sobota, 29 lipca 2017

Trening ujeżdżeniowy Quimba, Cachemiry, Resurracta



Konie: Asch's Quimbo, Cachemira, FH Resurrect Me From The Dead
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek, Maciek
Dyscyplina: ujeżdżenie (L, C, L)
Czas: 1,5 godziny
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia


Jakoś ostatnio był czas na testowanie nowych koni. Dziś po raz pierwszy pod siodło miał pójść Quimbo i tak się złożyło, że to właśnie mi przypadł "zaszczyt" jeżdżenia na nim. W dodatku ktoś stwierdził, że świetnym pomysłem będzie, jeśli w tym samym czasie w to samo miejsce na trening pójdzie też Kaśka, klacz znana z tego że jest totalnie nieobliczalna. Do kompletu został nam jeszcze dorzucony Resurrect, który jak ma dobry dzień to ma dobry dzień, ale jak ma zły to lepiej nie znajdować się z nim na jednym placu. Maciek jednak stwierdził, że ostatnio folblut zachowuje się całkiem przyzwoicie. No spoko. 
Każde z nas poszło więc po swojego konia. Quimbo ogarniał już kto jest kim, więc dał się złapać i zaprowadzić pod stajnię. Był tam już Maciek i Resurrect, a Antka i Kaśkę było widać jak szli z pastwiska. Byłam ciekawa, czy Kaśka jest dziś doktorek Jekyllem czy panem Hyde'em, więc co chwilę zerkałam w ich stronę. Andaluzka szła jednak dość grzecznie, więc chyba miała dobry dzień. 
Podczas czyszczenia wszystkie trzy konie się wierciły. Quimba interesowało wszystko poza faktem, że go czyszczę, Kaśka wkurzała się na Quimba, a Resurrect chyba stwierdził że nie będzie gorszy i jak wszyscy to on też. 
W końcu wszystkie konie były już wyczyszczone i osiodłane, więc wsiedliśmy na ich grzbiety i ruszyliśmy na plac. Maciek na Resurrekcie jechał jako pierwszy, następnie ja na Quimbo, a na końcu Antek i Kaśka. Resurrect faktycznie chyba miał ostatnio dobry humor, bo szedł rozluźniony, spokojny i zadowolony. Quimbek z kolei co chwilę odskakiwał na boki na widok krzaka / drzewa / kota / rowu / chmury / czegoś innego. Niekiedy szedł bokiem, czasem nagle się zatrzymywał lub fukał na coś. No spoko, w sumie idzie tędy pierwszy raz. Jego zachowanie chyba strasznie złościło Kaśkę, bo klacz co chwilę znajdowała się przy którymś z moich ramion, a Antek mówił pod nosem coś o kiełbasie i handlarzu koniną. Jednak kiedy już niejednokrotnie pytałam chłopaka czy chce tego piekielnego konia sprzedać to obrażał się że co to w ogóle za pytanie, że to jego koń. W głębi duszy lubił Kaśkę i ona jego też, chociaż nie okazywała tego. 
Gdy dojechaliśmy na plac stało się jasne, że zarówno trening Quimba jak i Kaśki będzie dziś mało efektywny. Quimbo kontynuował płoszenie się wszystkiego i koncentrowanie się na wszystkim tylko nie na mnie, a Kaśka w ogóle miała gorszy dzień i chodziła z szyją odgiętą jak żyrafa. Czasem się zastanawiam jak to możliwe, że ten koń jest ujeżdżony do klasy C, startuje w zawodach i jeszcze czasem zdarza mu się te zawody wygrywać. Na szczęście Antek miał na takie bunty sposób, a mianowicie puszczał totalnie wodze i bardzo mocno wysyłał klacz do przodu. Przegalopowali ze cztery kółka w ten sposób aż Kaśka odpuściła i skupiła się na poprawnej rozgrzewce. Chodziła normalnie na kontakcie i nie miała z tym problemu. No ktoś konia podmienił. 
Quimbo dalej miał wszystko w zadzie i nie chciał współpracować. Co chwilę wymyślałam mu jakieś zadania typu zatrzymania, ruszenia, wolty, koła, zmiany tempa i kierunku czy wężyki, ale udawało mi się skupić jego uwagę tylko na chwilę, bo później wałach znów interesował się na przykład kamieniem albo przelatującym ptakiem. W galopie na szczęście trochę się ogarnął, jakby sobie przypomniał że w sumie to jest koniem zajeżdżonym i przygotowanym do pracy pod jeźdźcem. Jak się uspokoił i skupił to okazało się, że ma całkiem wygodne chody, jest zwrotny i ogólnie dość przyjemny do jazdy. Tylko po co była ta długa walka na początku?
O dziwo z całego zestawu koni to Resurrect był dziś tym najgrzeczniejszym, co na prawdę wskazywało na to, że mamy kiepski zestaw koni. Ogier ładnie współpracował z Maćkiem wykonując każde jego polecenie bez mrugnięcia okiem. Poćwiczyli sobie nawet lotne zmiany nogi w galopie czy ciągi w stępie. Nawet nie wiedziałam, że ten koń umie takie rzeczy robić! Szaleństwa dwóch pozostałych koni w ogóle nie przeszkadzały folblutowi, który postanowił dziś zaprezentować się od jak najlepszej strony. 
Kaśka też już się ogarnęła, więc Antek postanowił przejść do meritum treningu, którym było najwyraźniej ćwiczenie chodów zebranych i wyciągniętych. Kaśka początkowo była niechętna do wyciągania kłusa. Uciekała przed kontaktem i wymachiwała głową, więc Antek poluzował trochę wodze, wysłał klacz do przodu po czym ponownie nabrał wodze. Sposób zadziałał, Kaśka weszła na wędzidło i zaczęła bardzo ładnie pracować grzbietem i zadem. Teraz było widać, że to na prawdę koń sportowy. 
Quimbek dalej nie mógł się do końca skupić, ale pracował już tysiąc razy lepiej niż na początku treningu, co bardzo mnie cieszyło. Mogłam sprawdzić jego umiejętności wykonując różnego rodzaju przejścia, zatrzymania, koła, wolty itd. Gdy dość szybko zmieniałam ćwiczenia Quimbo był skupiony, jednak gdy za długo wałkowałam jakiś element, wałach tracił zainteresowanie i skupiał się na przykład na strasznych krzakach. Ogólnie myślę, że nasza współpraca nie jest skazana na porażkę i że jakoś to będzie. 
W końcu postanowiliśmy zakończyć trening. Rozkłusowaliśmy i rozstępowaliśmy porządnie nasze rumaki, a gdy były już suche i odetchnęły pojechaliśmy pod stajnię. Tym razem Kaśka jechała pierwsza i dużo mniej się złościła. 
Pod stajnią zsiedliśmy, rozsiodłaliśmy konie, obejrzeliśmy je i odprowadziliśmy na padoki, a następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz