środa, 30 kwietnia 2014

*** 5. Rocznica Powstania WHK Anarkia ***


Witajcie :) 9 kwietnia Anarkii stuknęły piąte urodziny. Ale niestety w związku z tym, że studiuję i kompletnie nie mam czasu, imprezę organizuję dopiero dziś. Ale lepiej później niż wcale. 


*** ZAWODY ***

Regulamin: 

  • jeden koń może iść nawet wszystkie dyscypliny, ale w każdej z nich tylko jedną klasę. 
  • jedna stajnia może zgłosić nieograniczoną ilość koni do zawodów
  • wymagane jest zdjęcie konia w dyscyplinie w której startuje (choć niekoniecznie zdjęcie podczas zawodów), do wystawy wymagane jest zdjęcie bokiem na wystawie lub luzem. 
  • wklejenie bannera jest obowiązkowe
  • wszystkie konie zgłaszacie w jednym komentarzu, a gdy chcecie zgłosić się jeszcze do czegoś (np. loterii, sprzedaży...), odpowiadacie na poprzedni komentarz nowym z innym formularzem.
  • ponieważ w dyscyplinach nie uwzględniłam wszystkich klas możliwe jest zaniżenie lub zawyżenie umiejętności konia, ale proszę robić to z głową! 
  • w wystawie "konie gorącokrwiste" to wszystkie pozostałe rasy. Nie możliwe jest jednak zgłoszenie np. araba do tej klasy, ponieważ dla niego jest osobna klasa - "araby". 

Dyscypliny: 
  • skoki ( L, N, C)
  • ujeżdżenie (L, N, C)
  • cross (easy, hard)
  • wyścig (1200 m., 2500 m.)
  • wystawa (araby, konie gorącokrwiste, konie niemieckie, kuce, konie zimnokrwiste)

Formularz: 
  • ksywa: 
  • adres stajni: 
  • imię konia: 
  • dyscyplina: 
  • klasa: 
  • url boksu: 

*** LOTERIA ***

Regulamin: 
  • jedna osoba może zarezerwować maksymalnie 2 numerki
  • nie ma pustych numerków, pod każdym jest jakaś nagroda
  • do wygrania są: stanówki (Frollo, Assassin, Summer), sprzęt, treningi napisane przeze mnie dla waszych koni. 
  • w razie dużej popularności loterii dodam więcej numerków, nie martwcie się. 
  • jeśli kupujecie dwa numerki, oba wpisujecie w jednym formularzu i w jednym komentarzu. 
  • obowiązkowe jest wklejenie bannera. 

Numerki: 
  • 1 (Ruska)
  • 2
  • 3 (Ruska)
  • 4
  • 5
  • 6 (Miśka)
  • 7
  • 8
  • 9 (Miśka)
  • 10

Formularz: 
  • ksywa: 
  • adres stajni: 
  • numerek: 
  • preferencje do do nagrody: 

*** SPRZEDAŻ KONI ***

Regulamin: 
  • w związku z przeprowadzką postanowiłam sprzedać kilka koni. Są one dla mnie bardzo ważne i na pewno nie pójdą do byle kogo. Zachęcam jednak do składania formularzy o kupno ich, bo są kochane :)
  • jedna osoba może starać się nawet o wszystkie konie. 
  • jeśli starasz się o kilka koni, złóż osobne formularze, ale w jednym komentarzu. 
  • cena każdego kona podlega negocjacji. 
  • obowiązkowe jest wklejenie bannera. 
  • zasada jest taka: jeśli chcecie sprzedać któregoś z tych koni, lub odchodzicie z Virtuala, mam pierwszeństwo kupna. Nie ma tak, że ktoś odchodzi i "zabiera konia ze sobą". Jasne? 

Konie: 
  • wałach FAKIR (oo) - siwy arab chodzący rajdy długodystansowe. Bardzo przyjacielski, zdolny i ambitny koń. Esmeralda jest do niego bardzo przywiązana. 6.000 h.
  • wałach SUMMER WINE (oo) - kasztanowaty arab, który jakiś czas temu chodził wyścigi, ale obecnie chyba już z tego wyrósł. Nowy właściciel może zmienić mu dyscyplinę. Nie należy do koni nerwowych, jest wyjątkowo spokojny i opanowany. 5.000 h.
  • wałach TOUCH OF FAITH (hol) - prawdziwy sportowiec, kasztanowaty koń chodzący ujeżdżenie klasy P i cross medium. Cała kariera jeszcze przed nim i na pewno zadowoli swojego przyszłego właściciela. 4.000 h.
  • klacz *ELHEMINA (hc) - jedna z najbardziej zasłużonych klaczy huculskich w Virtualu, ma na koncie ponad 100 osiągnięć i wiele potomstwa. Startuje również z powodzeniem w skokach kl. LL. Bardzo zdolny koń, choć miewa swoje humory. Znaczy na prawdę dużo dla Esmeraldy. 10.000 h.
  • klacz *ZINGARA (hc) - również bardzo zasłużona klacz. Ma dużo potomstwa i ponad 150 osiągnięć. Z powodzeniem startuje w WKKW easy i wszystkich dyscyplinach wchodzących w jego skład. Bardzo utalentowana, spokojna i wyrozumiała klacz. tak samo jak Mina, znaczy dla Esmeraldy na prawdę dużo. 10.000 h.
  • klacz EFRAFA (hc) - młoda klacz zaczynająca startować w pole bendingu. Niepokorna dusza i raczej trudny koń, z którym trzeba znaleźć wspólny język. Niemniej jednak bardzo utalentowana i przyszłościowa. 5.000 h.
  • wałach ARAGORN (hc) - kary wałaszek startujący z powodzeniem w powożeniu parokonnym. Pod siodłem ciężki i do pchania, jednak świetnie sprawdza się w zaprzęgu - dzielny i wytrzymały. Do kupienia tylko z klaczą Samotną. 12.000 h. (za parę)
  • klacz SAMOTNA (hc) - gniada klacz o ciężkim charakterze. Bardzo wrażliwa i nieufająca ludziom. Jest jednak świetnym koniem do powożenia, szybka, zwrotna i myśląca. Pod siodłem wrażliwa, zdarza jej się brykać. Do kupienia tylko z wał. Aragornem. 12.000 h. (za parę)

Formularz: 
  • ksywa: 
  • adres stajni: 
  • imię konia: 
  • dlaczego on?: 
  • do czego będzie używany?: 
  • akceptujesz cenę?: 

Trening wał. *My Rugged Destiny (2)


Koń: *My Rugged Destiny
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: ujeżdżenie [L]
Miejsce treningu: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina
 
Kończyłam właśnie siodłanie Ruggeda, zakładałam kask na głowę i odpinałam wałacha od koniowiązu, kiedy stwierdziłam że skoro ujeżdżalnia jest wolna, to pojadę tam. Wsiadłam na grzbiet bułanego wałacha i ruszyliśmy w dół. Rugged miał dość długą przerwę od treningów, podczas której chodził tylko w rekreacji. Chciałam zobaczyć co pamięta z bycia koniem sportowym. Gdy dojechaliśmy na ujeżdżalnię zaczęłam prosić konia o ustawienie głowy i zadu. Na początku był niechętny, ale mój upór doprowadził mnie do celu. Przejechaliśmy jedno pełne koło i zaczęliśmy krążyć. Na początku duże koła i zmiany kierunku po dużych łukach. Następnie przechodziliśmy do coraz mniejszych wolt. Rugged dobrze reagował i był skupiony. Widocznie nie zapomniał wszystkiego. W końcu ruszyliśmy kłusem. Ponownie przejechaliśmy całe koło w całości, po czym zaczęliśmy od dużych wolt, stopniowo je zmniejszając. Starałam się często zmieniać kierunki, żeby Rugged za bardzo się nie przyzwyczaił do jednej. Po takiej rozgrzewce zaczęliśmy wjeżdżać kłusem na drągi. To takie urozmaicenie treningu. Rugged na początku się zawahał, przez co potknął się na pierwszym drągu, ale za każdym kolejnym razem było już coraz lepiej. Przyszedł czas na galop. Na jednym z zakrętów usiadłam mocniej w siodle i dałam sygnał. Rugged zagalopował z dobrej nogi. Przegalopowałam go spokojnie przez jedno kółko, po czym przeszliśmy do robienia wolt, zaczynając tradycyjnie od dużych i stopniowo je skracając. Gdy uznałam, że dość przeszłam do kłusa i zagalopowałam w drugą stronę. Znów robiliśmy dużo wolt. Potem przegalopowałam przez przekątną zmieniając nogę w galopie. Rugged zareagował, ale dopiero kiedy wzmocniłam sygnał, więc znów wjechałam na przekątną i zmieniłam nogę. Tym razem szybko pojawiła się reakcja. Przeszłam do kłusa, a następnie znów zagalopowałam. Po kilku krokach znów przeszłam do kłusa i tak kilka razy. Następnie powtórzyłam sekwencję w drugą stronę. Rugged reagował bardzo ładnie na moje polecenia. Kiedy stwierdziłam, że już dość galopowania przeszłam do kłusa i na luźnej wodzy pozwoliłam wałachowi wyciągnąć szyję. Po kilku okrążeniach ujeżdżalni przeszliśmy do stępa. Pojechaliśmy do stajni okrężną drogą. Tam rozsiodłałam wałacha i zaprowadziłam na wybieg.

Trening wał. *My Rugged Destiny (1)


Koń: *My Rugged Destiny
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: ujeżdżenie kl. L
Czas: godzina
W stajni stał już tylko jeden koń, który mi został do ruszenia: My Rugged Destiny, potocznie zwany Rugiem. Stał spokojnie w swoim boksie z nastawionymi uszami. Ostatnio był kontuzjowany, więc praktycznie od ponad miesiąca nie miał porządnego treningu ujeżdżeniowego. Jeśli w jego wypadku w ogóle można mówić o ‚porządnym treningu’.
Podeszłam do wałacha i pogłaskałam go po chrapach. Wałach przyjaźnie wyciągnął łeb w moją stronę i trącił w ramię. Uśmiechnęłam się i zmierzwiłam mu grzywkę na czole. Wzięłam kantar z kołka na siodło i założyłam go na głowę Rugged’a. Odsunęłam zasuwę w boksie, równocześnie popychając konia do tyłu, żeby nie wyszedł. Nie jest to typ konia, który uciekałby z boksu, ale jednak wolałam zapobiegać. Rzuciłam okiem na konia, chwyciłam za kantar i wyprowadziłam go ze stajni. Szedł grzecznie obok mnie, mimo że wszystkie konie były na pastwiskach i na pewno chętniej biegałby teraz z nimi, niż chodził pod siodłem na treningu.
Przywiązałam go do koniowwiązu i zostawiłam na chwilę. Poszłam do siodlarni po szczotki, siodło i ogłowie. Wałach nie był brudny, więc wystarczyło kilka ruchów zgrzebła i już był gotowy do zakładania siodła. Założyłam je delikatnie na grzbiet konia i zapięłam popręg. Następnie wzięłam do ręki ogłowie, odpięłam kantar i założyłam je na głowę konia, zapinając kantar na jego szyi. Zapięłam podgardle i nachrapnik i znów zostawiłam Rugged’a na chwilę samego. Odniosłam szczotki i przyniosłam toczek i palcat ujeżdżeniowy. Założyłam toczek i odpięłam Rugged’a. Opuściłam strzemiona i podciągnęłam popręg. Włożyłam nogę w strzemię i usiadłam na siodle. Rugged grzecznie stał w miejscu, mimo że wodze były kompletnie luźne. Podciągnęłam jeszcze popręg o dwie dziurki, wzięłam wodze w rękę i ruszyliśmy stępem w dół, żeby dotrzeć na ujeżdżalnię z przeszkodami, a z niej na łąkę. Rugged grzecznie przeszedł obok dwóch pastwisk [stajennych koni i wałachów], nie robiąc żadnego problemu. Wjechaliśmy na łąkę, gdzie od razu narzuciłam wałachowi dość żwawe tempo stępa. Rugged od razu opuścił głowę i podstawił zad. On jest w ogóle tak zupełnie inny od reszty moich koni. Idealnie reaguje na wszystkie pomoce, sam się ustawia, słucha się…
Zaczęłam robić z nim wolty, pilnując wygięcia i tempa. Koń na początku był lekko spięty, ale już za drugim razem rozluźnił się na tyle, że wystarczyły naprawdę lekkie sygnały, żeby spełnił moją prośbę. Zaczęłam od szerokich wolt i stopniowo przechodziłam do coraz mniejszych. Rugged podporządkował się zupełnie mojej ręce i można powiedzieć, że miałam go w małym palcu. Uwielbiam, kiedy taki jest.
Po 10 minutach rozgrzewki w stępie na obie strony przyłożyłam łydki dając sygnał wałachowi do zakłusowania. Ruszył od razu, nie zmieniając pozycji głowy. Pozwoliłam mu na razie iść własnym tempem [czyli średnio szybkim]. Rugged szedł luźno. Poluzowałam trochę wodze, żeby nie mieć go na takim mocnym kontakcie. Przekłusowaliśmy jedno kółko na luźno, a potem wzięliśmy się do pracy. Przede wszystkim zrobiłam z nim na rozgrzewkę kilka wolt. Tym razem nie było żadnych zawahań, wałach szedł wspaniale. Następnie dodałam skracania i wydłużania kłusa. Na początku na krótkich ścianach skracałam, na długich wydłużałam. Następnie robiłam coraz więcej takich przejść w krótszym czasie. Na początku Rugged trochę się gubił, ale jak tylko zaczynało mu się plątać pozwoliłam mu kłusować przez dłuższy czas równym tempem, po czym zaczynałam od nowa. W końcu doszło do tego, że wałach mógł zrobić 3 kroki wyciągnięte, po czym skrócić kłus, zrobić 3 kroki i znów wyciągnąć. Rugged dziś mnie pozytywnie zaskakiwał. Mimo niedawnej kontuzji zachowywał się wspaniale. Również jego zaangażowanie w trening było godne podziwu. Przeszłam na chwilę do stępa, ale nie po to, żeby odpocząć. Na to jeszcze nie czas. Ustawiłam wałacha na długiej ścianie i za pomocą lekkiego ruchu wewnętrznej wodzy i łydki nakłoniłam go do wygięcia głowy do środka. Rugged ma to ćwiczenie opanowane do perfekcji, więc od razu zrozumiał o co mi chodzi. Zrobiliśmy to ćwiczenie w dwie strony, wyginając się do środka i na zewnątrz, na czym poprzestaliśmy. Nie chciałam męczyć konia monotonnymi ćwiczeniami. Znów ruszyliśmy kłusem i znów ćwiczyliśmy wygięcie głowy. Rugg również to miał opanowane, więc nie było po co się tu zatrzymywać. Po przekątnej zmieniłam kierunek. Na następnym zakręcie usiadłam w siodle i dałam Rugged’owi sygnał do zagalopowania. Było dość ślisko z powodu błota, więc pozwoliłam mu tylko na bardzo wolny galop. Czułam, że chciałby się rozpędzić, ale mimo to pozostawał pod moją kontrolą z własnej woli. Zrobiłam z nim dwie wolty, po czym wjechałam na przekątną, na której poprosiłam wałacha o zmianę nogi. Za pierwszym razem się nie udało, więc wzmocniłam pomoce i tym razem było już dobrze. W drugą stronę również porobiliśmy kilka wolt, po czym przeszliśmy do kłusa. Poluzowałam wodze [trzymałam je za samą końcówkę] i pozwoliłam bułanemu iść własnym tempem. Koń wyciągnął szyję i wydłużył krok. Pogłaskałam go po szyi. Byłam na prawdę zadowolona z jego dzisiejszej pracy.
Przekłusowaliśmy jeszcze 2 kółka, po czym zatrzymałam go na środku placu i zsiadłam. Niestety Rugg jest bardzo oporny w nauce spokojnego stania, kiedy jeździec otwiera bramę z jego grzbietu, więc niestety musiałam zsiąść, otworzyć bramę, wyprowadzić konia i znów wsiąść.
Jechaliśmy na luźnej wodzy w stronę stajni. Tam zsiadłam z konia i zdjęłam siodło. Wałach nie był mokry, więc tylko wyczyściłam mu kopyta i zaprowadziłam na pastwisko.
 

Trening wał. *Bueno Star (3) i wał. *My Rugged Destiny (3)



Konie: *My Rugged Destiny / *Bueno Star
Jeźdźcy: Antek / Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: godzina 

Postanowione. Jedziemy w teren z tym dziwnym zestawem koni. Antek stwierdził, że Rugged potrzebuje odpoczynku, bo ostatnio wozi zdecydowanie za dużo dzieci na swoim grzbiecie. Ja z kolei podłapałam pomysł argumentując to tym, że Bueno będzie dla niego dobrym towarzyszem. Szybko przyprowadziliśmy sobie konie z wybiegu, wyczyściliśmy je i ubraliśmy.  Wzięliśmy kaski z siodlarni, przyczepiliśmy na drzwiach stajni karteczkę z numerem telefonu i ruszyliśmy w las. Antek na Ruggedzie jechał pierwszy, ja na Bueno druga. Przejechaliśmy całą ścieżkę na łąkę stępem, podobnie jak samą łąkę. Rudy ze względu na swoje częste kontuzje musi mieć długie rozgrzewki. Zjechaliśmy w dół łagodnym zboczem i znaleźliśmy się na dość płaskiej drodze. Dopiero tu zakłusowaliśmy. Rudy szedł energicznie do przodu, Bueno się rozluźnił. Przez kilka minut tak kłusowaliśmy, aż dotarliśmy do przewróconego drzewa. Pamiętając, że Rugged nie może skakać ominęliśmy przeszkodę i dalej kłusowaliśmy. Po kolejnych kilku minutach przeszliśmy do stępa, bo na drodze pojawiło się mnóstwo kamieni. Skręciliśmy lekko w prawo i wjechaliśmy do góry na łąkę. Tam sobie zagalopowaliśmy. Rudy zagalopował powoli, ale zachęcany przez Antka przyspieszył. Skręciłam Buena lekko w lewo i galopowałam równolegle z Antkiem i Rudym. Konie były spokojne, nie próbowały się wyrywać. Przy końcu łąki przeszliśmy do stępa i zjechaliśmy w dół. Na płaskiej drodze zakłusowaliśmy. Widać było, że Rugged trochę się wyrywa i chciałby dalej galopować. Uświadomiłam sobie jak dawno nie był w terenie. Kiedy ścieżka stała się w miarę równa znów ruszyliśmy galopem. Tym razem jednak wolniej, bo w każdej chwili musielibyśmy zwolnić.W końcu uznaliśmy, że trzeba kończyć zabawę i przeszliśmy do kłusa, a kiedy przed nami pojawił się podjazd pod górę, do stępa. Stępem przejechaliśmy przez łąkę i drogę do stajni. Tam rozsiodłaliśmy konie, wyczyściliśmy je i odprowadziliśmy na wybieg.  

Trening wał. *Bueno Star (2)

Koń: *Bueno Star
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western reining
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina 
Zarzuciłam właśnie ciężkie siodło westernowe na grzbiet Bueno Stara. Dawno nie mieliśmy czasu na poważny trening, więc dziś po poprowadzeniu kilku jazd postanowiłam wsiąść na srokacza. Dopięłam popręg, założyłam kask na głowę i wsiadłam na konia. Jak zwykle bardzo się spiął, ale nie przejmując się tym zupełnie nacisnęłam łydkami na jego boki. Ruszył stępem ścieżką w dół. Przez cały czas miałam łydki lekko dociśnięte, a Bueno powoli się rozluźniał. Gdy dojechaliśmy na plac zaczęłam rozgrzewkę w stępie. Najpierw duże koła w obie strony, potem coraz mniejsze. Od czasu do czasu zatrzymywałam wałacha w różnych miejscach placu, a potem kazałam mu ruszać. Gdy poczułam że Bueno się rozluźnił zakłusowaliśmy. Na początku powoli, potem wyciągając i skracając chód. Bueno generalnie nie lubi chodzić kłusem, więc praktycznie po kilku kołach w obie strony ruszyliśmy galopem. Pozwoliłam wałachowi przegalopować całe koło w jego tempie, a potem wzięliśmy się do ostrej pracy. Najpierw koła w szybkim galopie. Bueno bardzo chętnie przyspieszał i zwalniał. Był rozluźniony i chętny do współpracy, co nie zdarza mu się często. Stopniowo zaczęłam wprowadzać sliding stopy. Bueno wykonywał je zawsze idealnie, na luźnych wodzach. Następnie poćwiczyliśmy spiny w obie strony. Wałach dobrze reagował na moje polecenia. Kręcił się w kółko z oszałamiającą prędkością, następnie nagle się zatrzymywał i kręcił się w drugą stronę. Ponownie ruszyliśmy galopem, tym razem ponownie nie za szybko. Zrobiliśmy jeden sliding stop w drugą stronę i przeszliśmy na chwilę do stępa. Cały czas pilnowałam, żeby wałach szedł energicznie do przodu. Po chwili odpoczynku pojechaliśmy slalom w kłusie i ponownie zagalopowaliśmy. Kazałam Buenowi rozpędzić się i wjechać na środek placu, na którym ponownie wykonaliśmy sliding stop. Odwróciłam wałacha i pogalopowaliśmy równie szybko w drugą stronę. Następnie zatrzymałam go z tego szybkiego galopu do stój. Pogłaskałam wałacha przyjaźnie po szyi i ruszyliśmy kłusem. To był już koniec treningu, ale chciałam żeby wałach ochłonął. Po kilku minutach przeszliśmy do stępa i pojechaliśmy do stajni, gdzie rozsiodłałam wałacha, wyczyściłam go i odprowadziłam na wybieg.  

Trening wał. *Bueno Star (1)


Koń: *Bueno Star
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: reining
Czas: godzina 


Grzebałam w siodlarni w poszukiwaniu ogłowia Bueno Star’a. Dokładnie pamiętałam, jak wczoraj gdzieś tu je wieszałam. W końcu znalazłam je pod ogłowiem *Draculi. Było to o tyle dziwne, że *Draco ostatnio chodzi na kantarze, więc jego ogłowie było używane naprawdę dawno.Zabrałam ogłowie, siodło, szczotki i kantar z uwiązem przed stajnię i zostawiłam przy barierce do przywiązywania koni, po czym poszłam do stajni z kantarem.Weszłam do boksu Bueno Star’a i założyłam mu kantar. Zdenerwował się, ale tylko położył uszy po sobie. Pogłaskałam go po szyi i wyprowadziłam ze stajni. Przywiązałam go przed stajnią i zaczęłam czyścić.Na początku wiercił się, ale ignorowałam go, więc przestał. Stał spokojnie i patrzył na mnie. Osiodłałam go szybko i wsiadłam na siodło. Bueno spiął się, więc przez chwilę nie robiłam zupełnie nic. Siedziałam w siodle trzymając luźno wodze. Po kilku minutach rozluźnił się. Dotknęłam lekko jego boków nogami. Wałach ruszył energicznie do przodu. Nie popędzałam go, ani nie chamowałam. Szedł własnym rytmem. Zaczęliśmy schodzić w dół, żeby dotrzeć na ujeżdżalnię. Bueno szedł energicznym krokiem. Na początku był spięty, ale coraz bardziej się rozluźniał. Bardzo lekko nakierowałam go na bramę ujeżdżalni. Kiedy przez nią przeszliśmy, zawróciłam go bardzo lekkim ruchem ręki. Wałach odwrócił się o 180 stopni i stanęliśmy przodem do bramy. Kazałam mu iść, ale po kilku krokach zatrzymaliśmy się. Złapałam za sznur na bramie i nakazałam wierzchowcowi cofnąć się. Zamknęliśmy bramę. Cały czas użwałam jak najmniejszych sygnałów. Chyba Star’owi odpowiadało to, bo jego ruch stał się płynniejszy, a mięśnie rozluźniły się.Po kilku minutach zebrałam trochę mocniej wodze i obróciłam wałacha tak, żeby szedł w drugą stronę. Na chwilę spiął się, ale kiedy po wykonanej przez niego czynności znów go puściłam, rozluźnił się.Powoli zaczęłam robić z nim wolty. Również na początku był spięty. Używałam jak najmniejszych sygnałów. Gdy się rozluźnił, postanowiłam ruszyć kłusem. Na początku po okręgu. Wodze trzymałam luźno. Bueno zaczął machać głową. Nie zwróciłam na to uwagi, nadal siedziałam w siodle luźno. Po kilku minutach był już na tyle luźny, że zacząłam z nim wolty i inne ćwiczenia. Przestał się spinać. Przez przekątną zmieniliśmy kierunek, po czym zaczęliśmy wszystko w drugą stronę. Poszło szybciej.Zaczęliśmy pracę w galopie. Na początku tylko po okręgu, potem na woltach. Bueno był coraz luźniejszy. Pracowało mi się z nim naprawdę dobrze. Zaczęliśmy robić trochę trudniejsze ćwiczenia: jazda po prostej, zwrot o 45* i galop pod skosem, a następnie powrót na prostą w drugą stronę. Takie odwrócone półwolty. Bueno postawił jedno ucho do przodu, a drugie w moją stronę. Wjechaliśmy galopem na środek ujeżdżalni. Odchyliłam się do tyłu i lekko zadziałałam wodzami. Wałach momentalnie się zatrzymał, robiąc sliding stop. Jeszcze nie zdążył do końca się zatrzymać, kiedy przyłożyłam nogi do jego boków, nakazując mu ponowne ruszenie galopem. Bueno poderwał się w jednej chwili. Zwolniłam na chwilę do kłusa i pogłaskałam wałacha po szyi. Zrobiliśmy jedno okrążenie w kłusie, na zupełnie luźnej wodzy, po czym przeszliśmy do stępa. Bueno Star wyciągnął szyję i szedł bardzo luźnym krokiem. Pogłaskałam go po łopatce. Podjechaliśmy do bramki, którą otworzyłam z jego grzbietu. Podczas drogi pod górkę nie robiłam nic. Trzymałam wodze zupełnie luźno i nie dyktowałam kroku koniowi.Na górze zsiadłam z niego, zdjęłam siodło i szybko przeczyściłam. Prowadząc konia za wodze, poszliśmy na pastwisko. Tam zostawiłam Bueno.

Trening og. *Summer (14) i og. *The Mad Hatter (21)



Konie: The Mad Hatter / Melodia / Summer
Jeźdźcy: Łukasz, Antek, Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce: okolica WHK Anarkia
Czas: 1,5 godziny 

Wpadliśmy na genialny pomysł, a mianowicie postanowiliśmy zabrać wyścigowce w teren. Rano tóż po nakarmieniu i wypuszczeniu koni wyczyściliśmy sobie naszą radosną gniadą trójkę i osiodłaliśmy je siodłami wszechstronnymi [poza Hatterem, który chyba jest na to jeszcze za młody]. Wyprowadziliśmy konie na dwór i dosiedliśmy ich. Summer czując mój ciężar na swoim grzbiecie uniósł wysoko głowę i ruszył stępem. Przyhamowałam go i poczekałam aż chłopaki wszystko sobie dopasują. Po chwili ruszyliśmy stępem. Wszędzie było mnóstwo błota, ale optymistycznie stwierdziliśmy że damy radę. Dojechaliśmy po kilkunastu minutach na łąkę gdzie postanowiliśmy ruszyć kłusem. Niestety Hatter miał na ten temat inne zdanie i cały czas szarpał się z Łukaszem siedząc Summerowi dosłownie w zadzie. Summer nie był zadowolony z zachowania swojego syna i co chwilę odwracał głowę do tyłu pokazując mu niezadowoloną minę. Jak dobrze, że nie musimy Hattera wychowywać sami. Postanowiliśmy objechać łąkę dookoła kłusem, żeby Hatter trochę spuścił z tonu. I faktycznie, po tych kilkunastu minutach odpuścił i zaczął zachowywać się normalnie. Przeszliśmy w końcu do stępa i zjechaliśmy w dół do lasu. Niestety po ostatnim deszczu utworzyła się tu spora kałuża. Summer wszedł do wody bez protestów, tak samo jak Hatter. Szczerze mówiąc było to dość dziwne, ale widocznie szacunek do ojca wziął górę. Melodia trochę się wachała, ale w końcu też weszła. Po wyjechaniu z wody ruszyliśmy kłusem leśną ścieżką uważając na podłoże po którym jedziemy. Konie ślizgały się czasem, ale to dobrze, niech się uczą. W końcu musieliśmy przejść do stępa, żeby podjechać pod górę. Znaleźliśmy się na polanie, gdzie postanowiliśmy zagalopować. Puściłam wodze Summerowi i lekko nacisnęłam jego boki łydkami. Ogier ruszył przed siebie ze zniewalającą prędkością. Nawet po tych wszystkich latach był w świetnej formie. Widziałam, że Łukasz prowokuje Hattera do wyprzedzania, ale młody koń nie był w stanie prześcignąć swojego ojca. Melodia została lekko z tyłu. Po długim galopie przeszliśmy do kłusa i skręciliśmy w prawo. Przed zjazdem w dół zwolniliśmy do stępa i zjechaliśmy. Ruszyliśmy kłusem. Konie podnieciły się galopem, ale dawały się opanować. Tylko Hatter bryknął parę razy niezadowolony. Dziś zdecydowanie był ‚mad’. Zrobiliśmy koło kłusem i zjechaliśmy znów na tę samą łąkę. Zagalopowaliśmy. Summer dosłownie rzucił się do przodu. Nie musiałam nawet dotknąć go nogami, wystarczyło poluzowanie wodzy. Tóż za nami galopował brykający Hatter, a za nim trochę wolniejsza Melodia. Mimo, że galopowała na końcu, to i tak wyglądała na zadowoloną. Jedyna, która rozumie, że teren to odpoczynek. Pogalopowaliśmy dookoła łąki przez to mogliśmy galopować dłużej. W końcu jednak trzeba było przejść do kłusa. Zrobiliśmy to niechętnie. Kłusem pojechaliśmy przez las aż do naszej polanki. Tam przeszliśmy do stępa i na luźnych wodzach wróciliśmy do stajni, gdzie rozebraliśmy, wyczyściliśmy i wypuściliśmy na wybieg nasze konie. 

Trening og. *Summer (13) i og. The Mad Hatter (14)


Konie: The Mad Hatter / Summer
Jeźdźcy: Esmeralda / Łukasz
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: 1,5 godziny 

Dwa folblutowe ogiery stały przywiązane przed stajnią w pełnej gotowości. Pogoda była ładna, wiec dziś postanowiłam zabrać młodego pseudo-sportowca w teren z jego ojcem. Tym razem jednak z Łukaszem zamieniliśmy sobie konie, on miał jechać na Summerze, a ja na Hatterze. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Odpięłam Hattera od koniowiązu, odprowadziłam go kilka metrów i wsiadłam na jego grzbiet. Od razu bryknął i wyglądał na zdziwionego, że nie może od razu ruszyć galopem. Poczekałam aż Łukasz wsiądzie na Summera i ruszy jako pierwszy w kierunku łąki. Po chwili jednak odwrócił się w moją stronę i zaproponował, żeby na czas stępa Hatter jechał pierwszy. Wyprzedziłam więc chłopaków i ruszyłam przodem. Hatter był dziś pobudzony, ale równocześnie skupiony na moich poleceniach. Szedł z podniesioną głową i nasłuchiwał. Na łące postanowiliśmy ruszyć kłusem. Dałam Hatterowi sygnał do ruszenia. Chciałam zobaczyć jak się zachowa jako czołowy. Ogier zakłusował. Najpierw powoli i niepewnie, potem coraz śmielej. Co dziwne, nie chciał się wyrywać do galopu. Zamknęłam rękę i przycisnęłam łydki do boków ogiera, żeby dodać mu odwagi. Hatter lekko wydłużył chód. Zerknęłam na Łukasza i Summera. Na szczęście oni nie mieli żadnych problemów, dogadywali się. Na końcu łąki przeszliśmy do stępa i zjechaliśmy w dół. Hatter na początku nie chciał tego zrobić, więc puściliśmy Summera i Łukasza przodem. Doświadczony ogier bez najmniejszego problemu zszedł w dół, a jego syn podążył trochę niepewnie za nim. Na dole znów zakłusowaliśmy na prostej i równej ścieżce. Jechaliśmy z Hatterem jako pierwsi. Ogierowi najwidoczniej się to spodobało, bo szedł już teraz wyciągniętym chodem i przestał rozglądać się na boki. Coraz bardziej lubiłam tego konia. Chociaż czasem, jak miał te swoje odpały miałam ochotę zamordować go na miejscu, to musiałam przyznać, że go lubię. Po kilku minutach kłusa zwolniliśmy do stępa i wjechaliśmy na górę. Tym razem Hatter nie miał z tym problemu. Na górze postanowiliśmy zagalopować, jednak nie jeden za drugim, a obok siebie. Ustawiliśmy konie i jednocześnie zagalopowaliśmy. No, powiedzmy jednocześnie, bo Summer w dalszym ciągu lepiej umie startować z miejsca, niż Hatter. Starszy ogier zyskał przewagę, ale młodszy się nie poddawał. Puściłam wodze i zaczęłam poganiać Hattera. Zaczął gwałtownie przyspieszać, ale Łukasz widząc to również zaczął poganiać Summera. I niestety mi i Hatterowi nie udało się ich dogonić. Byłam jednak zadowolona z ogiera, bo dystans między nimi na końcu łąki nie był aż tak duży. Ruszyliśmy kłusem na kole, żeby rozkłusować konie po galopie, po czym stępem ruszyliśmy w dół. Hatter tym razem zszedł sam. Byłam w szoku. Na dole ponownie ruszyliśmy kłusem, a po chwili, gdy uznaliśmy że ścieżka jest odpowiednia – galopem. Hatter jechał jako pierwszy. Nie pozwoliłam mu jednak zbytnio się rozpędzić, co było trudne bo ogier wciąż napierał na wodze. Po kilku minutach niestety trzeba było zwolnić do kłusa, bo byliśmy już blisko stajni. Wjechaliśmy stępem na górę i stępem przejechaliśmy łąkę obok stajni, tak samo jak drogę do domu. Przed stajnią rozsiodłaliśmy konie, wyczyściliśmy je i zabraliśmy na myjkę, a następnie na wybieg. 

Trening og. *Summer (12) i og. The Mad Hatter (7)



Koń: The Mad Hatter / Summer
Jeździec: Łukasz / Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: godzina
Łukasz zgodził się wsiąść na Hattera w teren. Chłopak bardzo dawno temu jeździł trochę na wyścigach, a poza tym miał bardzo dobrą rękę do nerwowych koni. Stwierdziłam że dziś Hatter dla rozluźnienia pójdzie w teren ze swoim ojcem. Oba ogiery stały osiodłane przed stajnią. Łukasz właśnie odpinał Hattera i opuszczał strzemiona. Przytrzymałam konia, kiedy chłopak wsiadał na jego grzbiet. Hatter wyrzucił tylne nogi do tyłu i ruszył stępem. Łukasz przytrzymał go jednak łagodnie, a stanowczo. Poczekał aż ja wsiądę na Summera i wyprzedzę go. Ruszyliśmy na łąkę. Najpierw jechaliśmy stępem. Generalnie Hatter miał trzymać się za Summerem. Tak na razie. Na łące ruszyliśmy kłusem. Summer był skupiony na moich poleceniach, widocznie miał świadomość że Hatter jest mało doświadczony. Jednak młodszy ogier posłusznie trzymał się za zadem starszego. Kłusowaliśmy po prostej linii, a kiedy dojechaliśmy do końca ścieżki ruszyliśmy łagodnym zboczem w dół. Teren miał być dziś łagodny – żadnych wariactw.  Po chwili znów ruszyliśmy kłusem po wąskiej, płaskiej ścieżce. Chciałam żeby Hatter pochodził trochę po kamieniach i korzeniach. Niech się przyzwyczaja. Obejrzałam się do tyłu: młody ogier był wyjątkowo skupiony i dobrze reagował na polecenia Łukasza, który od czasu do czasu kazał ogierowi przyspieszać i zwalniać. Po kilku minutach znów przeszliśmy do stępa. Pogłaskałam Summera po szyi i skierowałam go na łagodny stok w górę. Pochyliłam się do przodu w siodle i poluzowałam wodze. Łukasz zrobił to samo, jednak utrzymywał kontakt z pyskiem Hattera. Na górze postanowiliśmy zagalopować na prostej ścieżce pozbawionej kamieni i korzeni. Zagalopowałam i obejrzałam się za siebie. Hatter co prawda bryknął, ale grzecznie trzymał się za Summerem. Łukasz na prawdę dobrze się z nim dogadywał. Galopowaliśmy dość długo, bo żadne z nas nie dawało sygnałów że chciałoby zwolnić. Dawno nie jeździłam na Summerze i już zapomniałam jaki z niego cudowny koń. W końcu przeszliśmy do kłusa. Hatter wyglądał na trochę zmęczonego. Ale chyba nie była to kwestia wysiłku, a nowej sytuacji. Chwilę pokłusowaliśmy i przeszliśmy do stępa. Weszliśmy do płytkiej rzeki. Hatter na początku się bał, ale kiedy zobaczył że Summer wchodzi bez problemu, również pokonał rzekę. Dostał za to kawałek marchewki od swojego jeźdźca. Chwilę jechaliśmy stępem, aż do kolejnej prostej długiej drogi, na której znów ruszyliśmy galopem. Ponownie nie było z tym problemów. W końcu, gdy przed nami pokazał się podjazd w górę zwolniliśmy do stępa i weszliśmy na górę. Przed nami ukazała się łąka, na której prowadzimy zajęcia. Przejechaliśmy ją stępem, tak samo jak drogę do stajni. Gdy byliśmy na miejscu rozsiodłaliśmy konie i umyliśmy je pod myjką. Następnie, gdy trochę wyschły zostały wyprowadzone na wybieg. Share on facebo

Trening og. *Summer (11)

Koń: Summer, Magneto
Jeździec: Esmeralda, Antek
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Dyscyplina: wyścigi płaskie [2000 m.]
Konie stały już ubrane w swoich boksach. Magneto bardzo się niecierpliwił, a Summer był wyjątkowo spokojny jak na siebie. Czyżby się starzał? Po chwili oba konie zostały wyprowadzone przed stajnię, gdzie dosiedliśmy ich. Tym razem Antek jechał na Magneto. Tak dla testu. Dosiadłam Summer’a i skierowałam się na tor roboczy. Antek na Magneto ruszył za mną. Akurat grupa koni kończyła trening, więc wjechaliśmy do środka, na trawę i stępowaliśmy po małych kołach. Magneto trochę się wyrywał, ale nie na tyle żeby Antek tracił kontrolę. Po kilku minutach wjechaliśmy na piaszczysty tor i ruszyliśmy kłusem. Summer trochę się obudził, więc jeździłam z nim dużo po kołach. Po półgodzinnej rozgrzewce w stępie, kłusie i galopie podjechaliśmy do bramek startowych, a jeden z pracowników stajni wprowadził nas do nich. Następnie puścił nam start. Magneto wystartował szybciej i rozwinął dość dużą prędkość. Trzymałam Summer’a, żeby za bardzo się nie wysilał na początku. Kasztan był od niego dużo bardziej wytrzymały. Pierwszą, długą prostą przegalopowaliśmy w odległości około 2 długości od Magneto. Starałam się, żeby ta odległość była w miarę stała. Na zakręcie Magneto trochę wypadł z rytmu, bo nie zwolnił. Skierowałam Summer’a do wewnętrznej bandy, żeby trochę nadgonić. Konie się zrównały, co nie spodobało się Kasztankowi który mimo mocnego ucisku na pysku próbował wyprzedzić i zostawić Summer’a z tyłu. Pomiędzy prostymi zostało takie ustawienie, ale na kolejnym zakręcie skręciłam Summer’a do bandy [jechaliśmy bliżej niej niż Antek z Magneto] i nieznacznie wyprzedziłam Magneto, który jednak za zakrętem znów nas nieznacznie wyprzedził. Zawsze mnie fascynowało ile ten koń posiada energii. Przyhamowałam Summer’a i pozwoliłam Kasztanowi objąć prowadzenie. Niech się zmęczy. I rzeczywiście, magneto już pod koniec prostej zaczął tracić siły. Nieznacznie, ale jednak. Na zakręcie znów poszliśmy z Summer;em po bandzie i zbliżyliśmy się do przeciwników. Na następnym zrobiliśmy to samo i objęliśmy prowadzenie przy wyjściu na ostatnią prostą. Puściłam Summer’a i lekko stuknęłam go palcatem w łopatkę. Ruszył przed siebie dzikim galopem. Magneto jeszcze próbował nas dogonić, ale nie miał szans. Został w tyle. Dziadek przeciął linię mety, a tóż za nim przygalopował Magneto. Jakieś trzy długości później. Wyhamowałam Summer’a i pogłaskałam go po szyi. Jeszcze przez kilkanaście minut stępowaliśmy i kłusowaliśmy, po czym odprowadziliśmy konie do stajni. Tam dokładnie je wyczyściliśmy i umyliśmy im nogi pod myjką. 

Trening og. *Summer (10)


Koń: Summer , Magneto
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi płaskie [2000 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina

Tym razem przyjechał ze mną Łukasz, więc mogliśmy zabrać na trening oba konie na raz. Ponownie on miał wsiąść na Summer’a, a ja na Magneto. Szybko wyczyściliśmy i ubraliśmy oba konie. Niestety gdy nie stały one w ‚Anarkii’ mieliśmy mało czasu na przebywanie z nimi. W domu zostawialiśmy zawsze tyle niecierpiących zwłoki spraw. Szczególnie ja. 
Wyprowadziliśmy konie przed stajnię, wsiedliśmy na nie i ruszyliśmy na tor roboczy. Łukasz na Summerze jechał jako pierwszy. dziadek przez to, że wczoraj nie trenował miał nadmiar energii. Magneto z kolei widząc, że tatuś się złości, robił dokładnie to samo. Na torze najpierw przejechaliśmy całe okrążenie stępem, następnie przeprowadziliśmy indywidualną rozgrzewkę w kłusie na kołach. Oba konie niestety dziś świrowały, więc praca z nimi była na prawdę trudna. Summer parę razy poniósł Łukasza galopem, a Magneto nagle się zatrzymywał i ruszał kłuso-galopem w drugą stronę. Po 15 minutach stwierdziliśmy, ze dość tego i zaczęliśmy galopy. Najpierw Magneto zupełnie wyrwał się spod kontroli i dopiero bardzo mocne szarpanie za pysk podziałało i wałach się zatrzymał. Potem Summer w galopie zaczął się wieszać na wodzach i brykać. Muszę pogadać z właścicielami stajni o dłuższym pobycie tych koni na wybiegu… 
W końcu weszliśmy do bramek startowych, gdzie pracownik stajni puścił nam start i zaczął mierzyć czas. Summer wystartował jako pierwszy, ale po chwili Magneto rozwinął chyba swoją największą prędkość i wyprzedził hamowanego Summer’a o kilka długości. Niestety nie mogłam nic zrobić, żadne moje starania nie działały na tego konia. Po chwili stwierdziłam, że jak na pierwszym zakręcie się nie zabijemy, to to może być dobra nauczka dla Magneto. Siedziałam więc na moim rumaku luźno i pozwoliłam mu biec. Summer był około pięciu długości za nami. Łukasz przytrzymywał go. Wjechaliśmy w pierwszy zakręt. Tak, jak myślałam Magneto nie dał rady z niego wejść i pobiegł mocno polem. W tym samym czasie lepiej prowadzony Summer przybliżył się nieco do nas. Jednak na krótkiej prostej Magneto znów przyspieszył i zostawił tatę daleko, bo Summer lekko zwolnił przy zakręcie. Zastanawiałam się kiedy mój rumak opadnie z sił. W dalszym ciągu próby zatrzymania go nic nie dawały. Na następnym zakręcie powtórzyła się sytuacja z galopowaniem polem. Summer znów się do nas na chwilę przybliżył i znów oddalił. On i Łukasz cierpliwie czekali, aż my opadniemy z sił. Na długiej prostej Łukasz zaczął chyba lekko poganiać Summer’a, bo ten powoli się do nas zbliżał. Jednak mimo to Magneto był jakieś 10 długości przed nim. Tak, dziesięć. Nie wiem kiedy to się stało. Na szyi mojego rumaka zaczął pojawiać się pot, a mimo to nie miał zamiaru zwolnić. Całą długą prostą przegalopowaliśmy szybko. Zdecydowanie za szybko, ale mniejsza z tym. Na zakręcie Magneto bardzo wyraźnie zwolnił. Uderzyłam go lekko batem. Pobiegliśmy przy samej wewnętrznej bandzie. Wałach w końcu zaczął odpowiadać na moje sygnały. Krótką prostą przegalopowaliśmy w żałosnym tempie. Summer powoli się do nas zbliżał, był już ‚tylko’ jakieś siedem długości od nas i wyraźnie nabierał tempa. Przy ostatnim zakręcie pojechaliśmy znów po wewnętrznej bandzie, a przy wyjściu na prostą zaczęłam poganiać Magneto. Odpowiadał bardzo niechętnie, kończyły mu się siły. Summer za nami wyraźnie przyspieszył i zbliżał się do nas. Uderzyłam Magneto batem. Chciał gnać, to niech teraz ma. Koń podjął ostatnią próbę i resztkami sił przyspieszył. Summer jednak był coraz bliżej, również poganiany. Jednak właśnie przecięliśmy linię mety. Długość przed Summer’em! Pogłaskałam i poklepałam Magneto po szyi. Mimo tego szaleńczego galopu dał radę! Później okazało się, że pobił swój życiowy rekord na tym dystansie. Pozwoliłam wałachowi zwolnić galop. Przed długi czas kłusowałam na nim. Był cały mokry, ale szczęśliwy. Szedł z postawionymi uszami i cały czas spoglądał na Summer’a. Widocznie wiedział, że dziś okazał się lepszy. 
Jeszcze długo stępowałam Magneto, potem poszliśmy na myjkę i znów stępowaliśmy. Łukasz i Summer zrobili to samo, żeby dotrzymać nam towarzystwa. Na sam koniec odprowadziliśmy nasze konie do boksów i daliśmy im marchewki. Poszłam też do właścicieli stajni zapytać o częstsze wypuszczanie na wybieg. 

Trening og. *Summer (9)



Koń: Summer , Magneto
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [2400 m.]
Czas: ponad godzina
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Tym razem podczas treningu znów towarzyszył mi Łukasz. Od razu po przyjeździe szybko wyczyściliśmy i ubraliśmy oba konie. Przed stajnią dociągnęliśmy popręgi i wsiedliśmy na grzbiety naszych rumaków. Ponownie Łukasz jechał na Summerze, a ja na Magneto, choć umówiliśmy się że następnym razem zrobimy zamianę. Tym razem Summer miał więcej ochoty do biegania, a Magneto wciąż pozostawał w dobrej formie. Przed nami był dłuższy dystans niż ostatnio, więc porządnie występowaliśmy i przekłusowaliśmy konie. Zachowywały się spokojnie, jednak czuć było że mają dziś nastrój do rywalizacji. Dziś mieliśmy zamiar pojechać na serio, to znaczy zachowywać się tak jakby to był prawdziwy wyścig i starać się wygrać za wszelką cenę. Dlatego między innymi tak rozdzieliliśmy konie: Łukasz jako jeździec mniej doświadczony i wyłącznie treningowy jechał na o wiele bardziej doświadczonym Summerze, a ja jako obeznany w wyścigach zawodnik dosiadałam dopiero zaczynającego karierę Magneto. Po długiej rozgrzewce pracownik stajni pomógł nam nam wjechać do bramek i puścił nam start. Znów Summer wystartował lepiej i wyprzedził nas o sporą odległość. Nie było to dobre posunięcie, ale na prawdę ciężko trenuje się w dwa konie, bo któryś z nich musi prowadzić. Magneto z kolei na początku ma zawsze kiepską prędkość, więc zazwyczaj wypada na Summer’a. Chłopaki jednak sobie poradzili. Jechali średnio szybkim, równym tempem. Summer galopował z nastawionymi uszami i napierał na wodze. Magneto z kolei przyjął do wiadomości, że ma jechać jako drugi. Przy wejściu w zakręt Łukasz skierował Summer’a bardziej do wewnętrznej bandy, tym samym zajeżdżając nam drogę. Wstrzymałam Magneto, przez co wałach wypadł z rytmu i nagle Summer znalazł się daleko od nas. Wyprowadziłam kasztana na pole i lekko przyspieszyłam. Nie mogłam pozwolić na tak dużą odległość, bo Summer bez wątpienia był od Magneto szybszy. Summer był już w połowie krótkiej prostej, kiedy Magneto dopiero wychodził z zakrętu. Na prostej trochę podgoniliśmy. W drugi zakręt udało się nam wejść po wewnętrznej bandzie, podczas gdy Łukasz źle obliczył prędkość, a Summer nie zmieścił się w zakręcie i wyjechał lekko w pole. W ten sposób nadrobiliśmy trochę straconych metrów. Na długiej prostej Antek puścił Summer’a pozwalając mu przyspieszyć. Zrobiłam to samo z Magneto, jednak cały czas pilnowałam, żeby nie galopował za szybko. Wałach szedł przyjemnym, długim chodem. Na szczęście nie odziedziczył chodu po ojcu. W takim tempie Magneto mógł galopować na prawdę długo. Przy wejściu w trzeci zakręt Summer skierował się do bandy, więc ja pojechałam lekko polem, ponieważ oba konie dzieliła niewielka odległość. Na krótkiej prostej już zaczęłam finiszować wyprzedzając Summer’a i jako pierwsza wchodząc w ostatni zakręt. Wyprowadziłam Magneto na ostatnią prostą i pogoniłam go. Wałach odpowiedział przyspieszeniem. Galopował na prawdę szybko. Niestety nie na tyle szybko, ponieważ w pewnym momencie zauważyłam, że mija nas coś brązowego. Pogoniłam Magneto każąc mu wytężyć siły. Kasztanowaty wałach zrównał się z Summer’em, jednak starszy z koni, mocno zmęczony prowadzeniem wyścigu wykonał kilka desperackich kroków i ostatecznie na mecie był o pół długości szybciej. Nasz treningowy wyścig uznałam za sprawiedliwy. Summer szedł przez cały czas mocnym tempem i był dość zmęczony na finiszu, a mimo to dał radę odpierać ataki młodszego o cztery lata rywala. Magneto z kolei pokazał że jest w stanie wyprzedzić Summer’a. Jeśli dystans byłby dłuższy na pewno przybiegłby na metę pierwszy. Nasze konie zostały bardzo dokładnie występowane, wykłusowane i wyczyszczone, po czym poszły na myjkę i do boksów. Dostały marchewki. 

Trening og. *Summer (8)



Koń: Summer , Magneto
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [2000 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina

- Dziadku, konkurencja nie śpi!Summer leżał w boksie i patrzył na mnie wzrokiem w stylu ‚a co ty tu robisz?’. I rzeczywiście, godzina moich odwiedzin była nietypowa, bo dziś przyjechałam do niego rano. Podeszłam powoli do ogiera i założyłam mu uwiąz na szyję. Gniady od razu się podniósł. Ku mojej rozpaczy okazało się że jest cały brudny. Czyszczenie go trochę mi zajęło. Summer nie pomagał mi wcale, bo przez cały czas wiercił się i próbował znaleźć sposób na otworzenie boksu. Po pół godzinie ogier był wyczyszczony i osiodłany. Założyłam toczek na głowę, wzięłam do ręki palcat i wyprowadziłam gniadego z boksu. Chwilę później ze stajni wyszedł Łukasz prowadząc Magneto. Zamieniliśmy się końmi i dosiedliśmy ich. Stępem ruszyliśmy na tor. Jechałam na lekko podenerwowanym Magneto jako pierwsza, a Łukasz za mną na zupełnie wyciszonym Summerze. Mój towarzysz, w przeciwieństwie do Antka, miał doświadczenie w jeżdżeniu na koniach wyścigowych. Zdarzało mu się dość często dosiadać Crazy Track’a i Tamizy. Z Summer’em znali się od dawna i całkiem nieźle współpracowali. Na torze najpierw przejechaliśmy całe okrążenie stępem, żeby porządnie rozgrzać konie przed tym dość długim dystansem. Magneto trochę się uspokoił, jednak dalej czułam że najchętniej już by pogalopował. Summer z kolei dalej sprawiał wrażenie że wolałby wrócić do boksu i pójść spać. Po porządnym występowaniu zaczęliśmy kłusować oddzielnie. Konie były spokojne, nie wyrywały się. Dużo pracowałam z Magneto na kołach, żeby trochę się rozluźnił. Po 15 minutach podjechaliśmy do startboksów, a pracownik stajni wprowadził do nich nasze konie i po chwili nacisnął przycisk otwierający je. Summer miał lepszy start i od razu objął prowadzenie. Magneto jako koń wyłącznie długodystansowy nie umiał startować w ten sposób. Summer galopował jako pierwszy w swoim normalnym tempie, odpowiednim do tego dystansu. Trzymaliśmy się z Magneto za nim w stałej odległości około jednej długości. Przez pierwszą prostą przegalopowaliśmy spokojnie, na zakręcie Summer poszedł lekko polem, ja przytrzymałam Magneto przy bandzie, przez co konie przybliżyły się do siebie. Summer jednak wciąż był lekko z przodu. Galopował spokojnie swoim średnim tempem. Magneto za to jako wolniejszy od swojego ojca szedł dość mocnym tempem jak na swoje możliwości. Na krótszej prostej lekko zwolniłam mojego rumaka i pozwoliłam Summer’owi odjechać dalej. W następnym zakręt znów weszliśmy tak samo, Summer polem, Magneto przy bandzie. Na długiej prostej Łukasz na Summerze trochę przyspieszyli. Widocznie nie mieli żadnej taktyki, albo mieli nadzieję, że pod koniec nie starczy nam czasu, żeby ich dogonić. Cierpliwie trzymaliśmy się z Magneto w tyle. Wiedziałam, że jak teraz każę mu galopować mocno, nie starczy mu sił na finisz. Szybkość nie jest jego mocną stroną. Galopowaliśmy więc równym tempem. Na zakręcie lekko wstrzymałam wałacha i znów pojechaliśmy przy bandzie. Między zakrętami na krótkiej prostej kazałam mu trochę przyspieszyć. Summer wciąż był przed nami, ale dystans między nami cały czas się zmniejszał. Po wyjściu na ostatnią prostą Summer zaczął finiszować. Puściłam Magneto za nim nakazując mu przyspieszenie. Wałach miał w sobie jeszcze duże pokłady energii, więc ruszył w pogoń za gniadym ogierem. Jego krok się wydłużył, a szyja wyciągnęła do przodu. Poluzowałam wodze i wysyłałam Magneto do przodu. Gdy Łukasz zobaczył, że jesteśmy już dwie długości za nim również mocniej wysyłał Summer’a. Ogier odpowiedział szybszym przebieraniem nogami i zaczął nam uciekać. Magneto jednak również przyspieszył. Ostatecznie Summer minął celownik jako pierwszy, ale Magneto był tylko jedną długość za nim. Summer definitywnie miał dzisiaj zły dzień i nie chciało mu się biegać, z kolei Magneto był w dobrej formie. Może coś jeszcze z niego będzie w przyszlości? Przegalopowaliśmy jeszcze kawałek, po czym przeszliśmy do kłusa. Summer był zupełnie suchy i nie wyglądał nawet na zmęczonego. Magneto z kolei pokryty był potem w niektórych miejscach i dyszał. Po kilkunastu minutach kłusa przeszliśmy do stępa i przejechaliśmy kilkaset metrów, żeby mlodszy z koni trochę ochłonął. Po treningu zabraliśmy oba konie na myjkę, z czego były bardzo zadowolone. Gdy wyschły odstawiliśmy je do boksów i daliśmy marchewki. 

Trening og. *Summer (7)

Koń: *Summer
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [1400 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina
Summer ponownie mieszkał z dala ode mnie. Nie było to najlepsze rozwiązanie, ponieważ codziennie przynajmniej na 2 godziny musiałam jechać do niego samochodem na treningi, ale przynajmniej mieliśmy do dyspozycji tor roboczy.
Ogier stał w boksie z siodłem na grzbiecie. Na głowie jednak nie miał nic, co wyglądało dziwnie. Niestety ogłowie znów nie było tam, gdzie powinno. Na szczęście znalazło się i mogliśmy wychodzić.
Summer w nowej stajni stał się bardziej nerwowy, więc już kiedy prowadziłam go w ręku przez stajnię tańczył obok mnie i próbował się wyrywać. Na zewnątrz podciągnęłam popręg i podprowadziłam ogiera do rampy. Wsiadłam na jego grzbiet, sprawdziłam popręg i ruszyliśmy stępem na tor. Było już dość późno, więc na torze nie było nikogo.
Na torze ruszyliśmy kłusem i jeździliśmy po dość małych, ciasnych kołach. Chciałam wyczulić ogiera na moje sygnały. Summer zrozumiał i po kilkunastu minutach się uspokoił. Przeprowadziłam jeszcze krótką rozgrzewkę w galopie i podjechałam do startboksów. Summer bez problemu wszedł i dał się zamknąć. Przez chwilę staliśmy bez ruchu, a kiedy pracownik stajni nacisnął przycisk otwierający bramkę Summer wypadł z niej z całą swoją siłą. Dystans był stosunkowo krótki, więc pozwolilam mojemu ogierowi od początku iść mocnym tempem. Summer zasuwał tymi swoimi śmiesznie krótkimi krokami z podniesioną głową i nastawionymi do przodu uszami. Mimo, że dystans był krótki, to nie chciałam żeby już od początku szedł ze swoją największą prędkością. Może kiedyś zrobimy taki eksperyment, ale do tego trzeba zdecydowanie więcej treningów na krótkich dystansach, czego niestety oboje nie lubimy.
Nasz dystans obejmował krótką prostą, zakręt i prawie całą długą prostą. Przy zakręcie lekko przytrzymałam ogiera, żeby wszedł równo w zakręt, a kiedy już byliśmy na prostej poluzowałam wodze i lekko go pogoniłam. Staruszek od razu zrozumiał i zaczął gwałtownie przyśpieszać. Zrobiłam mocniejszy półsiad, bo jego krótkie i szybkie kroki uniemożliwiały siedzenie na nim. Ogier cały czas przyśpieszał, nawet kiedy już go nie poganiałam. Położył uszy na płasko, żeby nie stawiały oporu i gnał przed siebie. Metę minęliśmy kiedy Summer wciąż się rozpędzał. Był na prawdę zdziwiony, że kilkadziesiąt metrów po mecie kazałam mu już zwalniać. Dyszał i był mokry, ale to raczej przez upał, niż brak kondycji. Pokłusowaliśmy jeszcze przez prawie pół godziny. Przerywaliśmy ten kłus od czasu do czasu stępem. Nie chciałam, żeby tak zgrzany koń poszedł do boksu. Summer współpracował, ale parę razy zdarzyło mu się zagalopować lekko. Po pół godziny już tylko stępowaliśmy. Dałam ogierowi luźną wodzę i pozwoliłam wyciągnąć łeb. Powoli zbieraliśmy się do opuszczenia toru.
Siedząc w siodle podjechałam pod stajnię, gdzie zdjęłam siodło i ochraniacze z konia i zaprowadziłam go pod myjkę. Prawdopodobnie każdy koń wyścigowy byłby przerażony tym pomysłem, ale nie mój Staruszek. On był wręcz zachwycony, że przez 20 minut polewałam go wodą.
Kiedy już skończyłam go myć i ściągnęłam z niego nadmiar wody chodziłam z nim jeszcze przez jakiś czas, żeby wysechł. Szczerze mówiąc nie chciałam, żeby się wytarzał. Po kilkunastu minutach odprowadziłam go do boksu i zdjęłam ogłowie. Wrzuciłam mu do żłobu kilka marchewek i zostawiłam w spokoju.