wtorek, 29 marca 2016

Trening skokowy Brave Warriora i Honora

Konie: Brave Warrior, *Honor
Jeźdźcy: Antek, Esmeralda
Dyscyplina: skoki (N, L)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: półtorej godziny

Śnieg stopniał, plac nam odmarzł, więc postanowiliśmy pojechać na pierwsze wiosenne skoki. Antek postanowił wziąć Warriora, którego ostatnio rozpierała energia. Ja z kolei wybrałam spokojnego i opanowanego Honora, któremu jednak przyda się trening skokowy. 
Wcześnie, bo już około 7.30 zaczęliśmy czyścić konie. Musieliśmy zdążyć wrócić przed 10.00 bo o tej godzinie przyjeżdżał do Antka pierwszy pacjent na hipoterapię. 
Oba nasze rumaki dzielnie i ze spokojem zniosły czyszczenie i siodłanie, więc już po kilkunastu minutach stały gotowe pod stajnią. Antek właśnie wkładał nogę w strzemię, a ja siedząc już na Honorze zapinałam kask. 
Ruszyliśmy w dół na ujeżdżalnię. Warrior jechał pierwszy, Honor lekko za nim. Gniady rozglądał się dookoła, próbował podkłusowywać i ogólnie widać było że się niecierpliwi. Honor z kolei zachowywał stoicki spokój w ogóle nie zwracając uwagi na poczynania Warriora. Siedziałam na srokaczu na zupełnie luźnych wodzach. 
Gdy wjechaliśmy na plac każde z nas przeprowadziło własną rozgrzewkę. Rozgrzałam Honora w stępie za pomocą zatrzymań, zmian kierunku, wolt i wężyków a następnie ruszyłam kłusem. Honor początkowo zadarł głowę, ale gdy zauważył brak wędzidła w pysku od razu się rozluźnił i oparł na wodzach. Podrapałam go po kłębie i zaczęłam ustawiać mu zad i głowę pilnując jednocześnie tempa. W tym samym czasie Antek i Warrior zdążyli już się trochę pokłócić, bo wałach bardzo chciał iść szybciej niż jeździec mu kazał. Po chwili jednak panowie dogadali się i jechali kłusem w dobrym tempie i ustawieniu. Oboje w kłusie pojeździliśmy dużo po drągach i poskakaliśmy niskie kopertki na rozgrzanie. Warrior początkowo rzucał się na wszystko galopem, ale konsekwencja i zdecydowanie Antka sprawiły że w końcu wałach się ogarnął i przestał wjeżdżać galopem na drągi ustawione na kłus. Honor z kolei początkowo trochę się potykał i gubił nogi, ale okazało się że to wina mojego krzywego dosiadu i po kilku korektach poszło już dużo lepiej. 
Po rozgrzaniu koni w kłusie przeszliśmy do galopu. O ile Honor zagalopował bardzo elegancko i równo, to Warrior strzelił kilka razy z zadu. Antek więc wyhamował go i zagalopował jeszcze raz, tym razem mocno siedząc w siodle. Warrior znów bryknął, ale z mniejszym przekonaniem. Antek znów wyhamował wałacha i ponownie zagalopował. Tym razem gniady już jechał normalnie, więc chłopak podrapał go po kłębie i pozwolił jechać dość szybkim tempem. Po przećwiczeniu kilka razy lotnych, pojeżdżeniu ciasnych kół i zrobieniu kilku przejść zaczęliśmy skakać. Na pierwszy ogień poszły niskie przeszkody - dwie stacjonaty z których jedna miała 50 cm. a druga 70 cm. Tak jak się spodziewaliśmy, oba konie skoczyły na czysto, tylko że Warrior skoczył te niskie przeszkody tak jakby miały co najmniej półtora metra. Antek jednak pochwalił wałacha argumentując że przynajmniej szanuje drągi i lubi skakać. Ciężko się było z nim nie zgodzić. 
Honor skakał wszystko co mu pokazałam. Szedł też dokładnie takim tempem jakiego od niego wymagałam. Przyspieszał i zwalniał w mgnieniu oka. Trochę tylko zawahał się przy jaskrawoniebieskim murze który Magda pomalowała na taki kolor chyba po to żeby strollować te bardziej płochliwe konie. Wystarczyła jednak lekka łydka i lekkie zadziałanie batem, a Honor skoczył przez mur. Pogłaskałam go i pojechałam na kolejną przeszkodę, czyli tripple. Tu również Honor skoczył bez mrugnięcia okiem. Tak samo jak dwie stacjonaty których wysokość wynosiła 110 cm. Potem przeszłam na chwilę do stępa, żeby dać wałachowi odpocząć i sprawdzić jak radzi sobie Antek. 
Skakali z Warriorem już wyższe przeszkody, odpowiadające klasom P i N. Warrior jak zwykle szedł jak burza skacząc wszystko i nawet się nie zastanawiając. Antek ewidentnie postanowił skupić się na tempie i zakrętach, bo co chwilę wymyślał jakieś wymyślne skróty, żeby jak najbardziej wyginać wałacha. Warriorowi chyba się to podobało, szczególnie odcinki bardzo szybkiego galopu. 
W końcu tak samo jak my postanowili że starczy i pojechali galopem po dużym kole. Zrobiłam to samo i już po chwili oba konie galopowały na luźnej wodzy. Oba wyglądały na zmęczone, ale zadowolone. Po chwili przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa. Chwilę pokręciliśmy się jeszcze po placu, żeby konie wyschły, a gdy uznaliśmy że już dość ruszyliśmy w stronę stajni. Znów Warrior jechał pierwszy, bo postawił sobie to za punkt honoru. Honorowi z kolei zupełnie to nie przeszkadzało i szedł spokojnie za młodszym kolegą. 
Pod stajnią zsiedliśmy z naszych wierzchowców, sprawdziliśmy im kopyta i grzbiety, a potem zabraliśmy na myjkę, żeby schłodzić im nogi. Następnie wypuściliśmy oba konie na wybieg, a sprzęt odnieśliśmy do siodlarni. 

poniedziałek, 28 marca 2016

(boks) wał. Charming White Gun (AQH)

wałach *CHARMING WHITE GUN
(AQH, siwy)
od *Sheez Red Gun (AQH) po *Charming Boy TQ (AQH)
barrel racing, wystawy
urodzony 12.09.2011, w Virtualu od 18.07.2015 r.
hodowli Dragon Hill Stud, własności WHK Anarkia
koń sportowy, rekreacyjny, roboczy



OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     PASZPORT


Historia: White urodził się pewnego pięknego dnia w Dragon Hill Stud, a Ruska po przygotowaniu go do barrel racingu, wystawiła go na licytacji potomków. Zainteresowała się nim Agness. Bardzo starała się o konia i wciąż podbijała cenę, kłócąc się z inną licytującą, ale w końcu udało się i konik przyjechał do Estrelli. Niemal natychmiast w pełni się zadomowił. Pod koniec 2015 Agness zdecydowała się sprzedać kilka koni, a jednym z nich był właśnie Charming. Kiedy Ruska dowiedziała się o redukcji stada, zajrzała tam tylko z ciekawości, ale wtedy wypatrzyła siwka, który jednak zawsze się jej podobał i dawno temu rozważała nawet zostawienie go u siebie, kiedy wszyscy inni doradzali by wystawiła go w nadchodzącej licytacji. Decyzja podjęta szybko i bez większego pomyślunku, ale nie żałowali wydanych horsesów i cieszyli się powrotem konika hodowli. Kilka miesięcy później przyszła kolejna redukcja stada w Echo Valley Farm i tym razem Charming znów został wystawiony na sprzedaż. Koniem zainteresowała się Esmeralda, której siwek zawsze się podobał, ale dziewczyna nigdy nie zdecydowała sie go kupić. Tym razem jednak złożyła formularz i otrzymała zgodę na zabranie Charminga do siebie. Siwek przyjechał do Anarkii w Wielkanoc 2016 roku. 
Rodowód: Charming White Gun to syn ogiera *Charming Boy'a TQ z Estrella Sport Stable, który z powodzeniem startuje w zawodach z dziedziny reiningu. est on też ojcem kilku koni sportowych, między innymi również stojącego w Estrelli wałacha Dragon Treasure Boy. Matką Charminga jest natomiast stacjonująca w Echo Stable klacz hodowli WHK Arisha, *Sheez Red Gun, która niebawem otrzyma pierwszą gwiazdkę, a startuje w zawodach barrel racingu. Ogierek odziedziczył po niej zapał do właśnie tej dziedziny. Nie wiadomo jednak po kim odziedziczył ten okropny, ospały charakter. 

Podczas pracy na ujeżdżalni: White jest koniem nieco ospałym. Nie odpowiada na zbyt słabe pomoce, generalnie niewiele mu się chce. Czasami trochę się zbierze w sobie, ale generalnie zdecydowanie najchętniej przez całą jazdę by stał. Gdy tylko stoi chwilę za długo, zamyka oczy, odciąża nogę tylną, zwiesza głowę i przysypia. Wszyscy mają go za osła... no bo on chce, żeby go za takiego mieli. Liczy na to, że wtedy dadzą mu spokój i nie będzie musiał pracować. W rzeczywistości jednak wałach jest bardzo energicznym koniem, co przebija się przez jego mułowatość podczas między innymi treningów z barrel racingu. Wtedy magle okazuje się, że nie dość że można na nim jechać dużo szybciej to jeszcze niekoniecznie trzeba zabijać się o własne nogi i potykać na prostej drodze. Charming zmienia się nie do poznania gdy ktoś umie zmusić go do cięższej pracy i zaangażowania się. Jest dość skupiony na jeźdźcu, nie rozpraszają go ani inne konie, ani czynniki zewnętrzne. Często jednak kombinuje jak tu nie pracować. Nie jest przez to zbyt lubiany przez jeźdźców rekreacyjnych, ponieważ jazda na nim wymaga od jeźdźca silnych mięśni i dużo samozaparcia. Podpasował jednak Esmeraldzie która trenuje i startuje na nim w zawodach. Jest świetnym koniem na lonże oraz na oprowadzanki, niesamowicie spokojny i opanowany koń któremu w ogóle nie przeszkadza że ktoś nieporadnie tłucze mu pupą po plecach. 
Podczas pracy w terenie: Charming White Gun to leniwiec także w terenie. Jakoś tam zagalopuje, jakoś tam zad ruszy w kłusie, spróbuje się nie zabić o własne nogi na korzeniach. Nie jest płochliwy, nic nie jest w stanie wytrącić go z równowagi i tego zamulenia. Jak można się spodziewać, nawet nie przyjdzie mu do głowy, by ponosić czy wyprzedzać konie. Jest bardzo bezpieczny, bo oprócz tej swojej ciapowatości ma też ogromną cierpliwość do niezbyt doświadczonych jeszcze delikwentów jeździectwa, zatem bez problemu radzą sobie z nim dzieci. Podczepia się po prostu pod zad drugiego konia i tak idzie przez cały teren. Często więc dajemy go osobom słabiej jeżdżącym, chociaż zdarza się też że wsiada na niego ktoś z instruktorów i prowadzi zastęp. Zazwyczaj jednak Charming pełni funkcję konia czołowego podczas terenów bez galopu, bo jednak w galopie warto jechać na czele na trochę szybszym koniu. Charming mimo swojej mułowatej natury nie zostaje praktycznie nigdy z tyłu. Mimo ospałości idzie mu całkiem dobrze ze stromymi zjazdami i podjazdami. Skupia się wtedy i stara dostosować do sytuacji. Tak samo jazda po kamieniach czy korzeniach nie sprawia mu kłopotu. Jednak na prostej i równej drodze potykanie się idzie mu perfekcyjnie i nikt nie jest w stanie ogarnąć dlaczego. Można na nim siedzieć jak przysłowiowy worek ziemniaków a Charming i tak będzie grzecznie szedł za koniem przed nim. Nie kopie ani nie gryzie innych koni gdy siedzi na nim jeździec. 
W stosunku do ludzi: wałach jest spokojny i bardzo grzeczny, bije od niego spokój konia rasy quarter horse. Jest bardzo grzeczny przy czyszczeniu, o czym świadczyć może fakt, że koń jest bez problemu czyszczony przez dzieci. Ładnie daje kopyta, nie wyrywa ich. ie przeszkadza mu też gdy dotyka się wrażliwych punktów na jego ciele jak słabizna czy nogi. Z siodłaniem także nie ma problemu, koń nie buntuje się na zakładane ogłowie ani dopinany popręg. Po prostu stoi jak zaczarowany i przysypia. Kąpieli generalnie nie lubi, aczkolwiek czasami udaje się wrzucić do wanny siwego brudasa. Na weterynarza reaguje spokojnie, choć nie jest zachwycony jego wizytą. Kowala natomiast nie lubi. Wyrywa nogi podczas werkowania i denerwuje się, gdy wbijane są w kopyta podkowiaki. Jest bardzo zestresowany i próbuje nawet kopać. Jednak nasz spokojny i wyrozumiały kowal dogaduje się nieźle z Charmingiem i jest w stanie nakłonić go do spokojnego stania. Ogólnie nastawienie do ludzi ma dobre, gorzej z nastawieniem do pracy. Na padoku dość ciężko go złapać, nie dlatego że ucieka, ale dlatego że nie chce mu się ruszyć z miejsca i trzeba go ciągnąć. Sprowadzanie go z pastwiska do stajni zajmuje wieki, bo co chwilę trzeba cmokać i poganiać siwego wałacha. Dlatego właśnie często ściągamy go w dwie osoby - jedna ciągnie, druga pcha konia od tyłu, wtedy Charming jakoś idzie do przodu. Ma dobre podejście do dzieci oraz osób niepełnosprawnych, więc czasem Antek bierze go dla trochę większych pacjentów na zajęcia. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: Charming mimo swojego spokojnego podejścia do pracy w stadzie okazał się strasznym chamem. Już pierwszego dnia rzucił się z zębami na Nemezis (za co oczywiście dostał od Summera), a następnego wszczął bujkę z Garibaldim i kilkoma innymi końmi. Po kilku tygodniach jednak hierarchia na padoku była już ustalona i każdy mniej więcej znał swoje miejsce. Dogadanie się ułatwił fakt, że Charming został przydzielony do koni które całą dobę stoją na padoku z wiatą. Dzięki temu jest ze swoim stadem prawie 24 godziny na dobę. U poprzednich właścicieli chodził na padok sam, więc jest trochę upośledzony socjalnie, ale po kilku tygodniach wszystko wróciło do normy. Inne konie zupełnie olewa gdy siedzi na nim jeździec. Podczas zawodów nie dekoncentruje się i trzyma z daleka od innych koni. Zupełnie inaczej jest gdy na przykład spotka obce konie w stajni czy kiedy idzie luzem. Wtedy potrafi rzucić się z zębami albo kopnąć. Jest przy tym trochę nieobliczalny bo robi to zupełnie bez ostrzeżenia. Inne zwierzęta traktuje z wielkim spokojem i lekką ignorancją. Zazwyczaj po prostu je olewa nie ważne czy to psy, koty czy dzikie zwierzęta spotkane w lesie. Charming zupełnie się tym nie przejmuje i podchodzi do wszystkiego na zupełnym luzie. Nie miał na szczęście jeszcze nigdy spotkania z jakimś niebezpiecznym zwierzęciem. 
Na padoku: Jest grzeczny, nie próbuje uciekać z padoku, nie rzuca się z zębami na konie będące na sąsiednich pastwiskach. Wszczyna jednak często bójki z tymi które chodzą z nim. Minęło na prawdę dużo czasu zanim hierarchia została ustalona, a przez cały ten czas konie chodziły pogryzione, pokopane i ogólnie w złym nastroju. Kiedy wreszcie się dogadały zapanował względny spokój. Charming stoi na padoku z wiatą, więc przebywa ze swoim stadem prawie przez całą dobę. U poprzednich właścicieli wychodził na padok sam, więc w Anarkii czekała go niezła zmiana, mamy nadzieję że na lepsze. Uwielbia się tarzać, co zawsze potwierdza tuman kurzu na jego białej sierści. Czyszczenie go zajmuje więc wieki, szczególnie zważywszy na jego maść. Gdy się uspokoił i przestał walczyć okazało się, że to dość zamknięty w sobie koń, który raczej nie wchodzi w interakcje z innymi końmi i trzyma się trochę na obrzeżu stada. Nie łatwo jest go sprowadzić z padoku, bo gdy już ma założony kantar (z czym z zasady nie ma problemu), to nie chce się ruszyć z miejsca. Po prostu staje w miejscu i nie zrobi kroku do przodu. Często więc sprowadzamy go w dwie osoby, jedna idzie z przodu i ciągnie Charminga za uwiąz, a druga z tyłu i pcha wałacha od tyłu albo pogania bacikiem ekologicznym. Wtedy Charming jako tako idzie przed siebie. Z łapaniem jako takim nie ma problemu, Charming nie ucieka przed ludźmi. 

Na zawodach: White dopiero zaczyna starty, zatem póki co wyjazdy są dla niego bardzo stresujące. Przyczepka to jedno z tych miejsc, które najchętniej ogląda z odległości kilkunastu metrów. Wprowadzenie go do przyczepki wymaga niezłego pomyślunku logistycznego, a najlepszym sposobem jest wprowadzenie tam innego konia. Musi to być jednak koń którego Charming przynajmniej toleruje, bo inaczej może być niebezpiecznie. Podczas drogi jest trochę podenerwowany i zdarza mu się kopać w ścianki przyczepki, szczególnie gdy jedziemy gdzieś dalej. Trzeba więc pilnować żeby miał cały czas dostęp do siana i się nie nudził.  Wychodzenie idzie mu znacznie łatwiej. Bez problemu daje się czyścić i siodłać, na rozprężalni jest całkiem spokojny. Nie rozprasza się, jest skupiony na jeźdźcu i na rozgrzewce. Nie rozpraszają go też inne konie, ale za to w stajni potrafi pokłócić się z sąsiadami. Nie lubi dekoracji, zawsze stara się uciec przed osobą wręczającą puchar jego jeźdźcowi. Po zawodach jest bardzo zrelaksowany i autentycznie cieszy się gdy dobrze mu pójdzie. 

  • barrel racing: Jest to moment, kiedy ludzie zdają sobie sprawę, że ten w gruncie rzeczy zamulony koń jest bardzo żwawy, energiczny, szybki i wszystkie inne synonimy tego słowa. White zaczyna od postawienia wesoło uszek i chętnie galopuje w stronę beczek, wykazując przy tym ogromne zaangażowanie w prędkości i zwinności. Podbiega bardzo blisko beczek, ładnie zwalnia w zakręcie, by się ciasno wyrobić, po czym rusza z kopyta, gdy znajdzie się już na prostej. Z ogromnym zaangażowaniem pokonuje kolejne beczki, pochyla się tak mocno, że można mieć wrażenie, że zaraz się przewróci, ale on ma wyśmienitą równowagę i doskonale sobie radzi. Dodatkowo to wszystko odbywa się przy minimalnej ingerencji jeźdźca. Charming mimo młodego wieku doskonale załapał o co chodzi w barrel racingu i stara się dać z siebie wszystko podczas zawodów. Jego dużą zaletą jest to, że nie odbija mu szajba gdy zobaczy beczki, co jest rzadkie u koni chodzących barrel racing. Grzecznie czeka na sygnał do startu i nie ponosi. Nie rozprasza go nic, ważne dla niego jest tylko ukończenie toru w jak najkrótszym czasie. 
  • wystawy: Charming White jest bardzo ładny i ma płynny ruch. Nie szarpie się na wystawach, jest spokojny, generalnie nie przeszkadza mu ani tłum, ani flesze. Zawsze idzie tak, jak każe mu człowiek, aczkolwiek czasami zdarza mu się przechodzić do stępa, gdy ma kłusować, bo nic a nic mu się nie chce. Ciągnięcie go jest dość uciążliwe, a gdy mówimy sędziom że to koń użytkowy i chodzi barrel racing to nikt nigdy nam nie wierzy. Charming gdy już ruszy kłusem to biegnie nie dość że bardzo wolno to jeszcze co chwilę się zatrzymuje i nie chce ponownie ruszyć. Niezbędnym narzędziem podczas wystaw jest więc bat na który Charming i tak ostatnio przestał reagować, więc już ręce nam opadły i nie wiemy co robić. Najładniej prezentuje się, gdy stoi i nic nie ma robić. Może stać bez ruchu godzinami, w ogóle mu to nie przeszkadza. Mimo że jest na prawdę bardzo ładny to w ogóle nie umie zrobić dobrego wrażenia, bo jego mułowatość zupełnie je psuje. Ma jednak swój urok, zazwyczaj kradnie serca publiczności swoim niekonwencjonalnym zachowaniem. 

Chody: To zależy od okoliczności. Na codziennych jazdach to koń do pchania, bardzo powolny, wręcz mułowaty. Powłóczy nogami, nic mu się nie chce, najchętniej poszedłby spać. W stępie idzie bardzo krótko, niemal wcale nie odrywa nóg od podłoża, identycznie jest w kłusie, w galopie trochę przyspiesza. Dodatkowo potyka się o własne nogi na równej drodze i ciężko nakłonić go do mocniejszej pracy. Na zawodach natomiast zmienia się diametralnie. Staje się koniem do przodu, jest bardzo energiczny, efektowny. Sadzi długie susy w galopie, szybko i płynnie zmienia nogi, a jego chody stają się nagle sprężyste i jakby wygodniejsze, gdy nie trzeba dyktować mu każdego kroku. To dobry koń do jazdy na oklep, bo mimo że się potyka, to jego wolne chody bardzo ułatwiają utrzymanie się na nim bez siodła. 
Zdrowie: Charming nie powinien skarżyć się na swój stan zdrowia. Nogi ma czyste, oczy także, układy oddechowy i odpornościowy w szczytowej formie. Raz tylko chorował, miał problem z układem pokarmowym, a mianowicie raz zdarzyło mu się mieć kolkę, co prawda bardzo lekką i weterynarz stwierdził, że całkiem nie zagrażającą życiu. Wylizał się z niej właściwie po jednej nocy i następnego dnia już tryskał zdrowiem. Obyło się bez szpitala, wystarczyła wizyta weterynarza, zastrzyk i przeszło. Jest odporny na niekorzystne czynniki pogodowe, dlatego właśnie postawiliśmy go na padoku z wiatą po którym chodzi przez cały rok i nie skarży się na temperaturę. 
Kondycja: koń ten jest fenomenem, ponieważ przez całe życie unika przemęczania się i stara się zawsze wszystko robić powoli i jak najmniejszym kosztem, a mimo to podczas zawodów tak kondycyjnie wymagających jak barrel racing okazuje się, że jest w stanie na prawdę dużo znieść. Podczas jazd rekreacyjnych czy terenów jest mokry już po pół godzinie. Dyszy, zatrzymuje się i poci. Jednak podczas zawodów okazuje się, że kondycję ma idealną i nawet się nie spoci podczas przejazdu. Jest to dla nas jedna z niewyjaśnionych zagadek jeździectwa. Doszliśmy jednak do wniosku, że Charming wciska nam kit. Nie odkryliśmy jednak w jaki sposób umie pocić się na zawołanie. 

Imię: Obowiązek nadania konikowi imienia przypadł Agness, która po długich godzinach myślenia, wreszcie wymyśliła, a z pomocą przyszło imię matki, imię ojca i maść konika. Najpierw umieściła część "Charming", którą dziedziczy większość potomków Charming Boy'a TQ, potem od matki wzięła część "Gun". Potem, gdy spojrzała na maść konia zadecydowała o części "White". Złożyła to w jakiś w miarę logiczny szyk i nadała konikowi takie właśnie imię. Charming White Gun oznacza w języku angielskim "czarujący biały pistolet". Na co dzień mówimy na niego Charming lub Siwy. Praktycznie nigdy nie używamy jego pełnego imienia, bo jest po prostu za długie. 
Hodowla: Nigdy jeszcze nie był ojcem i nigdy nikt nie wykazał chęci posiadania potomka po nim, więc po przyjeździe do Anarkii został wykastrowany. Bardzo się wtedy uspokoił jeśli chodzi o kontakty z innymi końmi. Mimo że ma dobry rodowód to jednak została podjęta taka a nie inna decyzja z powodów technicznych i specyfiki Anarkii. 
Budowa: White to koń rasy typowo amerykańskiej. Ma mocne nogi, szerokie kopyta. Kłoda jest mocna, krępa, pełna, zad okrągły, umięśniony. Ogon osadzony dość wysoko. Szyja mocna, w miarę długa, grzywa gęsta i także długa, identycznie jak ogon. Głowa duża o profilu prostym, oczy duże, szeroko rozstawione, chrapy wąskie, duże. Uszy niewielkie, ładnie ozdabiające głowę. Nie możemy więc zrozumieć czemu koń o takiej budowie tak niechętnie idzie na przód i często się potyka. Na szczęście budowa pomaga mu też w barrel racingu. Jest szybki, zwrotny i ma bardzo dobrą równowagę. 



Rodowód:

CHARMING WHITE GUN
(AQH, 2011)
(AQH, 2005)
(AQH, 2000)
SHE'S PRINCESS (AQH, nvrt)
CHARMING AND EASY (AQH, nvrt)
(APH, 2000)
GUNNER GIRL (APH, nvrt)
BIG SMOOTH (APH, nvrt)
(AQH, 2008)
RESME TQ
(AQH, nvrt)
RENESME (AQH, nvrt)
DARKNESS TQ (AQH, nvrt)
CHARMING LITTLE BIRD
(AQH, nvrt)
CHARMING LARA (AQH, nvrt)
LITTLE BLUE BOY (AQH, nvrt)

Osiągnięcia Charming White Guna

Liczba osiągnięć: 73
Liczba gwiazdek: 1



Osiągnięcia w barrel racingu (43):




Osiągnięcia na wystawach (29)

Tytuły (1)
  • International Barrel Racing Champion 2020 podczas XIX IAHF 2020.

sobota, 26 marca 2016

Trening Carrery | Summer Berry Stable

Koń: Carrera
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western pleasure (z elementami trailu)
Miejsce: Summer Berry Stable, hala
Czas: 1,5 godziny

Zostałam poproszona przez Boksi o przeprowadzenie treningu z Carrerą, a ponieważ byłam winna dziewczynie przysługę, od razu się zgodziłam. Chwilę zajęło mi odnalezienie się w wielkiej stajni, ale po chwili odnalazłam boks arabki. Gdy zauważyła, że otwieram boks ciekawsko spojrzała w moją stronę, ale gdy zauważyła obcą osobę od razu cofnęła się kilka kroków. Spuściłam wzrok i weszłam powoli do boksu wyciągając w stronę klaczy dłoń z kawałkiem suchego chleba. Carrera chwilę zastanawiała się, ale w końcu przyjęła dar i chyba uznała mnie za swoją, bo przysunęła się w moją stronę i zaczęła obwąchiwać moje kieszenie i dłonie. Pogłaskałam ją między oczami i założyłam jej na głowę kantar, który wisiał obok boksu klaczy. Carrera nie miała żadnych obiekcji, więc podpięłam uwiąz do kantara i wyprowadziłam klacz na zewnątrz. 
Pogoda była bardzo ładna, świeciło lekkie słońce, a świat tak jakby zaczynał budzić się do życia po zimie. Mimo to zostałam poproszona o przeprowadzenie treningu na hali. Nie miało to dla mnie jakiegoś szczególnego znaczenia, a że w Anarkii nie mamy hali, to nawet dobrze, będzie jakieś urozmaicenie. 
Przywiązałam Carrerę do koniowiązu pod stajnią i szybko skoczyłam do siodlarni po szczotki. Arabka gdy tylko zauważyła zgrzebło i miękką szczotkę w moich rękach od razu przymknęła oczy i opuściła głowę. Zaczęłam ją czyścić. Zajęło mi to dosłownie chwilę, bo klacz była właściwie czysta, ale i tak jeszcze przez chwilę czyściłam i tak już czystą klacz, bo nie chciałam jej robić przykrości. Z siodłaniem też poszło szybko i już po chwili gotowa Carrera stała przy koniowiązie, a ja zakładałam na głowę kask. Po chwili odwiązałam klacz i poprowadziłam ją w stronę hali. Tam zatrzymałam ją na środku, sprawdziłam strzemiona i popręg, a następnie wgramoliłam się na grzbiet klaczy. Gdy upewniłam się, że wszystko jest w porządku dałam klaczy lekką łydkę i ruszyłyśmy stępem. 
Początkowo pozwoliłam klaczy się rozluźnić, obeznać z otoczeniem i przyzwyczaić do nowego jeźdźca. Sama też potrzebowałam chwili na zapoznanie się z halą. Ku mojej uciesze zauważyłam dużo pachołków, drągów i innych ciekawych przedmiotów. 
Carrera szła dość żwawo przed siebie, ale nie próbowała kombinować, żeby zmienić chód na wyższy. Gdy uznałam, że jest gotowa zaczęłam kręcić koła w stępie. Zaczęłyśmy od tych dużych, prawie na pół hali, a skończyłyśmy na dość ciasnych woltach. Carrera ładnie się podporządkowała, reagowała na najmniejsze ruchy wodzy oraz lekkie przerzucenie ciężaru ciała. Kilka razy przejechałyśmy stępem przez drągi oraz pojechałyśmy slalomem. Klacz ładnie się wyginała i ogólnie starała zrobić dobre wrażenie. Pochwaliłam ją za to podrapaniem po kłębie i gdy uznałam że klacz jest gotowa, ruszyłyśmy kłusem. 
Carrera zareagowała na samo przeniesienie ciężaru ciała do przodu. Ku mojej uldze okazało się, że Carrera nie jest tym typem araba który gna przed siebie jak głupi. Dzięki temu o wiele łatwiej było mi siedzieć w siodle. Dałam klaczy luźną wodzę i pozwoliłam przez chwilę pokłusować na luzie, a potem zabrałyśmy się za pracę. Ponownie zaczęłyśmy od kół wplatając między nie zatrzymania, przejścia do stępa i przejazdy przez drągi. Carrera zupełnie skupiła się na mnie, wydawała się być ogólnie bardzo zainteresowana wszystkimi zadaniami które przed nią stawiałam. Poruszała się też bardzo płynnie sama z siebie podstawiając zad i ustawiając łeb i szyję w odpowiedniej pozycji. Poćwiczyłyśmy jeszcze trochę cofań z którymi klacz początkowo miała małe problemy, ale już za trzecim razem załapała i mogłam wycofać ją dowolną ilość kroków a następnie z miejsca ruszyć kłusem. Pojeździłyśmy też slalom, początkowo omijając co drugi pachołek, a następnie jadąc już ciasno. Po wyjechaniu ze slalomu Carrera parsknęła głośno a ja dałam jej sygnał do przejścia do stępa. Postanowiłam dać jej chwilę odsapnąć przed galopem. Na razie byłam bardzo zadowolona z klaczy. 
Gdy klacz chwilę odpoczęła dałam jej sygnał do zakłusowania, a po kilku krokach kłusa, do zagalopowania. Zmieniła chód bardzo elegancko, nie tracąc ani ustawienia ani rytmu. Podrapałam ją po kłębie i pozwoliłam na przejechanie jednego okrążenia na luźnej wodzy. Potem pokręciłyśmy trochę kół, zrobiłyśmy kilka razy lotną, robiłyśmy wszelkiego rodzaju przejścia i zmiany kierunków. Były momenty kiedy Carrera trochę się gubiła, ale wystarczało że zwolniłam tempo, dokładnie i na spokojnie pokazałam jej co ma zrobić i później było już dobrze. To na prawdę bardzo szybko uczący się koń. 
W końcu postanowiłam powoli kończyć trening. Carrera wyglądała już na trochę zmęczoną i jeździłyśmy już prawie półtorej godziny. Po przećwiczeniu w galopie wszystkiego co sobie zaplanowałam przeszłyśmy do kłusa. Postanowiłam już tylko rozkłusować klacz na luźnej wodzy. Carrera opuściła łeb prawie do samej ziemi i głośno parskała. W końcu przeszłyśmy do stępa i jeszcze jakieś 10 minut kręciłyśmy się po hali, żeby klacz ochłonęła. 
W końcu zsiadłam z niej, lekko poluzowałam popręg i poprowadziłam Carrerę w stronę stajni. Tam zdjęłam z niej siodło, dokładnie obejrzałam grzbiet, nogi i kopyta, a po upewnieniu się, że wszystko jest w porządku założyłam na grzbiet klaczy polarową derkę i umyłam jej nogi na myjce. Tak odpicowaną klacz odstawiłam do boksu dając jej przy okazji kolejny kawałek suchego chleba. 
Odniosłam sprzęt do siodlarni i poszłam znaleźć Boksi, żeby złożyć jej raport z treningu.