środa, 29 lipca 2015

Kirara (kotka)

kotka KIRARA
(dachowiec)
nn (nvrt) x nn (nvrt)
wystawy
urodzona luty 2014, w Virtualu od 27.07.2015
hodowli nvrt, własności WHK Anarkia


Historia: Kirara została zaadoptowana przez Ruskę ze schroniska dla bezdomnych zwierząt oraz przeznaczona na nagrodę podczas loterii na Dragon Hill Stud. Esmeralda wykupiła wtedy dwa losy łapiąc się akurat na dwa ostatnie które zostały. Pod jednym z numerków kryła się właśnie Kirara, którą Esmeralda od razu pokochała i po kilku dniach zabrała do Anarkii. 
Opis: to niezły wypłoch. Zazwyczaj boi się ludzi, nie daje się pogłaskać czy nawet dotknąć. Często znika gdzieś na kilka dni, a kiedy wszystkim wydaje się że już nigdy jej nie zobaczymy, Kirara nagle pojawia się na stajennym korytarzu lub na fotelu w siodlarni. Nauczyła się ufać pracownikom stajni, wita ich radosnym miauczeniem i ocieraniem się o nogi. Przed obcymi ucieka. Ma niezłe kontakty z większością koni i jest bardzo odważna jeśli chodzi o relacje z nimi. Kirara ma przydzielone zadanie bojowe - oczyszczanie stajni z myszy i szczurów. Zadanie to wykonuje bezbłędnie i jest wzorowym pracownikiem stajni. Poza tym uwielbia jeść suchą karmę. Nie przepada za puszkami, co jest na prawdę osobliwym zachowaniem. 



Osiągnięcia (13)

czwartek, 23 lipca 2015

Trening Sohama (4), Zatanny (5), My Rugged Destiny'ego (7), Garibaldi'ego (5)

Konie: Soham, Zatanna, My Rugged Destiny, Garibaldi
Jeźdźcy: Antek, Łukasz, Magda, Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce treningu: tereny wokół Anarkii
Czas: półtorej godziny

O godzinie 8.00 miałam prowadzić jazdę. W ostatnim momencie jednak klienci zadzwonili do mnie, że muszą odwołać zajęcia, więc zostałam z dwoma końmi w trakcie czyszczenia. Tak się złożyło, że w tym momencie pod stajnię zajechał Łukasz. Zapytałam go czy chciałby pojechać w teren. Szybko ustaliliśmy że weźmie Zatannę, ponieważ nagle obok nas pojawili się Antek z Magdą, którzy postanowili wziąć Sohama i Ruggeda. Mi został przydzielony Garibaldi. 
Poszliśmy z Łukaszem po nasze konie i już po chwili wszyscy czworo czyściliśmy i siodłaliśmy nasze konie. Powoli zaczynało się już robić gorąco, ale nie był to dla nas specjalny problem. 
Po chwili siedzieliśmy już na grzbietach naszych wierzchowców i jechaliśmy w las. Pierwszy jechał Łukasz na Zatannie, potem Magda na Ruggedzie, ja na Garibaldim i na końcu Antek na Sohamie. Podczas drogi przez las wszystkie konie były w miarę spokojne, choć Garib i Soham były strasznie pobudzone. Na łące ruszyliśmy kłusem i zaczęła się jazda. O ile Zatanna i Rugged zachowywały spokój to Garib z Sohamem w ogóle nie mogły ogarnąć na czym polega jazda w zastępie. Soham galopował w miejscu i próbował wyprzedzać Garibaldi'ego, a ten z kolei powiesił mi się na wodzach i wjeżdżał ciągle w zad Rugga. O ile na łące mogliśmy jeszcze jeździć na kołach, to kiedy wjechaliśmy w las nie było już takiej możliwości. Widziałam, że z przodu Łukasz z Zatanną robią co mogą, żeby jechać choć trochę szybciej, ale niestety to nie wystarczało szalonemu ziemniakowi i jego koledze z dziwnymi uszami. 
Po jakimś czasie na szczęście Garib uspokoił się, ponieważ z całej czwórki miał chyba najsłabszą kondycję. Soham jednak nie dawał za wygraną. 
W końcu przyszedł czas na galop. Wjechaliśmy na dużą łąkę i daliśmy czadu. Oczywiście zaczęliśmy galopować w zastępie, a skończyło się na tym, że konie uznały to za wyścig. Najszybszy okazał się Soham, którego pod koniec Antek ledwo dał radę wyhamować. Garib okazał się najwolniejszy, co mnie jakoś szczególnie nie dziwiło. Soham potrzebował więcej galopu, więc zostaliśmy na łące, a Antek i wałach marwari galopowali w tę i z powrotem po łące. Przegalopowali ją łącznie pięć razy i dopiero wtedy Soham zaczął trochę odpuszczać. Zjechaliśmy więc z łąki do lasu i przez chwilę jechaliśmy stępem, ponieważ na ścieżce było mnóstwo wystających korzeni. Po jakimś czasie jednak ruszyliśmy kłusem. Garib przestał mi się wieszać na rękach i szedł całkiem ładnie. Rugged chyba z kolei poczuł się zbyt pewnie, bo zdarzało mu się próbować kopnąć Gariba. Soham też wydawał się zadowolony że udało mu się tyle pogalopować. 
Dojechaliśmy do długiej, leśnej ścieżki, więc zagalopowaliśmy na niej. Tym razem żaden koń nie wyprzedził, galopowały równo i spokojnie. Nawet Soham. W końcu przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa. Byliśmy już całkiem blisko naszej łąki, więc wjechaliśmy na nią i przejechaliśmy ją kłusem. Garib znów zaczął ciągnąć, prawdopodobnie dlatego, że chciał się już znaleźć w stajni. Na leśnej ścieżce przeszliśmy do stępa i dojechaliśmy do stajni. Tam rozsiodłaliśmy konie, umyliśmy im nogi pod wodą, wyczyściliśmy kopyta i wypuściliśmy konie na wybieg. 

środa, 22 lipca 2015

Trening Astry (3)

Koń: Astra
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: barrel racing
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina

Nastało chwilowe ochłodzenie, więc postanowiłam wsiąść na Astrę. Młoda ostatnio całkiem nieźle poradziła sobie na swoich pierwszych zawodach, więc pomyślałam że poprawimy błędy które wyszły na jaw podczas przejazdu. Chodziło między innymi o szybkość reakcji klaczy.
Pojechałam samochodem na pastwisko gdzie przebywało stado Assassina. Miałam ze sobą cały sprzęt Astry jak również szczotki, kask oraz kantar z uwiązem. Bez większych problemów wypatrzyłam Astrę w stadzie koni, złapałam ją i wyprowadziłam z pastwiska. Dość szybko wyczyściłam ją i osiodłałam. Wsiadłam na jej grzbiet i ruszyłam w stronę stajni.
Jechałyśmy około pół godziny. W tym czasie trochę rozgrzałam klacz w stępie i w kłusie. Była bardzo skupiona na moich poleceniach, słuchała się i była chętna do współpracy. Gdy dojechałyśmy na ujeżdżalnię zaczęłyśmy konkretną pracę. Najpierw poćwiczyłam z klaczą slalomy w kłusie oraz przejazdy przez drągi. Początkowo wyczułam pewną sztywność, ale po chwili Astra rozluźniła się i bardzo ładnie ze mną współpracowała. Następnie te same elementy przećwiczyłyśmy w galopie. Początkowo Astra trochę się gubiła ze zmianami nóg na slalomie, ale powoli doszłyśmy do tego, że klacz ani razu się nie pomyliła. W końcu rozpoczęłyśmy właściwy trening.
Na początku przejechałam z Astrą cały tor w kłusie. Klacz trochę napierała na wędzidło, ale ani razu nie zmieniła chodu na wyższy bez mojego polecenia. Następnie ruszyłam galopem. Astra miała widocznie nadmiar energii, bo osiągała na prawdę niezłe prędkości i na zakrętach miałam wrażenie że zaraz się przewróci. Niestety przy beczkach zamiast zwolnić żeby wykonać ciaśniejszy zakręt, klacz wpadała pełnym galopem przez co nie mieściła się na zakręcie. Przy kolejnej próbie mocno przytrzymałam ją na pysku jednocześnie skręcając tak, żeby znaleźć się bliżej beczki. Gdy tylko ciało Astry się wyprostowało, dałam jej sygnał do przyspieszenia. Klacz przyspieszyła momentalnie, a gdy zbliżyłyśmy się do kolejnej beczki powtórzyłam manewr ze zwalnianiem. Astra już chętniej wykonała moje polecenie, a każde kolejne powtórzenie szło jej coraz lepiej. Gdy uznałam że zrobiła na prawdę duży postęp pozwoliłam jej pogalopować na luźnej wodzy wzdłuż ogrodzenia. Następnie wyjechałam z placu i skierowałam się w stronę powrotną na pastwisko. Jechałam głównie kłusem, dopiero na samym końcu przeszłyśmy do stępa. Astra była spocona, więc gdy wyprowadziłam ją na pastwisko, dokładnie obejrzałam kopyta i puściłam luzem, klacz pierwsze co zrobiła to weszła do strumienia i wymoczyła nogi. 
Zapakowałam sprzęt do auta i wróciłam do stajni. 

wtorek, 21 lipca 2015

Trening Melodii (6), Dear Lorda (2), Cascade (5)

Konie: Melodia, Dear Lord, Cascade
Jeźdźcy: Antek, Magda, Esmeralda
Dyscyplina: cross (medium)
Miejsce: łąka z przeszkodami, Anarkia
Czas: półtorej godziny

Postanowiliśmy wziąć dziś nasze duże crossowce na trening. Pogoda była wręcz idealna, ani za gorąco, ani za zimno. Nie padał też deszcz. Złapanie koni i przygotowanie ich do jazdy przebiegło bez większych problemów i po chwili siedzieliśmy już na swoich rumakach i jechaliśmy w dół na łąkę z przeszkodami. Magda miała po raz pierwszy pojechać na treningu tor do klasy medium, więc daliśmy jej spokojnego i doświadczonego Lorda. Antek stwierdził że trzeba się wziąć za Melodię jeśli jeszcze w tym roku ma zacząć starty. Ja z kolei wsiadłam na moją ukochaną Kaskadkę. 
Na łące każde z nas przeprowadziło rozgrzewkę we własnym zakresie. Czasem tylko rzucaliśmy z Antkiem jakieś polecenia Magdzie, ale ogólnie dziewczyna super dogadywała się z Lordem mimo że wyglądała na nim trochę śmiesznie. 
Cascade była wyluzowana, chyba cieszyła się że w końcu poskacze. Jazda na niej była prawdziwą przyjemnością, klacz była podporządkowana i grzeczna ale jednocześnie czułam w niej kumulującą się energię. Zerknęłam na Antka i Melodię. Folblutka była trochę pobudzona, ale chłopak super dawał sobie z tym radę. Wykorzystał energię klaczy do swoich celów i zamiast próbować hamować klacz ćwiczył z nią kłus wyciągnięty oraz przyspieszenia w galopie. 
Gdy każde z nas było już rozgrzane zaczęliśmy skoki. Dogadaliśmy się co do kolejności przeszkód i kolejności startów po czym ruszyliśmy galopem na tor. Jako pierwszy pojechał Antek z Melodią. Pierwszą, bardzo niską przeszkodę klacz pokonała bez problemów, podobnie jak skok przez rów. Następnie był długi odcinek galopu, więc Melodia zniknęła mi z oczu. Po ustalonym czasie ruszyła Magda na Lordzie. Ogromny ogier w ogóle nie miał problemów ze skakaniem, a co więcej słuchał się dziewczyny. Gdy minął określony czas ruszyłam z Cascadą. Klacz była trochę napalona na skakanie, ale nie przeszkadzało mi to, ponieważ mimo tego dawała się bezproblemowo prowadzić. Zwalone drzewo i rów z wodą pokonaliśmy bez problemów, tak samo jak długi odcinek galopu. Cascade galopowała długim chodem. Następnie podjazd pod górę. Gdy byłam na szczycie zauważyłam że Magda i Lord skaczą przez przeszkodę ulokowaną w wodzie, a następnie zeskakują z nasypu. Dziewczyna na prawdę dobrze sobie radziła. Zgalopowałyśmy z Cascade ze wzniesienia i ruszyłyśmy ku wodzie. Klacz bez problemu do niej wbiegła, przeskoczyła przeszkodę i ruszyła ku nasypowi. Niestety w ostatnim momencie przestraszyła się i odmówiła skoku. Pokazałam jej więc na czym polega ta przeszkoda. Cas chyba zrozumiała że po drugiej stronie nie ma nic strasznego, bo przy drugim podejściu już skoczyła bez problemów. Następnie bardzo wąska przeszkoda ustawiona pod kątem. Cas skoczyła, za co podrapałam ją po kłębie. Następnie kolejny, dłuższy odcinek galopu. Widziałam przed sobą Antka i Melodię którzy właśnie skakali przez ostatnią przeszkodę, którą Melodia pokonała bez problemów. Za chwilę na tej samej przeszkodzie zauważyłam wyłamującego Lorda. Magda jednak nie dała za wygraną i jeszcze raz najechała na przeszkodę, tym razem lekko używając palcata. Lord skoczył a Magda pogłaskała go po szyi. Cas skoczyła bez żadnych wątpliwości. Rozkłusowaliśmy i rozstępowaliśmy konie opowiadając sobie o tym jak poradziły sobie nasze konie. Antek stwierdził że Melodia będzie super koniem do crossu jeśli popracuje się u niej trochę nad techniką. Z prędkością nie ma żadnych problemów, jest odważna i silna. Magda trochę dziwnie czuła się na Lordzie, który przecież jest kawałem konia, mieli trochę wyłamań, ale ogólnie jak na pierwszy taki trening to dziewczyna poradziła sobie super. Ja również byłam bardzo zadowolona z Cascade, klacz nie była jeszcze do końca obeznana ze wszystkimi rodzajami przeszkód, ale bardzo szybko się uczyła. 
Gdy wróciliśmy do stajni rozsiodłaliśmy konie, wyczyściliśmy im kopyta, umyliśmy nogi na myjce i wypuściliśmy rumaki na pastwisko. 

wtorek, 14 lipca 2015

(boks) klacz Melodia (xx)


klacz MELODIA
(xx, gniada)
od Mon Amie (nvrt) po Bemol (nvrt)
wyścigi płaskie (emerytura), wyścigi płotowe (emerytura)
urodzona 21.12.2006, w Virtualu od 16.01.2012
hodowli WHK Shayga, własności WHK Anarkia
klacz hodowlana, na sportowej emeryturze


OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     POTOMSTWO     |     SPRZĘT



Historia: Melodia urodziła się w pewnej stajni koni sportowych w Polsce. Nie miała ani znanych rodziców ani wielkich predyspozycji sportowych odkrytych przez światowej sławy trenerów w wieku źrebięcym. Tak jak dziesiątki młodych koni ze stajni została wystawiona na sprzedaż. Zakupił ją pewien prywatny hodowca z zamysłem użytkowania klaczy w hodowli po tym jak przez sezon lub dwa będzie biegała w wyścigach. Los chciał jednak inaczej i Melodia znów została wystawiona na sprzedaż. Trafiła w ręce Ruski z WHK Shayga, gdzie rozpoczęła starty w wyścigach płaskich oraz płotowych. Tutaj jednak również długo nie gościła, ponieważ rok później przeszła do WHK Lider a następnie do WHK Anarkia. Esmeralda była jednak zmuszona sprzedać klacz. Melodia znalazła się w kolejnym domu - w Delicious Stable, gdzie gościła niecały rok. W końcu ponownie trafiła do WHK Anarkia. W między czasie zakończyła karierę wyścigową. Nie biegała dużo, więc jej nogi są w dobrym stanie. Dzięki temu mogliśmy ją przekwalifikować na cross i od lata 2015 roku startuje w crossie klasy very easy oraz służy jako klacz hodowlana. 
Rodowód: rodzice Melodii są nievirtualni. Jej matką jest gniada klacz Mon Amie, która w młodości biegała trochę na torach, ale z powodu kontuzji musiała wcześnie zakończyć karierę. Sprawdziła się natomiast jako koń hodowlany i dała wiele na prawdę dobrych koni wyścigowych oraz sportowych. Ojciec Melodii - ogier Bemol startował w młodości w wyścigach płaskich oraz płotowych, a następnie kontynuował karierę sportową w skokach klas P i N. Melodia jest jego jedynym potomkiem, ponieważ ogier padł na kolkę w wieku zaledwie 9 lat. 


Podczas pracy na ujeżdżalni: Melodia to klacz bardzo spokojna i uległa. W każdych warunkach i w każdej sytuacji słucha się człowieka. Jest wrażliwa na pomoce i chętna do współpracy. Jest stworzona do skakania, potrafi pokonać przeszkodę z bardzo szybkiego tempa, a po lądowaniu bardzo szybko odzyskać równowagę i pogalopować dalej. Ten nawyk wziął jej się z treningu wyścigowego. Ale mimo swojej przeszłości Melodia bardzo łatwo dała się przekwalifikować na cross. Nie odmawia skoków nawet przez najtrudniejsze przeszkody. Jest ambitna, więc właściwie im trudniejsza przeszkoda tym fajniejsza i skakanie jej sprawia Melodii większą radość. Treningi na długich dystansach nie sprawiają jej kłopotów. Melodia szybko się uczy i jest bardzo chętna do kontaktu z człowiekiem. Podczas jazd na placu jest spokojna, choć czasem odzywają się w niej wyścigowe instynkty. Nie chodzi na razie w rekreacji, choć w przyszłości nie wykluczamy tego. Na placu trochę rozpraszają ją inne konie, najlepiej trenuje jej się sam na sam z jeźdźcem. Gdy ma gorszy dzień potrafi bardzo pędzić, nie daje się wtedy zatrzymać, jednak gdy da jej się wybiegać momentalnie się uspokaja i ponownie skupia na pracy. 
Podczas pracy w terenie: w tereny chodzi zazwyczaj z The Mad Hatterem i Summerem. Czasem z oboma na raz, czasem z jednym z nich. Gdy idą wszystkie trzy, dosiada jej najczęściej Antek, który z wyścigami nie ma nic wspólnego, ponieważ Melodia nie zachowuje się jak koń wyścigowy. Jest spokojna, nie rzuca się na widok otwartej przestrzeni i nawet w pełnym galopie jeździec ma wrażenie że kontroluje sytuację. Zdarza jej się iść na czele zastępu, ale najczęściej idzie jako ostatnia, ponieważ jako jedyna dobrze sobie radzi na tej pozycji, nie wyrywa się do przodu. Melodia nie ma problemu z podchodzeniem pod strome wzniesienia, wchodzeniem do wody, czy skokami przez terenowe przeszkody. A skakać w terenie uwielbia. Mimo że chodzi w tereny z dwoma ogierami, to jednak zawsze w zastępie panuje spokój. Melodia jest bardzo odważna i nie płoszy się na widok nieznanych obiektów. Czasem zdarza jej się lekko odskoczyć w bok, ale nigdy nie panikuje. Nowe rzeczy traktuje z zaciekawieniem. Nie boi się też dzikich zwierząt ani psów. Uwielbia galopować po łąkach i gdy jeździec jej na to pozwoli rozwija niesamowite prędkości. Jednak umie też galopować powoli za co ją cenimy. 
W stosunku do ludzi: jest przyjazna i miła. Uwielbia głaskanie i smakołyki. Właściwie najchętniej stałaby tylko w miejscu, pożerała kolejne jabłka i zbierała pieszczoty. Jest bardzo cierpliwa w stosunku do dzieci, co jest wyjątkowo dziwne zważywszy na to, że Melodia jest koniem wyścigowym. Podczas czyszczenia stoi spokojnie, ale od czasu do czasu sprawdza czy człowiek nie ma przypadkiem dla niej czegoś smacznego. Bez problemu daje się czyścić po całym ciele i podaje wszystkie cztery nogi bez mrugnięcia okiem. Zdarza jej się zadzierać głowę podczas zakładania wędzidła, ale jeden stanowczy ruch przywoła ją do porządku. Z zakładaniem siodła nie ma problemu, klacz daje sobie położyć je na grzbiecie i dopiąć popręg. Przy prowadzeniu w ręku jest spokojna, nie wyrywa się i nie zostaje w tyle. Na wybiegu sama podchodzi do człowieka, nawet kiedy przyszedł on po innego konia i sprawdza czy przypadkiem nie ma czegoś smacznego. Do nikogo jakoś szczególnie się nie przywiązała, wszystkich traktuje z taką samą sympatią. Obce osoby również.  
W stosunku do koni i innych zwierząt: jest klaczą niezwykle pokojową i przyjazną. Z każdym koniem się dogaduje, jednak najbardziej polubiła Fade. Dwie klacze spędzają ze sobą praktycznie cały czas. Melodia to raczej uległy typ konia. Nie lubi wchodzić w konflikty, a kiedy przez przypadek jej się to zdarzy, od razu odpuszcza. Zajmuje przez to dość niską pozycję w stadzie, ale inne konie nie nadużywają tego w stosunku do niej. Są raczej przyjaźnie nastawione. Jedynym koniem za którym Melodia ewidentnie nie przepada jest Bueno Star. Zawsze wita go z położonymi uszami i kiedy może – unika. Obce konie nie robią na niej wrażenia. Inne zwierzęta nie przeszkadzają jej. Pod jej nogami może spać pies, czy kot, a ona w ogóle nie zareaguje. Co więcej, będzie się starała nie zdeptać zwierzęcia. Czasem zdarza jej się przestraszyć w terenie sarny, lub innego zwierzęcia, ale tylko wtedy kiedy nie będzie na to przygotowana.  
W stajni: ten bezproblemowy koń szybko stał się ulubieńcem osób, które akurat w tym momencie musiały czyścić stajnię, czy karmić konie. Melodia grzecznie odsuwa się, kiedy chce się nasypać owsa, czy poprawić ściółkę. Nie ucieka kiedy drzwi są otwarte i nie boi się wideł. Podczas gdy inne konie świrują na widok worka z owsem Melodia zachowuje zupełny spokój i cierpliwie czeka na swoją kolej. Nie robi jej za dużej różnicy czy jest czyszczona w stajni czy na zewnątrz, zawsze jest spokojna i robi wszystko czego od niej chcą. Nie zaczepia też swoich sąsiadów, oraz ludzi i innych koni przebywających na korytarzu. Zawsze gdy widzi człowieka w stajni wygląda na korytarz i domaga się jedzenia i głaskania. To do niej najczęściej kierujemy dzieci, które przyszły „pogłaskać koniki”.  Bez większych problemów zostaje sama w stajni nawet na dłuższy czas. Po prostu stoi spokojnie i wcina siano czy słomę. 
Na padoku: trzyma się głównie z Fade, ale na dobrą sprawę dogaduje się ze wszystkimi końmi. Zazwyczaj czas spędza jedząc trawę, lub po prostu stojąc w cieniu drzew. Uwielbia się tarzać i zawsze jest pierwszym koniem, który po wypuszczeniu kładzie się na ziemię. Lubi też jeść na leżąco. Nie ma najmniejszego problemu ze złapaniem jej, bo sama podchodzi do człowieka, nie ważne czy przyszedł po nią, czy po innego konia. I oczywiście chętnie przyjmie wszystkie smakołyki. Nie jest jednak nachalna i jak stwierdzi że jednak nie dostanie, to odpuszcza. Gdy wyprowadza się ją w ręku jest spokojna i nie wyrywa się. Można ją prowadzić nawet trzymając ją tylko na grzywę, i tak będzie spokojnie szła przy człowieku. Daje się bez większych problemów odłączyć od stada, nie rży ani nie wyrywa się podczas prowadzenie na uwiązie. 

Na zawodach: w transporcie jest bezproblemowa, wchodzi do przyczepy bez dyskusji, dobrze znosi nawet długie podróże, a w nowym miejscu zawsze zachowuje spokój. Pierwszego dnia jednak zawsze trochę się stresuje, więc zabieramy ją na spacer po ośrodku. Kiedy wszystko pozna staje się dużo spokojniejsza. Żyje w przyjaźni ze wszystkimi końmi, więc nie zaczepia swoich sąsiadów ani ludzi przechodzących przez stajnię. Podczas rozgrzewki stara się być skupiona, ale czasem rozpraszają ją inne konie, czy ludzie. Na początku bała się powiewających na wietrze reklam, ale obecnie nie robią one na niej wrażenia. Nie lubi tylko gdy jakiś koń jedzie centralnie za nią, potrafi się wtedy zdenerwować. Po przejeździe w swoim boksie zazwyczaj leży i odpoczywa. Podczas zawodów trochę brakuje jej łąki czy wybiegu, więc kiedy wracamy do domu i wypuszczamy ją na wybieg Melodia pierwsze co robi to dziko galopuje i bryka. 
  • cross: ponieważ Melodia po zakończeniu kariery wyścigowej okazała się być zdrowa postanowiliśmy jeździć na niej cross. Okazało się, że radzi sobie w nim lepiej niż w wyścigach. Podczas całego przejazdu jest wyluzowana i skupiona na tym czego chce od niej jeździec. Nie robią na niej wrażenia przeszkody trudne, skomplikowane, ani tzw. straszaki. Melodia jest mistrzem ciasnych najazdów, więc kiedy tylko może stara się wymyślić jakiś skrót żeby zaoszczędzić na czasie. Ponieważ chodziła w przeszłości wyścigi płotowe nie sprawia jej problemów skakanie przeszkód z bardzo dużego tempa czy z nierównego najazdu. Nie szarpie się ani nie ponosi. Nie ciągnie też na przeszkody, pozwala jeźdźcowi się prowadzić i regulować tempo. Ma bardzo dobrą kondycję, więc długie odcinki galopu nie są dla niej problemem. Nie ma też oporów przed przeszkodami wodnymi, podjazdami pod górę, zjazdami itd. Prędkość zdobyta na wyścigach pozwala jej osiągać niezłe prędkości przez co zawsze ma na prawdę niezły czas. 
  • wyścigi płaskie: mówiąc szczerze nie wyróżnia się niczym szczególnym. Owszem, jest szybka i wytrzymała i zdarza jej się wyścig wygrać, ale nie jest żadnym fenomenem, ani objawieniem. Lubi się ścigać i robi to z przyjemnością. Na padoku jest spokojna i opanowana. Pozwala prowadzić się człowiekowi. Do maszyny startowej wchodzi bez najmniejszego problemu. Na wyścigach płaskich startuje prawie wyłącznie na któtszych dystansach [1000 - 1800 m.], co idzie jej dobrze. Zazwyczaj podczas całego wyścigu trzyma się gdzieś w czołówce, jednak żadko zdarza jej się prowadzić. Przed ostatnią prostą przyspiesza i liczy na dobrą lokatę. Dużo tu zależy od jeźdźca, czy będzie w stanie pokazać Melodii jak ma biec. Problem jest też gdy któryś z koni zachowuje się agresywnie. Melodia zazwyczaj wycofuje się, kiedy któryś z koni atakuje ja ‚psychicznie’. Wtedy jeździec musi przekonać ją, że da radę. 
  • wyścigi płotowe: tutaj natomiast rządzi na torze. Jest skupiona i wie jak ma biec. Uwielbia skakać i jest w tym na prawdę dobra. Nie ma problemu ze skakaniem z dużych prędkości, a po wylądowaniu od razu odzyskuje równowagę i galopuje dalej. Nigdy nie odmawia skoku, nie ważne jak trudne wyzwanie ma przed sobą. Inne konie nie dekoncentrują jej, nie zwraca na nie w ogóle uwagi. Melodia nie boi się skakać jako pierwsza, ale raczej nie praktykujemy prowadzenia w gonitwie płotowej. Chyba, że jedziemy na bardzo krótki dystans, to czasem się zdarza. Melodia ma piękne przyspieszenie i nawet po długim i trudnym wyścigu jest w stanie wykrzesać z siebie jeszcze energię na finisz. Bardzo się stara i to przyjemość na niej jeździć. 

Chody: porusza się bardzo płynnie, ma wygodne, stabilne chody. Ma długi wykrok, dzięki temu porusza się wydajnie i szybko. Gdy galopuje średnim tempem ma się wrażenie że klacz porusza się jak w zwolnionym tempie. Jest jednak bardzo szybka, co zawdzięcza treningowi wyścigowemu w młodości. W kłusie również jest szybka, wyciąga nogi daleko do przodu, porusza się równo, elegancko i sprężyście. Niestety w kłusie dość mocno wybija, jednak po kilku minutach da się do tego przyzwyczaić. W stępie idzie aktywnie do przodu. Ogólnie nie potyka się, idzie pewnie do przodu. 
Zdrowie: podczas treningu i kariery wyścigowej zdarzały jej się nieznaczne kontuzje nóg, ale w pewnym momencie po prostu jej to minęło i nie przypominam sobie kiedy ostatnio wzywaliśmy do niej weterynarza. Poza tym, że ma zdrowe nogi to dodatkowo nigdy nie miała problemów z żołądkiem, układem oddechowym czy kopytami. To po prostu okaz zdrowia. Trening sportowy wzmocnił jej odporność, więc nawet zimą chodzi całymi dniami po padoku bez derki. 
Kondycja: jest w stałym treningu crossowym, więc siłą rzeczy musi mieć bardzo dobrą kondycję. I faktycznie tak jest. Dodatkowo pomaga jej fakt, że w młodości chodziła wyścigi na długich dystansach. Obecnie nie jest dla niej problemem pójście na 2-godzinny, bardzo wymagający kondycyjnie trening to nie będzie narzekać na to, że jest zmęczona. 

Imię: została nazwana przez swoją poprzednią właścicielkę. Imię to jest proste, łatwe do zapamiętania i wymówienia. Na codzień używamy jej pełnego imienia lub mówimy na nią Mel lub Melka. 
Hodowla: klacz dała już kilku potomków. Na wspomnienie zasługuje m.in. siwa klacz Mirage (po og. Resurrected Sun), startująca w wyścigach płaskich w barwach Estrella Baroque Stud, czy ogier Eredin (po og. Explash) stojący w Winter Mist i zaczynający obecnie karierę wyścigową. Jest również matką dwóch emerytowanych wyścigowych ogierów - Desert Storm (po og. Starlight) oraz Corriendo Viento (po og. Mars Army). Ten ostatni jest również ojcem naszej Ventosy Kayni. 
Budowa: zbudowana jest zgodnie ze wzorem konia pełnej krwi angielskiej. Należy do koni mocnej zbudowanych, z trochę krótszymi nogami i mocniejszą szyją. Sprawia to, że była koniem do wyścigów długodystansowych, oraz że obecnie świetnie radzi sobie na długich i trudnych trasach crossowych. 



Rodowód:
MELODIA
(xx, 2006)
MON AMIE
(xx, nvrt)
MA CHERIE
(xx, nvrt)
MISSOURI (xx, nvrt)
MONSIEUR (xx, nvrt)
AMETHYST
(xx, nvrt)
ALABAMA (xx, nvrt)
DIAMOND TASTE (xx, nvrt)
BEMOL
(xx, nvrt)
BELLA DONNA
(xx, nvrt)
BELLA MIA (xx, nvrt)
DON S. (xx, nvrt)
ACCORD
(xx, nvrt)
AMERICAN DREAM (xx, nvrt)
MUSIC LORD (xx, nvrt)



Na łamach gazet: 

Osiągnięcia klaczy Melodia:

Liczba osiągnięć: 25
Liczba gwiazdek: 0


Osiągnięcia crossowe (12)



Osiągnięcia wyścigowe (13)

niedziela, 12 lipca 2015

Trening The Mad Hattera (25), Hellblazera (3)

Konie: The Mad Hatter, Hellblazer
Jeździec: Łukasz, Esmeralda z ziemi
Dyscyplina: wyścigi (2400 m.) / zajeżdżanie (starty)
Miejsce: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni

Do naszej zaprzyjaźnionej stajni przyjechaliśmy konno. Całą drogę jechaliśmy stępem, Łukasz na Hatterze i ja na Blazie. Kasztan bał się większości rzeczy, ale dzielne szedł do przodu i chyba chciał zaimponować starszemu koledze. Na miejscu daliśmy koniom pół godziny odpoczynku, po czym zabraliśmy się za szykowanie ich. 
Łukasz wsiadł na Hattera, ja wzięłam Blaza na lonżę i dokładnie go rozgrzałam. W tym samym czasie Łukasz zrobił to samo z Hatterem, tyle że w siodle. Najpierw przejechał całe okrażenie toru stępem, a następnie kręcił mniejsze koła w kłusie, na koniec przegalopował krótki odcinek. Hatter wydawał się dziś być w dobrym nastroju, nie sprawiał problemów i był skupiony na swoim jeźdźcu. Blaz z kolei skupiony nie był, ale u tego konia to standard. Strasznie brykał i wciąż rozglądał się na boki rżąc w bliżej nieokreślonym kierunku. 
W końcu wprowadziliśmy oba konie do bramek startowych. Blaz o dziwo wszedł bez problemów. Na zasadzie "O, Hatter wszedł to ja też". Spuściłam Blaza z uwiązu i gdy bramka się otworzyła Hatter wypadł z niej pełnym galopem, a Blaz wyszedł spokojnie stępem. Chwilę popatrzył, porozglądał się, a gdy zobaczył że Hatter gdzieś biegnie ruszył za nim brykając. 
Po około 1000 m. Łukasz zaczął zwalniać, a wciąż brykający Blaz zaczął się do niego zbliżać. Chłopak przytrzymał Hattera, tak żeby młodszy ogier mógł go wyprzedzić. Blaz radośnie minął Hattera i gnał dalej. Powiedziałam Łukaszowi przez krótkofalówkę żeby jechał dalej, kontynuował trening na 2400 m. a ja w tym czasie złapię Blaza, kiedy się zmęczy. 
Kasztan rzeczywiście przestał już brykać, ale nie znaczyło to że się zmęczył. Stanęłam na torze, rozpostarłam ręce i miałam na prawdę złe przeczucia co do tego. O dziwo Blaz nagle zupełnie zapomniał o bieganiu i zatrzymał się obok mnie. Dzięki za jego szybko rozpraszającą się uwagę! Szybko chwyciłam go za kantar, przypięłam uwiąz i wygłaskałam ogiera za wszystkie czasy. Był mokry i zmęczony, ale wydawał się być zadowolony. Dałam mu marchewkę i obserwowaliśmy jak Łukasz i Hatter trenują. Chłopak wjeżdżał właśnie na ogierze na ostatnią prostą, a Hatter zademonstrował na prawdę niezłe przyspieszenie. Blaz z zaciekawieniem patrzył na starszego kolegę.
W końcu Hatter minął celownik, a ja zabrałam Blaza do stajni, żeby go osiodłać i przygotować do drogi powrotnej. W tym samym czasie Łukasz kłusował z Hatterem, a gdy skończył ruszyliśmy stępem do stajni. 

sobota, 11 lipca 2015

Trening Assassina (10), Fatality (7), Florencji (6), Samotnej (4), Astry (2)

Konie: Assassin, Florencja, Samotna, Astra, Fatalita
Jeźdźcy: Antek, Esmeralda, Łukasz, Magda
Dyscyplina: teren (przepęd stada)
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: 2,5 godziny

I nadszedł ten czas kiedy trzeba było przegonić stado na inny wybieg. Przedwczoraj sprawdziliśmy stan ogrodzeń, dokonaliśmy niezbędnych napraw i dziś zamierzaliśmy ulokować tam stado Assassina. 
Wstaliśmy z Antkiem bardzo wcześnie rano, nawet jak na nas, bo około 4. Szybko coś zjedliśmy, nakarmiliśmy konie i poszliśmy po wszystkie pięć koni ze stada Assassina. Właściwie wystarczyło złapać Assassina, na którego wsiadłam, a klacze poszły za nim. Antek dodatkowo wsiadł na Samotną, która nie jest aż tak związana ze stadem i nie byliśmy pewni czy pójdzie. Florencja, Astra i Fatalita grzecznie poszły za nami, a pod stajnią wystarczyło tylko wyłapać je i poprzywiązywać do koniowiązu. Około godziny 5.30 przyjechali Łukasz i Magda, którą chłopak zgarnął po drodze. 
Po małej wymianie zdań ustaliliśmy kto na jakim koniu będzie jechał, oraz który z koni będzie szedł luzem. Padło na Fatalitę, która jest najbardziej ogarnięta i na pewno nigdzie się nie zgubi. Dokładnie wyczyściliśmy pięć koni, po czym założyliśmy im ogłowia. Postanowiliśmy zrezygnować z siodeł, ponieważ do stajni mieliśmy wrócić pieszo, a niesienie siodeł w upale przez półtorej godziny nie było dobrym pomysłem. 
Dokładnie o godzinie 6.00 wsiedliśmy na nasze rumaki i ruszyliśmy w dół. Antek jechał pierwszy na Assassinie, później Fatalita luzem, Magda na Astrze, ja na Florencji, a na końcu Łukasz na Samotnej. Źrebaki szły grzecznie przy swoich matkach i wyglądały na bardzo podniecone, szczególnie mała Astry. 
Przez kilkanaście minut jechaliśmy po asfalcie. Na szczęście o tej godzinie i w dodatku w sobotę nie jeździły żadne samochody, więc nie musieliśmy bać się o źrebaki. W końcu skręciliśmy w pole i zakłusowaliśmy na ścieżce. Fatalita trochę wstrzymywała zastęp, ale jakoś dawaliśmy radę. Postanowiliśmy pojechać okrężną trasą, żeby trochę wybiegać konie. Galopowaliśmy więc po leśnych drogach, zaryzykowaliśmy nawet galop pod górę na oklep. Nikt na szczęście nie ześlizgnął się po końskim zadzie. Nie zabrakło też skoków, co dało nam trochę do myślenia. Mały Florencji chyba miał talent crossowy, bo skakał z niesamowitym zapasem. Postanowiłam to zapamiętać gdy przyjdzie czas zajeżdżania. Musieliśmy w pewnym momencie przeprawić się przez rzekę. Nurt nie był mocny, ale woda była na tyle głęboka że okazało się że konie muszą płynąć. Na szczęście wszyscy dali radę, nawet źrebaki które miały niesamowitą radochę. 
Gdy dotarliśmy na miejsce zeszliśmy z koni, sprawdziliśmy czy wszystko dobrze z ich kopytami i puściliśmy je luzem. Astra od razu zaczęła biegać i sprawdzać każdy kąt. Pozostałe konie też były ucieszone nowym miejscem i rozglądały się z zaciekawieniem. Chwilę posiedzieliśmy, popatrzyliśmy na nasze hucuły, wypiliśmy wodę ze strumienia i zaczęliśmy zbierać się w drogę powrotną, bo bardzo szybko zaczynało się robić gorąco. Jak się później okazało ta piesza wędrówka zajęła nam około półtorej godziny razem z przerwami. 

czwartek, 9 lipca 2015

Trening Nortona (1), Gambita (6) i Summer Wine'a (6)

Konie: Norton, Gambit, Summer Wine
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz, Magda
Dyscyplina: teren (patrol ogrodzeń)
Miejsce: tereny WHK Anarkia
Czas: 3 godziny

Przed nami zadanie bojowe - sprawdzenie stanu pastwiska, na które jutro mamy zamiar przegonić stado Assassinów. Ściągnęliśmy więc nasze trzy konie do zadań specjalnych, wyczyściliśmy je i osiodłaliśmy. Ja zamiast, jak zawsze, wziąć Buena tym razem postanowiłam pojechać na Nortonie, ponieważ właśnie w tym celu go kupiliśmy. Chciałam więc sprawdzić jak się spisze. Łukasz odstąpił Magdzie Kasztanka, a sam wziął Gambita. 
Wyjechaliśmy około 8.00 rano i po kilkunastu minutowej drodze przez asfalt skręciliśmy w stronę gór. Tam zakłusowaliśmy na polnej drodze. Nie ustawialiśmy żadnego zastępu, jechaliśmy właściwie obok siebie. I tylko Kasztanek lekko kombinował aż wysunął się na prowadzenie. Norton i Gambit olali to jednak i zgodnie jechali obok siebie. 
Przecięliśmy strumyk i znaleźliśmy się przy bramie na pastwisko. Łukasz otworzył ją z grzbietu Gambita i wszyscy troje wjechaliśmy na pastwisko. Ruszyliśmy wzdłuż ogrodzenia sprawdzając czy deski nigdzie nie przegniły oraz czy nie ma dziur. Jechaliśmy stępem tam gdzie ogrodzenie znajdowało się w krzakach, a kłusem tam gdzie znajdowało się na otwartym terenie. W końcu napotkaliśmy pierwszą dziurę. Na szczęście była to tylko obluzowana deska, więc zsiadłam z Nortona, wyciągnęłam z sakwy przy siodle młotek i kilka gwoździ i bez większych problemów przybiłam deskę. Po skończonej robocie wsiadłam na Nestora i dogoniłam kłusem jadących przede mną Magdę i Łukasza. 
Pastwisko było gigantyczne, więc sprawdzenie go na całej długości zabrało nam trochę czasu. Na szczęście dziur było niewiele i żadna z nich nie była na tyle poważna, żeby trzeba było zrobić coś innego niż przybijanie desek. 
Po skończonej robocie wyjechaliśmy z pastwiska i zamknęliśmy za sobą bramę. Podczas drogi powrotnej postanowiliśmy trochę pogalopować po łąkach. Głównie na czele jechała Magda na Kasztanku, który miał bardzo dużo energii, ale jednocześnie słuchał się dziewczyny. Gambit i Norton też mieli niezłą radochę z galopów. Norton okazał się bardzo przyjemnym do jazdy koniem. 
Wróciliśmy do stajni zmęczeni, ale jednocześnie zadowoleni. Konie też wydawały się szczęśliwe. Pod stajnią rozsiodłaliśmy je, wyczyściliśmy im kopyta i umyliśmy nogi na myjce. Wypuściliśmy je na wybieg i odnieśliśmy sprzęt do siodlarni. Jutro przeganiamy stado Assassina na nowe pastwisko. 

wtorek, 7 lipca 2015

(stado Frolla) klacz Sekwana (hc)

klacz SEKWANA
(hc, skarogniada)
od Sekwoja (nvrt) po Jen (nvrt)
wystawy
ur. 01.01.1998, w Virtualu od 24.01.2010
hodowli nvrt, własności WHK Anarkia
klacz hodowlana, na emeryturze sportowej



OSIĄGNIĘCIA     |     POTOMSTWO     |     TRENINGI     |     PASZPORT




Historia: Sekwana urodziła się w szkółce jeździeckiej. Nie była wyczekiwanym źrebakiem, jej matka do ostatniego dnia przed wyźrebieniem chodziła w rekreacji. Sekwany nikt się nie spodziewał, została znaleziona pewnego mroźnego ranka w boksie swojej matki. Dorastała wśród dzieci i pracowników stajni, spędzając większość czasu na piaszczystym wybiegu lub w średnio czystym boksie. Gdy skończyła 3 lata została ujeżdżona i poszła do pracy w szkółce. Tak pracowała przez 10 lat. Wtedy zaczęły się jej problemy z płucami. Klacz kaszlała, z nosa leciała jej krew, często nie mogła pracować. Nikt jednak nie miał pieniędzy na leczenie klaczy, więc została sprzedana, a jej poprzedni właściciele zataili jej chorobę. Tak Sekwana przechodziła z rąk do rąk aż na pewnej aukcji zobaczyła ją Esmeralda. Kupiła klacz za grosze i przeniosła do swojej hodowli. Sekwana miała zdiagnozowane COPD, ale gdy zamieszkała na pastwiskach zaczęła czuć się dużo lepiej. Wróciła do pracy, startowała nawet trochę w zawodach skokowych. Dała też kilka źrebaków. Gdy skończyła 16 lat zaczęły odzywać się u niej stawy, więc przeszła na emeryturę i obecnie tylko czasem wozi lekkie dzieci na swoim grzbiecie. Chodzi też w hipoterapii, w tej roli jest niezastąpiona. 
Rodowód: matka Sekwany, Sekwoja, to zwykła, zupełnie nie wyróżniająca się z tłumu gniada klacz huculska. Nie przechodziła prób hodowlanych, ani nie została zbonitowana. Była koniem rekreacyjnym w szkółce jeździeckiej w Beskidach. Obecnie już nie żyje. Jen z kolei to srokaty ogier, który również nie ma na swoim koncie jakiś szczególnych osiągnięć. Jego ojcostwo zostało udowodnione przez badania genetyczne. Ogier przeszedł próbę ścieżki huculskiej z wynikiem dostatecznym, a następnie krył klacze w hodowli w Beskidach. Nie mamy informacji czy jeszcze żyje. 

Podczas pracy na ujeżdżalni: obecnie mało pracuje na ujeżdżalni. Chodzi czasem na lonży, czy w zastępie pod jakimś lekkim dzieckiem, ale tylko wtedy kiedy się nie kurzy i kiedy stawy jej na to pozwalają. Sekwana jest bardzo spokojna i opanowana, czasem wręcz leniwa, ale zrzucamy winę na jej wiek i historię. Można na niej stuprocentowo polegać, wsadzić na nią początkujące dziecko i puścić na placu, czy wstawić do zastępu. Sekwana nie płoszy się, nie ponosi, nie bryka i nigdy się nie denerwuje. Wybacza wszystkie błędy jeźdźca i zawsze stara się domyślić o co chodzi kiedy dostaje sprzeczne sygnały. Jedyne czego bardzo nie lubi i co jest w stanie ją zdenerwować to szarpanie za pysk. Chodzi więc na ogłowiu bezwędzidłowym i problem zniknął. Sekwana bez problemu chodzi w zastępie, można ją postawić na każdej pozycji i w sąsiedztwie każdego konia, nigdy nie będzie sprawiała kłopotów. Nie za bardzo lubi prowadzić zastęp, ale zazwyczaj nawet małe dzieci są w stanie nad nią zapanować jeśli już mają trochę doświadczenia. Nie za bardzo wychodzą jej te bardziej skomplikowane przejścia, czyli na przykład zakłusowanie ze stój, ale to wynik tego, że obecnie nikt nad nią konkretniej nie pracuje. Traktujemy ja trochę z przymrużeniem oka twierdząc że skoro ma chore stawy i płuca, a w dodatku ma już swoje lata, to swoje już przepracowała i obecnie chodzi tylko tyle, żeby się nie zastać. 
Podczas pracy w terenie: obecnie chodzi tylko w zastępie i tylko pod lekkimi osobami, głównie dziećmi. Sprawdza się świetnie, ponieważ przyczepia się do ogona konia idącego przed nią i po prostu idzie. Niczego się nie boi, nic jej nie rusza. Nie trzeba nawet nią kierować. Ona sama doskonale wie co ma robić. Nawet w galopie można nie trzymać w ogóle wodzy i siedzieć na Sekwanie jak worek kartofli. Klacz chętnie wchodzi do wody, ale tylko to płytkiej. Jeśli woda sięga jej do brzucha lub wyżej, Sekwana od razu się ewakuuje w stronę brzegu. Chyba, że ktoś prowadzi ją na linie, wtedy można jakoś nad nią zapanować i przekonać ją żeby jednak się zamoczyła. Nie przepada jednak za pływaniem, a pławienie jej to średnia przyjemność, bo klacz wciąż ciągnie w stronę brzegu. Poza tą jedną słabością, Sekwana zrobi absolutnie wszystko czego się od niej wymaga. Co prawda nie pozwalamy jej już na szybkie galopy czy skoki, ale myślę że gdyby nie chore ścięgna, to klacz wciąż byłaby niezłym koniem na rajdy. 
W stosunku do ludzi: to koń który od człowieka nie oczekuje za dużo, ponieważ przez większą część swojego życia była dla ludzi tylko maszynką do zarabiania pieniędzy. Wszystkie cukierki oraz pieszczoty przyjmie z wdzięcznością, ale nie domaga się ich ani nigdy nie jest nachalna. Sekwana to koń niesamowicie wręcz cierpliwy. Przy czyszczeniu nie trzeba jej wcale przywiązywać, stoi bez ruchu i nawet nie odwróci głowy. Na niej często młodsze dzieci uczą się czyszczenia i siodłania, ponieważ Sekwana toleruje wszystkie błędy i nic nie jest w stanie wyprowadzić jej z równowagi. Również przy kowalu i weterynarzu zachowuje się wzorowo. Na wybiegu łatwo ją złapać, choć sama z własnej woli raczej nie podejdzie do człowieka. Jednak nigdy nie zdarzyło jej się uciekać. Wystarczy do niej podejść, założyć kantar i po sprawie. Ładnie chodzi na uwiązie i nie ma problemu z odłączeniem się od stada. Czasem tylko trochę się wlecze. Jest nieswmowicie wyrozumiała w stosunku do niepełnosprawnych osób, co czyni ją idealnym koniem do hipoterapii. Służy pacjentom zarówno jako koń do jazdy, jak i do czyszczenia, karmienia czy głaskania. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: nie ma jakiś szczególnych problemów z dogadaniem się z końmi ze swojego stada. Trzeba jednak przyznać, że jest to specyfika tych koni, ponieważ wszystkie są spokojne i żyją ze sobą w zgodzie. Sekwana jednak najbardziej lubi Arię i często można zobaczyć obie klacze pasące się obok siebie albo podszczypujące się nawzajem dla zabawy. Inne konie z Anarki traktuje ze spokojem, ale jeśli któryś zacznie być wyjątkowo natrętny to potrafi kłapnąć zębami czy kopnąć. Tak samo traktuje obce konie podczas wystaw. Są jej obojętne dopóki nie wejdą w jej przestrzeń osobistą. Inne konie nie rozpraszają jej podczas wystaw, tak samo z resztą było kiedy startowała jeszcze w zawodach skokowych - też zupełnie ignorowała otaczające ją konie. Do innych zwierząt typu psy czy koty ma niesamowite pokłady cierpliwości. Psy mogą biegać jej pod nogami, a koty spać na jej grzbiecie, Sekwana będzie niewzruszona. Inaczej sprawa się ma z dzikimi zwierzętami. Sekwana, nauczona doświadczeniem, zazwyczaj rzuca się od razu do ucieczki i stara się jak najmniej zwracać na siebie uwagę. Oczywiście nieszkodliwe zwierzęta, jak jelenie czy sarny, ignoruje. 
Na padoku: zazwyczaj po prostu stoi i je trawę, najczęściej w towarzystwie Arii. Lubi też leżeć na boku w piasku i udawać, że nie żyje. W jakiejkolwiek sytuacji się nie znajdzie, zawsze wydaje się być wyluzowana i zadowolona. Lubi się tarzać, szczególne gdy ma mokrą sierść. Prawie zawsze zaraz po puszczeniu jej luzem na padoku Sekwana kładzie się i zaczyna tarzać. Łatwo ją złapać, ponieważ nie ucieka. Sama jednak nigdy nie podejdzie do człowieka z własnej woli. Bez problemu można ją też odłączyć od stada. Sekwana ładnie chodzi na uwiązie, nie wyrywa się ani nie ociąga. Schyla tylko łeb do absolutnie każdej kępki trawy i trzeba bardzo uważać, żeby nie zostać nagle pociągniętym w dół. Wystarczy jednak raz pokazać jej dobitnie, że tak się nie robi i klacz uspokaja się. Idąc na padok po jeździe nie stresuje się, czeka grzecznie aż człowiek ją wprowadzi, przymknie bramę i zdejmie kantar. Wtedy rusza wolniutkim kłusem i biegnie szukać stada. Nie musi chodzić w kantarze, ponieważ nie ma problemów ze złapaniem jej, a miała też epizody w swoim życiu kiedy zahaczyła kantarem o drzewo i prawie się udusiła. Na szczęście kantar puścił i się zerwał. 



Za zawodach: Sekwana startowała kiedyś w skokach mini LL, ale obecnie jest na sportowej emeryturze i tylko czasami startuje w wystawach. W transporcie jest absolutnie bezproblemowa. Wchodzi do przyczepy jak profesjonalista i nie robi jej różnicy czy jedzie sama czy z innym koniem. Nie zwraca też uwagi na to z jakim koniem jedzie. Podczas transportu stoi spokojnie i nawet długie trasy czy jazda po wybojach jakoś szczególnie jej nie przeszkadzają. W nowym miejscu jest trochę ożywiona, ale nigdy nie zdarza jej się wyrywać czy odskakiwać na widok nowych przedmiotów czy koni. Postawiona w boksie zachowuje się jakby nigdzie indziej w życiu nie stała, mimo że nasze hucuły ogólnie trochę panikują gdy zamknie je się w stajni. Na rozprężalni Sekwana zachowuje spokój. Nie płoszy się ani za bardzo się nie podnieca obecnością obcych koni czy ludzi. 

  • wystawy: jest bardzo grzeczna, w ogóle się nie płoszy ani nie rozprasza. Czasem tylko nie chce jej się biegać, ale wystarczy machnąć batem w kierunku jej zadu i Sekwana rusza. Nie trzeba jej nawet tym batem dotykać. Lubi stać w miejscu, kiedy sędziowie są oglądają. Porusza się mało dynamicznie, ale za do równo i elegancko. Zastyga wtedy w idealnej pozie i stoi bez ruchu tak długo aż ostatni z sędziów nie skończy jej oglądać. Nie robią na niej wrażenia krzyki publiczności, muzyka czy aparaty z fleszami, Sekwana idzie grzecznie obok prezentera i mimo że w kłusie trzeba ją czasem trochę ciągnąć, to ogólnie zazwyczaj dostosowuje się do tempa prezentera. Ma bardzo ładną budowę, tak typową dla koni huculskich, więc często dostaje na wystawach wysokie noty. Niestety jakoś nie za bardzo umie zaprezentować się w kłusie, prawdopodobnie właśnie przez to swoje lenistwo. Mimo to zazwyczaj sędziowie dobrze ją oceniają. 


Chody: Sekwana zdecydowanie należy do koni mniej żywiołowych, szczególnie teraz gdy wszystkie stare kontuzje dają o sobie znać. Wciąż jednak, gdy chce umie szybko galopować, czy kłusować. Zazwyczaj jednak jej się nie chce. Mimo braku prędkości jej chody są bardzo wygodne, przez co jest idealnym koniem do szlifowania kłusa ćwiczebnego, czy jazdy na oklep. Porusza się rytmicznie i równo mimo zwyrodnień stawów. 
Zdrowie: niestety dawne kontuzje dają o sobie znać i obecnie Sekwana ma dość poważne problemy ze stawami. Robimy jej okłady, dajemy specjalną paszę i zapewniany optymalną ilość ruchu, jednak mimo to czasem po prostu trzeba dać jej spokój widząc że kiepsko się czuje. Dodatkowo klacz ma zdiagnozowane RAO, które dzięki bezstajennemu wychowowi prawie zupełnie ustąpiło. 
Kondycja: nie oszukujmy się, nie jest to koń z dobrą kondycją. Pracuje tylko tyle ile musi, żeby stawy pracowały i zazwyczaj chodzi na lonży pod początkującymi lub na lekkie tereny. Jednak jak na taki stan zdrowia jej kondycja na prawdę nie jest najgorsza. Od czasu do czasu można zobaczyć Sekwanę brykającą na pastwisku lub galopującą z resztą stada. Bardzo dobitnie pokazuje kiedy jest zmęczona i wtedy trzeba jej po prostu dać spokój. 

Imię: Sekwana to rzeka we Francji. Geneza tego imienia jest nam nieznana, ale pasuje do klaczy, łatwo je zapamiętać i jest proste do wymówienia. Mówimy na nią po prostu Sekwana, nie wymyśliliśmy żadnego skrótu lub ksywki. Czasem tylko pieszczotliwie nazywamy ją Babcią, choć wcale nie jest najstarszym koniem w naszej stajni. 
Hodowla: jest matką kilku klaczy z których obecnie tylko jedna jest czynna. Stojąca w Anarkii Samotna startuje z powodzeniem w powożeniu parokonnym. Pozostałe trzy klacze kiedyś startowały w skokach, ścieżce huculskiej czy crossie, ale obecnie słuch po nich zaginął. Sekwana zazwyczaj przekazuje potomstwu dobry charakter i talent do skoków. Często też jej potomstwo jest gniade lub skarogniade. 
Budowa: jest bardzo ładne zbudowana, zgodnie ze wzorem konia huculskiego. Ma mocną budowę, krótki grzbiet, mocną szyję i silne nogi. Ma stosunkowo małą głowę, ale dorabia gęstą grzywą i ogonem. Jej kopyta są mocne i nawet w najgorsze upały nie trzeba jej wspomagać różnego rodzaju smarami. 


    Rodowód:
    SEKWANA
    (hc, 1998)
    JEN
    (hc, nvrt)
    DEKRET
    (hc, nvrt)
    NARCYZ (hc, nvrt)
    DUSIA (hc, nvrt)
    JAŚMINA
    (hc, nvrt)
    FOKS II (hc, nvrt)
    JAŁTA (hc, nvrt)
    SEKWOJA
    (hc, nvrt)
    PIORUN
    (hc, nvrt)
    DEMON (hc, nvrt)
    PISTACJA (hc, nvrt)
    SASANKA
    (hc, nvrt)
    ROBIN (hc, nvrt)
    SMYTNA (hc, nvrt)