sobota, 22 sierpnia 2015

Trening Via Forta Gustelj (1)

Koń: Via Forta Gustelj
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western, jazda zapoznawcza
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina

Forte już mniej więcej zadomowił się w nowej stajni. Nie miał z tym większych problemów, nawet nawiązał już jako takie przyjaźnie z innymi końmi. W końcu przyszedł więc czas na zabranie go na pierwszą jazdę. Nie zamierzałam szaleć, tylko zobaczyć jak reaguje na pomoce, jak nosi i czego mniej więcej można się po nim spodziewać. Więcej wybada już Łukasz. 
Poszłam do siodlarni i zdjęłam z najwyższego haka stare siodło westernowe które kupiliśmy kiedyś dla Buena, ale niestety okazało się na niego za duże. Forte jest jednak trochę większy od painta, więc na niego powinno pasować. Wzięłam też ogłowie ze zwykłym wędzidłem, czysty czaprak, komplet szczotek oraz kask. Zostawiłam to wszystko przy koniowiązie przed stajnią, zabrałam uwiąz i poszłam na pastwisko. 
Konie spokojnie się pasły. Forte dał mi do siebie podejść oraz założyć sobie kantar na głowę. Pogłaskałam go po czole i ruszyłam w stronę stajni. Gniady ogier od razu ruszył za mną. Szedł trochę powoli, jakby zdziwiony że zabieram go z pastwiska. 
Przywiązałam Forte pod stajnią i zaczęłam czyścić. Był bardzo grzeczny do momentu w którym spróbowałam podnieść jego tylną nogę. Ogier wyrwał mi ją i energicznie kopnął. Uderzyłam go otwartą dłonią po zadzie i spróbowałam jeszcze raz. Tym razem nie buntował się. Oj, już widzę że niezły z niego kombinator. Gdy ogier był już czysty założyłam mu siodło i ogłowie. Tak jak myślałam, siodło leżało na nim prawie idealnie. Popręg był trochę za długi, ale dawał się zapiąć na ostatnią dziurkę. Założyłam kask na głowę, odpięłam quartera od koniowiązu i wskoczyłam na siodło. Forte stał grzecznie dopóki nie usadowiłam się w siodle. Pogłaskałam go po szyi i dałam sygnał do ruszenia. Posłusznie ruszył tam, gdzie mu wskazałam. 
Podczas całej drogi na ujeżdżalnię ogier był spokojny, ale rozglądał się na boki i kilka razy zdarzyło mu się stanąć, żeby czegoś powąchać. Uznałam jednak, że to przez fakt, że jest w tym miejscu pierwszy raz. 
Gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię zamknęłam ją z grzbietu konia i rozpoczęłam rozgrzewkę. Po przejechaniu koła na luźnej wodzy zabrałam się za konkretną pracę. Forte ładnie reagował na wędzidło, był też skupiony na mnie, ale czułam, że jest trochę niepewny. Przy próbie wykonania cofania nastąpił pierwszy bunt. Ogier zignorował moje sygnały i ruszył do przodu. Skręciłam mu głowę na bok, żeby się zatrzymał i ponownie poprosiłam go o cofanie. Tym razem wykonał zadanie, choć czułam że robi to niechętnie. Wszystkie pozostałe ćwiczenie wykonywał bez zastanowienia: przechodził przez drągi, zatrzymywał się, robił zwroty na przodzie i na zadzie. W końcu ruszyliśmy kłusem. Forte okazał się być bardzo wygodnym koniem, więc szybko złapałam równowagę. Przekłusowaliśmy koło na luźnej wodzy i zaczęłam wymagać od konia trochę więcej. Ładnie reagował na wszystkie moje pomoce i dobrze wykonywał postawione przed nim zadania, choć nie czułam w nim żadnego entuzjazmu. Na drągach zdarzało mu się trochę pukać w nie kopytami, nie chciał się zatrzymać oraz wciąż bardzo niechętnie wykonywał cofania. Gdy przyszła pora na galop Forte bryknął energicznie przy zagalopowaniu. Postanowiłam to zignorować i dałam mu sygnał łydką. Na ten sygnał ogier przyspieszył i parsknął tak głośno, że prawie dostałam zawału. Jechaliśmy w dość szybkim tempie, na luźnej wodzy. Gdy poczułam, że ogier się rozluźnił zabrałam się za sprawdzenie zmian nóg oraz kół. Tym razem Forte nie miał żadnych obiekcji i nawet chętnie wykonywał zadania. Przy zmianach nóg trochę się mylił, ale szybko wyciągał wnioski i nie popełniał dwa razy tego samego błędu. Następne zagalopowania też odbyły się już bez bryknięć. 
Przeszliśmy więc do kłusa. Po galopie ogier wydawał się dużo lepiej nastawiony do jazdy. Przy przejazdach przez drągi nie pukał już w nie, chętnie się zatrzymywał, cofał i wykonywał zwroty. W końcu przeszliśmy do stępa. Chwilę pojeździliśmy po placu na luźnej wodzy, po czym wyjechaliśmy z niego i ruszyliśmy w stronę stajni. Następnym razem Forte pojedzie w teren, bo z tego co mówili jego poprzedni właściciele, o wiele bardziej wolał właśnie takie jazdy. 
Pod stajnią zsiadłam z ogiera i zdjęłam siodło z jego grzbietu. Nie spocił się jakoś bardzo, więc tylko sprawdziłam mu kopyta, umyłam nogi na myjce i wypuściłam na pastwisko. Forte poszedł się napić i leniwym krokiem ruszył w stronę stada. Myślę, że będzie z niego fajny koń. 

1 komentarz: