sobota, 29 lipca 2017

Trening ujeżdżeniowy Quimba, Cachemiry, Resurracta



Konie: Asch's Quimbo, Cachemira, FH Resurrect Me From The Dead
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek, Maciek
Dyscyplina: ujeżdżenie (L, C, L)
Czas: 1,5 godziny
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia


Jakoś ostatnio był czas na testowanie nowych koni. Dziś po raz pierwszy pod siodło miał pójść Quimbo i tak się złożyło, że to właśnie mi przypadł "zaszczyt" jeżdżenia na nim. W dodatku ktoś stwierdził, że świetnym pomysłem będzie, jeśli w tym samym czasie w to samo miejsce na trening pójdzie też Kaśka, klacz znana z tego że jest totalnie nieobliczalna. Do kompletu został nam jeszcze dorzucony Resurrect, który jak ma dobry dzień to ma dobry dzień, ale jak ma zły to lepiej nie znajdować się z nim na jednym placu. Maciek jednak stwierdził, że ostatnio folblut zachowuje się całkiem przyzwoicie. No spoko. 
Każde z nas poszło więc po swojego konia. Quimbo ogarniał już kto jest kim, więc dał się złapać i zaprowadzić pod stajnię. Był tam już Maciek i Resurrect, a Antka i Kaśkę było widać jak szli z pastwiska. Byłam ciekawa, czy Kaśka jest dziś doktorek Jekyllem czy panem Hyde'em, więc co chwilę zerkałam w ich stronę. Andaluzka szła jednak dość grzecznie, więc chyba miała dobry dzień. 
Podczas czyszczenia wszystkie trzy konie się wierciły. Quimba interesowało wszystko poza faktem, że go czyszczę, Kaśka wkurzała się na Quimba, a Resurrect chyba stwierdził że nie będzie gorszy i jak wszyscy to on też. 
W końcu wszystkie konie były już wyczyszczone i osiodłane, więc wsiedliśmy na ich grzbiety i ruszyliśmy na plac. Maciek na Resurrekcie jechał jako pierwszy, następnie ja na Quimbo, a na końcu Antek i Kaśka. Resurrect faktycznie chyba miał ostatnio dobry humor, bo szedł rozluźniony, spokojny i zadowolony. Quimbek z kolei co chwilę odskakiwał na boki na widok krzaka / drzewa / kota / rowu / chmury / czegoś innego. Niekiedy szedł bokiem, czasem nagle się zatrzymywał lub fukał na coś. No spoko, w sumie idzie tędy pierwszy raz. Jego zachowanie chyba strasznie złościło Kaśkę, bo klacz co chwilę znajdowała się przy którymś z moich ramion, a Antek mówił pod nosem coś o kiełbasie i handlarzu koniną. Jednak kiedy już niejednokrotnie pytałam chłopaka czy chce tego piekielnego konia sprzedać to obrażał się że co to w ogóle za pytanie, że to jego koń. W głębi duszy lubił Kaśkę i ona jego też, chociaż nie okazywała tego. 
Gdy dojechaliśmy na plac stało się jasne, że zarówno trening Quimba jak i Kaśki będzie dziś mało efektywny. Quimbo kontynuował płoszenie się wszystkiego i koncentrowanie się na wszystkim tylko nie na mnie, a Kaśka w ogóle miała gorszy dzień i chodziła z szyją odgiętą jak żyrafa. Czasem się zastanawiam jak to możliwe, że ten koń jest ujeżdżony do klasy C, startuje w zawodach i jeszcze czasem zdarza mu się te zawody wygrywać. Na szczęście Antek miał na takie bunty sposób, a mianowicie puszczał totalnie wodze i bardzo mocno wysyłał klacz do przodu. Przegalopowali ze cztery kółka w ten sposób aż Kaśka odpuściła i skupiła się na poprawnej rozgrzewce. Chodziła normalnie na kontakcie i nie miała z tym problemu. No ktoś konia podmienił. 
Quimbo dalej miał wszystko w zadzie i nie chciał współpracować. Co chwilę wymyślałam mu jakieś zadania typu zatrzymania, ruszenia, wolty, koła, zmiany tempa i kierunku czy wężyki, ale udawało mi się skupić jego uwagę tylko na chwilę, bo później wałach znów interesował się na przykład kamieniem albo przelatującym ptakiem. W galopie na szczęście trochę się ogarnął, jakby sobie przypomniał że w sumie to jest koniem zajeżdżonym i przygotowanym do pracy pod jeźdźcem. Jak się uspokoił i skupił to okazało się, że ma całkiem wygodne chody, jest zwrotny i ogólnie dość przyjemny do jazdy. Tylko po co była ta długa walka na początku?
O dziwo z całego zestawu koni to Resurrect był dziś tym najgrzeczniejszym, co na prawdę wskazywało na to, że mamy kiepski zestaw koni. Ogier ładnie współpracował z Maćkiem wykonując każde jego polecenie bez mrugnięcia okiem. Poćwiczyli sobie nawet lotne zmiany nogi w galopie czy ciągi w stępie. Nawet nie wiedziałam, że ten koń umie takie rzeczy robić! Szaleństwa dwóch pozostałych koni w ogóle nie przeszkadzały folblutowi, który postanowił dziś zaprezentować się od jak najlepszej strony. 
Kaśka też już się ogarnęła, więc Antek postanowił przejść do meritum treningu, którym było najwyraźniej ćwiczenie chodów zebranych i wyciągniętych. Kaśka początkowo była niechętna do wyciągania kłusa. Uciekała przed kontaktem i wymachiwała głową, więc Antek poluzował trochę wodze, wysłał klacz do przodu po czym ponownie nabrał wodze. Sposób zadziałał, Kaśka weszła na wędzidło i zaczęła bardzo ładnie pracować grzbietem i zadem. Teraz było widać, że to na prawdę koń sportowy. 
Quimbek dalej nie mógł się do końca skupić, ale pracował już tysiąc razy lepiej niż na początku treningu, co bardzo mnie cieszyło. Mogłam sprawdzić jego umiejętności wykonując różnego rodzaju przejścia, zatrzymania, koła, wolty itd. Gdy dość szybko zmieniałam ćwiczenia Quimbo był skupiony, jednak gdy za długo wałkowałam jakiś element, wałach tracił zainteresowanie i skupiał się na przykład na strasznych krzakach. Ogólnie myślę, że nasza współpraca nie jest skazana na porażkę i że jakoś to będzie. 
W końcu postanowiliśmy zakończyć trening. Rozkłusowaliśmy i rozstępowaliśmy porządnie nasze rumaki, a gdy były już suche i odetchnęły pojechaliśmy pod stajnię. Tym razem Kaśka jechała pierwsza i dużo mniej się złościła. 
Pod stajnią zsiedliśmy, rozsiodłaliśmy konie, obejrzeliśmy je i odprowadziliśmy na padoki, a następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni. 

piątek, 28 lipca 2017

Trening pole bending Choco Milk, Bucka, Efrafy, Snake's Flair




Konie: Choco Milk, Buck, *Efrafa, *Snake's Flair
Jeźdźcy: Paulina, Esmeralda, Łukasz, Magda
Dyscyplina: pole bending
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: 1,5 godziny


Właśnie kończyłam zmieniać opatrunek na ścięgnie Ruggeda. Minęły już ponad 2 tygodnie, a wałach nie czuł się ani trochę lepiej, co bardzo mnie martwiło. Rudzio jednak znosił to wszystko z godnością i spokojem, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Drugiego takiego konia nie ma na świecie. Pogłaskałam go po czole i wyszłam z boksu. Skierowałam się do instruktorskiego, żeby odłożyć leki do apteczki, a przy okazji zerknąć w grafik treningów. Pole bending. Widocznie Paula stwierdziła że Choco jest już gotowa na rozpoczęcie treningów i startów. Poza Choco na tę samą godzinę wpisana była jeszcze Efrafa i Snake's. Niewiele myśląc dopisałam tam jeszcze Bucka i poszłam dowiedzieć się o której godzinie planowany jest ten trening. Musiałam wsiąść na konia, żeby trochę odciążyć mózg. 
Okazało się, że w sumie to możemy już zaczynać. Nie dość, że Paula chciała wypróbować Choco to jeszcze Magda chciała spróbować swoich sił w pole bendingu, który jeździła rzadko, bo zdecydowanie bardziej wolała klasyczne dyscypliny. Ustaliliśmy więc, że dziewczyna wsiądzie na spokojną i doświadczoną Snake's, Paula weźmie Choco bo ze wszystkich jeźdźców to ją klacz zna najlepiej. Została wariatka Efrafa i olbrzym Buck. Łukasz stwierdził że woli hucułkę, co w sumie mi pasowało, bo lubię Bucka. 
Każde z nas poszło na odpowiedni padok po swojego konia. Buck dał się złapać bez dyskusji, chociaż wcale nie chciał mi pomóc w założeniu sobie kantara na łeb i jak zwykle musiałam skakać, żeby dosięgnąć głowy wielkoluda. Spokojnie i grzecznie ruszyliśmy więc w stronę stajni, gdzie stała już Paula z Choco i Magda ze Snake's. Obie klacze całkiem się lubiły, więc dziewczyny przywiązały je obok siebie. Ja z Buckiem ustawiłam się w pewnej odległości od nich pamiętając, że wałach nie za bardzo lubi towarzystwo innych koni, szczególnie takich które nie za bardzo zna. 
Gdy byłyśmy już na etapie czyszczenia kopyt lub nawet zakładania siodła pojawił się Łukasz z Efrafą. Klacz jak zwykle nie chciała dać się złapać, ale na szczęście Łukasz dał radę. Przywiązał klacz i zaczął ją czyścić nie zwracając uwagi na to, że hucułka kręci się, kopie kopytem w ziemię i wymachuje łbem na wszystkie strony. 
Po jakimś czasie wszyscy byli już gotowi, więc wsiedliśmy na nasze wierzchowce. Ja jak zwykle gdy miałam jeździć na Bucku pomyślałam, że potrzebna mi raczej drabina niż zwykła rampa do wsiadania, ale na szczęście jakoś dałam radę wgramolić się na shire'a. Łukasz też miał małe problemy z wsiadaniem, bo Efrafa za nic nie chciała stać w miejscu. W końcu chłopak ustawił hucułkę bardzo blisko ściany stajni, tak że klacz nie mogła wykonać nawet kroku do przodu, po czym wskoczył delikatnie na jej grzbiet. 
Gdy wszyscy byli gotowi ruszyliśmy na ujeżdżalnię. Efrafa od razu wysunęła się na prowadzenie. Za nią jechała Choco, która ciekawsko rozglądała się po okolicy. Za nią dreptała Snake's, a na końcu Buck który zupełnie nie miał dziś nastroju do pracy. Od początku musiałam dość mocno pchać wałacha, żeby w ogóle szedł do przodu. 
Gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię każde z nas przeprowadziło swojemu rumakowi rozgrzewkę w trzech chodach. Wyjątkiem była Magda, która słuchała rad Łukasza i Pauli na temat nie tylko pracy z koniem, ale również swojego dosiadu, pomocy itd. 
Choco pracowała ładnie, chociaż Paula wciąż musiała uważać, żeby nie stracić uwagi klaczy. Pintabianka ogólnie ładnie współpracowała i wykonywała wszystkie polecenia Pauli, ale widać było, że dość szybko traci zainteresowanie ćwiczeniami, więc Paula musiała dość często je zmieniać. W galopie Choco zaczęła trochę ciągnąć, ale Paula wjeżdżała na koła, wykonywała wszelkiego rodzaju zatrzymania, zmiany tempa, zagalopowania ze stój itd. Dzięki temu Choco ogarnęła się i z powrotem była pod kontrolą. Klacz miała małe problemy z równowagą podczas ciasnych kół, ale w końcu to jeszcze młody koń, który ma czas na doszlifowanie wszystkiego. 
Magda początkowo była trochę zagubiona na grzbiecie Snake's i jazda wyglądała raczej tak, że to klacz decydowała co teraz będą robić. Bułanka starała się najlepiej jak mogła zająć się Magdą, która potrzebowała chwili na przestawienie się ze stylu klasycznego na westernowy. Na szczęście z pomocą Łukasza i Pauli dziewczyna dość szybko się odnalazła i przejęła kontrolę nad Snake's. Klacz szła bardzo ładnie i nie było z nią żadnych problemów. Nawet kiedy Magda dała dość mało czytelny sygnał Snake's starała się zrozumieć o co chodzi i wykonać polecenie. Złoty koń. 
Nie można było tego powiedzieć o Efrafie, która początkowo miała w głębokim poważaniu zarówno Łukasza jak i zasady rozgrzewki i zdecydowała że można zacząć od bardzo szybkiego kłusa. Na szczęście jeździec bardzo szybko zareagował i wybił klaczy z głowy głupie pomysły. Para ta jeździła praktycznie cały czas po bardzo ciasnych woltach, bo wystarczyła chwila jechania prosto na dość luźnym kontakcie, a hucułka stwierdzała że to pora na galop. Jak już przyszło do galopu to Łukasz pozwolił klaczy wygalopować się, a dopiero później rozpoczął pracę. Hucułka spuściła trochę pary i stała się o wiele bardziej sterowna. 
O ile Efrafa miała za dużo energii to Buck nie miał jej wcale. Musiałam mocno działać łydkami nie raz używając również końcówki wodzy jako pomocy aktywizującej. Na szczęście po jakiś 15 minutach męczarni Buck stwierdził że zacznie pracować. Udało się nam nawet zagalopować. Dopiero gdy zobaczył, że niektórzy zaczęli już jeździć slalomem wokół tyczek, wałach ożywił się i zaczął współpracować. No, lepiej późno niż wcale. 
W końcu zaczął się prawdziwy trening. Mieliśmy ustawione dwa zestawy tyczek, więc mogliśmy trenować w parach. Na jednym torze jeździły konie szybsze, czyli Choco i Efrafa, a na drugim powolny Buck i troszkę niepewna Magda na Snake's. 
Pierwsza pojechała Magda i Snake's oraz Paula i Choco. Magda była trochę niepewna, więc Snake's przejęła dowodzenie i wjechała w slalom jak profesjonalista. Bułanka bardzo ładnie wyginała się wokół tyczek i zmieniała nogi. Dzięki opanowaniu klaczy Magda poczuła się dużo pewniej i przy drugim przejeździe to już ona sterowała klaczą sprawiając, że Snake's była jeszcze zwrotniejsza. W tym samym czasie Paula starała się przekonać Choco, żeby jechała wolniej, ale dokładniej. Dziewczyna starała się, żeby klacz wykonywała poprawne zmiany nóg i dopiero kiedy upewniła się, że srokata zajarzyła o co chodzi, pozwoliła jej jechać szybciej. Choco wyglądała na konia bardzo żwawego i do przodu, ale jednocześnie liczącego się z tym, czego chce od niej jeździec. 
Nie można było tego powiedzieć o Efrafie, której pierwszy przejazd wyglądał tak, że wpadła w tor z tyczkami i pędziła tak, że byłam pewna, że zaraz albo ona albo Łukasz, albo oboje się zabiją. Na szczęście złego licho nie bierze i Efrafa nie dość, że przeżyła to jeszcze była z siebie bardzo zadowolona. 
Buck z kolei postanowił że skoro inni tak ładnie pracują to on też musi i o dziwo trochę się obudził. Było mu daleko do zwrotności pozostałych trzech koni, ale i tak radził sobie super jak na swoje gabaryty. W treningu Bucka było zdecydowanie mniej presji. On nie musiał być czempionem, wystarczyło że przejazd był zabawą. 
Na koniec postanowiliśmy urządzić sobie sztafetę. Podzieliliśmy się sprawiedliwie, to znaczy tak żeby w każdej drużynie była jedna wyścigówka i jedna para mniej pewna. Padło na to, że drużyna pierwsza składała się z Efrafy z Łukaszem i mnie z Buckiem, a druga z Pauli z Choco i Magdy ze Snake's. Pierwsza wystartowałam ja i Magda. Dziewczyna czuła się już dużo pewniej i zręcznie prowadziła Snake's wokół tyczek. Oczywiście była szybsza. Buck starał się jak mógł, ale niestety biologia nie była po jego stronie. Bardzo mocno go jednak wygłaskałam za ten wysiłek. Dzięki temu, że Magda była szybsza to Paula miała przewagę. Wystartowała szybciej niż Łukasz, ale gdzieś w połowie trasy hucułka zaczęła doganiać srokatą. Pod koniec zrównały się i niestety ciężko było powiedzieć która była szybsza, bo oczywiście każdy był za zwycięstwem konia ze swojej drużyny. Postanowiliśmy stwierdzić, że wszyscy wygrali i na tym miłym akcencie zakończyliśmy trening. 
Rozstępowaliśmy konie, po czym pojechaliśmy w stronę stajni. Tam zsiedliśmy (ja zsiadałam dość długo), rozsiodłaliśmy konie i odprowadziliśmy je na odpowiednie padoki. Następnie umyliśmy wędzidła i odnieśliśmy sprzęt do siodlarni. 

wtorek, 18 lipca 2017

wałach Tuwaisan SA (oo)

wałach ***TUWAISAN SA+
(oo, srokaty)
od HS Marayah SA (oo) po *Bentley (oo)
rajdy (L), wystawy
urodzony 2011 r. , w Virtualu od 02.07.2017 r.
hodowli Selman Arabians, własności WHK Anarkia
koń sportowy i rekreacyjny



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     PASZPORT



Odznaczony Brązowym Orderem Zasługi w wystawach
oraz Brązowym Orderem Zasługi w rajdach



Historia: Tuw urodził się w Selman Arabians z naturalnego krycia. Przez pierwsze kilka lat swojego życia przebywał w macierzystej hodowli u boku swojej matki. W wieku 3 lat został zajeżdżony i rozpoczął trening w kierunku rajdów i wystaw. Pod koniec czerwca 2017 roku Selman Arabians zorganizowało licytację koni arabskich swojej hodowli. Wśród innych koni sportowych na sprzedaż został wystawiony właśnie Tuwaisan. Zainteresował on Esmeraldę głównie ze względu na przygotowanie do rajdów. W ten właśnie sposób dziewczyna złożyła formularz, a kilka dni później dostała wiadomość, że może zabierać konia do siebie. Jeszcze w Selman Arabians Tuwaisan został wykastrowany i gdy tylko doszedł do siebie wyruszył w daleką, skomplikowaną i kosztowną podróż z Maroka do Polski. Podróż zniósł całkiem nieźle, ale potrzebował bardzo dużo czasu na dojście do siebie. Gdy w końcu przyjechał do Anarkii wszyscy od razu go polubili, bo Tuw to koń na prawdę bezproblemowy i bardzo dzielny. 
Rodowód: Tuwaisan pochodzi z Selman Arabians, najbardziej znanej hodowli koni arabskich w Virtualu. Jego matką jest srokata klacz HS Marayah SA, która stacjonuje w Selman Arabians i startuje w wystawach, ujeżdżeniu i western pleasure. Nie ma jeszcze na koncie zbyt wielu osiągnięć, ale udało jej się zdobyć Brązowy Medal podczas Moccaren Event 2017. W jej rodowodzie widnieją takie konie jak Tropical Dawn. To po niej Tuw odziedziczył srokatą maść. Z kolei ojcem Tuwaisana jest kary ogier Bentley, który również stoi w Selman Arabians. Ogier ten jest ojcem kilku koni i czynnie startuje w wystawach i ujeżdżeniu. Ma również na koncie wiele osiągnięć, szczególnie w ujeżdżeniu. Ma w rodowodzie takie konie jak Gazal Al Shabat, Jasmine El Dahab, Dirty Diana, Biały Duch Apocalypto, czy Cocaine Al Shabat. 

Podczas pracy na ujeżdżalni: Tuw nie ma problemów z pracą na placu mimo tego, że jest koniem rajdowym. Chodzi zawsze rozluźniony, z podstawionym zadem i dobrze ustawioną głową. Jest wierzchowcem bardzo lubianym przez wszystkich, bo praca z nim jest czystą przyjemnością. Co prawda Tuw rzadko pracuje na ujeżdżalni, a treningi z nim odbywają się głównie w terenie, ale i tak gdy jednak trzeba zostać na placu, Tuw nie ma z tym problemów. Jest koniem dość ambitnym, lubi uczyć się nowych rzeczy. Opanował na przykład proste ćwiczenia ujeżdżeniowe takie jak łopatki, chody boczne w stępie i kłusie, czy zagalopowania ze stępa. Bardzo dobrze wykonuje też cofania. Tuw trochę skacze i lubi to robić, ale nie można o nim powiedzieć, że ma dobrą technikę, czy jakiś szczególny talent do skoków. Po prostu czasem w ramach urozmaicenia treningu skoczy sobie przez jakąś niską przeszkodę. Bez marudzenia pracuje na placu zarówno sam jak i w towarzystwie innych koni. Nie rozprasza się, nie próbuje przyklejać się do zadu drugiego konia ani nie wykazuje agresji w stosunku do innych koni. Tuw jest zawsze skupiony na jeźdźcu, ale trzeba uważać, żeby nie dawać mu za dużo bodźców i dać mu czasem moment na odpoczynek i relaks, bo inaczej wałach zaczyna się złościć z nadmiaru pracy umysłowej. Skoki albo galop na luźnej wodzy są dla niego dobrym przerywnikiem. 
Podczas pracy w terenie: Tuw jako koń trenowany do rajdów nie ma absolutnie żadnych problemów z wyjazdami w teren. Nie straszna mu ani brzydka pogoda, ani trudne podłoże, dalekie dystanse czy brak towarzystwa innych koni. Wałach świetnie sprawdza się jako koń czołowy. Jest wtedy odważny i wchodzi absolutnie wszędzie gdzie każe mu wejść jeździec. Za drugim koniem również idzie posłusznie i raczej nie próbuje ani wyprzedzać ani kopać czy gryźć innych koni. Wyjazd w teren jest dla niego relaksem i siedząc na nim czuć, że wałach dużo lepiej czuje się w lesie czy na łące niż na zamkniętym placu. Jedną z niezaprzeczalnych walet Tuwa jest jego chód. Wałach gdy dostanie komendę do zakłusowania, idzie kłusem tak długo aż dostanie komendę do zmiany chodu na wyższy lub niższy. Porusza się też bardzo miarowo, nie zwalnia ani nie przyspiesza bez wyraźnego polecenia jeźdźca. Dlatego właśnie wyjazdy na nim w teren to czysta przyjemność, bo można na nim po prostu usiąść i rozkoszować się przejażdżką bez martwienia się o ciągłe kontrolowanie wierzchowca. Tuw kocha wodę i jakby mógł to chyba zostałby konikiem morskim. Uwielbia pławienie, galop po wodzie, czy po prostu wjeżdżanie w kałuże. Zawsze jest pierwszy do pływania albo przeprawiania się przez rzekę. 
W stosunku do ludzi: ogólnie jest miłym i przyjaznym koniem, ale czasem miewa humory albo momenty zawiechy w których zapomina jak zachować się przy człowieku. Podczas czyszczenia i siodłania jest na przykład bardzo spokojny i cierpliwy pod warunkiem że każe mu się tylko stać. Natomiast gdy czegoś się zacznie od niego wymagać po dłuższym czasie stania, Tuw jakby łapie zawiechę. Żeby go przesunąć, albo nakłonić do podania nogi trzeba mu czasem dać dość mocny sygnał, żeby wałach się obudził. Srokacz nie robi tego jednak ze złośliwości, a z lekkiego gapiostwa, więc można mu to wybaczyć. Przy kowalu i weterynarzu zachowuje się nienagannie, choć jak chyba każdy koń na świecie, nie przepada za zastrzykami. Na padoku dość łatwo go złapać, chociaż sam z własnej woli raczej nie podejdzie do człowieka, chyba że ten ewidentnie niesie coś do jedzenia. Nie ucieka jednak ani nie wyrywa się jak już założy mu się kantar na głowę. Oddzielenie go od stada też nie jest problemem, Tuw szanuje człowieka i nie sprzeciwia się jego działaniom. Na uwiązie idzie grzecznie obok człowieka i nie szarpie się, nie zostaje w tyle ani nie zatrzymuje co chwilę, żeby coś skubnąć. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: Tuw dobrze dogaduje się z innymi końmi, ale nie jest zwierzęciem wyjątkowo stadnym. Bez problemu daje się zaprowadzić pod stajnię gdy idzie sam, bez innych koni, chodzi sam w tereny czy na jazdy na placu. Nawet gdy na cały dzień zostanie sam w stajni (np. z powodu kontuzji czy oczekiwanej wizyty kowala lub weterynarza), nie tęskni za końmi, nie rży ani nie awanturuje się. Co więcej, na przykład w terenie gdy jedzie w towarzystwie innych koni, można bez problemu odłączyć się od grupy jadąc na nim. Tuw nie panikuje ani nie ciągnie w stronę koni. W stadnej hierarchii znajduje się gdzieś na środku i raczej pasuje mu taka pozycja. Nie próbuje walczyć z końmi stojącymi od niego wyżej w hierarchii, ale jednocześnie pilnuje swojego miejsca i zdarza mu się skulić uszy czy wyszczerzyć zęby w kierunku konia, który zajmuje niższą rangę od niego. Jeśli chodzi o obce konie to Tuw raczej je ignoruje i nie wchodzi z nimi w żadne interakcje. Nie jest ani agresywny ani przesadnie płochliwy, po prostu obojętny. Dzięki temu zachowuje spokój na przykład podczas rozgrzewki przed zawodami gdy otacza go bardzo dużo obcych koni. Inne zwierzęta domowe zupełnie ignoruje, a tych dzikich, spotkanych w lesie nie boi się. 
Na padoku: wałach stoi na padoku z wiatą wraz ze stadem innych koni, głównie ogierów. Na padoku spędza czas głównie odpoczywając lub łażąc po całym padoku wchodząc w krzaki, do wody i ogólnie patrolując każdy zakamarek. Często odłącza się od stada nawet na bardzo duże odległości i nigdy nie wpada w panikę, gdy stado znika mu z oczu. Dobrze dogaduje się ze swoim stadem, nie próbuje zmieniać swojej pozycji w hierarchii ani nie jest agresywny w stosunku do innych koni. Pomimo swoich dobrych kontaktów z końmi, Tuw nie jest koniem bardzo stadnym. Dlatego właśnie sprowadzanie go z padoku w pojedynkę nie jest wcale problemem, bo wałach spokojnie daje się odłączyć od stada i w ogóle nie tęskni za innymi końmi. Podczas sprowadzania w stronę stajni, Tuw idzie spokojnie obok człowieka. Nie próbuje ani wyprzedzać, ani nie zostaje z tyłu, nie schyla się do trawy itd. Z kolei podczas wyprowadzania go na padok, wałach jest lekko poddenerwowany i idąc obok niego czuć, że najchętniej poszedłby szybciej i już znalazł się na wolności. Mimo to, wałach idzie grzecznie obok człowieka i nie próbuje się szarpać. 


Na zawodach: Tuw jest totalnym luzakiem jeśli chodzi o sytuacje, które w innych koniach mogą powodować strach, lub stres. Do przyczepy wchodzi bez mrugnięcia okiem i jeździ nią nie raz i na bardzo długich dystansach zarówno samotnie, jak i z innymi końmi. Podczas podróży jest bardzo spokojny, nie denerwuje się, nie stresuje ani nie tęskni za innymi końmi. Właściwie jadąc z nim można nawet zapomnieć, że ciągnie się przyczepę z koniem. W nowym, nieznanym sobie miejscu Tuw zachowuje kompletny spokój i zachowuje się tak, jakby mieszkał tu od zawsze. Przechodzi bez mrugnięcia okiem obok strasznych przedmiotów, obcych koni i ludzi. W stajni stoi spokojnie i nigdy nie wykazuje agresji w stosunku do koni, które zajmują sąsiednie boksy. Podczas rozgrzewki wałach jest zupełnie skupiony na jeźdźcu i zupełnie ignoruje otoczenie. Idealnie zachowuje się w tłumie obcych koni i ludzi, przy głośnej muzyce i ogólnym bałaganie, który zawsze panuje na rozprężalni. 
  • rajdy: Tuw kocha rajdy. Uwielbia wyjazdy w tereny, więc trening rajdowy był w sumie oczywistym wyborem w jego przypadku. Startuje na razie w klasie L, ale jest duża szansa że w przyszłości, gdy zdobędzie większe doświadczenie, zacznie startować również w trudniejszych klasach. Tuwaisan jest koniem doskonałym do rajdów. Wchodzi wszędzie, gdzie każe mu się wejść, nie straszne mu trudne podłoże pełne kamieni, czy wystających korzeni. Dodatkowo porusza się bardzo miarowo i trzyma równe tempo, nawet gdy nie dostaje sygnałów aktywizujących od jeźdźca. Jest bardzo wrażliwy na wodze i nogi, więc potrzeba na prawdę lekkich sygnałów, żeby zmienić chód, zatrzymać się, czy zwolnić. Tuw bardzo dobrze pracuje też na górkach. Strome podjazdy, czy zjazdy nie są mu straszne. Jest też wierzchowcem bardzo odważnym. Bez problemu przechodzi obok wszystkiego i nawet przez głowę mu nie przejdzie, że powinien się czegoś przestraszyć. Właściwie nie reaguje na inne konie. Może jechać obok drugiego konia właściwie strzemię w strzemię, a może przez dłuższy czas nie widzieć innych koni na oczy i w ogóle go to nie rusza. 
  • wystawy: srokaty bardzo dobrze współpracuje z człowiekiem z ziemi, więc prezentowanie go podczas wystaw jest bardzo proste, przyjemne i bezproblemowe. Tuw drepcze sobie spokojnie i grzecznie obok człowieka, zatrzymuje się wtedy kiedy mu każą, stoi tak długo jak trzeba i rusza wtedy gdy się tego od niego oczekuje. W przeciwieństwie do większości arabów, Tuw nie zarzuca grzywą ani ogonem i nie podnosi nóg aż tak wysoko. Odbija się to oczywiście na notach które wystawiają mu sędziowie, ale osiągnięcia na wystawach zdecydowanie nie są dla tego konia priorytetowe. Na tle innych koni arabskich Tuw wydaje się przygaszony, jakby chory. Są to jednak tylko pozory, Tuw jest po prostu bardzo grzeczny i mało co jest w stanie zrobić na nim wrażenie. Podczas prezentacji przyciąga wzrok publiczności i sędziów swoją maścią, ponieważ srokacze dość rzadko zdarzają się wśród koni arabskich. Poza tym, Tuw jest koniem dość przeciętnym jeśli chodzi o budowę i elegancję chodów. 


Chody: Tuw to koń idealny do rajdów między innymi właśnie ze względu na swoje chody. Porusza się w sposób wyjątkowo miarowy, nigdy nie zmienia tempa bez wyraźnego polecenia jeźdźca i trzyma równe tempo tak długo jak trzeba. Dodatkowo jego chody są bardzo wygodne i przyjemne dla jeźdźca właśnie ze względu na ich rytmiczność. Jest więc świetnym koniem wierzchowym i rajdowym, ale niestety na wystawach jego chody nie robią już takiego wrażenia, szczególnie gdy się je porówna z jakością chodów innych wystawowych koni arabskich. 
Zdrowie: wałach jest bardzo wytrzymały, ponieważ cały rok spędza na dworze, mając do dyspozycji tylko wiatę i drzewa. Początkowo ciężko mu było się przestawić, ponieważ przyjechał do nas ze słonecznego Maroka. Przez pierwszy rok często był przeziębiony i musiał nosić derkę, ale po jakimś czasie jego odporność znacznie się poprawiła i obecnie Tuw nie odstaje od innych koni. Dodatkowo, wałach nigdy nie był kontuzjowany ani nie miał innych problemów zdrowotnych typu kolka. To okaz zdrowia. 
Kondycja: srokaty jest w stałym treningu rajdowym, więc siłą rzeczy musi wykazywać się bardzo dobrą kondycją. Dobrym tego przykładem jest fakt, że Tuw umie poruszać się w bardzo rytmicznym i miarowym tempie na na prawdę długich odcinkach. Dodatkowo nie są dla niego wyzwaniem długie i męczące treningi, czy długie tereny z dużą ilością galopów. Dzięki treningowi i startom w zawodach rajdowych jego kondycja wciąż się poprawia i może w przyszłości zacznie startować również w dłuższych rajdach. 

Imię: słowo "tuwaisan" praktycznie nic nie oznacza, ale w przeszłości nosił je pewien koń i tym właśnie zainspirowała się Zafira, hodowczyni Tuwa, nadając mu takie właśnie imię. Skrót "SA" pochodzi natomiast od nazwy macierzystej hodowli wałacha - Selman Arabians i jest dodawany do imienia każdego konia pochodzącego z tej hodowli. Na co dzień mówimy na Tuwaisana "Tuw" i rzadko używamy jego pełnego imienia, mimo że jest dość krótkie, nie skomplikowane i łatwe do zapamiętania. 
Hodowla: Tuw został wykastrowany, ponieważ w jego przypadku chcieliśmy skupić się na karierze sportowej. Dodatkowo, nie mamy warunków do trzymania dużej liczby ogierów i nie zajmujemy się hodowlą koni czystej krwi arabskiej. Dodatkowo, arabów jest na tyle dużo, że na pewno są lepsze ogiery hodowlane. 
Budowa: Tuwaisan praktycznie niczym nie różni się od przeciętnego konia arabskiego, za wyjątkiem srokatej maści. Jest to koń lekkiej budowy, ale bardzo wytrzymały i silny. Ma mocne nogi i grzbiet, co czyni go idealnym koniem wierzchowym, szczególnie terenowym. Dodatkowo ma dobrze zachowane proporcje ciała i zdecydowanie łapie za oko i przyciąga wzrok. 



Rodowód:
TUWAISAN SA
(oo, 2011)
(oo, 2008)
SCREAM
(oo, ?)
COCAINE AL SHABAT (oo, 2003)
DIRTY DIANA
(oo, ?)
ROMANCE (oo, nvrt)
PUSTYNIA (oo, nvrt)
(oo, 2007)
TROPICAL DOWN
(oo, ?)
MORFEUSZ (oo, nvrt)
BIAŁA JUTRZENKA (oo, nvrt)
HS MISARA
(oo, nvrt)
SOUR (oo, nvrt)
CHOURUKA (oo, nvrt)

Osiągnięcia wałacha Tuwaisan SA

Liczba osiągnięć: 177
Liczba gwiazdek: 3



Osiągnięcia Rajdowe (87)



Osiągnięcia na wystawach (62)



Inne Osiągnięcia (0)
  • brak



Tytuły (23)