niedziela, 28 czerwca 2015

=== III Towarzyskie Zawody w Pony Games ===

ZGŁOSZENIA STOP !!!
(mam już opisaną połowę przejazdów, ale proszę o cierpliwość.)

Tak na prawdę to świętujemy fakt że FROLLO dociągnął do 200 osiągnięć. Mistrz :)




Regulamin: 

  • jedna stajnia może zgłosić nieograniczoną liczbę koni, ale jeden jeździec może dosiadać maksymalnie 2 koni. 
  • na razie nie m żadnego podziału na klasy, ale jeśli zgłosi się bardzo dużo koni to nie wykluczam wprowadzenia jakiegoś podziału
  • miejsca na liście startowej są nieograniczone, ale w pewnym momencie napiszę czerwonymi literami "STOP" na górze postu. 
  • jakie konie są najlepsze? Konie chodzące trail, ścieżkę huculską, cross... Powinny być szybkie, zwrotne, dobrze reagujące na pomoce oraz takie którym nie przeszkadza jeśli jedzie się na nich bokiem itd. No, wymyślcie coś. 
  • wszystko będzie ładnie opisane. Tak, postaram się żeby zajęło to krócej niż rajd rocznicowy
  • proszę wkleić banner! Można go oczywiście zmniejszyć, albo w ogóle go nie wklejać, tylko napisać że startujecie. 
  • poproszę też o podanie w formularzu przy imieniu jeźdźca jakiegoś jego opisu. 
  • mimo tego że to są PONY games to oczywiście konie też mogą startować. 
  • kilka koni z Anarkii będzie startowało, ale spokojnie, będą startowały poza konkursem. Jestem przeciwniczką startów moich koni w moich zawodach :)
  • proszę, sprawdźcie listę koni na sprzedaż!!! Może akurat któryś z tych koni Was zainteresuje. 
  • (dopisek) kolejność startów będzie inna niż na liście startowej

Formularz: 
  • ksywa: 
  • adres stajni: 
  • kontakt: 
  • imię konia: 
  • płeć: 
  • jeździec: 
  • URL boksu: 

Lista startowa (29 + 4)

sobota, 27 czerwca 2015

(boks) og. Norton (muł)

ogier *NORTON+
(muł, kasztanowaty)
od NN (nvrt) po NN (nvrt)
trail
urodzony ok. 2008, w Virtualu od 28.04.2015
hodowli nvrt, własności WHK Anarkia
koń sportowy, rekreacyjny, roboczy



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     SPRZĘT


Odznaczony Brązowym Orderem Zasługi w trailu



Historia: Norton urodził się w nieznanych okolicznościach i w nieznanym miejscu. Kawałek jego historii który znany zaczyna się gdy Podkowa wypatrzyła go na aukcji koni westernowych. Kasztanowaty muł został zaprezentowany na przeszkodach trailowych i od razu podbił serce dziewczyny która postanowiła go kupić, podszkolić i wystawić jako jedną z wygranych na loterii w WHK Arisha. Numerek ten wykupiły Ann i Agness z WSK Estrella, które następnie zabrały Nortona do swojej stajni użytkując muła jako konia pomocniczego do zajeżdżania młodych koni. Pod koniec czerwca 2015 roku postanowiły jednak wystawić go na sprzedaż. Od razu zauważyła to Esmeralda która jest fanką wszystkich dziwnych zwierząt. Szybko złożyła formularz o kupno Nortona, nie martwiąc się o to co powie jej wspólnik. Następnego dnia dostała odpowiedź że może zabierać muła. Od razu po niego pojechała. 
Rodowód: rodzice Nortona są nieznani, jednak możemy przypuszczać, że jedno z nich było jakimś koniem amerykańskim (quarter horse, paint horse...). Drugie na pewno było osłem. 

Podczas pracy na ujeżdżalni: Norton to zwierzak absolutnie bezkonfliktowy, z tym że często ma własne zdanie na różne tematy. Jest świetnym zwierzakiem do nauki jazdy, gdyż nie da się sterroryzować i zareaguje tylko gdy jeździec da mu poprawne sygnały. Jest wierzchowcem dość do przodu, dobrze reaguje na poprawne sygnały i nie przeszkadza mu gdy musi więcej popracować, poskakać czy nieść na swoim grzbiecie osobę trochę cięższą. Do wszystkich powierzonych mu zadań podchodzi z entuzjazmem, lubi wyzwania dlatego jest idealnym koniem do trailu. Im dziwniejsza przeszkoda tym lepiej, a jeśli trzeba ją dodatkowo pokonać galopem to w ogóle jest super zabawa. W ogóle jest niesamowity, ponieważ praktycznie nigdy sam nie zmienia chodu ani nie próbuje kombinować gdy czegoś się od niego wymaga. Nie odmawia skoku, nie płoszy się byle czego ani nie bryka. Bez problemu też chodzi w zastępie, zarówno jako czołowy jak i za drugim koniem. Umie też ładne chodzić na lonży i dobrze reaguje na głos. Nie lubi tylko kiedy używa się na nim bata, potrafi wtedy oddać zadem. 
Podczas pracy w terenie: jest niesamowicie opanowany, w przeciwieństwie do koni nie płoszy się byle czego. Jest tak godny zaufania jak te najspokojniejsze z naszych hucułów, a przy tym potrafi rozpędzić się galopem czy skakać przez przeszkody terenowe. Sprawdza się zarówno jako czołowy jak i jako koń do zastępu. Nie przeszkadza mu też gdy idzie w teren samotnie. Wchodzi absolutnie wszędzie gdzie się da, a nawet tam gdzie innym koniom nie wpadłoby do głowy wchodzić. Oczywiście wszystko to pod kontrolą jeźdźca. Gdy trzeba, potrafi być bardzo szybki i wyprzedzać w galopie inne konie, a innym razem galopuje sobie spokojnie w ogonie drugiego konia pod jakimś początkującym jeźdźcem. Nic nie robi na nim wrażenia, Norton podjeżdża pod góry, zjeżdża z nich przysiadając na zadzie, skacze przez rowy z wodą, biega po korzeniach... A gdy trzeba, potrafi stępować przez kilka godzin podczas rajdów. Nie potyka się ani nie wymija kałuż czy korzeni. Można mu stuprocentowo zaufać, nawet w najtrudniejszej sytuacji. Nie ma strachu, że ogier spanikuje czy nagle zatrzyma się i odmówi posłuszeństwa. 
W stosunku do ludzi: jest powściągliwy w uczuciach, choć też nigdy nie pokazuje że coś mu przeszkadza. Jest wyjątkowo cierpliwy podczas czyszczenia i siodłania, dlatego właśnie to na nim uczymy początkujących jeźdźców czyszczenia i siodłania koni. Norton daje się dotykać we wszystkie części ciała, podaje bez problemu wszystkie nogi, daje sobie zapiąć popręg czy założyć wędzidło do pyska. Z wielką cierpliwością znosi również tabuny dzieci podczas zawodów zdziwionych co to za nieznane im zwierzę. Wozi te rozbrykane i krzyczące dzieci na swoim grzbiecie i nie protestuje. Dlatego właśnie jest też wierzchowcem do hipoterapii. Na wybiegu daje się bez większych problemów złapać, choć sam nigdy nie podchodzi do człowieka. Czasem tylko gdy ma zły dzień zdarza mu się uciekać na wybiegu stępem. Wtedy zazwyczaj dajemy mu spokój bo oznacza to, że jest zmęczony i nie chce iść do pracy. Wszystkich ludzi traktuje tak samo, nie ważne czy są to pracownicy stajni, krzyczące dzieci, czy kompletnie obcy mu ludzie na zawodach. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: nie szuka zwady z innymi końmi, ale gdy trzeba potrafi się bronić kopaniem lub gryzieniem. Raczej utrzymuje dobre kontakty ze swoim stadem, choć zazwyczaj trzyma się na uboczu nie wchodząc w interakcje z innymi końmi. Obce konie zupełnie ignoruje, nawet nie patrzy na nie tylko robi to co do niego należy. Norton nie boi się dzikich zwierząt spotykanych w terenie ani tych gospodarskich które przechodzą czasem obok jego pastwiska. Czasem tylko inne konie patrzą ze zdziwieniem na niego i nie mogą zrozumieć czy to taki dziwny koń, czy jakieś inne zwierzę. Na szczęście nasze stadko już się do Nortona przyzwyczaiło i nie reaguje na jego obecność. Inne zwierzęta Norton traktuje z niesamowitą cierpliwością. Pozwala im wchodzić do swojego boksu, czy biegać obok siebie na wybiegu. Nie lubi tylko kiedy kot siedzi mu na plecach, ale pokazuje to tylko poprzez zgrzytanie zębami. 
W stajni: to jedyny z naszych koni który zachowuje zupełny spokój przy karmieniu. Podczas gdy inne konie rżą, kopią w ściany czy zaczepiają swoich sąsiadów, Norton zachowuje spokój i tylko wygląda ponad drzwiami swojego boksu, cierpliwie czekając na swoją kolej. Nie przeszkadza mu nawet kiedy dostanie owies jako ostatni. Można go czyścić i siodłać zarówno w boksie jak i na korytarzu stajni. Nie rusza go fakt, że jest jedynym koniem w stajni, nigdy nie rży ani nie domaga się wypuszczenia na zewnątrz. Spokojnie stoi i je siano lub wygląda przez okno na podwórze. Nie przeszkadza mu hałas w stajni, gdy przez korytarz biegają dzieci, psy, gdy przyjedzie samochód z sianem. Można też bez problemu ścielić mu w boksie gdy Norton jest w środku. Nie boi się wideł ani nie przeszkadza mu zapach brudnej ściółki gdy wybiera mu się obornik. Z resztą w boksie zawsze załatwia się tylko w jednym kącie, więc sprzątanie mu jest bardzo łatwe i przyjemne. Norton nie ma w zwyczaju zaczepiania koni przechodzących przez korytarz. Często jednak daje się wplątać w zabawy gdy jakiś koń zaczepia jego. 
Na padoku: zazwyczaj po prostu się pasie. Rzadko zdarza mu się tarzać, czy leżeć. Lubi za to stać w strumieniu, tylko tak żeby zamoczyć pęciny. Bardzo rzadko biega czy bryka z własnej woli, tylko kiedy człowiek go pogoni. Ogólnie woli wszystko robić spokojnie i powoli. Daje się bez problemu złapać i założyć sobie kantar na łeb, ale sam nigdy do człowieka nie podejdzie. Odłączenie go od stada zawsze przebiega bezkonfliktowo, Norton daje się ładnie prowadzić na uwiązie, a czasem nawet uwiąz jest niepotrzebny, wystarczy złapać muła za grzywę. Norton jest znany z tego, że nawet jeśli zabraknie trawy czy siana, on zawsze znajdzie sobie coś do jedzenia. A to jakiś krzak, a to liście, korzonki... Umie też przejść przez pastuch elektryczny, a drewniany płot też nie jest dla niego przeszkodą. Jeśli ucieknie, po prostu pasie się gdzieś blisko padoku, nigdy nie odchodzi daleko. Nigdy też nie dokonał żadnej spektakularnej destrukcji, więc przymykamy oko na jego wybryki. Zawsze wygląda tak śmiesznie pasąc się w wysokiej trawie podczas gdy inne konie stoją po drugiej stronie ogrodzenia i nie mogą pojąć co się właśnie stało. 

Na zawodach: Norton to oaza spokoju, której nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi. Świetnie znosi podróże przyczepą, nawet długie i wyczerpujące. W nowym miejscu jest wyluzowany i nie boi się absolutnie niczego. Nie przeszkadza mu też gdy w boksie obok niego stoi jakiś nieznany mu koń. Zazwyczaj jednak stawiamy Nortona obok naszych koni, szczególnie tych które zachowują się nerwowo, ponieważ opanowanie i spokój muła dobrze na nie wpływa. Na rozprężalni też zachowuje spokój, choć czasem denerwuje się gdy jakiś koń wjedzie w niego lub zajedzie mu drogę. Wtedy czasem zdarza mu się próbować ugryźć, gdy zostanie doprowadzony do skraju wytrzymałości. Podczas dekoracji zachowuje spokój, nie ruszają go ani fotografowie robiący zdjęcia z fleszem, ani oklaski ani krzyki. Ze spokojem daje się pogłaskać, przypiąć sobie flo do ogłowia, czy poklepać po szyi. Na rundzie honorowej potrafi galopować spokojnie i powoli, ale potrafi też pędzić. Wszystko zależy od tego o co poprosi go jeździec. 

  • trail: Norton wchodzi wszędzie. Nie robią na nim wrażenia przeszkody dziwne, trudne, skomplikowane, kolorowe czy po prostu niespotykane. Pokona każdą z nich z niebywałym spokojem i opanowaniem. Bardzo płynnie zmienia chody, potrafi momentalnie zatrzymać się z szybkiego galopu, czy ruszyć ze stój. Figury wykonuje dokładnie i zazwyczaj poprawnie, ale oczywiście są elementy które sprawiają mu więcej kłopotów niż pozostałe. Na przykład często zdarza mu się pukać kopytami w drągi w galopie, czy nieprawidłowo wykonać obrót. Mimo to bardzo szybko się uczy, a do wszystkich przeszkód pochodzi z entuzjazmem i zaangażowaniem. Jest ambitny, więc zawsze stara się każdą, szczególnie nową przeszkodę pokonać jak najlepiej. Jest bardzo skupiony na jeźdźcu, szczególnie gdy ten musi mułowi pokazać jak pokonać daną przeszkodę. Te już mu znane zazwyczaj pokonuje z automatu, więc trzeba uważać, jeśli chce się pokonać przeszkodę w jakiś zmodyfikowany sposób. Podczas przejazdu nie przeszkadza mu ani publiczność, ani muzyka, ani głos komentatora. On wjeżdża na arenę, robi co do niego należy i zjeżdża. 

Chody: bardzo wygodne, choć czasem wydają się trochę sztywne, szczególnie kiedy każe się Nortonowi iść wolniej niż on naturalnie chodzi. Mimo to bardzo przyjemnie się na nim jeździ zarówno w pełnym siadzie jak i na oklep. Umie osiągać niezłe prędkości w galopie i ma taką cechę, że bardzo szybko umie zmieniać tempo chodów. Tak samo przejścia z jednego chodu do drugiego, odbywają się bardzo szybko i płynnie. Może i Norton nie ma wysokiej akcji nóg, czy bardzo wydajnych chodów, ale mimo to porusza się płynnie i całkiem szybko. 
Zdrowie: nigdy nie chorował. Nawet w najcięższe zimy spędza całe dnie na padoku bez derki. Nigdy też nie był kontuzjowany, nawet jeśli dużo chodzi po kamieniach czy asfalcie. Zdarza mu się też uderzyć nogą w drąg podczas treningów i nigdy przez to nie miał uszkodzonych ścięgien czy kopyt. Pracuje dużo, a mimo to nigdy nie narzekał na ból kręgosłupa, nóg czy mięśni. Jest to zwierzak niezniszczalny. 
Kondycja: pracuje na prawdę dużo i nigdy nie narzeka, że jest zmęczony. Nie ma może tak dobrej kondycji jak rajdowcy czy wyścigowcy, ale mimo to i tak jest bardzo dobra. Czasem chodzi na rajdy jako koń juczny i nigdy nie narzekał, że jest zmęczony, mimo dużego obciążenia, długiego dystansu i trudnego terenu. Całkiem długo umie też galopować i choć oczywiście nie może się równać z końmi sportowymi, to i tak jego kondycja jest godna pozazdroszczenia. 

Imię: Norton to po prostu męskie imię. W ten sposób nazwał go jego hodowca i ciężko powiedzieć dlaczego nazwał go tak a nie inaczej. W stajni zazwyczaj mówimy na niego po prostu Norton lub Nortek. Imię to jest na tyle krótkie, że nie trzeba go skracać. Dodatkowo jest łatwe do zapamiętania. 
Hodowla: Norton jako muł siłą rzeczy nie może się rozmnażać. 
Budowa: mimo że na początku jego wygląd może wydawać się śmieszny, to przy bliższym poznaniu okazuje się, że dzięki tej budowie Norton jest w stanie poradzić sobie w ekstremalnych sytuacjach lepiej niż spora większość koni. Najbardziej w oczy rzucają się jego nieproporcjonalnie długie uszy. 



Rodowód:

NORTON
(muł, ?)
NN
(NN, nvrt)
NN
(NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN
(NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN
(NN, nvrt)
NN
(NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN
(NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)
NN (NN, nvrt)


Na łamach gazet: 

Osiągnięcia ogiera NORTON

Liczba osiągnięć: 72
Liczba gwiazdek: 1




Osiągnięcia w trailu (64)





Inne osiągnięcia sportowe (7)

czwartek, 25 czerwca 2015

Trening Epilosa (3)

Koń: Epilos
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: trening ogólny (praca nad posłuszeństwem i ruchem na przód)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina

Ponieważ Epilos ostatnio zachowywał się karygodnie odmawiając kompletnie ruchu do przodu, postanowiłam na niego wsiąść. Sprowadziłam go z wybiegu, szybko wyczyściłam, osiodłałam i wsiadłam na jego grzbiet. I tu właśnie zaczęły się schody. Przyłożyłam łydkę, a Epilos stał. Przyłożyłam mocniej łydkę, a Epilos stał. Kopnęłam dość mocno, Epilos tylko machnął ogonem. Kopnęłam z całej siły, dalej nic. 
- Antek! - Wrzasnęłam do kolegi który akurat siedział siodlarni. Chłopak po chwili ukazał się w drzwiach patrząc na mnie z pytającą miną. Po chwili jednak zauważył na którym koniu siedzę, klepnął się w czoło i zniknął ponownie w drzwiach siodlarni. Wyszedł jednak zaraz stamtąd niosąc bat ujeżdżeniowy. 
- Może pójdę z tobą i dam ci kilka wskazówek z ziemi. 
- Chcesz powiedzieć "pójdę z tobą i będę iść za Epilosem z batem do lonżowania"? Nie, to nie jest dobry pomysł. Chcę żeby on sam pomyślał i poszedł do przodu bez konia przewodnika. Ale możesz iść z nami. 
Chłopak wziął butelkę wody (nie wiem czy dla siebie czy dla mnie) i ruszyliśmy w dół na ujeżdżalnię. Epilos jakoś chętniej szedł gdy Antek szedł przed nim. Postanowiłam jednak olać sprawę i skupić się na tym dopiero na placu. 
Gdy dojechałam Antek otworzył nam bramę i zamknął ją za nami. Wjechałam na plac i Epilos stanął. Westchnęłam i spróbowałam jeszcze raz ruszyć go zaczynając od lekkich sygnałów a kończąc na przygrzmoceniu mu dość mocno batem. Wałach ruszył bardzo powoli. W tym momencie przestałam dawać mu jakiekolwiek sygnały, ale gdy chciał się zatrzymać i tracił tempo, dawała mu sygnały łydkami. Początkowo były bardzo mocne, potem mogłam już używać lżejszych. Oczywiście lżejszych w skali Epilosa. 
- Myślę że jedyne na czym się dziś skup to to żeby w ogóle szedł do przodu. Nie skupiaj się na ustawieniu głowy, zadu ani niczego innego. Po prostu niech idzie do przodu takim chodem i tempem jakiego od niego wymagasz. 
Przytaknęłam. Miało to sens. Postanowiłam też zupełnie odpuścić kontakt na wodzach, mimo że jechałam na bezwędzidłówce. Nie chciałam hamować wałacha w żaden sposób. 
Po jakiś 15 minutach Epilos szedł dość żwawym stępem (ponownie, żwawym w jego skali) przed siebie. Mogłam nawet robić wolty, koła, slalomy i inne cuda. 
- Dobra, teraz go zatrzymaj. Staraj się to zrobić jak najbardziej od dosiadu. Jak się zatrzyma odpuść wszystko, postój chwilę i spróbuj ruszyć. 
Zatrzymałam Epilosa na drugim śladzie. Policzyłam w myślach do pięciu i spróbowalam ruszyć. Wciąż musiałam do tego używać bata, jednak teraz wystarczyło już lekkie dotknięcie jego za łydką. 
- Dobrze, jest dużo lepiej, wydaje się być bardziej rozluźniony, czujesz? Zrób taką serię zatrzymać i ruszania. 
Tak zrobiłam. Początkowo do ruszenia musiałam używać bardzo mocnych sygnałów, łącznie z batem, jednak po którymś-nastym powtórzeniem starczała sama łydka i to dość łagodna. 
- Jak poczujesz że ruszył od takiego sygnału od jakiego chciałaś to daj mu chwilę spokoju. 
Faktycznie, po chwili Epilos ruszył od bardzo lekkiej łydki, więc pogłaskałam go, dałam mu luźną wodzę i pozwoliłam przedreptać pół okrążenia bez żadnych wymagań. Poczułam że wałach się rozluźnia, nawet zaczął parskać. 
- Czy próbujesz kłusować?
- Nie jestem pewna czy nie będzie lepiej zostawić go z tym co osiągnął. Ale z drugiej strony przydałoby mu się pobiegać. 
- Dobra, to zróbcie jeszcze kłus. Galop możemy na dziś odpuścić, ale kłus myślę że spokojnie jeszcze dziś załatwimy. 
Zebrałam więc lekko wodze i dałam wałachowi sygnał do zakłusowania. Epilos przyspieszył stęp, ale nic poza tym. 
- Rozluźnij biodra, staraj się iść za jego ruchem. Możesz zakłusować z takiego brzydkiego stępa, tym zajmiemy się potem. 
Skorzystałam z rady. Co prawda niewiele to dało, ale z pomocą bata w końcu udało mi się zakłusować. Epilos szedł rozwalony włócząc nogami i nie mając kompletnie energii. Antek stwierdził że to nic. 
Cudem jakimś udało mi się przyspieszyć kłus. Nadal utrzymanie tego chodu zabierało mi mnóstwo energii, ale postanowiłam poświęcić swoje mięśnie i kręgosłup. 
- Dobra, jak czujesz że idzie z impulsem to próbuj wolty, slalomy i co tam jeszcze wymyślisz. Jak tylko czujesz że zwalnia to reaguj, ale jeśli idzie dobrze to nie działaj łydkami popędzająco. 
Epilos dalej szedł jakby nie chciał i nie mógł, ale powoli, bardzo powoli zaczynał się rozluźniać. 
- Czy to widać z ziemi że on zaczyna się lekko opierać na ogłowiu? 
- Jak o tym wspomniałaś to minimalnie tak. Ale ważne żebyś ty to czuła. 
Zrobiłam dużą woltę. Epilos oparł się na ogłowiu i parsknął. Chyba odzyskiwał wiarę w siebie gdy nie było innych koni pod które mógłby się podczepić. 
- Dobra Esme, teraz to samo co w stępie czyli zmiany chodu. Na spokojnie, ze stępa do kłusa. Zakłusowaniami ze stój zajmiemy się innym razem. 
Ponownie pierwsze zakłusowania szły bardzo topornie. Ale po kilku (nie kilkunastu!) powtórzeniach było już całkiem nieźle. Epilos reagował na dość lekkie sygnały. Po bardzo udanym zakłusowaniu przejechaliśmy kilka kroków po czym przeszliśmy do stępa i dałam wałachowi luźną wodzę. 
- To było bardzo udane, myślę że możemy na tym zakończyć. - krzyknęłam do Antka. 
- Dobra, nie ma też sensu za dużo od niego wymagać. Powoli, małymi kroczkami. Ale trochę mnie przeraża fakt że jego zawsze dostają ci najgorzej jeżdżący. 
- Bo do zastępu jest super! Na lonżę też jest ekstra. Tylko jako czołowy to osioł. Ale zobaczysz, jeszcze będzie z niego koń! 
Pogłaskałam Epilosa po szyi i po kilku minutach stępa podjechałam do bramki. Antek otworzył ją i ruszyliśmy w stronę padoku. Epilos szedł dużo szybciej w stronę domu. Zatrzymałam wałacha, zsiadłam i ściągnęłam mu siodło. Dokładnie obejrzałam kopyta konia, po czym ściągnęłam mu ogłowie i wypuściłam na wybieg. Zamknęłam bramę i dołączyłam do Antka który powoli szedł już w stronę stajni niosąc siodło. 

piątek, 19 czerwca 2015

Trening Cash The Checka (2) i Cherokee (6)

Konie: Cash The Check , Cherokee
Jeźdźcy: Antek, Esmeralda
Dyscyplina: skoki (P)
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina

Cherokee nie był moim koniem do objeżdżania, jednak kiedy okazało się, że biedny Antek powinien dziś wsiąść na dwa konie i poprowadzić dużo zajęć hipoterapii, zrobiło mi się go żal i zaproponowałam że wezmę jednego. Mogłam wybrać, więc postanowiłam wziąć Cherokee'a, który pomimo tego że skacze wyżej ode mnie to jest zdecydowanie spokojniejszy. 
Wyczyściliśmy dokładnie nasze wierzchowce i osiodłaliśmy je. Założyłam Cherokee'owi siodło wszechstronne podczas gdy Antek wziął naszą jedyną skokówkę. Wsiedliśmy na nasze rumaki i ruszyliśmy w dół na ujeżdżalnię. Antek na Cashu jechał pierwszy. Holsztyn dumne szedł przed siebie rozglądając się na boki i parskając. Z kolei Cherokee szedł na kompletnym luzie z nosem przy ziemi. 
Dojechaliśmy na plac, zamknęliśmy bramkę i każde z nas przeprowadziło rozgrzewkę. Na Cherokee'u siedziałam ostatnio tuż przed podjęciem decyzji o jego kupnie, więc postanowiłam poświęcić chwilę na zapoznanie się z wałachem. W stępie szedł żwawo, ale pozostawał skupiony na mnie. Ustawiłam mu głowę i zad i po kilkunastu minutach stępa na obie strony ruszyłam kłusem. Wałach bardzo ładnie się podporządkował, oparł na wędzidle i podstawił zad. Trzymałam wodze na lekkim kontakcie i trzymałam wałacha w łydkach żeby szedł żwawo. Przećwiczyłam z nim zatrzymania i zakłusowania ze stój oraz koła. Przeszłam na chwilę do stępa i przyglądałam się Cashowi i Antkowi. Holsztyn miał jak zwykle bardzo dużo energii, więc jego jeździec dużo jeździł w kłusie wyciągniętym. Cashowi się to chyba podobało, bo po jakimś czasie odpuścił i podporządkował się. 
Zagalopowałam na Cherokee'u i przejechałam kilka kół w obie strony ćwicząc z nim wolty i przejścia. Antek z Cashem zrobili to samo i gdy uznaliśmy że konie są rozgrzane w trzech chodach zaczęliśmy skoki. 
Na początku stacjonata o wysokości 50 cm. która dla żadnego z naszych koni nie była problemem, ale od czegoś trzeba było zacząć. Następnie kolejna stacjonata, ale wyższa o 10 cm. Cash skoczył bez problemu, z kolei Cherokee nie dogadał się ze mną i odbił się zdecydowanie za daleko, przez co zrzucił górny drąg. Zsiadłam z wałacha, poprawiłam przeszkodę, wsiadłam i spróbowałam jeszcze raz. Tym razem skoczył na czysto bez problemu. Potem skakaliśmy w różnych kombinacjach przeszkody o wysokości 90 cm. Po jakimś czasie całkiem nieźle zgrałam się z Cherokee'm i nie popełniliśmy już więcej błędu ze źle odmierzoną odległością. Przeszkody 100, 110 i 120 cm. były już dla mnie dość wysokie, ale na szczęście Cherokee w większości przypadków nas ratował. Bardzo dobrze mi się na nim skakało, a kiedy jeszcze Antek czasem krzyknął do nas kilka wskazówek to już w ogóle było super. 
O ile Cherokee czasem miewał problemy, to Cash szedł po prostu na przeszkody jak burza i skakał je w ten sposób jakby miały przynajmniej 10 cm. więcej niż w rzeczywistości. Dosłownie nad nimi latał, a na dłuższych odcinkach galopu rozwijał niezłe prędkości, na zakrętach prawie się kładł, a po każdym skoku radośnie brykał. Wyglądało to strasznie śmiesznie, szczególnie że momentami Antek łapał się grzywy wałacha. 
Trening zakończyliśmy na przeskoczeniu stacjonaty o wysokości 120 cm. i postanowiliśmy rozkłusować konie na luźnej wodzy. Nawet Cash wydawał się zmęczony bo nie próbował galopować gdy poczuł że Antek nie trzyma go na wodzach. W końcu przeszliśmy do stępa i wróciliśmy do stajni na luźnej wodzy. Tam rozsiodłaliśmy konie, sprawdziliśmy im kopyta, umyliśmy nogi na myjce i wypuściliśmy na pastwisko. 

czwartek, 18 czerwca 2015

Trening Gambita (4), Nemezis (2), Summer Wine'a (4), Dear Lorda (4)

Konie: Gambit, Summer Wine, Dear Lord, Nemezis
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz, Antek
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: pół godziny

Postanowiłam wziąć Nemezis w teren, żeby trochę się poruszała. Poprosiłam więc chłopaków żeby pojechali z nami jako obstawa. Wybraliśmy spokojne i zrównoważone konie i poszliśmy po nie na wybiegi. Byłam z siebie dumna, ponieważ udało mi się przyprowadzić Gambita i Nemezis na raz. Dokładnie je wyczyściłam, osiodłałam Gambita i wsiadłam na jego grzbiet trzymając Nemezis na długim uwiązie przypiętym do jej kantara. Chłopaki też wsiedli na swoje konie i ruszyliśmy powoli ścieżką na łąkę. 
Jechałam pierwsza na Gambicie prowadząc na uwiązie Nemezis, następnie Antek na Dear Lordzie, a na końcu Łukasz na Kasztanku. Gdy dojechaliśmy na łąkę postanowiliśmy powoli ruszyć kłusem. Gambit od razu zareagował zmianą chodu. Trzymałam luźno wodze i patrzyłam na Nemezis, która początkowo stała bardzo krzywo, ale po jakimś czasie wyrównała chód i szła całkiem ładnie. Miała tempo podobne do Gambita, więc poluzowałam uwiąz i pozwoliłam jej biec własnym tempem. Dear Lord początkowo trochę napierał na Gambita, ale po jakimś czasie Antkowi udało się dogadać z ogierem i jechali powolnym kłusem. Kasztanek z kolei jak zwykle zachowywał się nienagannie. Łukasz trzymał całkiem spory odstęp, a Kasztanek szedł z głową przy ziemi parskając. 
Przy zjeździe z łąki przeszliśmy do stępa, wybraliśmy najmniej stromy zjazd ze względu na Nemezis. Klacz początkowo nie chciała zejść, ale gdy zobaczyła że Gambit zszedł bez protestów, również spróbowała. Poszło jej lepiej niż myślałam i gdy znalazła się na dole pogłaskałam ją po szyi. Chłopaki również zjechali na dół, więc ruszyliśmy stępem po leśnej ścieżce. Nie chciałam za dużo kłusować, żeby nie przeciążyć Nemezis. Robiliśmy więc krótkie zakłusowania tam, gdzie ścieżka była najrówniejsza. 
Gdy mijaliśmy potok zatrzymaliśmy się i pozwoliliśmy koniom pić. Przy okazji Nemezis mogła schłodzić nogi. Klacz wyglądała już na trochę zmęczona, więc postanowiliśmy wracać. Mimo zmęczenia widać było że jest zadowolona. Trzeba częściej brać ją w takie łagodne tereny, zawsze to ciekawsze niż lonża. 
Do stajni wracaliśmy stępo-kłusem z dużą przewagą stępa. Gdy byliśmy już pod stajnią rozsiodłaliśmy konie, wyczyściliśmy im kopyta i schłodziliśmy nogi wodą, a następnie odprowadziliśmy na pastwiska i schowaliśmy sprzęt do siodlarni. 

niedziela, 14 czerwca 2015

Trening Nestora (2), Aragorna (3), Astry (1), Arii (3), Samotnej (3)

Konie: Nestor, Aragorn, Astra, Samotna, Aria
Jeźdźcy: Łukasz, Esmeralda, Magda, Antek
Dyscyplina: teren + pławienie
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia , jezioro
Czas: 1,5 godziny

Było niesamowicie gorąco, więc wpadliśmy na pomysł pławienia koni. Wybraliśmy jakąś grupę absolutnie losowych koni, dodaliśmy do tego Arię i stwierdziliśmy że to dobry pomysł.
Każdy poszedł w inne miejsce po swojego konia i spotkaliśmy się pod stajnią. Tam każdy dokładnie wyczyścił swojego rumaka, założył mu ogłowie i uwiąz na szyję. Wsiedliśmy na konie i ruszyliśmy ścieżką na łąkę.
Jechałam jako pierwsza na Astrze i prowadziłam obok siebie Arię na uwiązie, za mną jechała Magda na Aragornie, Łukasz na Nestorze i zastęp zamykał Antek na Samotnej. Na łące ruszyliśmy kłusem i już praktycznie od pierwszych kroków słuchać było narzekanie Magdy na Aragorna, który ledwo szedł. 
- Madzia, sama chciałaś na nim jechać. 
- Chciałam spokojnego konia, a nie muła! 
W końcu zamieniłam się z nią na konie. Dziewczyna była zadowolona z Astry, która w tereny jest na prawdę fajnym koniem. Na Aragornie jechało mi się dużo gorzej niż na Astrze, ponieważ wałach był trochę przerażony faktem że jedzie pierwszy. Jednak towarzystwo jego matki Arii dodało mu otuchy. 
Zjechaliśmy z łąki stępem i ruszyliśmy w lewo. Tam chwilę stępowaliśmy po kamienistej drodze, po czym ruszyliśmy kłusem. Aragornowi się nie chciało, więc musiałam na prawdę mocno używać łydek i po chwili dotarło do mnie jak bardzo jestem zmęczona. 
- Słuchajcie, właśnie dotarło do mnie że mamy ze sobą prawie same konie nie lubiące chodzić jako pierwsze. Poza Astrą. 
- A co, chcesz żeby ktoś inny wjechał na początek? Bo jakby co to ja mogę. Nestor da radę! - usłyszałam z tyłu głos Łukasza. 
- To dawaj na początek. A za Aragorna się trzeba będzie zabrać przy najbliższej okazji. 
Chłopak na srokatym hucule wjechał na początek i ruszył kłusem, za nim pojechała Magda, ja i na końcu Antek. Chwilę kłusowaliśmy, po czym postanowiliśmy zagalopować. Nestor i Astra bez problemu ruszyły galopem. Ja z Aragornem chwilę się musiałam namęczyć i udało mi się ruszyć dopiero kiedy Samotna ugryzła swojego brata w zad. Aragorn oddał jej przez co klacz bryknęła. No, ale oba konie ruszyły. Galopowaliśmy dość długi odcinek aż Nestor czegoś się wystraszył i odskoczył w krzaki. 
- Kurcze, to jest jakiś najgorszy możliwy zestaw koni! 
- Spoko, jakby Samotna prowadziła to byłoby jeszcze gorzej - Antek zrównał się ze mną i pogłaskał klacz po szyi. Wydawała się trochę zawiedziona że już koniec galopu. 
Dalej jechaliśmy kłusem aż dotarliśmy do jeziora. Pozdejmowaliśmy buty i wjechaliśmy do wody. Wszystkie dzielne hucuły weszły bez problemu. Nawet pływały! Puściłam Arię luzem przestrzegając innych żeby w razie czego ją łapali i pozwoliłam Aragornowi popływać. Wałach wyciągnął szyję i mruczał gdy jego głowa dotknęła wody. Największy ubaw miał Nestor, który wyciągał Łukasza najdalej od brzegu jak się dało, po czym starał się jak najszybciej dopłynąć do brzegu. Samotna początkowo trochę się bała pływać, więc Antek postanowił nie naciskać i pozwolił jej zostać tam gdzie miała grunt pod nogami. Astra po chwili dołączyła do Nestora i razem pływali w głębokiej wodzie. 
W końcu uznaliśmy że zaraz komary zjedzą nas żywcem i postanowiliśmy wracać. Ciężko było utrzymać się na oklep na mokrych koniach w mokrych spodniach, ale jakoś daliśmy radę galopować i nawet nikt nie spadł! Łukasz był blisko gdy Nestor znów w galopie odskoczył w bok. 
Gdy wróciliśmy do stajni zdjęliśmy koniom ogłowia, umyliśmy im nogi pod szlauchem i wyczyściliśmy kopyta, a następnie odprowadziliśmy na pastwiska.