czwartek, 25 czerwca 2015

Trening Epilosa (3)

Koń: Epilos
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: trening ogólny (praca nad posłuszeństwem i ruchem na przód)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina

Ponieważ Epilos ostatnio zachowywał się karygodnie odmawiając kompletnie ruchu do przodu, postanowiłam na niego wsiąść. Sprowadziłam go z wybiegu, szybko wyczyściłam, osiodłałam i wsiadłam na jego grzbiet. I tu właśnie zaczęły się schody. Przyłożyłam łydkę, a Epilos stał. Przyłożyłam mocniej łydkę, a Epilos stał. Kopnęłam dość mocno, Epilos tylko machnął ogonem. Kopnęłam z całej siły, dalej nic. 
- Antek! - Wrzasnęłam do kolegi który akurat siedział siodlarni. Chłopak po chwili ukazał się w drzwiach patrząc na mnie z pytającą miną. Po chwili jednak zauważył na którym koniu siedzę, klepnął się w czoło i zniknął ponownie w drzwiach siodlarni. Wyszedł jednak zaraz stamtąd niosąc bat ujeżdżeniowy. 
- Może pójdę z tobą i dam ci kilka wskazówek z ziemi. 
- Chcesz powiedzieć "pójdę z tobą i będę iść za Epilosem z batem do lonżowania"? Nie, to nie jest dobry pomysł. Chcę żeby on sam pomyślał i poszedł do przodu bez konia przewodnika. Ale możesz iść z nami. 
Chłopak wziął butelkę wody (nie wiem czy dla siebie czy dla mnie) i ruszyliśmy w dół na ujeżdżalnię. Epilos jakoś chętniej szedł gdy Antek szedł przed nim. Postanowiłam jednak olać sprawę i skupić się na tym dopiero na placu. 
Gdy dojechałam Antek otworzył nam bramę i zamknął ją za nami. Wjechałam na plac i Epilos stanął. Westchnęłam i spróbowałam jeszcze raz ruszyć go zaczynając od lekkich sygnałów a kończąc na przygrzmoceniu mu dość mocno batem. Wałach ruszył bardzo powoli. W tym momencie przestałam dawać mu jakiekolwiek sygnały, ale gdy chciał się zatrzymać i tracił tempo, dawała mu sygnały łydkami. Początkowo były bardzo mocne, potem mogłam już używać lżejszych. Oczywiście lżejszych w skali Epilosa. 
- Myślę że jedyne na czym się dziś skup to to żeby w ogóle szedł do przodu. Nie skupiaj się na ustawieniu głowy, zadu ani niczego innego. Po prostu niech idzie do przodu takim chodem i tempem jakiego od niego wymagasz. 
Przytaknęłam. Miało to sens. Postanowiłam też zupełnie odpuścić kontakt na wodzach, mimo że jechałam na bezwędzidłówce. Nie chciałam hamować wałacha w żaden sposób. 
Po jakiś 15 minutach Epilos szedł dość żwawym stępem (ponownie, żwawym w jego skali) przed siebie. Mogłam nawet robić wolty, koła, slalomy i inne cuda. 
- Dobra, teraz go zatrzymaj. Staraj się to zrobić jak najbardziej od dosiadu. Jak się zatrzyma odpuść wszystko, postój chwilę i spróbuj ruszyć. 
Zatrzymałam Epilosa na drugim śladzie. Policzyłam w myślach do pięciu i spróbowalam ruszyć. Wciąż musiałam do tego używać bata, jednak teraz wystarczyło już lekkie dotknięcie jego za łydką. 
- Dobrze, jest dużo lepiej, wydaje się być bardziej rozluźniony, czujesz? Zrób taką serię zatrzymać i ruszania. 
Tak zrobiłam. Początkowo do ruszenia musiałam używać bardzo mocnych sygnałów, łącznie z batem, jednak po którymś-nastym powtórzeniem starczała sama łydka i to dość łagodna. 
- Jak poczujesz że ruszył od takiego sygnału od jakiego chciałaś to daj mu chwilę spokoju. 
Faktycznie, po chwili Epilos ruszył od bardzo lekkiej łydki, więc pogłaskałam go, dałam mu luźną wodzę i pozwoliłam przedreptać pół okrążenia bez żadnych wymagań. Poczułam że wałach się rozluźnia, nawet zaczął parskać. 
- Czy próbujesz kłusować?
- Nie jestem pewna czy nie będzie lepiej zostawić go z tym co osiągnął. Ale z drugiej strony przydałoby mu się pobiegać. 
- Dobra, to zróbcie jeszcze kłus. Galop możemy na dziś odpuścić, ale kłus myślę że spokojnie jeszcze dziś załatwimy. 
Zebrałam więc lekko wodze i dałam wałachowi sygnał do zakłusowania. Epilos przyspieszył stęp, ale nic poza tym. 
- Rozluźnij biodra, staraj się iść za jego ruchem. Możesz zakłusować z takiego brzydkiego stępa, tym zajmiemy się potem. 
Skorzystałam z rady. Co prawda niewiele to dało, ale z pomocą bata w końcu udało mi się zakłusować. Epilos szedł rozwalony włócząc nogami i nie mając kompletnie energii. Antek stwierdził że to nic. 
Cudem jakimś udało mi się przyspieszyć kłus. Nadal utrzymanie tego chodu zabierało mi mnóstwo energii, ale postanowiłam poświęcić swoje mięśnie i kręgosłup. 
- Dobra, jak czujesz że idzie z impulsem to próbuj wolty, slalomy i co tam jeszcze wymyślisz. Jak tylko czujesz że zwalnia to reaguj, ale jeśli idzie dobrze to nie działaj łydkami popędzająco. 
Epilos dalej szedł jakby nie chciał i nie mógł, ale powoli, bardzo powoli zaczynał się rozluźniać. 
- Czy to widać z ziemi że on zaczyna się lekko opierać na ogłowiu? 
- Jak o tym wspomniałaś to minimalnie tak. Ale ważne żebyś ty to czuła. 
Zrobiłam dużą woltę. Epilos oparł się na ogłowiu i parsknął. Chyba odzyskiwał wiarę w siebie gdy nie było innych koni pod które mógłby się podczepić. 
- Dobra Esme, teraz to samo co w stępie czyli zmiany chodu. Na spokojnie, ze stępa do kłusa. Zakłusowaniami ze stój zajmiemy się innym razem. 
Ponownie pierwsze zakłusowania szły bardzo topornie. Ale po kilku (nie kilkunastu!) powtórzeniach było już całkiem nieźle. Epilos reagował na dość lekkie sygnały. Po bardzo udanym zakłusowaniu przejechaliśmy kilka kroków po czym przeszliśmy do stępa i dałam wałachowi luźną wodzę. 
- To było bardzo udane, myślę że możemy na tym zakończyć. - krzyknęłam do Antka. 
- Dobra, nie ma też sensu za dużo od niego wymagać. Powoli, małymi kroczkami. Ale trochę mnie przeraża fakt że jego zawsze dostają ci najgorzej jeżdżący. 
- Bo do zastępu jest super! Na lonżę też jest ekstra. Tylko jako czołowy to osioł. Ale zobaczysz, jeszcze będzie z niego koń! 
Pogłaskałam Epilosa po szyi i po kilku minutach stępa podjechałam do bramki. Antek otworzył ją i ruszyliśmy w stronę padoku. Epilos szedł dużo szybciej w stronę domu. Zatrzymałam wałacha, zsiadłam i ściągnęłam mu siodło. Dokładnie obejrzałam kopyta konia, po czym ściągnęłam mu ogłowie i wypuściłam na wybieg. Zamknęłam bramę i dołączyłam do Antka który powoli szedł już w stronę stajni niosąc siodło. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz