy błąd i nawet jeśli dostanie sprzeczne polecenia od początkującego jeźdźca stara się wykonać zadanie. Jest świetnym koniem do nauki jazdy. Sprawdza się również pod bardziej zaawansowanymi jeźdźcami, szczególnie przy nauce skoków czy elementów trailu. Bardzo lubi pracować, patrząc na nią czy siedząc na jej grzbiecie można bardzo łatwo to zauważyć. Litka jest żwawa, ale równocześnie bardzo bezpieczna. Nie ma strachu, że nagle przyspieszy czy zmieni chód bez polecenia jeźdźca. Można spokojnie podczepić ją za drugiego konia, kazać jej prowadzić zastęp, czy jeździć samodzielnie. Dla klaczy nie ma różnicy. Dobrze reaguje na pomoce, choć jest słabo wyczulona w pysku. Początkującym jeźdźcom nigdy nie dajemy na jazdy wędzidła i w przypadku Little zadziałało to super. Nawet jeżdżąc na niej na treningach trzeba się starać jak najmniej używać rąk. Nie robi jej różnicy czy jest na ujeżdżalni sama, czy z innymi końmi. Zawsze tak samo jest skupiona na jeźdźcu i tym czego akurat się od niej wymaga. Nie bryka i nie kopie innych koni.
Podczas pracy w terenie: można ją dać w teren absolutnie każdemu, ponieważ jest koniem wyjątkowo bezpiecznym i godnym zaufania. Jest dużo odważniejsza niż konie i zanim się spłoszy dwa razy pomyśli czy faktycznie warto. Nie panikuje też kiedy wszystkie konie wokół niej panikują. Często właśnie dzięki jej opanowaniu inne konie uspakajają się. Wejdzie absolutnie wszędzie nie zważając na strach jeźdźca, czy jego niezdecydowanie. Bardzo ładnie chodzi w zastępie, zarówno jako czołowa jak i za drugim koniem. Nie wyprzedza, nie zaczepia innych koni, nie zostaje z tyłu. Nawet w galopie zachowuje spokój i odstęp od innych koni. Jednak gdy jedzie na niej ktoś doświadczony, szczególnie w samotny teren, Little nagle zmienia się w bardzo energicznego i chętnego do dzikich galopów wierzchowca. Okazuje się nagle, że Little umie osiągać całkiem niezłe prędkości w galopie i czasem nawet zdarza jej się zarzucić zadem z radości. Bez problemu skacze przez naturalne przeszkody i zawsze wybija się na tyle wysoko, żeby znaleźć się po drugiej stronie, nigdy wyżej. Uwielbia też wchodzić do wody i pływać, dlatego zawsze kiedy jedziemy nad jezioro wszyscy chcą jechać na Little. Jako muł jest bardzo wytrzymała, więc nawet podczas długich terenów po trudnym podłożu i pod dużym obciążeniem Little nigdy się nie skarży i dzielnie wykonuje swoją pracę.
W stosunku do ludzi: to miły koń, który zawsze da się pogłaskać, czy nakarmić czymś smacznym, ale nigdy nie będzie się o to dopominać. Jest też bardzo taktowna i ma duże wyczucie. Doskonale wie z kim na ile może sobie pozwolić. W stosunku do dzieci i osób niepełnosprawnych jest spokojna, wyrozumiała, cierpliwa i przyjazna. Jednak kiedy ktoś zachowuje się w stosunku do niej ostro potrafi kłapnąć zębami, czy machnąć kopytem. Ona tak tylko straszy, ale jest doskonałym dowodem na to kto jak traktuje konie. Podczas czyszczenia zachowuje się nienagannie. Podaje wszystkie nogi, pozwala włożyć sobie wędzidło do pyska i zapiąć mocno popręg. Również przy zabiegach weterynaryjnych i kowalskich zachowuje spokój i nawet uchem nie ruszy. Na wybiegu nie ma problemów ze złapaniem jej i choć sama raczej do człowieka nie podejdzie, to też nie będzie uciekać i pozwoli sobie założyć kantar na łeb i zaprowadzić do stajni. Ładnie chodzi na uwiązie, nie szarpie się ani nie ociąga. Ufa ludziom i nawet jeśli czegoś się boi to za człowiekiem przejdzie na pewno. Bardzo lubi dzieci i nigdy w stosunku do żadnego dziecka nie zachowała się wrogo, wręcz przeciwnie, daje się głaskać przez długi czas, wkładać sobie palce do uszu czy chodzić pomiędzy nogami.
W stosunku do koni i innych zwierząt: jest raczej uległa, choć czasem potrafi się odgryźć. Ma taką zasadę, że nie podskakuje do koni dużo wyższych rangą. W konfrontacjach z nimi woli ustąpić, a najchętniej w ogóle by do takich sytuacji nie doprowadzała. Dobrze dogaduje się właściwie ze wszystkimi końmi z którymi na codzień wychodzi na padok. Nie zachowuje się też wrogo w stosunku do innych koni, hucułów czy ogierów. Jakoś uznała, że to są swoi i trzeba ich polubić. Inaczej sprawa się ma z nowo poznanymi końmi. Little potrafi czasem kłapnąć zębami w kierunku konia który za blisko do niej podjechał, czy strzelić w niego kopytem. Wiadomo jednak, że tylko straszy i jeszcze nigdy żadnemu koniowi nie zrobiła krzywdy. Obce konie zazwyczaj ignoruje, chyba że zaczną na prawdę jej przeszkadzać. Ma niesamowite pokłady cierpliwości jeśli chodzi o inne zwierzęta. Czasem kot wskakuje jej na grzbiet, czasem pies skacze dookoła niej i szczeka, czasem spotka na trasie krowę czy kozę... Gdy widzi jakieś zwierzę pierwszy raz przygląda się mu chwilę, po czym wraca do przerwanej czynności. Nie boi się dzikich zwierząt, chociaż doskonale wie które z nich są niebezpieczne. Nie wpada jednak nigdy w panikę, a w sytuacjach kryzysowych zdaje się na człowieka.
W stajni: zupełnie nie rusza jej gdy stoi długo w stajni sama. Nie przeszkadza jej też gdy w stajni dużo się dzieje. Przez większość czasu je w spokoju siano, a jak siano akurat się skończy to je słomę, nie ma dla niej problemu. Nie zaczepia też koni zajmujących sąsiednie boksy, a gdy któryś zaczepi ją, Lit chwilę się z nim pobawi. Bez problemu daje się czyścić w boksie, choć raczej staramy się tego nie robić. Lit nie zaczepia koni i ludzi chodzących przez korytarz, nigdy nie próbuje gryźć ani nie domaga się smakołyków. Podczas karmienia nie awanturuje się, nie ważne czy dostała paszę jako pierwsza czy jako ostatnia. Je w spokoju, nie rozsypuje paszy dookoła ani nie denerwuje się na inne konie, w spokoju czeka na swoją kolej tylko wygląda ponad drzwiami boksu i świeci oczami. Je wszystko, nie wybrzydza, ale też nigdy nie żebrze o więcej niż dostała. Bardzo lubi buraki, to chyba jej ulubiony przysmak. Przy wszelkich zabiegach weterynaryjnych czy kowalskich zachowuje niesamowity spokój. Można z nią zrobić dosłownie wszystko, a weterynarze i kowale często śmieją się, że mogłaby służyć jako model dla początkujących do nauki na przykład robienia zastrzyków.
Na padoku: jakoś nie za bardzo lubi się tarzać, wyjątek stanowi sytuacja kiedy wraca z jazdy zlana potem. W innych sytuacjach nie tarza się. Gdy tylko wejdzie na pastwisko pierwsze co robi to po prostu zaczyna jeść trawę. Zazwyczaj pasie się w niedużej odległości od innych koni, chociaż nie przeszkadza jej gdy któryś podejdzie do niej i zacznie się paść blisko niej. Byle by jej nie przeganiał. Daje się złapać na padoku bez większych problemów. Czasem tylko gdy ma gorszy dzień potrafi na widok człowieka z kantarem idącego w jej stronę odwrócić się i uciekać stępem. Nie jest jednak wyzwaniem dogonić ją i złapać. To tylko sygnał, że Lit ma gorszy dzień, jest zmęczona, coś ją boli, albo po prostu nie chce jej się pracować. Nie ma problemu z odłączeniem jej od stada, klacz idzie grzecznie na uwiązie, nie ociąga się ani nie szarpie. Podczas wyprowadzania na padok również jest grzeczna, nie ważne czy idzie na uwiązie czy idzie luzem z resztą koni. Zawsze spokojnie idzie stępem na padok i dopiero później ewentualnie biega, już na padoku. Ogólnie rzadko zdarza jej się biegać czy brykać na wybiegu, raczej p prostu spoi i je trawę. Jest mistrzem znajdowania najsmaczniejszej trawy, więc często można ją zobaczyć samotnie przemierzającą padok w tę i z powrotem. Gdy inne konie panikują i nagle ruszają galopem z jakiegoś powodu, Lit zachowuje spokój i idzie zobaczyć co tak przestraszyło resztę koni.
Na zawodach: w każdych warunkach zachowuje spokój. Do przyczepy wchodzi bez ociągania i nawet z pewnym entuzjazmem. Zupełnie nie robi jej różnicy z jakim koniem jedzie przyczepą i nawet jeśli ten drugi koń panikuje, czy zaczepia ją, Lit zachowuje spokój i zajmuje się swoimi sprawami. Podczas bardzo długich podróży robi się zmęczona i apatyczna, ale trzeba jej dać kilka godzin odpoczynku w boksie czy na trawie i już jest jak nowo narodzona i gotowa do działania. W nowym boksie nie denerwuje się ani nie stresuje. Po prostu stoi i je siano, nie przejmuje się tym całym zamieszaniem dookoła. Nie lubi tylko kiedy jakieś obce konie zaczepiają ją zza krat boksu, wtedy potrafi kłapnąć zębami, czy kopnąć w ścianę boksu. Sama nigdy nikogo nie zaczepia, ani koni, ani ludzi. Oczywiście zawsze na zawodach znajdzie się spora liczba osób zainteresowanych mułem. Lit wszystkimi daje się pogłaskać, obejrzeć i skomentować jej wygląd. Na rozprężalni jest spokojna i skupiona na zadaniu, chociaż denerwują ją konie podjeżdżające za blisko. Nawet jeśli ma do czynienia z nowymi, nieznanymi sobie przeszkodami zdaje się na jeźdźca i stara się wykonać jego polecenia jak najlepiej.
- skoki: uwielbia skakać i widać to na każdym kroku. Mimo że niepozorna i mała, potrafi skoczyć na prawdę wysoko i prawie zawsze pokonuje przeszkody z dużym zapasem. Dodatkowo jeśli odpowiednio ją się przyciśnie, potrafi całkiem szybko galopować oraz wykonywać na prawdę ciasne zakręty, żeby skrócić sobie trasę. Mimo to nigdy nie ciągnie do przeszkód i spokojnie daje się prowadzić i wskazać sobie kolejność przeszkód. Skacze praktycznie sama. Sama wymierza miejsce odbicia, sama wie na jaką wysokość skoczyć... Wystarczy tylko wskazać jej przeszkodę i potem powiedzieć na którą nogę na wylądować. A poza tym to Lit już sama sobie poradzi. Sprawdza się świetnie jako koń dla dzieci, na pierwsze starty czy po prostu jako spokojny i godny zaufania wierzchowiec. Podczas przejazdu jest skupiona na tym, czego chce od niej jeździec. Nie boi się kolorowych przeszkód, krzyków na widowni, czy innych rozpraszaczy. Nie wyłamuje i zawsze stara się ratować jeźdźca.
- trail: nie boi się nowych, czy dziwnie wyglądających przeszkód. Wejdzie wszędzie gdzie wskaże jej jeździec. Trzeba tylko czasem uważać, bo Lit zdarza się uczyć trasy na pamięć. Zgaduje wtedy co powinna na danej przeszkodzie zrobić. Jest to pomocne gdy faktycznie trasa składa się z samych podstawowych figur, ale gdy trzeba zrobić coś wychodzącego poza kanon, może to przysporzyć problemów. Na szczęście wystarczy tylko odpowiednio szybko zareagować i Lit podporządkowuje się jeźdźcowi. Klacz nie ma problemów ze zmianami chodów, nawet jeśli muszą one nastąpić szybko. Jest też bardzo dokładna i praktycznie nigdy nie złości się i nie próbuje jak najszybciej przejść do następnej przeszkody. Gdy trzeba być dokładnym i wykonać jakąś trudną figurę, Lit podchodzi do tego spokojnie i wykonuje zadanie najlepiej jak potrafi. Z kolei kiedy trzeba być szybkim, potrafi się rozpędzić i zrobić coś na prawdę szybko. Tak samo jak w skokach, jest skupiona i nie boi się niczego.
