Konie: Red Flame Amanda, Phantom Stranger
Jeźdźcy: Łukasz, Esmeralda
Dyscyplina: rekreacja (jazda na placu)
Czas: 45 min.
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Dziś, korzystając z ładnej pogody, postanowiliśmy wziąć Amandę na jazdę testową. Klacz była już u nas od jakiegoś czasu, zdążyła poznać nowe miejsce i nowych ludzi i nadszedł najwyższy czas na rozpoczęcie z nią pracy. Kompletnie nie wiedzieliśmy czego się po niej spodziewać. U poprzednich właścicieli chyba w ogóle nie chodziła pod siodłem, więc informacji o niej mieliśmy tyle co nic.
Dzielnym człowiekiem który postanowił sprawdzić jakim koniem jest Amanda okazał się Łukasz, który zdecydowanie ma dobrą rękę do trudnych, delikatnych koni. A Amanda wydawała się nam być właśnie takim koniem. Gdyby była wierzchowcem trudnym i upartym to lepszym dla niej jeźdźcem byłby Darek, więc tak na prawdę od dzisiejszej jazdy miało zależeć kto będzie z klaczą trenował.
Dla bezpieczeństwa jako drugiego konia postanowiliśmy wziąć Phantoma, który był najspokojniejszym koniem we wszechświecie i na pewno nie będzie wchodził z klaczą w konflikty ani nie będzie jej prowokował do odpałów. Poza tym jak super będzie to wyglądało - biała klacz i kary wałach z niebieskim okiem. Aż poproszę kogoś, żeby nam cyknął fotkę!
Nasze konie stały na innych padokach, więc każde z nas poszło w swoją stronę.
Bardzo lubiłam Phantoma. Nie był żadnym wielkim sportowcem, wspaniałym ogierem rozpłodowym, czy nawet dobrze ujeżdżonym koniem rekreacyjnym. To zwierzak po przejściach, taki który potrzebuje dużo czasu, ale kiedy da się mu ten czas, staje się cudownym kompanem. Z resztą ja właśnie zazwyczaj najbardziej lubiłam te konie z którymi było dużo problemów, takie z którymi budowanie relacji zajmowało dużo czasu.
Phantom dał się złapać bez problemów. Po prostu stał bez ruchu kiedy zakładałam mu kantar. Szedł też za mną grzecznie w stronę stajni. Ostatnio wałach bardzo dobrze się czuł i pomimo niskich temperatur bóle stawów mu nie doskwierały.
Spokojnie przyprowadziłam go pod stajnię, przywiązałam i zaczęłam czyścić. Po kilku minutach do moich uszu dobiegło strasznie głośne rżenie. To Amanda wydzierała się w niebo głosy, bo została oddzielona od stada. Na szczęście gdy tylko zobaczyła Phantoma dziób jej się zamknął.
Łukasz przywiązał klacz i zaczął czyścić. Amanda była strasznie brudna, więc gdy skończyłam z Phantomem pomogłam Łukaszowi doczyścić białą klacz. Następnie każde z nas osiodłało swojego konia i wsiadło na jego grzbiet. Amanda dostała na razie siodło Hattera, bo nie zdążyliśmy dobrać jej własnego, a siodło Hattera całkiem nieźle na niej leżało.
Ruszyliśmy w dół wzniesienia, żeby dostać się na ujeżdżalnię. Łukasz puścił mnie przodem, bo Amanda była tak zestresowana, że chyba nie byłaby w stanie iść jako pierwsza. Dałam więc Phantomowi sygnał do ruszenia i po chwili za nami ruszyła Amanda. Spokój karego wałacha chyba dobrze wpływał na klacz, bo szła za nim krok w krok. Rozglądała się co chwilę na boki i fukała na coś, ale ogólnie szła do przodu i to się liczyło. Raz zdarzyło jej się odskoczyć w bok, bo w krzakach czaił się jakiś ptak, ale po chwili klacz ogarnęła się i szła dalej za karym kolegą.
W końcu dojechaliśmy na plac. Amanda zaczęła z jakiegoś powodu iść bokiem. Na szczęście na Łukaszu nie zrobiło to wrażenia. Mocno przyłożył łydki do boków klaczy i kazał jej iść do przodu. Klacz machnęła głową i próbowała się wspiąć na co dostałą batem lekko w zad. W końcu odpuściła i choć wyglądała na obrażoną, to wydawało się, że uznała wyższość jeźdźca, przynajmniej chwilowo.
