sobota, 31 marca 2018

Trening crossowy Resurrecta i Vienny



Konie: FH Resurrect Me From The Dead, Vienna
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek
Dyscyplina: cross (easy, medium)
Miejsce: tor crossowy, Anarkia
Czas: 2 godziny


Wielkanoc. Nigdy nie obchodziłam tych świąt, nie za bardzo nawet wiedziałam o co w nich chodzi, poza tym że idzie się do kościoła z jajkami. Jednak wierzenia innych szanowałam, dlatego większość pracowników miała dziś i kilka następnych dni wolne. Właściwie to został tylko Antek, który albo nie miał rodziny albo się do niej nie przyznawał. Nie byłam pewna i nigdy o to nie pytałam. Przypomniały mi się stare czasy, kiedy Anarkia była jeszcze bardzo małą stajnią i zajmowaliśmy się nią tylko we dwoje. Dużo się od tego czasu zmieniło. 
Żeby nie marnować czasu postanowiliśmy wziąć dziś dwa konie na trening crossowy. Zima się skończyła, ziemia rozmarzła i w końcu można było wrócić do trenowania czegoś więcej. Dzisiejszymi szczęśliwcami byli Resurrect i Vienna. Mimo, że oba konie na papierze były moje, to tak na prawdę z żadnym z nich nie miałam jakoś bardzo dużo do czynienia jeśli chodzi o jazdę. Dlatego właśnie gdy Antek pozwolił mi wybrać na którego z tych dwóch gnomów wolę wsiąść to nie za bardzo wiedziałam co mam powiedzieć. W końcu wybrałam folbluta, bo po pierwsze to folblut, a po drugie chodzi niższą klasę crossu niż klacz, a ja generalnie nie jestem crossowcem. Antek całkiem lubił Viennę, bo to koń elektryczny, bardzo ambitny i pełen energii. 
Każde z nas poszło więc na padok po swojego konia. Resurrect jak zwykle stał i spał, a gdy podeszłam do niego tylko zerknął na mnie i wrócił do spania. Założyłam mu kantar na łeb i pociągnęłam za uwiąz. Nic. Pociągnęłam mocniej jednocześnie cmokając. Ogier zastrzygł uchem. Dobry znak. Podeszłam do jego zadu i delikatnie uderzyłam go końcówką uwiązu. Ogier ruszył powolnym tempem. Ucieszona również ruszyłam, żeby folblut przypadkiem nie postanowił znów się zatrzymać. Pomyślałam, że Resurrect zachowuje się trochę jak koń z ochwatem i gdyby ktoś go nie znał mógłby uznać, że się nad nim znęcamy. Na szczęście nikogo obcego nie było w pobliżu. 
Gdy dotarłam pod stajnię Antek właśnie zaczynał czyścić Viennę. Przywiązałam więc ogiera w bezpiecznej odległości od klaczy i zaczęłam wyczesywać jego sierść. Konie zaczynały lnieć, więc po chwili wszystko było pokryte brązowymi włosami. Oba konie były dość grzeczne, więc czyszczenie i siodłanie ich nie zajęło nam zbyt dużo czasu. W końcu założyliśmy kaski na głowy i wsiedliśmy na nasze wierzchowce. Antek ruszył pierwszy, bo Vienna chyba dostałaby zawału serca gdyby kazał jej jechać za drugim koniem. Resurrectowi było wszystko jedno. Mimo że był ogierem, folblut nie miał problemów z jechaniem w zastępie za klaczą. 
Po kilku minutach dojechaliśmy na tor crossowy. Podłoże było wręcz idealne - dość miękkie, elastyczne, bez błota ani zamarzniętej ziemi. 
Każde z nas przeprowadziło rozgrzewkę dla siebie i swojego konia w trzech chodach. Leżały tu też drągi ustawione na kłus, więc można było z nich skorzystać. 
Resurrect miał to do siebie, że gdy przez dłuższy czas nie pracował to mu trochę odbijało. Na szczęście ostatnio Maciek dość regularnie na niego wsiadał, więc miałam nadzieję że tym razem nie będę dachowała. Pierwszy raz kiedy na niego wsiadłam ogier właśnie nie chodził przez kilka dni i brykał. A ja nie umiem jeździć, więc dachowałam. 
Resurrect był grzeczny. Na początku myślałam, że mnie wkręca, ale on naprawdę był grzeczny. Nawet nie musiałam tak mocno używać pomocy, żeby coś mu przekazać. Dalej trzeba było używać pomocny mocniej niż na innych koniach, ale zdecydowanie było lepiej, niż około rok temu, kiedy ogier do nas przyjechał. Folblut całkiem dobrze odpowiadał na moje sygnały, wyginał się na zakrętach, robił przejścia oraz zmieniał tempo. Trochę bałam się momentu zagalopowania, bo to właśnie wtedy Resurrect najbardziej lubił wysadzać jeźdźca z siodła, ale pomimo mojego stresu ogier nic nie zrobił. Zagalopował trochę koślawo (ze względu na moje usztywnienie), ale nie bryknął. 
Vienna z kolei bardzo dobrze się bawiła. Antek pozwolił jej iść jej własnym, czyli dość szybkim, tempem pilnując tylko tego, żeby klacz była oparta na wędzidle i nie zmieniała chodu. Klaczy bardzo się to podobało. Szła rozluźniona i co chwilę parskała. Ale trzeba jej przyznać, że kłus to miała jak rasowy kłusak. W galopie Vienka jeszcze przyśpieszyła, ale Antek pozwolił jej na to, pod warunkiem że dawała się normalnie skręcać. Całkiem przyjemnie się patrzyło na ich współpracę. 
W końcu przyszedł czas na właściwy trening crossowy. Mieliśmy mniej więcej obmyśloną trasę, z tym że ponieważ mieliśmy konie chodzące różne klasy to ja i Resurrect mieliśmy omijać niektóre przeszkody i zastępować je innymi. Wszystko było jednak przemyślane, żebyśmy nie wjeżdżali sobie w drogę. 
Antek i Vienna wystartowali pierwsi. Klacz ciągnęła na przeszkody jak szalona i skakała absolutnie wszystko co stanęło jej na drodze. Były momenty, kiedy klacz za mocno ciągnęła do jakiejś przeszkody, innej niż jeździec miał w planie. Wtedy Antek siadał mocniej w siodle i mocniej przytrzymywał klacz na pysku, żeby klacz opanowała trochę entuzjazm i zaczęła się słuchać. Viennie generalnie nie trzeba było kilka razy tego powtarzać i właściwie za każdym razem kiedy Antek mocniej przytrzymał ją na pysku to powracała pod kontrolę jeźdźca i zaczynała się słuchać. Vienka zawsze trochę mnie śmieszyła, szczególnie podczas występu na torze crossowym. Była koniem niskim, w porównaniu do innych koni sportowych to nawet bardzo niskim. Mimo to skakała te wielkie przeszkody z takim zapasem, jakim nie pogardziłby nie jeden koń o 20 cm. czy 30 cm. wyższy od niej. Nad każdą przeszkodą klacz zostawiała spory zapas i galopowała z taką siłą jakby przez całe życie nic innego nie robiła. Bez problemu galopowała pod górę, po wodzie czy w dół. Nic nie było dla niej niemożliwe. 
Resurrect chyba nie chciał być gorszy. Ruszyłam go do galopu i od razu bez ostrzeżenia ogier wyrzucił zadnie nogi do góry wyrzucając mnie tym z siodła. Zawisłam przez chwilę na szyi galopującego ogiera i jakimś cholernym cudem udało mi się wrócić w siodło, znaleźć strzemiona i usiąść normalnie zanim podjechaliśmy do pierwszej przeszkody. Res w ogóle nie przejął się faktem że przed chwilą prawie straciłam życie. Ogier szedł na przeszkody jak szalony, ale generalnie słuchał się moich poleceń. Skakał bardzo ładnie, choć trochę za wysoko się wybijał przez co miałam wrażenie że tracę równowagę przy każdym skoku. Przy mniej więcej trzecim jednak przyzwyczaiłam się. Res miał bardzo fajny, mocny galop, z resztą jak większość folblutów. Nie płoszył się, szedł ładnie po każdym podłożu i skakał wszystko co mu pokazałam. Na szczęście nie próbował przejmować dowodzenia. Może miał świadomość, że nie jestem zbyt dobrym jeźdźcem. 
Po zakończonym treningu wyhamowaliśmy konie, rozkłusowaliśmy je, a następnie porządnie rozstępowaliśmy. Było dość ciepło, a konie pokryte były wciąż zimową sierścią. Były więc trochę mokre i rozstępowanie ich zajęło nam chwilę. 
W końcu ruszyliśmy w stronę powrotną do stajni. Vienna wysunęła się na prowadzenie i była bardzo dumna gdy mogła iść jako pierwsza. Resowi było wszystko jedno i grzecznie jechał za kasztanowatą koleżanką. 
Pod stajnią wsiedliśmy z koni, ściągnęliśmy im siodła, wyczesaliśmy ich sierść i wyczyściliśmy kopyta. Następnie odprowadziliśmy konie na padoki. Res od razu się położył i zaczął tarzać w piasku, który w połączeniu z mokrą sierścią stworzył na nim skorupę. 
Potem wróciliśmy pod stajnię, żeby posprzątać sprzęt. Następnie poszliśmy do biura, żeby zobaczyć co jeszcze trzeba zrobić. 

czwartek, 29 marca 2018

wałach Zegadiss (AQH)

wałach *ZELGADISS
(AQH, kasztanowaty)
extreme trail, rajdy (amatorskie)
urodzony 2012 r. , w Virtualu od ...
hodowli WHK Anarkia, własności WHK Anarkia
koń roboczy, sportowy



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     SPRZĘT




Historia: urodził się u nas, z nasienia mrożonego ogiera z Estrella Baroque Stud. Zel właściwie już od najmłodszych lat wykazywał się niesamowitym charakterem. Siodło przyjął bez mrugnięcia okiem, a podczas pierwszego wsiadania tylko przestąpił z nogi na nogę, żeby nie stracić równowagi. Od źrebaka chodził u boku matki na przepędy bydła, rajdy i tereny, więc jest odważny, wytrzymały i obyty z różnymi dziwnymi sytuacjami. Chcieliśmy mieć niezawodnego konia roboczego, do przepędów, rajdów turystycznych i patroli pastwisk. I takim właśnie koniem jest Zel. 
Rodowód: jego matką jest nasza *Snake's Flair, klacz niesamowicie wszechstronna, czynnie startująca w prawie wszystkich dyscyplinach westernowych. Jest to koń o bardzo spokojnym charakterze, talencie do sportu i sporej liczbie osiągnięć w różnych dyscyplinach. Jest również matką kilku obiecujących koni sportowych, m.in. stojącego u nas ogiera Snake's Not Easy Path (po og. *Easy Flight). Ojcem *Snake's Flair jest ogier *Guantanamo AM, który w przeszłości startował w western pleasure i reiningu w barwach Aspera Ranch. *Guantanamo AM jest też ojcem ogiera Via Forta Gustelj, stojącego w Anarkii. Ojcem Zela jest piękny ogier *Not Typical Potencial, stojący w Estrella Baroque Stud i czynnie startujący w reiningu. Ma na swoim koncie wiele osiągnięć oraz jest ojcem dwóch obiecujących koni sportowych. Jego rodzice pochodzą z WHK Arisha i są to: startująca w cuttingu klacz *Sheez Not Easy oraz bardzo znany ogier hodowlany *Scenic Potencial, koń startujący m.in. w extreme trailu i cuttingu. 


Podczas pracy na ujeżdżalni: Zel jest koniem roboczym, więc na placu pracuje na prawdę rzadko. Zdarza mu się to właściwie tylko wtedy kiedy trzeba z nim przećwiczyć jakiś konkretny manewr, który sprawiał mu problem podczas przepędów. Zel jest koniem dobrze ujeżdżonym, bez problemu wykonuje przejścia, zmienia nogi w galopie, wykonuje podstawowe elementy reiningowe... Czasem któryś z trenerów westernowych weźmie go na trening, żeby mu przypomnieć bardziej skomplikowane elementy. Wałach pracuje też w rekreacji i uczy naszych klientów podstaw westernu. Chodzi też pod klubowiczami na treningi westernowe. Generalnie Zel jest koniem bardzo spokojnym i cierpliwym. Jakby trzeba było komuś pokazać typowego AQH to prawdopodobnie to właśnie Zel służyłby za ten przykład. To po prostu najprzyjemniejszy koń do jazdy. Wałach jest zawsze skupiony na treningu, nie rozpraszają go inne konie ani inne rzeczy. Wszystkie polecenia jeźdźca wykonuje bez mrugnięcia okiem i nawet kiedy nie za bardzo je rozumie, bo siedzi na nim na przykład początkujący jeździec, Zel za wszelką cenę stara się zrozumieć o co chodzi i wykonać zadanie. Jest świetnym wierzchowcem zarówno do nauki jazdy, jak i dla bardziej zaawansowanych jeźdźców, którzy ćwiczą elementy reiningowe czy trailowe. Zel bardzo ładnie chodzi też w zastępie i na lonży. Generalnie jest koniem absolutnie cudownym i ciężko uwierzyć, że jest prawdziwy. 
Podczas pracy w terenie: tereny to to do czego Zel został stworzony. Wałach pracuje u nas na pełen etat jako koń rajdowo-przepędowo-patrolowy i sprawdza się w tej roli tak świetnie jak nikt. Po pierwsze jest niesamowicie wręcz odważny. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, wejdzie absolutnie wszędzie. Nie ważne czy mówimy o pionowym wejściu w dół, kamienistej drodze, nisko zawieszonych gałęziach, głębokiej wodzie, czy zasysającym błocie. Zel da sobie radę zawsze i wszędzie. Instynktownie wie gdzie ma postawić nogę, kiedy zwolnić, kiedy przyśpieszyć i kiedy trzeba się chwilę zastanowić nad następnym ruchem. Dodatkowo wałach ma super równowagę. Doskonale wie na przykład jak zejść z bardzo stromego wzniesienia wręcz siadając na zadzie. Jest też super pływakiem i w ogóle nie przeszkadza mu kiedy musi płynąć z jeźdźcem na grzbiecie. Nigdy się nie potyka, ale jest też bardzo uważny i zwraca uwagę na to, gdzie stawia kopyta. Bardzo dobrze reaguje na głos, więc można robić wiele innych rzeczy siedząc na nim, nawet takie czynności, które wymagają użycia dwóch rąk jednocześnie. Dlatego właśnie Zel jest ulubionym koniem wszystkich, kiedy trzeba pojechać na obchód pastwisk. Można naprawiać płot siedząc na jego grzbiecie. Gdy trzeba, Zel potrafi być też bardzo szybki. Dlatego używamy go często podczas przepędów młodych hucułów oraz krów sąsiada. 
W stosunku do ludzi: Zel nie jest koniem bardzo przywiązanym do człowieka. Nie jest ani negatywnie nastawiony, ani agresywny. Jeśli człowiek do niego podejdzie, to Zel nie będzie ani uciekał ani się złościł, ale sam z własnej woli raczej nie szuka kontaktu z człowiekiem. Podczas czyszczenia i siodłania jest absolutnie bezproblemowy, można się nim zajmować bez przywiązywania ani pilnowania go, a Zel i tak będzie stał i nigdzie sobie nie pójdzie. Można z nim robić praktycznie wszystko, łącznie z kładzeniem mu siodła na szyi, opieraniem o niego łopaty, kładzeniem mu na grzbiecie różnych dziwnych przedmiotów itd. Zel przyjmuje wszystko ze spokojem i cierpliwością, dlatego jest świetnym koniem do hipoterapii i dla osób które uczą się zajmować koniem. Zelgadiss nauczony jest podchodzić do człowieka na gwizdnięcie, co bardzo przydaje się podczas kilkudniowych rajdów, gdy po nocy trzeba znaleźć konia. Na padoku więc łapanie go nie jest żadnym problemem, bo nigdy nie ucieka przed człowiekiem, a nawet sam do niego podchodzi na sygnał. Podczas wizyt kowala i weterynarza jest bezproblemowy i bez mrugnięcia okiem pozwala wszystko przy sobie zrobić, łącznie z zastrzykami. Przy struganiu kopyt też nie ma z nim najmniejszych problemów. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: jak prawie każdy koń, Zel najlepiej czuje się w towarzystwie innych koni, ale nie jest dla niego problemem odłączyć się od stada. Wałach większość czasu spędza z innymi końmi, ponieważ trzymamy go w chowie bezstajennym. Ponieważ od najmłodszych lat Zel żyje właśnie w ten sposób, ma bardzo dobrze rozwiniętą inteligencję interpersonalną, świetnie dogada się z każdym koniem, nigdy nie bywa agresywny i doskonale odczytuje sygnały dawane mu przez inne konie. Czyni go to bardzo dobrym koniem do pracy z młodymi albo znarowionymi końmi. Często dla takich zwierząt to właśnie Zel jest najlepszym mentorem i nauczycielem. Ze swoim stadem dogaduje się świetnie. Nigdy nie wywołuje bójek i ze wszystkimi końmi żyje w dobrych kontaktach. Jednak jeśli któryś z jego kolegów próbuje zrobić coś chamskiego, Zel zdecydowanie potrafi się bronić i nie daje sobie wejść na głowę. Na szczęście jednak wałach jest raczej pacyfistycznie nastawiony do świata i używa zębów i kopyt tylko wtedy kiedy skończą mu się inne argumenty. Do obcych koni podchodzi z rezerwą, ale nigdy nie bywa w stosunku do nich agresywny, trzyma się raczej na dystans. Bez problemu chodzi na rajdy czy w tereny z nowopoznanymi końmi i nigdy nie ma z nim problemów. W stosunku do innych zwierząt jest bardzo cierpliwy i wyrozumiały. 
Na padoku: Zel na padoku spędza praktycznie cały czas, bo trzymamy go w chowie bezstajennym. Żyje tak właściwie odkąd się urodził, więc jest bardzo silny, wytrzymały i społecznie dostosowany do życia w stadzie. Najczęściej można go spotkać drzemiącego gdzieś w słońcu, bo wałach bardzo lubi się wygrzewać. Nawet w najgorsze upały jest duża szansa, że on stoi w pełnym słońcu mimo że wszystkie inne konie schowały się do wiaty albo pod drzewa. Zelowi też często zdarza się leżeć, szczególnie lubi kłaść się na płasko na rozgrzanym piasku. Jest jednak koniem dość czystym, nie kładzie się ani w oborniku, ani w błocie. Zawsze stara się znaleźć jakieś czyste miejsce. Jesteśmy mu za to bardzo wdzięczni, bo potem czyszczenie go zajmuje dosłownie chwilę. Łapanie go nie jest najmniejszym problemem. Ci, których zna mogą go przywołać gwizdnięciem, co przydaje się podczas kilkudniowych rajdów. Zel rozpoznaje kto go woła i do obcego nie podejdzie. Jednak gdy ktoś idzie w jego stronę, wałach spokojnie pozwala się złapać, założyć sobie kantar na głowę i zaprowadzić w stronę stajni. Odłączenie go od stada nie jest problemem, wałach spokojnie idzie obok człowieka. Podczas wyprowadzania na padok Zel jest bardzo grzeczny, nie ciągnie ani nie próbuje wymusić szybszego chodu. Mogą go wypuszczać nawet dzieci i jest to w stu procentach bezpieczne. 


Na zawodach: u Zela zawody nie są priorytetem, ale często gdy jest taka okazja wystawiamy go w zawodach w extreme trailu albo rajdach amatorskich. Wałach ma dużo życiowego doświadczenia w terenie, więc zazwyczaj radzi sobie na prawdę dobrze. Cała atmosfera zawodów w ogóle go nie rusza, jakby urodził się po to, żeby być stawianym w stresowych sytuacjach. Może się dookoła niego walić i palić, a on i tak zachowa spokój. Gdy wszystkie inne konie są zestresowane przed startem, a ludzie nerwowo biegają dookoła nich, Zel stoi spokojnie ziewając i odciążając jedną nogę, zupełnie jakby drzemał. Do przyczepy wchodzi bez mrugnięcia okiem i nawet sekundy się nie zastanawia. Długie trasy w upale albo przejmującym zimnie w ogóle go nie ruszają. Może jeździć przyczepą sam, albo z innymi końmi, nie ma to dla niego różnicy, i tak zachowuje się wzorowo. Na rozprężalni jest bardzo uważny i czujny, ale nigdy się nie stresuje ani nie wchodzi w interakcje z innymi końmi. Doskonale jednak manewruje między innymi końmi i chaos który często panuje na rozprężalniach wydaje się go jakby nie dotyczyć. Zel doskonale odnajduje się w każdej sytuacji i mimo że jest koniem dość młodym to często sprawia wrażenie takiego który na zawodach spędził ostatnie dwadzieścia lat życia. 
  • extreme trail: to koronna dyscyplina Zela. Ponieważ od małego chodził z matką wszędzie gdzie to tylko możliwe, wałach do przeszkód podchodzi spokojnie i żadnej się nie boi. Rzeczy niemożliwe generalnie dla niego nie istnieją i nie da się go w żaden sposób zaskoczyć. Prawdopodobnie Zel w swoim dość krótkim życiu widział już wszystko i wszystko próbował zrobić, więc do każdego zadania podchodzi już w jakiś własnym pomysłem na wykonanie go, ale jednocześnie jest bardzo czuły i uważny na polecenia jeźdźca. Bez problemu zmienia chody, potrafi zatrzymać się nagle z pełnego galopu i ze stój ruszyć prawie że cwałem. Jest bardzo szybki, a do tego cierpliwy, nigdy nie wyrywa ani nie niecierpliwi się. Jest generalnie pełen skrajności, jednocześnie szybki, ale też uważny, myślący samodzielnie i posłuszny. Nawet najdziwniejsze kombinacje przeszkód nie robią na nim żadnego wrażenia. Zel skacze, pływa, galopuje od górę, schodzi w dół po pionowych ścianach, wspina się, galopuje po wodzie, po trudnym podłożu, ciągnie za sobą różne przedmioty i chodzi pięknie na głos i balans ciała jeźdźca, w związku z tym nawet mają obie ręce zajęte jeździec nie ma najmniejszych problemów z powodowaniem Zelem. To generalnie urodzony koń ranczerski, który na trasie do extreme trailu czuje się jak ryba w wodzie i zachowuje jak stary wyjadacz. Zawsze robi duże wrażenie na publiczności i sędziach. 
  • rajdy: Zel pracuje u nas w turystyce i jako koń ranczerski. Kilka razy w tygodniu chodzi więc na rajdy, często na kilka dni. Zaczęliśmy więc od czasu do czasu wystawiać go w rajdach amatorskich i w klasie L. Startuje w nich właściwie dla rozrywki, podobnie jak nasz drugi podstawowy koń ranczerski - Via Forta Gustelj. Zel generalnie lubi starty w rajdach, zawsze jest pobudzony i bardzo chętny do współpracy. Ponieważ jest koniem roboczym właściwie nic nie robi na nim wrażenia. Wałach wszędzie wejdzie bez mrugnięcia okiem. Bez problemów chodzi po trudnym podłożu, wchodzi do wody, skacze przez przewrócone drzewa, wspina się po górach i schodzi z prawie pionowych ścian. Jest trochę jak kozica. Dodatkowo ma bardzo równy chód. Gdy dostanie sygnał do zmiany chodu, idzie dokładnie takim samym tempem tak długo aż dostanie od człowieka sygnał do zmiany chodu albo tempa. Zmiany podłoża czy ukształtowania terenu nie wpływają na to, Zel doskonale się przystosowuje. Nie wchodzi w interakcje z innymi końmi, nie denerwuje go gdy musi iść przez dłuższy odcinek obok innego konia, albo za nim. Jest też bardzo odważny, bo istnieje duża szansa, że w swoim krótkim życiu widział już wszystko i nic nowego go już nie spotka. Nie mamy jednak jakiś szczególnych ambicji sportowych jeśli chodzi o tego konia. Prawdopodobnie mógłby startować w wyższych klasach, ale starty mają być dla niego głównie rozrywką, dlatego właśnie startuje tylko w klasie amatorskiej i czasem w L. 


Chody: jazda na Zelu jest doświadczeniem niesamowicie przyjemnym. Ten koń jest wręcz stworzony do tego, żeby jechać na nim przez kilka godzin bez odpoczynku. Siedzi się na nim jak na kanapie, bo nie dość że jego chody są bardzo wygodne, to jeszcze bardzo równe. Gdy Zel dostanie sygnał do zmiany chodu to idzie w takim samym tempie tak długo aż nie dostanie innego sygnału. Dlatego właśnie można na nim po prostu usiąść i rozkoszować się przejażdżką. Sprawia to, że Zelgadiss jest idealnym koniem do długich wędrówek, kilkudniowych rajdów i patroli pastwisk. Zawsze każdy chce właśnie na nim jechać. 
Zdrowie: to koń wychowany na bezkresnych pastwiskach, więc jest odporny na wszelkie choroby. Nawet najgorsze bieszczadzkie zimy spędzał poza stajnią, więc jest zahartowany i bardzo silny. Poza tym od urodzenia chodził po górach, więc ma silne nogi i mocne kopyta. Nawet chodzenie boso po kamieniach czy innym trudnym podłożu nie jest dla Zela żadnym wyzwaniem. Wałach chodzi pewnie po absolutnie każdej powierzchni. Dodatkowo nigdy nie kolkował, nie miał problemów z układem oddechowym ani z wydolnością serca. Generalnie ma przysłowiowe końskie zdrowie. 
Kondycja: Zel jest koniem regularnie chodzącym na trudne rajdy turystyczne, przepędy, patrole i inne wyprawy wymagające od konia nienagannej kondycji. Dodatkowo wałach potrafi bez problemu chodzić w takie trasy pod sporym obciążeniem i nie robi to na nim jakiegoś szczególnego wyrażenia. Jest też przyzwyczajony do chodzenia równym tempem przez dość spory dystans. Od źrebaka chodził u boku matki na rajdy i przepędy, więc już od najmłodszych lat hartował się i wyrabiał kondycję. Obecnie jest to nasz najlepszy koń do rajdów turystycznych. 

Imię: jego imię nawiązuje do jednego z bohaterów anime "Slayers" i zostało mu nadane właściwie bez żadnego konkretnego powodu. Ponieważ od początku planowaliśmy wykastrować Zela postanowiliśmy tym razem zignorować zasadę pierwszej litery imienia matki. Na co dzień mówimy na wałacha Zel lub Rudy, albo używamy jego prawdziwego imienia, bo nie jest ono jakoś szczególnie trudne i długie. 
Hodowla: właściwie od samego początku wiedzieliśmy, że skoro Zel ma być naszym podstawowym koniem roboczym to trzeba będzie go wykastrować. I tak właśnie się stało, w wieku 3 lat Zel został wykastrowany. Ma całkiem niezły rodowód i niesamowity charakter, ale niestety skoro miał pracować to nie mógł być ogierem. 
Budowa: Zel jest z budowy typowym quarterem. Jest niewysoki, ale mocno zbudowany, umięśniony i bardzo silny. Jest to typ zdecydowanie wierzchowym, więc prawdopodobnie na wystawie nie zrobiłby furory, ale za to każdy element jego budowy sprawia że Zel jest świetnym koniem rajdowo-roboczym. Ma mocne nogi, mocne kopyta i bardzo silny grzbiet, dzięki czemu potrafi chodzić pod dużym obciążeniem po trudnym podłożu nawet przez cały dzień. 



Rodowód:
ZELGADISS
(AQH, 2012)
*NOT TYPICAL POTENCIAL
(AQH, 2005)
*SCENIC POTENCIAL
(AQH, 2000)
SCENIC PRINCE (AQH, nvrt)
AMERICAN POTENCIAL (AQH, nvrt)
*SHEEZ NOT EASY
(AQH, 2000)
CHARMING AND EASY (AQH, nvrt)
SHE'S PRINCESS (AQH, nvrt)
(AQH, 2009)
(AQH, 2006)
GRIFFINDOR (AQH, nvrt)
AEMA (AQH, nvrt)
SNOWFLAKE
(AQH, nvrt)
FIND MY DREAM (AQH, nvrt)
SNOW QUEEN (AQH, nvrtt)

[osiągnięcia] wał. Zelgadiss

Liczba osiągnięć: 62
Liczba gwiazdek: 1




Osiągnięcia w extreme trailu (24)




Osiągnięcia w rajdach (33)




Inne osiągnięcia (0)
  • brak




Tytuły (4)
  • International 15 km. Endurance Riding Champion 2018 podczas XV IAHF
  • Best Endurance Horse 2019 podczas XVII IAHF
  • International Extreme Trail Champion 2021 podczas 21st IAHF 2021
  • International 30 km. Endurance Riding Champion 2021 podczas 21st IAHF 2021
  • Best Western Horse 2022 podczas 23rd IAHF 2022.

[treningi] wał. Zelgadiss

Trening w extreme trailu (0)
  • brak




Tereny (0)
  • brak

sobota, 24 marca 2018

Trening wyścigowy Freedom Fightera i Kokshe




Konie: Freedom Fighter CA, Kokshe CA
Jeźdźcy: Emilia, Asia
Dyscyplina: wyścigi płaskie
Miejsce: tor roboczy w stajni sportowej
Czas: 45 min.


Był pochmurny dzień, środek tygodnia rano. Pogoda nie zachęcała do działania. Miałam dziś w planach pojechać w odwiedziny do naszych wyścigowców i obejrzeć trening arabów. Kokshe właśnie wróciła w trening po lekkiej kontuzji kopyta, a Fighter ostatnio radził sobie na torze na prawdę dobrze i byłam z niego niesamowicie dumna. 
O godzinie siódmej byłam już w stajni sportowej. Miałam jeszcze pół godziny do rozpoczęcia treningu, więc poszłam przywitać się z Fade, Kają i Fitz. Klacze stały na wspólnym padoku, więc najpierw tam skierowałam swoje kroki. Obdarowałam klacze marchewkami, pogłaskałam, pogadałam. Kiedy zaczęły mieć mnie już trochę dość i zaczęły wracać do skubania siana dałam im spokój i poszłam do ogierów. Nostromo i Blaz stały na innym padoku. Im też dałam marchewki i pogłaskałam je. Nostromo rósł w oczach i miałam wrażenie że za każdym razem jak go widzę, młody ogier wygląda coraz lepiej. Na torze też radził sobie całkiem nieźle. 
W końcu poszłam do stajni znaleźć Emilię i Aśkę. Dziewczyny szykowały araby w boksach. Przywitałam się z nimi oraz z Koki i Fighterem. Po kilku minutach dziewczyny były już gotowe do treningu, więc wyprowadziły konie przed stajnię i wsiadły na ich grzbiety. Koki była bardzo spokojna i wyglądała na zadowoloną, z kolei Fighter już od początku chciał pokazać Emilii kto tu rządzi, za co oberwał batem w zad. Emilia nie była głównym jeźdźcem Fightera, na co dzień oboma arabami zajmowała się Aśka, ale kiedy trzeba było wziąć na trening dwa konie na raz, Emilia zgadzała się wsiąść na któregoś, mimo że ogólnie nie przepadała za arabami, wolała folbluty. 
Dziewczyny dociągnęły popręgi i skierowały konie stępem na tor roboczy. Poszłam za nimi i stanęłam przy barierce. Miałam przy sobie lornetkę, więc nawet z dużej odległości całkiem nieźle widziałam co się dzieje. 
Fighter jak zwykle sprawdzał jeźdźca. Na każdy ruch łydki próbował ponieść, a na sygnał wędzidłem stawał dęba. Ogier robił tak za każdym razem kiedy wsiadał na niego ktoś inny niż Aśka. Emilia była jednak twardzielem i bez ceriegieli karała ogiera za każde nieposłuszeństwo, jednocześnie odpuszczając mu za każdym razem kiedy przynajmniej przez ułamek sekundy szedł normalnie. Fighter oberwał kilka razy batem i chyba stwierdził że nie warto się więcej buntować. Dalsza część rozgrzewki przebiegła u niego bez problemu, do momentu kiedy trzeba było galopować. Ogier za mocno się rozpędzał, więc Emilia przytrzymała go za wodze, na co arab zaczął się wściekać. Emilia jednak wysłała go mocniej do przodu, a Fighter odpuścił. 
Kokshe jak zwykle zachowywała się idealnie, choć było widać że szaleństwa ogiera trochę ją denerwują. Aśka jednak skutecznie dała radę odwrócić uwagę klaczy od ogiera i skupić się na treningu. Siwa klacz bardzo dobrze reagowała na sygnały, a po tym kiedy oddaliła się od ogiera rozluźniła się i zaczęła na prawdę bardzo ładnie współpracować. Nawet w galopie szła dokładnie takim tempem jakiego wymagała od niej Aśka, a dodatkowo szła na bardzo luźnym kontakcie. Niesamowite jak bardzo te dwa konie są od siebie różne. 
W końcu przyszedł czas na właściwy trening. Dziewczyny miały po prostu przegalopować dystans 1600 m. w równym tempie. Kokshe miała iść jako pierwsza, a Fighter za nią w odległości jednej długości. Według Emilii miało to nauczyć Fightera trzymać się za drugim koniem kiedy jest taka potrzeba. 
Dziewczyny ustawiły konie i ruszyły galopem. Kokshe faktycznie wysunęła się na prowadzenie i już tam została. Dla Kokshe ten dystans był dość długi, ale zdecydowanie jeszcze w zasięgu jej możliwości. Aśka narzuciła klaczy dość mocne tempo, ale Kokshe zdecydowanie to pasowało. Klacz szła do przodu z postawionymi uszami i w ogóle nie przejmowała się tym, co działo się z tyłu. A działo się dużo, bo Fighter ewidentnie nie nauczył się niczego jeśli chodzi o to kto tu rządzi. Emilia trzymała go na bardzo mocnym kontakcie, ale za każdym razem kiedy ogier choć minimalnie odpuścił, ona też odpuszczała. Przez cały czas jednak trzymała go w odległości jednej długości od Kokshe. Ponieważ klacz była koniem szybkim, na krótkie dystanse, to jej mocne tempo zmuszało Fightera do dawania z siebie dużo siły. Po jakimś czasie wyglądało na to, że ogier skupił się bardziej na wysiłku związanym z biegiem i zabrakło mu trochę siły na bunty. 
W końcu konie dotarły do mety, dokładnie w takim ustawieniu w jakim ruszyły. Dziewczyny jeszcze przez jakiś czas kłusowały i stępowały, żeby konie wyschły. 
W końcu podjechały do zejścia z toru i wsiadły z koni. Pomogłam im je oporządzić, a następnie oba rumaki wylądowały na padokach. 

wtorek, 20 marca 2018

Jazda na placu Red Flame Amandy i Phantom Strangera



Konie: Red Flame Amanda, Phantom Stranger
Jeźdźcy: Łukasz, Esmeralda
Dyscyplina: rekreacja (jazda na placu)
Czas: 45 min.
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia


Dziś, korzystając z ładnej pogody, postanowiliśmy wziąć Amandę na jazdę testową. Klacz była już u nas od jakiegoś czasu, zdążyła poznać nowe miejsce i nowych ludzi i nadszedł najwyższy czas na rozpoczęcie z nią pracy. Kompletnie nie wiedzieliśmy czego się po niej spodziewać. U poprzednich właścicieli chyba w ogóle nie chodziła pod siodłem, więc informacji o niej mieliśmy tyle co nic. 
Dzielnym człowiekiem który postanowił sprawdzić jakim koniem jest Amanda okazał się Łukasz, który zdecydowanie ma dobrą rękę do trudnych, delikatnych koni. A Amanda wydawała się nam być właśnie takim koniem. Gdyby była wierzchowcem trudnym i upartym to lepszym dla niej jeźdźcem byłby Darek, więc tak na prawdę od dzisiejszej jazdy miało zależeć kto będzie z klaczą trenował. 
Dla bezpieczeństwa jako drugiego konia postanowiliśmy wziąć Phantoma, który był najspokojniejszym koniem we wszechświecie i na pewno nie będzie wchodził z klaczą w konflikty ani nie będzie jej prowokował do odpałów. Poza tym jak super będzie to wyglądało - biała klacz i kary wałach z niebieskim okiem. Aż poproszę kogoś, żeby nam cyknął fotkę!
Nasze konie stały na innych padokach, więc każde z nas poszło w swoją stronę. 
Bardzo lubiłam Phantoma. Nie był żadnym wielkim sportowcem, wspaniałym ogierem rozpłodowym, czy nawet dobrze ujeżdżonym koniem rekreacyjnym. To zwierzak po przejściach, taki który potrzebuje dużo czasu, ale kiedy da się mu ten czas, staje się cudownym kompanem. Z resztą ja właśnie zazwyczaj najbardziej lubiłam te konie z którymi było dużo problemów, takie z którymi budowanie relacji zajmowało dużo czasu. 
Phantom dał się złapać bez problemów. Po prostu stał bez ruchu kiedy zakładałam mu kantar. Szedł też za mną grzecznie w stronę stajni. Ostatnio wałach bardzo dobrze się czuł i pomimo niskich temperatur bóle stawów mu nie doskwierały. 
Spokojnie przyprowadziłam go pod stajnię, przywiązałam i zaczęłam czyścić. Po kilku minutach do moich uszu dobiegło strasznie głośne rżenie. To Amanda wydzierała się w niebo głosy, bo została oddzielona od stada. Na szczęście gdy tylko zobaczyła Phantoma dziób jej się zamknął. 
Łukasz przywiązał klacz i zaczął czyścić. Amanda była strasznie brudna, więc gdy skończyłam z Phantomem pomogłam Łukaszowi doczyścić białą klacz. Następnie każde z nas osiodłało swojego konia i wsiadło na jego grzbiet. Amanda dostała na razie siodło Hattera, bo nie zdążyliśmy dobrać jej własnego, a siodło Hattera całkiem nieźle na niej leżało. 
Ruszyliśmy w dół wzniesienia, żeby dostać się na ujeżdżalnię. Łukasz puścił mnie przodem, bo Amanda była tak zestresowana, że chyba nie byłaby w stanie iść jako pierwsza. Dałam więc Phantomowi sygnał do ruszenia i po chwili za nami ruszyła Amanda. Spokój karego wałacha chyba dobrze wpływał na klacz, bo szła za nim krok w krok. Rozglądała się co chwilę na boki i fukała na coś, ale ogólnie szła do przodu i to się liczyło. Raz zdarzyło jej się odskoczyć w bok, bo w krzakach czaił się jakiś ptak, ale po chwili klacz ogarnęła się i szła dalej za karym kolegą. 
W końcu dojechaliśmy na plac. Amanda zaczęła z jakiegoś powodu iść bokiem. Na szczęście na Łukaszu nie zrobiło to wrażenia. Mocno przyłożył łydki do boków klaczy i kazał jej iść do przodu. Klacz machnęła głową i próbowała się wspiąć na co dostałą batem lekko w zad. W końcu odpuściła i choć wyglądała na obrażoną, to wydawało się, że uznała wyższość jeźdźca, przynajmniej chwilowo. 
Phantom generalnie miał dziwne zachowanie Amandy gdzieś. To w ogóle koń, który zachowuje spokój w absolutnie każdych warunkach, dlatego właśnie to on został wybrany na towarzysza dla Amandy na pierwszą jazdę. 
Po zapoznaniu się z całym placem do jazdy Amanda zdecydowanie się uspokoiła. Teraz szła całkiem ładnie. Jej chód był energiczny, na moje oko była dość skrętna i ładnie reagowała na polecenia jeźdźca. Co jakiś czas wymachiwała tylko głową i uciekała od kontaktu na pysku, a kiedy Łukasz wykonał jakiś gwałtowny ruch klacz spinała się. Na szczęście takie jej zachowanie skończyło się gdzieś na etapie kłusa. Po jakimś czasie Łukasz i Amanda zgrali się i zaczęli całkiem nieźle się ze sobą dogadywać. Klacz odpuściła i zaczęła na prawdę ładnie pracować. Wyginała się na łukach, zmieniała chody i tempo... Generalnie całkiem przyjemnie się na nią patrzyło. W galopie Amanda miała trochę słabą równowagę, ale starała się jak mogła. Widać było, że jeszcze dużo pracy przed nią, ale generalnie wydawała się być koniem przyjemnym do jazdy i pełnym zapału. 
Phantom jak zwykle zachowywał się nienagannie. Szalejąca Amanda nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, wałach skupił się na robocie i robił to o co go prosiłam. Phantom nie jest koniem do ostrych jazd, więc postanowiłam po prostu pokręcić się na nim po placu. Trochę pojeździłam po drągach, pozmieniałam kierunki, chody, tempo... Phantom na wszystkie moje polecenia generalnie reagował bez zarzutu. Miał tylko mały problem z zagalopowaniem na prawą nogę. Uparcie ruszał cały czas z lewej, więc wciąż hamowałam go do kłusa i próbowałam ponownie. W końcu Phantom zagalopował już dobrze, za co go pochwaliłam i postanowiłam na razie dać spokój. Postanowiłam jednak zwrócić uwagę Gośce na ten problem, żeby przypilnowała jeźdźców jeżdżących na Phantomie, żeby zwracali większą uwagę na to na którą nogę galopują. 
Jazda była dość krótka, bo trwała tylko trochę ponad pół godziny. Na ostatnie 10 minut stępa postanowiliśmy pojechać do lasu. Po pierwsze chcieliśmy zobaczyć jak Amanda zachowa się w lesie, a po drugie snucie się po placu jest dość nudne, więc każda alternatywa jest dobrym pomysłem. 
Klacz zachowywała się lepiej niż się spodziewałam. Co prawda nie prowadziła zastępu, tylko szła za człapiącym Phantomem, ale nie płoszyła się ani nie prowokowała niebezpiecznych sytuacji, co generalnie często zdarza się folblutom po wyścigach. Co prawda raz czy dwa klacz odskoczyła nagle w bok, ale kiedy zobaczyła że ani na Łukaszu ani na Phantomie nie robi to wrażenia, odpuściła i poszła dalej. 
W końcu dotarliśmy pod stajnię gdzie zsiedliśmy z naszych rumaków, rozsiodłaliśmy je, sprawdziliśmy kopyta i grzbiety. Następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni, a konie odprowadziliśmy na padoki. 

sobota, 17 marca 2018

Ankieta

(Anarkia wciąż jest na samym dole na Spisie Hipodromów. Bez przerwy. Cóż.)


Słuchajcie, zbliża się 9. rocznica powstania Anarkii. Chciałam Was więc zapytać co by Was najbardziej interesowało. Od razu mówię że nie chcę organizować żadnych zawodów wysokich klas, bo średnio mamy do tego warunki (brak toru crossowego do klas wyższych niż easy, toru wyścigowego, hali itd.), a poza tym ich nie lubię. Poniżej napiszę o czym myślałam, ale jeśli coś innego przychodzi Wam do głowy to piszcie. Nie obiecuję, że zorganizuję wszystko, ale chcę mieć pogląd na to czego chce Virtual :P Oczywiście zorganizuję więcej niż jedną atrakcję, więc można wymienić kilka :)


Opcji jest kilka: 


1. teren / rajd dwudniowy

tereny są dla wszystkich, rajdy dwudniowe dla koni chodzących profesjonalnie rajdy, więc zastanówcie się jakie macie konie i którą z tych atrakcji wolicie. Nie zorganizuję dwóch!


2. loteria

chyba wszystko jasne. Napiszcie tylko jakie nagrody by Was interesowały, np. pieniądze, sprzęt, konie, nasienia / embriony, zwierzęta inne niż konie. 


3. zawody

tu opcje są dwie. Albo zorganizuję jedną lub dwie dyscypliny, dam limity zgłoszonych koni (prawdopodobnie max. 2 ze stajni) i wszystkie przejazdy opiszę albo zorganizuję więcej dyscyplin, nie będzie limitów zgłaszanych koni, ale nie będzie opisu zawodów. Oczywiście jesteście u mnie, więc raczej będą to jakieś mniej popularne dyscypliny niż wszechobecne i okropnie nudne ujeżdżenie, skoki i WKKW. 


4. darmowe oferty

mam wrażenie, że u nas hodowla kuleje, więc szczerze mówiąc nie spodziewam się tłumów, ale chcę tylko dać znać że taka opcja jest. 


5. sprzedaż potomków

tego wolałabym nie organizować, bo w Virtualu jest od cholery koni porzuconych i wystawionych na sprzedaż. Ale jeśli wszyscy nagle krzykną, że chcą to jestem w stanie zorganizować. Wolałabym jednak darmowe oferty z dwojga złego :)


6. coś innego

napiszcie co takiego

Trening skokowy Ronina, Asch's Quimbo, Fantine



Konie: Ronin, Asch's Quimbo, Fantine
Jeźdźcy: Darek, Magda, Esmeralda
Dyscyplina: skoki (mini LL - L)
Miejsce: hala w sąsiedniej stajni
Czas: 1,5 godziny


Anarkia nie posiada hali, więc zimą na treningi skokowe musieliśmy jeździć do pobliskiej stajni, która zgodziła się wynajmować nam halę na treningi. 
Dziś zapakowaliśmy więc w koniowóz Ronina i Quimba, a następnie Fantine (która z powodu swoich gabarytów musiała jechać sama) i pojechaliśmy na trening skokowy. O dziwo, konie do przyczepy weszły grzecznie i cała podróż minęła nam bez większych niespodzianek. 
Po przyjeździe na miejsce rozpakowaliśmy konie, wyczyściliśmy im kopyta, osiodłaliśmy i zabraliśmy na halę. Jak zwykle Quimbo już na tym etapie próbował sprawdzać Magdę i udawał że panicznie boi się hali i tam nie wejdzie. Dziewczyna jednak szła dzielnie do przodu nie przejmując się wałachem i po chwili Quimbo odpuścił. 
Na hali wsiedliśmy na nasze wierzchowce i rozpoczęliśmy rozgrzewkę. Konie nie były tu pierwszy raz, znały to miejsce całkiem nieźle i dość pewnie się czuły. Mogliśmy więc od razu przejść do konkretów. Na hali oprócz nas nie było nikogo, więc mieliśmy do dyspozycji na prawdę dużo miejsca. Przeszkody zostały już wcześniej ustawione, a poza tym mieliśmy swojego człowieka od ustawiania przeszkód w postaci Łukasza. 
Darek i Ronin dogadywali się całkiem dobrze. Poznali się już dawno, odbyli razem dużo treningów i byli zgraną parą. Ogier w stu procentach zaakceptował Darka jako swojego partnera i nie próbował kombinować. Ładnie wchodził w zakręty, opierał się na wędzidle i szedł dokładnie takim tempem jakiego wymagał od niego Darek. W galopie Ronin nie pędził ani nie rozpraszał się obecnością innych koni. 
Quimbo jak zwykle już od samego początku treningu próbował sprawdzać Magdę. Tu odskoczył nagle w bok, tu próbował iść trochę szybciej, kiedy indziej próbował podczepić się pod zad innego konia... Ogólnie zachowywał się bardzo typowo dla siebie. Magda jednak bardzo lubiła takie konie i wiedziała jak poradzić sobie z małym kombinatorem. Pod koniec rozgrzewki Quimbo uznał już wyższość dziewczyny i zaprzestał odstawiania cyrków. 
Fantine była początkowo mocno do pchania, zdecydowanie nie chciało jej się pracować. Czasem jej się to zdarzało, więc przyzwyczajona do humorków klaczy już od samego początku starałam się mocno jechać ją do przodu. Gdzieś na etapie galopu Tyśka trochę się ożywiła, ale zdecydowanie nie był to jej dzień. 
W końcu przyszła pora na rozpoczęcie właściwego treningu. Mieliśmy konie chodzące klasy między mini LL a L, więc były mniej więcej dopasowane poziomem. Z resztą tym najwyżej skaczącym koniem była Tyśka, a patrząc na jej dzisiejsze nastawienie do pracy byłam skłonna odpuścić jej dziś wysokie przeszkody i skupić się na innych aspektach. 
Na początek Łukasz ustawił nam podwyższone drągi, jedne na kłus i jedne na galop dla kucyków i oddzielne dla Fantine, która miała oczywiście zupełnie inną długość kroków niż hucuł czy quarab. Kucyki chodziły dość ładnie. Quimbo trochę ciągnął, ale Magda dawała sobie z nim radę. Fantine trochę się obudziła i szła na drągi dość dobrym tempem, ale często zdarzało jej się gubić tempo, albo stukać w drągi. 
Następnie zaczęliśmy małe skoki. Magda i Quimbo byli parą skaczącą najniższe przeszkody i dziewczyna postawiła dzisiaj na próby skłonienia wałacha do galopowała równym i średnioszybkim tempem oraz na tym, żeby koń nie pędził na przeszkody jak głupi. Quimbo generalnie lubił pędzić jak głupi, była to chyba jego ulubiona czynność nie licząc oczywiście kombinowania. Magda jednak jest na prawdę twarda i konsekwentnie nagradzała wałacha za każdy krok równego galopu i każdą próbę odpuszczenia. Na początku sytuacja wydawała się beznadziejna. Byłam pewna, że ja na miejscu Magdy już dawno bym się na tego konia wkurzyła. W ogóle już od dawna byłam zdania, że tego drania trzeba po prostu sprzedać w cholerę, bo ani to koń do rekreacji ani do sportu. Magda jednak była nieugięta i wzięła na siebie "trening" Quimba. Ona na nim startowała i jeździła i musiałam przyznać, że jakieś efekty były. Mimo, że na początku wysiłki Magdy wydawały się być beznadziejne to po jakimś czasie wałach chyba załapał, odpuścił i zaczął współpracować. Przestał pędzić na przeszkody i przez większość czasu szedł równym tempem. Technikę skoku miał kiepską, raczej wpadał w przeszkody i skakał przez nie z gracją godną nosorożca i mimo że bardzo mi to zgrzytało, to byłam świadoma, że nie można wymagać od razu wszystkiego. 
Dariusz i Ronin współpracowali bardzo dobrze. W ogóle Ronin był ostatnio moim ulubionym nowym koniem, bo był na prawdę obiecującym sportowcem i koniem hodowlanym. Mimo, że skoki nie były jego główną dyscypliną to ogier radził sobie na małych przeszkodach na prawdę dobrze. Nie pędził na przeszkody, nie szarpał się ze swoim jeźdźcem ani nie próbował ciągnąć w stronę koni. Szedł po prostu równym tempem, skakał każdą przeszkodę którą pokazał mu jeździec i ogólnie sprawiał wrażenie jakby chciał pokazać nam wszystkim jaki jest wspaniały. Byłam na prawdę zadowolona, że kupiliśmy tego konia. Szczególnie podobało mi się wyczulenie Ronina na sygnały dawane mu przez Darka. Ogier bez problemu przyśpieszał i zwalniał między przeszkodami i potrzebował dosłownie ułamków sekund na zareagowanie na polecenie. Na prawdę przyjemnie patrzyło się na tę parę. 
Tyśce zdecydowanie się nie chciało. Musiałam wkładać na prawdę dużo siły w utrzymanie klaczy w galopie i każde przyśpieszenie wymagało ode mnie heroicznych wręcz prób wciśnięcia łydek jeszcze mocniej w boki konia. W końcu nie mając już siły użyłam dość mocno palcata razem z łydkami. Tyśka obraziła się na mnie, ale przyśpieszyła i zaczęłam w końcu czuć że pracujemy obie, a nie tylko ja. Dwa razy klacz wyłamała przy najeździe na tę samą przeszkodę. Za trzecim razem użyłam palcata i Tyśka w końcu odbiła się od ziemi i skoczyła. Generalnie zachowywała się dość dziwnie, ale Darek stwierdził że klacz po prostu kombinuje i mam jechać, bo nie kuleje. I miał rację, gdy kilka razy użyłam mocniej palcata Tyśka postanowiła się obudzić i skakała już na prawdę ładnie. Co prawda zaczęła współpracować dopiero pod koniec treningu, ale ważne że zakończyłyśmy pracę na pozytywnym aspekcie. 
Po zakończonym treningu dokładnie rozstępowaliśmy konie. Były pokryte zimową sierścią, więc taki trening sprawił że były całe mokre. Potem zsiedliśmy z nich, zdjęliśmy siodła i założyliśmy na grzbiety koni derki polarowe. Z siodłami w ręku zaprowadziliśmy rumaki do przyczepy. Zapakowaliśmy sprzęt oraz Ronina i Quimba. Łukasz i Magda pojechali z chłopakami w stronę Anarkii, a Dariusz, Tyśka i ja poczekaliśmy jeszcze chwilę. Po odwiezieniu chłopaków Łukasz wrócił po nas. Załadowaliśmy Tyśkę i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.