- pleasure: tutaj już trzeba umieć ją odpowiednio zaprezentować. Jakością chodów raczej nie może konkurować z arabami, czy quarterami, ale gdy chce, umie poruszać się ładnie. Trzeba tylko umieć wyegzekwować od niej wyższe pownoszenie nóg, czy ogólnie ładniejszy chód. Ma bardzo wygodne chody, siedzi się na niej na prawdę wygodnie dzięki czemu często dostaje wysokie noty właśnie jako koń wygodny do jazdy. Bardzo płynnie zmienia chody, reaguje na bardzo subtelne komendy, przez co patrząc na nią ma się wrażenie że chody zmienia sama, bez polecenia jeźdźca. Z natury porusza się raczej wolno, szczególnie w kłusie, więc zazwyczaj wszystkie konie ją wyprzedzają. Ona jednak w ogóle się tym nie przejmuje. Jest skupiona na jeźdźcu, inne konie ani publiczność jej nie rozprasza. Chodzenie w kółko też jej nie przeszkadza, choć czasem czuć, że jest trochę znudzona. Nigdy jednak tego nie pokazuje i tylko bardzo dobrze ją znając można to wyczuć.
Chody: są na prawdę wygodne, dzięki temu wysiadywanie kłusa, czy jazda na oklep na niej nie jest dla jeźdźca żadnym problemem, a wręcz przyjemnością. Zazwyczaj nie porusza się zbyt szybko i patrząc na nią z boku ma się wrażenie że jazda na niej jest bardzo przyjemna. Dlatego właśnie tak dobrze radzi sobie w western pleasure. Jednak gdy chce umie rozwinąć na prawdę niezłe prędkości, szczególnie w galopie. Jakością chodów może i nie może się równać z arabami czy quarterami, ale mimo to są one płynne i równe.
Zdrowie: nigdy nie chorowała ani nie była kontuzjowana. Nawet chodzenie po kamieniach czy asfalcie nie jest w stanie zaszkodzić jej mocnym kopytom, a silny kręgosłup wytrzymuje nawet duże obciążenia. W zimę przebywa na padoku całe dnie nawet w bardzo niskich temperaturach i nigdy nie nosi derki. Nigdy nie skarży się na żadne bóle czy przypadłości. Przy weterynarzu i kowalu jest zawsze niesamowicie spokojna.
Kondycja: może i nie jest najszybszym koniem, ale zdecydowanie jest bardzo silna i wytrzymała. Może pracować nawet kilka godzin dziennie i nigdy się nie skarży czy nie okazuje że jest zmęczona. Chodzi w długie tereny i rajdy, czasem jako koń juczny, i niesie duże ciężary na długich dystansach. Jeśli chodzi o galop to nie jest w stanie galopować tak długo jak konie wyścigowe, crossowe czy rajdowe, jednak nie jest z tym też najgorzej.
Imię: została tak nazwana przez swojego hodowcę i ciężko powiedzieć dlaczego. W stajni zazwyczaj mówimy na nią Lit lub Litka. Drugi człon jej imienia - Death kompletnie nie pasuje do konia pracującego z dziećmi.
Hodowla: Lit to muł, więc siłą rzeczy nie może się rozmnażać.
Budowa: faktycznie Lit wygląda jak mieszanka konia z osłem. Średniego wzrostu, z długimi uszami i krótkimi mocnymi nogami. Na pierwszy rzut oka jej budowa może się wydawać nieproporcjonalna, ale po chwili bliższego obcowania z nią można stwierdzić, że każdy element jej ciała został stworzony po to, żeby klacz była jak najbardziej wytrzymała.
Rodowód:
*LITTLE DEATH
(muł, 2008)
|
LITTLE SUSIE
(morgan, nvrt)
|
GO SUSIE
(morgan, nvrt)
|
SUSIE (morgan, nvrt)
|
GOIN' DOWN (morgan, nvrt)
| |||
LITTLE HERO
(morgan, nvrt)
|
LITTLE ONE (morgan, nvrt)
| ||
HERO OF US (morgan, nvrt)
| |||
THEODORE
(osioł, nvrt)
|
TANZANIA
(osioł, nvrt)
|
NEVA (osioł, nvrt)
| |
NICO (osioł, nvrt)
| |||
THEO
(osioł, nvrt)
|
ZIVA (osioł, nvrt)
| ||
TIOL (osioł, nvrt)
|
Osiągnięcia klaczy *Little Death
Liczba osiągnięć: 127
Liczba gwiazdek: 2
Liczba gwiazdek: 2
Osiągnięcia skokowe (35):
- I miejsce w sztafecie w skokach kl. LL na Oak's Training Centre
- I miejsce w skokach kl. L na Liliowej Zatoce
- I miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Dynasty
- I miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Plus
- I miejsce w skokach kl. mini LL na Estrella Baroque Stud
- I miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Pimlico
- I miejsce w skokach kl. LL dla klaczy na Hipodromie Holly
- I miejsce w skokach kl. LL dla klaczy na Hipodromie Holly
- I miejsce w skokach 60 cm. na BrickHill Sport Center
- II miejsce w skokach kl. L na Hipodromie Dynasty
- II miejsce w skokach kl. L na Jakarta Arabians
- II miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Pimlico
- II miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Pimlico
- II miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Anne
- II miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Anne
- II miejsce w skokach kl. LL podczas XVIII IAHF
- II miejsce w skokach kl. LL dla klaczy na Hipodromie Paris
- II miejsce w skokach kl. LL na WHK Anarkia
- III miejsce w skokach kl. L dla klaczy na Black Power Stud
- III miejsce w skokach kl. L dla klaczy na Hipodromie Lider
- III miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Encanto
- III miejsce w skokach kl. LL na Hipodromie Arisha
- III miejsce w skokach kl. LL na Salisbury Park
- III miejsce w skokach kl. LL dla klaczy na Hipodromie Anne
- III miejsce w skokach kl. mini LL na Hipodromie Prime
- III miejsce w skokach kl. LL dla klaczy na Hipodromie Paris
- III miejsce w skokach 70 cm. na BrickHill Sport Center
- wyróżnienie w skokach kl. L na Liliowej Zatoce
- wyróżnienie w skokach kl. L na Hipodromie Blue Echo
- wyróżnienie w skokach kl. L na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w skokach kl. L na Liliowej Zatoce
- wyróżnienie w skokach kl. LL podczas XII IAHF
- wyróżnienie w skokach kl. LL na VSA
- wyróżnienie w skokach kl. LL na Malinowym Wzgórzu
- wyróżnienie w skokach kl. LL na WHK Anarkia.
Osiągnięcia w trailu (45):
- I miejsce w trailu na Hipodromie Kier
- I miejsce w trailu na Sunset Stable
- I miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- I miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- I miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- I miejsce w trailu open na WHK Anarkia
- I miejsce w trailu profi dla gniadych na Hipodromie Paris
- I miejsce w trailu profi dla klaczy na Hipodromie Paris
- I miejsce w trailu podczas 23rd IAHF 2022
- II miejsce w trailu na Liliowej Zatoce
- II miejsce w trailu na Hipodromie Blue Echo
- II miejsce w trailu na Hipodromie A
- II miejsce w trailu na Far Horizons Stud
- II miejsce w trailu na Hipodromie Cheltenham
- II miejsce w trailu dla koni w wieku 10-14 lat na Hipodromie Dynasty
- II miejsce w trailu dla klaczy na Hipodromie Paris
- II miejsce w trailu podczas XIX IAHF 2020
- II miejsce w trailu dla klaczy na Hipodromie Holly
- III miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- III miejsce w trailu na Far Horizons Stud
- III miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- III miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- III miejsce w trailu na Hipodromie Dynasty
- III miejsce w trailu na Estrella Baroque Stud
- III miejsce w trailu na Hipodromie Arisha
- III miejsce w trailu na Estrella Baroque Stud
- III miejsce w trailu na Hipodromie Blue Echo
- III miejsce w trailu profi dla gniadych na Hipodromie Paris
- III miejsce w trailu podczas 22nd IAHF 2021
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Dynasty
- wyróżnienie w trailu dla klaczy na Hipodromie Lider
- wyróżnienie w eliminacjach do European Tour 2016 w trailu na Malinowym Wzgórzu
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w trailu podczas półfinału European Tour 2016 na Malinowym Wzgórzu
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Lider
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w trailu na Hipodromie Dynasty
- wyróżnienie w trailu na Estrella Sport Stable
- wyróżnienie w trailu dla klaczy na Hipodromie Paris
- wyróżnienie w trailu dla gniadych na Hipodromie Paris
- wyróżnienie w trailu open na WHK Anarkia
- wyróżnienie w trailu na Victory Stud
- wyróżnienie w trailu profi dla klaczy na Hipodromie Paris
- wyróżnienie (V miejsce) w trailu podczas 21st IAHF 2021
- wyróżnienie w trailu na WHK Anarkia.
Osiągnięcia w western pleasure (40):
- I miejsce w western pleasure na Victory Stud
- I miejsce w western pleasure na Hipodromie Moderne
- I miejsce w western pleasure open na WHK Anarkia
- I miejsce w western pleasure podczas 23rd IAHF 2022
- II miejsce w western pleasure na Hipodromie Dynasty
- II miejsce w western pleasure na Hipodromie Dynasty
- II miejsce w western pleasure na Malinowym Wzgórzu
- II miejsce w western pleasure na Liliowej Zatoce
- II miejsce w western pleasure na Hipodromie Blue Echo
- II miejsce w western pleasure na Estrella Sport Stable
- II miejsce w western pleasure open na Hipodromie Arisha
- II miejsce w western pleasure (10-14 lat) na Hipodromie Dynasty
- II miejsce w western pleasure na Estrella Baroque Stud
- II miejsce w western pleasure podczas IAHF.
- II miejsce w western pleasure dla klaczy na Hipodromie Paris
- II miejsce w western pleasure profi dla gniadych na Hipodromie Paris
- II miejsce w western pleasure profi dla klaczy na Hipodromie Paris
- III miejsce w western pleasure dla klaczy na Hipodromie Lider
- III miejsce w western pleasure na Hipodromie A
- III miejsce w western pleasure na Hipodromie A
- III miejsce w western pleasure na Hipodromie Dynasty
- III miejsce w western pleasure na Liliowej Zatoce
- III miejsce w western pleasure junior open na Salisbury Park
- III miejsce w western pleasure open na WHK Anarkia
- III miejsce w western pleasure podczas 21st IAHF 2021
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Dynasty
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Dynasty
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Lider
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Lider
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w western pleasure na Hipodromie Kier
- wyróżnienie w western pleasure dla klaczy na Hipodromie Paris
- wyróżnienie w western pleasure dla gniadych na Hipodromie Paris
- wyróżnienie w western pleasure profi dla gniadych na Hipodromie Paris
- wyróżnienie (V miejsce) w western pleasure podczas 22nd IAHF 2021
- wyróżnienie w western pleasure na WHK Anarkia.
Tytuły (1):
- International Trail Vice Champion 2020 podczas XIX IAHF 2020
- International Western Pleasure Champion 2022 podczas 23rd IAHF 2022
- International Trail Champion 2022 podczas 23rd IAHF 2022.
sobota, 22 sierpnia 2015
Trening Via Forta Gustelj (1)
Koń: Via Forta Gustelj
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western, jazda zapoznawcza
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina
Forte już mniej więcej zadomowił się w nowej stajni. Nie miał z tym większych problemów, nawet nawiązał już jako takie przyjaźnie z innymi końmi. W końcu przyszedł więc czas na zabranie go na pierwszą jazdę. Nie zamierzałam szaleć, tylko zobaczyć jak reaguje na pomoce, jak nosi i czego mniej więcej można się po nim spodziewać. Więcej wybada już Łukasz.
Poszłam do siodlarni i zdjęłam z najwyższego haka stare siodło westernowe które kupiliśmy kiedyś dla Buena, ale niestety okazało się na niego za duże. Forte jest jednak trochę większy od painta, więc na niego powinno pasować. Wzięłam też ogłowie ze zwykłym wędzidłem, czysty czaprak, komplet szczotek oraz kask. Zostawiłam to wszystko przy koniowiązie przed stajnią, zabrałam uwiąz i poszłam na pastwisko.
Konie spokojnie się pasły. Forte dał mi do siebie podejść oraz założyć sobie kantar na głowę. Pogłaskałam go po czole i ruszyłam w stronę stajni. Gniady ogier od razu ruszył za mną. Szedł trochę powoli, jakby zdziwiony że zabieram go z pastwiska.
Przywiązałam Forte pod stajnią i zaczęłam czyścić. Był bardzo grzeczny do momentu w którym spróbowałam podnieść jego tylną nogę. Ogier wyrwał mi ją i energicznie kopnął. Uderzyłam go otwartą dłonią po zadzie i spróbowałam jeszcze raz. Tym razem nie buntował się. Oj, już widzę że niezły z niego kombinator. Gdy ogier był już czysty założyłam mu siodło i ogłowie. Tak jak myślałam, siodło leżało na nim prawie idealnie. Popręg był trochę za długi, ale dawał się zapiąć na ostatnią dziurkę. Założyłam kask na głowę, odpięłam quartera od koniowiązu i wskoczyłam na siodło. Forte stał grzecznie dopóki nie usadowiłam się w siodle. Pogłaskałam go po szyi i dałam sygnał do ruszenia. Posłusznie ruszył tam, gdzie mu wskazałam.
Podczas całej drogi na ujeżdżalnię ogier był spokojny, ale rozglądał się na boki i kilka razy zdarzyło mu się stanąć, żeby czegoś powąchać. Uznałam jednak, że to przez fakt, że jest w tym miejscu pierwszy raz.
Gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię zamknęłam ją z grzbietu konia i rozpoczęłam rozgrzewkę. Po przejechaniu koła na luźnej wodzy zabrałam się za konkretną pracę. Forte ładnie reagował na wędzidło, był też skupiony na mnie, ale czułam, że jest trochę niepewny. Przy próbie wykonania cofania nastąpił pierwszy bunt. Ogier zignorował moje sygnały i ruszył do przodu. Skręciłam mu głowę na bok, żeby się zatrzymał i ponownie poprosiłam go o cofanie. Tym razem wykonał zadanie, choć czułam że robi to niechętnie. Wszystkie pozostałe ćwiczenie wykonywał bez zastanowienia: przechodził przez drągi, zatrzymywał się, robił zwroty na przodzie i na zadzie. W końcu ruszyliśmy kłusem. Forte okazał się być bardzo wygodnym koniem, więc szybko złapałam równowagę. Przekłusowaliśmy koło na luźnej wodzy i zaczęłam wymagać od konia trochę więcej. Ładnie reagował na wszystkie moje pomoce i dobrze wykonywał postawione przed nim zadania, choć nie czułam w nim żadnego entuzjazmu. Na drągach zdarzało mu się trochę pukać w nie kopytami, nie chciał się zatrzymać oraz wciąż bardzo niechętnie wykonywał cofania. Gdy przyszła pora na galop Forte bryknął energicznie przy zagalopowaniu. Postanowiłam to zignorować i dałam mu sygnał łydką. Na ten sygnał ogier przyspieszył i parsknął tak głośno, że prawie dostałam zawału. Jechaliśmy w dość szybkim tempie, na luźnej wodzy. Gdy poczułam, że ogier się rozluźnił zabrałam się za sprawdzenie zmian nóg oraz kół. Tym razem Forte nie miał żadnych obiekcji i nawet chętnie wykonywał zadania. Przy zmianach nóg trochę się mylił, ale szybko wyciągał wnioski i nie popełniał dwa razy tego samego błędu. Następne zagalopowania też odbyły się już bez bryknięć.
Przeszliśmy więc do kłusa. Po galopie ogier wydawał się dużo lepiej nastawiony do jazdy. Przy przejazdach przez drągi nie pukał już w nie, chętnie się zatrzymywał, cofał i wykonywał zwroty. W końcu przeszliśmy do stępa. Chwilę pojeździliśmy po placu na luźnej wodzy, po czym wyjechaliśmy z niego i ruszyliśmy w stronę stajni. Następnym razem Forte pojedzie w teren, bo z tego co mówili jego poprzedni właściciele, o wiele bardziej wolał właśnie takie jazdy.
Pod stajnią zsiadłam z ogiera i zdjęłam siodło z jego grzbietu. Nie spocił się jakoś bardzo, więc tylko sprawdziłam mu kopyta, umyłam nogi na myjce i wypuściłam na pastwisko. Forte poszedł się napić i leniwym krokiem ruszył w stronę stada. Myślę, że będzie z niego fajny koń.
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western, jazda zapoznawcza
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina
Forte już mniej więcej zadomowił się w nowej stajni. Nie miał z tym większych problemów, nawet nawiązał już jako takie przyjaźnie z innymi końmi. W końcu przyszedł więc czas na zabranie go na pierwszą jazdę. Nie zamierzałam szaleć, tylko zobaczyć jak reaguje na pomoce, jak nosi i czego mniej więcej można się po nim spodziewać. Więcej wybada już Łukasz.
Poszłam do siodlarni i zdjęłam z najwyższego haka stare siodło westernowe które kupiliśmy kiedyś dla Buena, ale niestety okazało się na niego za duże. Forte jest jednak trochę większy od painta, więc na niego powinno pasować. Wzięłam też ogłowie ze zwykłym wędzidłem, czysty czaprak, komplet szczotek oraz kask. Zostawiłam to wszystko przy koniowiązie przed stajnią, zabrałam uwiąz i poszłam na pastwisko.
Konie spokojnie się pasły. Forte dał mi do siebie podejść oraz założyć sobie kantar na głowę. Pogłaskałam go po czole i ruszyłam w stronę stajni. Gniady ogier od razu ruszył za mną. Szedł trochę powoli, jakby zdziwiony że zabieram go z pastwiska.
Przywiązałam Forte pod stajnią i zaczęłam czyścić. Był bardzo grzeczny do momentu w którym spróbowałam podnieść jego tylną nogę. Ogier wyrwał mi ją i energicznie kopnął. Uderzyłam go otwartą dłonią po zadzie i spróbowałam jeszcze raz. Tym razem nie buntował się. Oj, już widzę że niezły z niego kombinator. Gdy ogier był już czysty założyłam mu siodło i ogłowie. Tak jak myślałam, siodło leżało na nim prawie idealnie. Popręg był trochę za długi, ale dawał się zapiąć na ostatnią dziurkę. Założyłam kask na głowę, odpięłam quartera od koniowiązu i wskoczyłam na siodło. Forte stał grzecznie dopóki nie usadowiłam się w siodle. Pogłaskałam go po szyi i dałam sygnał do ruszenia. Posłusznie ruszył tam, gdzie mu wskazałam.
Podczas całej drogi na ujeżdżalnię ogier był spokojny, ale rozglądał się na boki i kilka razy zdarzyło mu się stanąć, żeby czegoś powąchać. Uznałam jednak, że to przez fakt, że jest w tym miejscu pierwszy raz.
Gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię zamknęłam ją z grzbietu konia i rozpoczęłam rozgrzewkę. Po przejechaniu koła na luźnej wodzy zabrałam się za konkretną pracę. Forte ładnie reagował na wędzidło, był też skupiony na mnie, ale czułam, że jest trochę niepewny. Przy próbie wykonania cofania nastąpił pierwszy bunt. Ogier zignorował moje sygnały i ruszył do przodu. Skręciłam mu głowę na bok, żeby się zatrzymał i ponownie poprosiłam go o cofanie. Tym razem wykonał zadanie, choć czułam że robi to niechętnie. Wszystkie pozostałe ćwiczenie wykonywał bez zastanowienia: przechodził przez drągi, zatrzymywał się, robił zwroty na przodzie i na zadzie. W końcu ruszyliśmy kłusem. Forte okazał się być bardzo wygodnym koniem, więc szybko złapałam równowagę. Przekłusowaliśmy koło na luźnej wodzy i zaczęłam wymagać od konia trochę więcej. Ładnie reagował na wszystkie moje pomoce i dobrze wykonywał postawione przed nim zadania, choć nie czułam w nim żadnego entuzjazmu. Na drągach zdarzało mu się trochę pukać w nie kopytami, nie chciał się zatrzymać oraz wciąż bardzo niechętnie wykonywał cofania. Gdy przyszła pora na galop Forte bryknął energicznie przy zagalopowaniu. Postanowiłam to zignorować i dałam mu sygnał łydką. Na ten sygnał ogier przyspieszył i parsknął tak głośno, że prawie dostałam zawału. Jechaliśmy w dość szybkim tempie, na luźnej wodzy. Gdy poczułam, że ogier się rozluźnił zabrałam się za sprawdzenie zmian nóg oraz kół. Tym razem Forte nie miał żadnych obiekcji i nawet chętnie wykonywał zadania. Przy zmianach nóg trochę się mylił, ale szybko wyciągał wnioski i nie popełniał dwa razy tego samego błędu. Następne zagalopowania też odbyły się już bez bryknięć.
Przeszliśmy więc do kłusa. Po galopie ogier wydawał się dużo lepiej nastawiony do jazdy. Przy przejazdach przez drągi nie pukał już w nie, chętnie się zatrzymywał, cofał i wykonywał zwroty. W końcu przeszliśmy do stępa. Chwilę pojeździliśmy po placu na luźnej wodzy, po czym wyjechaliśmy z niego i ruszyliśmy w stronę stajni. Następnym razem Forte pojedzie w teren, bo z tego co mówili jego poprzedni właściciele, o wiele bardziej wolał właśnie takie jazdy.
Pod stajnią zsiadłam z ogiera i zdjęłam siodło z jego grzbietu. Nie spocił się jakoś bardzo, więc tylko sprawdziłam mu kopyta, umyłam nogi na myjce i wypuściłam na pastwisko. Forte poszedł się napić i leniwym krokiem ruszył w stronę stada. Myślę, że będzie z niego fajny koń.
Subskrybuj:
Posty (Atom)