Phantom generalnie miał dziwne zachowanie Amandy gdzieś. To w ogóle koń, który zachowuje spokój w absolutnie każdych warunkach, dlatego właśnie to on został wybrany na towarzysza dla Amandy na pierwszą jazdę.
Po zapoznaniu się z całym placem do jazdy Amanda zdecydowanie się uspokoiła. Teraz szła całkiem ładnie. Jej chód był energiczny, na moje oko była dość skrętna i ładnie reagowała na polecenia jeźdźca. Co jakiś czas wymachiwała tylko głową i uciekała od kontaktu na pysku, a kiedy Łukasz wykonał jakiś gwałtowny ruch klacz spinała się. Na szczęście takie jej zachowanie skończyło się gdzieś na etapie kłusa. Po jakimś czasie Łukasz i Amanda zgrali się i zaczęli całkiem nieźle się ze sobą dogadywać. Klacz odpuściła i zaczęła na prawdę ładnie pracować. Wyginała się na łukach, zmieniała chody i tempo... Generalnie całkiem przyjemnie się na nią patrzyło. W galopie Amanda miała trochę słabą równowagę, ale starała się jak mogła. Widać było, że jeszcze dużo pracy przed nią, ale generalnie wydawała się być koniem przyjemnym do jazdy i pełnym zapału.
Phantom jak zwykle zachowywał się nienagannie. Szalejąca Amanda nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, wałach skupił się na robocie i robił to o co go prosiłam. Phantom nie jest koniem do ostrych jazd, więc postanowiłam po prostu pokręcić się na nim po placu. Trochę pojeździłam po drągach, pozmieniałam kierunki, chody, tempo... Phantom na wszystkie moje polecenia generalnie reagował bez zarzutu. Miał tylko mały problem z zagalopowaniem na prawą nogę. Uparcie ruszał cały czas z lewej, więc wciąż hamowałam go do kłusa i próbowałam ponownie. W końcu Phantom zagalopował już dobrze, za co go pochwaliłam i postanowiłam na razie dać spokój. Postanowiłam jednak zwrócić uwagę Gośce na ten problem, żeby przypilnowała jeźdźców jeżdżących na Phantomie, żeby zwracali większą uwagę na to na którą nogę galopują.
Jazda była dość krótka, bo trwała tylko trochę ponad pół godziny. Na ostatnie 10 minut stępa postanowiliśmy pojechać do lasu. Po pierwsze chcieliśmy zobaczyć jak Amanda zachowa się w lesie, a po drugie snucie się po placu jest dość nudne, więc każda alternatywa jest dobrym pomysłem.
Klacz zachowywała się lepiej niż się spodziewałam. Co prawda nie prowadziła zastępu, tylko szła za człapiącym Phantomem, ale nie płoszyła się ani nie prowokowała niebezpiecznych sytuacji, co generalnie często zdarza się folblutom po wyścigach. Co prawda raz czy dwa klacz odskoczyła nagle w bok, ale kiedy zobaczyła że ani na Łukaszu ani na Phantomie nie robi to wrażenia, odpuściła i poszła dalej.
W końcu dotarliśmy pod stajnię gdzie zsiedliśmy z naszych rumaków, rozsiodłaliśmy je, sprawdziliśmy kopyta i grzbiety. Następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni, a konie odprowadziliśmy na padoki.
Łukasz przywiązał klacz i zaczął czyścić. Amanda była strasznie brudna, więc gdy skończyłam z Phantomem pomogłam Łukaszowi doczyścić białą klacz. Następnie każde z nas osiodłało swojego konia i wsiadło na jego grzbiet. Amanda dostała na razie siodło Hattera, bo nie zdążyliśmy dobrać jej własnego, a siodło Hattera całkiem nieźle na niej leżało.
Ruszyliśmy w dół wzniesienia, żeby dostać się na ujeżdżalnię. Łukasz puścił mnie przodem, bo Amanda była tak zestresowana, że chyba nie byłaby w stanie iść jako pierwsza. Dałam więc Phantomowi sygnał do ruszenia i po chwili za nami ruszyła Amanda. Spokój karego wałacha chyba dobrze wpływał na klacz, bo szła za nim krok w krok. Rozglądała się co chwilę na boki i fukała na coś, ale ogólnie szła do przodu i to się liczyło. Raz zdarzyło jej się odskoczyć w bok, bo w krzakach czaił się jakiś ptak, ale po chwili klacz ogarnęła się i szła dalej za karym kolegą.
W końcu dojechaliśmy na plac. Amanda zaczęła z jakiegoś powodu iść bokiem. Na szczęście na Łukaszu nie zrobiło to wrażenia. Mocno przyłożył łydki do boków klaczy i kazał jej iść do przodu. Klacz machnęła głową i próbowała się wspiąć na co dostałą batem lekko w zad. W końcu odpuściła i choć wyglądała na obrażoną, to wydawało się, że uznała wyższość jeźdźca, przynajmniej chwilowo.
Phantom generalnie miał dziwne zachowanie Amandy gdzieś. To w ogóle koń, który zachowuje spokój w absolutnie każdych warunkach, dlatego właśnie to on został wybrany na towarzysza dla Amandy na pierwszą jazdę.
Po zapoznaniu się z całym placem do jazdy Amanda zdecydowanie się uspokoiła. Teraz szła całkiem ładnie. Jej chód był energiczny, na moje oko była dość skrętna i ładnie reagowała na polecenia jeźdźca. Co jakiś czas wymachiwała tylko głową i uciekała od kontaktu na pysku, a kiedy Łukasz wykonał jakiś gwałtowny ruch klacz spinała się. Na szczęście takie jej zachowanie skończyło się gdzieś na etapie kłusa. Po jakimś czasie Łukasz i Amanda zgrali się i zaczęli całkiem nieźle się ze sobą dogadywać. Klacz odpuściła i zaczęła na prawdę ładnie pracować. Wyginała się na łukach, zmieniała chody i tempo... Generalnie całkiem przyjemnie się na nią patrzyło. W galopie Amanda miała trochę słabą równowagę, ale starała się jak mogła. Widać było, że jeszcze dużo pracy przed nią, ale generalnie wydawała się być koniem przyjemnym do jazdy i pełnym zapału.
Phantom jak zwykle zachowywał się nienagannie. Szalejąca Amanda nie zrobiła na nim żadnego wrażenia, wałach skupił się na robocie i robił to o co go prosiłam. Phantom nie jest koniem do ostrych jazd, więc postanowiłam po prostu pokręcić się na nim po placu. Trochę pojeździłam po drągach, pozmieniałam kierunki, chody, tempo... Phantom na wszystkie moje polecenia generalnie reagował bez zarzutu. Miał tylko mały problem z zagalopowaniem na prawą nogę. Uparcie ruszał cały czas z lewej, więc wciąż hamowałam go do kłusa i próbowałam ponownie. W końcu Phantom zagalopował już dobrze, za co go pochwaliłam i postanowiłam na razie dać spokój. Postanowiłam jednak zwrócić uwagę Gośce na ten problem, żeby przypilnowała jeźdźców jeżdżących na Phantomie, żeby zwracali większą uwagę na to na którą nogę galopują.
Jazda była dość krótka, bo trwała tylko trochę ponad pół godziny. Na ostatnie 10 minut stępa postanowiliśmy pojechać do lasu. Po pierwsze chcieliśmy zobaczyć jak Amanda zachowa się w lesie, a po drugie snucie się po placu jest dość nudne, więc każda alternatywa jest dobrym pomysłem.
Klacz zachowywała się lepiej niż się spodziewałam. Co prawda nie prowadziła zastępu, tylko szła za człapiącym Phantomem, ale nie płoszyła się ani nie prowokowała niebezpiecznych sytuacji, co generalnie często zdarza się folblutom po wyścigach. Co prawda raz czy dwa klacz odskoczyła nagle w bok, ale kiedy zobaczyła że ani na Łukaszu ani na Phantomie nie robi to wrażenia, odpuściła i poszła dalej.
W końcu dotarliśmy pod stajnię gdzie zsiedliśmy z naszych rumaków, rozsiodłaliśmy je, sprawdziliśmy kopyta i grzbiety. Następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni, a konie odprowadziliśmy na padoki.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz