czwartek, 23 lipca 2015

Trening Sohama (4), Zatanny (5), My Rugged Destiny'ego (7), Garibaldi'ego (5)

Konie: Soham, Zatanna, My Rugged Destiny, Garibaldi
Jeźdźcy: Antek, Łukasz, Magda, Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce treningu: tereny wokół Anarkii
Czas: półtorej godziny

O godzinie 8.00 miałam prowadzić jazdę. W ostatnim momencie jednak klienci zadzwonili do mnie, że muszą odwołać zajęcia, więc zostałam z dwoma końmi w trakcie czyszczenia. Tak się złożyło, że w tym momencie pod stajnię zajechał Łukasz. Zapytałam go czy chciałby pojechać w teren. Szybko ustaliliśmy że weźmie Zatannę, ponieważ nagle obok nas pojawili się Antek z Magdą, którzy postanowili wziąć Sohama i Ruggeda. Mi został przydzielony Garibaldi. 
Poszliśmy z Łukaszem po nasze konie i już po chwili wszyscy czworo czyściliśmy i siodłaliśmy nasze konie. Powoli zaczynało się już robić gorąco, ale nie był to dla nas specjalny problem. 
Po chwili siedzieliśmy już na grzbietach naszych wierzchowców i jechaliśmy w las. Pierwszy jechał Łukasz na Zatannie, potem Magda na Ruggedzie, ja na Garibaldim i na końcu Antek na Sohamie. Podczas drogi przez las wszystkie konie były w miarę spokojne, choć Garib i Soham były strasznie pobudzone. Na łące ruszyliśmy kłusem i zaczęła się jazda. O ile Zatanna i Rugged zachowywały spokój to Garib z Sohamem w ogóle nie mogły ogarnąć na czym polega jazda w zastępie. Soham galopował w miejscu i próbował wyprzedzać Garibaldi'ego, a ten z kolei powiesił mi się na wodzach i wjeżdżał ciągle w zad Rugga. O ile na łące mogliśmy jeszcze jeździć na kołach, to kiedy wjechaliśmy w las nie było już takiej możliwości. Widziałam, że z przodu Łukasz z Zatanną robią co mogą, żeby jechać choć trochę szybciej, ale niestety to nie wystarczało szalonemu ziemniakowi i jego koledze z dziwnymi uszami. 
Po jakimś czasie na szczęście Garib uspokoił się, ponieważ z całej czwórki miał chyba najsłabszą kondycję. Soham jednak nie dawał za wygraną. 
W końcu przyszedł czas na galop. Wjechaliśmy na dużą łąkę i daliśmy czadu. Oczywiście zaczęliśmy galopować w zastępie, a skończyło się na tym, że konie uznały to za wyścig. Najszybszy okazał się Soham, którego pod koniec Antek ledwo dał radę wyhamować. Garib okazał się najwolniejszy, co mnie jakoś szczególnie nie dziwiło. Soham potrzebował więcej galopu, więc zostaliśmy na łące, a Antek i wałach marwari galopowali w tę i z powrotem po łące. Przegalopowali ją łącznie pięć razy i dopiero wtedy Soham zaczął trochę odpuszczać. Zjechaliśmy więc z łąki do lasu i przez chwilę jechaliśmy stępem, ponieważ na ścieżce było mnóstwo wystających korzeni. Po jakimś czasie jednak ruszyliśmy kłusem. Garib przestał mi się wieszać na rękach i szedł całkiem ładnie. Rugged chyba z kolei poczuł się zbyt pewnie, bo zdarzało mu się próbować kopnąć Gariba. Soham też wydawał się zadowolony że udało mu się tyle pogalopować. 
Dojechaliśmy do długiej, leśnej ścieżki, więc zagalopowaliśmy na niej. Tym razem żaden koń nie wyprzedził, galopowały równo i spokojnie. Nawet Soham. W końcu przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa. Byliśmy już całkiem blisko naszej łąki, więc wjechaliśmy na nią i przejechaliśmy ją kłusem. Garib znów zaczął ciągnąć, prawdopodobnie dlatego, że chciał się już znaleźć w stajni. Na leśnej ścieżce przeszliśmy do stępa i dojechaliśmy do stajni. Tam rozsiodłaliśmy konie, umyliśmy im nogi pod wodą, wyczyściliśmy kopyta i wypuściliśmy konie na wybieg. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz