wtorek, 1 sierpnia 2017

Teren Heathcliffa, Melodii



Konie: Heathcliff, Melodia
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek
Dyscyplina: teren
Czas: godzina

Praca z Heathcliffem układała się ostatnio bardzo dobrze. Ogier chodził w samotne tereny, dobrze dogadywał się ze swoim stadem i ogólnie był na dobrej drodze do zostania świetnym koniem wierzchowym. Dziś miał pojechać w teren z drugim koniem i jechać jako czołowy. 
Melodia z kolei po zakończeniu kariery wyścigowej niewiele robiła. Mieliśmy kiedyś pomysł, żeby zrobić z niej konia crossowego, ale nic z tego nie wyszło. Obecnie Melodia była trochę klaczą hodowlaną, trochę koniem rekreacyjnym dla lepiej jeżdżących jeźdźców i w większości po prostu nic nie robiła. Czasem tylko, tak jak na przykład dziś, chodziła w tereny. 
Byliśmy umówieni z Antkiem na rano na teren. Rano, ponieważ już około 10 upał był tak silny że nie dało rady przebywać na dworze i szkoda nam było koni. Dlatego też teren zaplanowaliśmy na 7. Po nakarmieniu wszystkich koni i ogarnięciu stajni poszliśmy po nasze rumaki. Heathcliff z nieufnego dzikusa coraz bardziej zmieniał się w spokojnego konia i dziś zaszczycił mnie nawet tym, że podszedł do mnie na padoku. Pogłaskałam go między oczami, założyłam mu kantar na głowę i poszliśmy w stronę stajni. Antek i Melodia już tam stali. Pozwoliliśmy koniom się obwąchać, ponieważ nie miały okazji wcześniej się spotkać. Gdy już się zaakceptowały przywiązałam Heatha do koniowiązu i zaczęłam go bardzo delikatnie czyścić. Mustang nie zaakceptował jeszcze do końca dotyku na całym ciele, więc obrządzając go trzeba było mieć dużo wyczucia i łagodności. 
Melodia z kolei zachowywała się bezproblemowo, jak zwykle z resztą. 
Gdy konie były już gotowe, wsiedliśmy na ich grzbiety i skierowaliśmy się w dół drogi, w kierunku szosy. Jechałam jako pierwsza na Heathcliffie. Początkowo ogier trochę niepokoił się idącą za nią Melodią, ale kiedy Antek skierował klacz lekko w bok, tak żeby nie jechała centralnie za mustangiem, Heath uspokoił się trochę. Przez całą drogę stępem w dół szedł bardzo dzielnie. Odwracał się tylko czasem w stronę Melodii, żeby sprawdzić czy klacz na pewno idzie za nim, a nie została gdzieś w tyle. Na razie pozwalałam mu na to. W ogóle w stosunku do tego konia miałam bardzo dużo tolerancji. Może i za dużo czasem. Heathcliff jednak nigdy tego nie naginał i nie wykorzystywał. 
W końcu dojechaliśmy do asfaltu i przez chwilę jechaliśmy poboczem. Minęły nas dwa samochody jadące z naprzeciwka. Na widok pierwszego Heath stanął jak wryty i wytrzeszczył oczy, ale nie odskoczył ani nie poniósł. Pozwoliłam mu chwilę postać, a gdy samochód nas minął pogłaskałam ogiera po szyi i dałam mu sygnał do ponownego ruszenia stępem. Melodia spokojnie również się zatrzymała i zupełnie nie zwróciła uwagi na samochód, więc Heath chyba za jej przykładem stwierdził, że wszystko jest w porządku i kiedy mijał nas drugi samochód, Heath już tylko zastrzygł uszami i machnął głową. Dzielne dziecko!
Wjechaliśmy na szczęście do lasu. Panował tam przyjemny chłód. Melodia chyba stwierdziła, że to czas na kłus, bo usłyszałam jak Antek mówi do niej "prrrr". Heath zastrzygł uszami i odwrócił się, żeby zobaczyć co robi Melodia. Gdy upewnił się, że idzie za nim, ruszył do przodu. Dałam ogierowi sygnał do zakłusowania, a Heath od razu wykonał polecenie ruszając żwawym kłusem. Heath szedł bardzo pewnie, przestał się już interesować tym, co robi Melodia, tylko szedł przed siebie żwawym kłusem. Pomimo, że szedł całkiem szybko, to jednak nie miałam wrażenia, że chce ponieść. Po prostu szedł jak koń który ma dużo energii i cieszy się z przejażdżki. Melodia też zachowywała się bardzo dobrze. Antek trzymał ją na bardzo lekkim kontakcie, a mimo to klacz trzymała odpowiedni odstęp od zadu mustanga i tylko od czasu do czasu parskała w rytm kłusa. 
W końcu dojechaliśmy do rzeki, która przecinała drogę. Wjechaliśmy do wody i przez chwilę jechaliśmy w niej. Zarówno Heath jak i Melodia weszły do wody bez problemu i zachowywały się bardzo dobrze, nie próbowały się pchać ani ciągnąć w stronę brzegu. 
Wyjechaliśmy z wody i pojechaliśmy dalej kłusem równą leśną ścieżką. Heathcliff ponownie bez problemu zakłusował, a Melodia bez problemu trzymała odpowiedni odstęp. Po jakimś czasie droga zaczęła biec lekko w górę, więc pochyliłam się lekko do przodu, żeby ułatwić ogierowi podjazd. Heath jednak nie miał żadnych trudności z postawionym przed nim zadaniem i wjechał bez problemu pod górę. 
Znaleźliśmy się na łące. Nie było jeszcze bardzo gorąco, więc postanowiliśmy sobie zagalopować na otwartej przestrzeni. Dałam Heathcliffowi sygnał do zagalopowania, a ogier momentalnie zmienił chód. Jechał bardzo szybko, ale ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że tracę nad nim kontrolę. Ogier wyglądał na zadowolonego, bo miał postawione do przodu uszy i szedł chętnie do przodu. Melodia jechała lekko z boku. Była podniecona dzikim galopem, ale mimo to Antek dalej trzymał ją na lekkim kontakcie, a Melodia nie próbowała wyprzedzać Heathclifa. 
Po dość długim odcinku galopu zwolniliśmy do kłusa. Oba konie bez problemu zmieniły chód na niższy, a następnie zaczęły głośno parskać. Pogłaskaliśmy je po szyi. Kłusem wjechaliśmy do lasu i jeszcze przez jakiś czas jechaliśmy tym chodem, żeby rozkłusować konie po galopie. W końcu jednak przeszliśmy do stępa, żeby konie trochę odsapnęły. Mimo, że było jeszcze przez 8 to zaczynało się robić na prawdę duszno, nawet w cieniu w lesie. Postanowiliśmy więc powoli wracać do stajni. 
Prawie przez całą drogę powrotną jechaliśmy kłusem. Heathcliff czuł się już bardzo pewnie jako czołowy i przestał tak bardzo interesować się tym, co robiła Melodia. 
Na "naszej" łące przeszliśmy do stępa, żeby dać koniom czas na ochłonięcie zanim odstawimy je na padoki. 
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, wygłaskaliśmy je, obejrzeliśmy im kopyta, rozsiodłaliśmy i odprowadziliśmy na padoki. 


1 komentarz: