Koń: *Campion
Powożący: Esmeralda
Dyscyplina: powożenie
Czas: godzina
Powożący: Esmeralda
Dyscyplina: powożenie
Czas: godzina
Campion stał sobie na pastwisku i niczego nie podejrzewał. W tym czasie ja powoli zbliżałam się do ogrodzenia, niosąc uprząż, która miała na sobie miliony poplątanych pasków. Stwierdziłam, że rozplączę je, kiedy będzie już leżała na koniu. Oprócz tego niosłam szczotki uwiąz i bat.
Wałach, gdy tylko mnie zauważył, pogalopował w moją stronę. Tak samo zrobił Draco, a za nim przywlokły się Nemir z Epkiem i Gotyk. Dałam wszystkim marchewki, po czym złapałam Campion’a za kantar i poprowadziłam do ogrodzenia. Tam przywiązałam wałacha i zaczęłam czyścić.
Mój koń nie był brudny, więc było ok. Następnie odwiązałam go i przeprowadziłam na drugą stronę ogrodzenia, bo Epcio zaczął nas zaczepiać.
Założyłam uprząż na Campion’a i dopięłam wszystkie paski. Wałach stał spokojnie. Pogłaskałam go po szyi i zabierając bat z ziemi, zaczęłam prowadzić go na ujeżdżalnię. Następnie przeszliśmy przez jeszcze jedną bramkę i znaleźliśmy się na dość płaskiej łące [tam, gdzie są przeszkody do ścieżki huculskiej]. Tam również czekała na nas bryczka, wyprowadzona już spod wiaty, pod którą zwykle stoi. Ustawiłam Campion’a na odpowiednim miejscu i zaczęłam go wycofywać tak, żeby wszedł ładnie w uprząż. Zapięłam wszystko, wzięłam bat który wcześniej rzuciłam na ziemię i wsiadłam na bryczkę. Nakazałam Campion’owi iść stępem. Od początku pilnowałam odpowiedniego wygięcia, bo wałach czasem tak skupiał się na szybkim pokonaniu toru, że zapominał o tym. Ale chyba bardziej chodziło tu o to, że ja tego nie pilnowałam…
Campion od początku szedł wyciągniętym stępem i ładnie się wyginał. Robiłam z nim dużo zakrętów, między przeszkodami do ścieżki huculskiej.
Po 10 minutach rozgrzewki ruszyliśmy kłusem. Campion energicznie zareagował na polecenie. Skorygowałam jego głowę, która była lekko za wysoko, przez co nie mogłam normalnie używać lejców. Wałach zrozumiał i opuścił głowę. Ponownie zaczęłam go wyginać. Na początku wolty. Dość szerokie. Wałach szedł grzecznie, wyginał się również ładnie. Głowę trzymał w dobrym miejscu. Co prawda nie podobało mu się takie wolne tempo, więc raz na jakiś czas próbował przyśpieszać. Trzymałam go jednak w kłusie. Musiałam również trzymać dość wolne tempo z powodu braku luzaka. Wyciągać kłus mogliśmy tylko na prostych. Tak też robiliśmy. Campion pięknie zmieniał tempo w kłusie. Wystarczyło lekkie ściągnięcie wodzy, czy dotknięcie batem.
Po kłusie zagalopowaliśmy. Na początku wolno, w prawą stronę. Robiliśmy dość duże wolty, na których Campion lekko tracił wygięcie. Ale po kilku woltach i moich korekcjach, zaczął iść ładnie. Campionek szedł ślicznie. Po prostu miałam ochotę wysiąść z bryczki i przytulić go.
Pogalopowaliśmy trochę w prawo, po czym przeszliśmy do kłusa. Campion zareagował ślicznie. Trochę się pokręciliśmy w kłusie, po czym zmieniliśmy kierunek i zagalopowaliśmy w lewo. Dużo wolt, a potem na prostej rozpędziłam go szybkim galopem. Nie musiałam nawet używać bata, bo Campion zareagował na samo poluzowanie wodzy. Kocham go!
Zwolniliśmy galop i jeszcze trochę się pokręciliśmy. Zaryzykowałam nawet zmianę kierunku w galopie poprzez zmianę nogi. Campion trochę się poplątał, ale w końcu się udało. Przegalopowaliśmy trochę i ponownie zmieniłam kierunek w galopie. Tym razem lekko pomogłam sobie batem dotykając wałacha w nogę, na którą miał zagalopować. Udało się. Przegalopowaliśmy jeszcze pół koła, po czym zwolniliśmy do kłusa. Zrobiliśmy kilka wolt, po czym poluzowałam wodze i pozwoliłam wałachowi iść własnym tempem. Bardzo zadowoliło mnie to, że Campion od początku jazdy bardzo się rozluźnił. Co prawda nie było jeszcze idealnie, ale jest coraz lepiej.
Po około 10 minutowym rozkłusowaniu, przeszliśmy do stępa za pomocą lekkiego naciśnięcia na wodze. Zupełnie odpuściłam mu na pysku. Wałach opuścił głowę i wydłużył krok. Stępowaliśmy tak jeszcze z 10 minut, po czym skierowałam go do prowizorycznego garażu, gdzie chowałam bryczkę. Ustawiłam Campion’a tyłem do wejścia i wysiadłam z bryczki. Złapałam konia za wodze i nakazałam mu cofanie. Wałach bez większych problemów wszedł tyłem do garażu. Pogłaskałam go i zabrałam się za odpinanie. Potem wyprowadziłam konia z garażu i zamknęłam go na klucz. Poprowadziłam konia do wyjścia prowadzącego na ujeżdżalnię. Ponieważ zostawiłam lejce w garażu, trzymałam konia za kółko wędzidłowe, czego strasznie nie lubię. Ale w sumie nie było daleko. Wprowadziłam konia na ujeżdżalnię, przez którą musieliśmy przejechać żeby dotrzeć do pastwiska.
W końcu, gdy znaleźliśmy się przy pastwisku, otworzyłam bramkę i wprowadziłam wałacha. Zdjęłam z niego uprząż i puściłam wolno.
Wałach, gdy tylko mnie zauważył, pogalopował w moją stronę. Tak samo zrobił Draco, a za nim przywlokły się Nemir z Epkiem i Gotyk. Dałam wszystkim marchewki, po czym złapałam Campion’a za kantar i poprowadziłam do ogrodzenia. Tam przywiązałam wałacha i zaczęłam czyścić.
Mój koń nie był brudny, więc było ok. Następnie odwiązałam go i przeprowadziłam na drugą stronę ogrodzenia, bo Epcio zaczął nas zaczepiać.
Założyłam uprząż na Campion’a i dopięłam wszystkie paski. Wałach stał spokojnie. Pogłaskałam go po szyi i zabierając bat z ziemi, zaczęłam prowadzić go na ujeżdżalnię. Następnie przeszliśmy przez jeszcze jedną bramkę i znaleźliśmy się na dość płaskiej łące [tam, gdzie są przeszkody do ścieżki huculskiej]. Tam również czekała na nas bryczka, wyprowadzona już spod wiaty, pod którą zwykle stoi. Ustawiłam Campion’a na odpowiednim miejscu i zaczęłam go wycofywać tak, żeby wszedł ładnie w uprząż. Zapięłam wszystko, wzięłam bat który wcześniej rzuciłam na ziemię i wsiadłam na bryczkę. Nakazałam Campion’owi iść stępem. Od początku pilnowałam odpowiedniego wygięcia, bo wałach czasem tak skupiał się na szybkim pokonaniu toru, że zapominał o tym. Ale chyba bardziej chodziło tu o to, że ja tego nie pilnowałam…
Campion od początku szedł wyciągniętym stępem i ładnie się wyginał. Robiłam z nim dużo zakrętów, między przeszkodami do ścieżki huculskiej.
Po 10 minutach rozgrzewki ruszyliśmy kłusem. Campion energicznie zareagował na polecenie. Skorygowałam jego głowę, która była lekko za wysoko, przez co nie mogłam normalnie używać lejców. Wałach zrozumiał i opuścił głowę. Ponownie zaczęłam go wyginać. Na początku wolty. Dość szerokie. Wałach szedł grzecznie, wyginał się również ładnie. Głowę trzymał w dobrym miejscu. Co prawda nie podobało mu się takie wolne tempo, więc raz na jakiś czas próbował przyśpieszać. Trzymałam go jednak w kłusie. Musiałam również trzymać dość wolne tempo z powodu braku luzaka. Wyciągać kłus mogliśmy tylko na prostych. Tak też robiliśmy. Campion pięknie zmieniał tempo w kłusie. Wystarczyło lekkie ściągnięcie wodzy, czy dotknięcie batem.
Po kłusie zagalopowaliśmy. Na początku wolno, w prawą stronę. Robiliśmy dość duże wolty, na których Campion lekko tracił wygięcie. Ale po kilku woltach i moich korekcjach, zaczął iść ładnie. Campionek szedł ślicznie. Po prostu miałam ochotę wysiąść z bryczki i przytulić go.
Pogalopowaliśmy trochę w prawo, po czym przeszliśmy do kłusa. Campion zareagował ślicznie. Trochę się pokręciliśmy w kłusie, po czym zmieniliśmy kierunek i zagalopowaliśmy w lewo. Dużo wolt, a potem na prostej rozpędziłam go szybkim galopem. Nie musiałam nawet używać bata, bo Campion zareagował na samo poluzowanie wodzy. Kocham go!
Zwolniliśmy galop i jeszcze trochę się pokręciliśmy. Zaryzykowałam nawet zmianę kierunku w galopie poprzez zmianę nogi. Campion trochę się poplątał, ale w końcu się udało. Przegalopowaliśmy trochę i ponownie zmieniłam kierunek w galopie. Tym razem lekko pomogłam sobie batem dotykając wałacha w nogę, na którą miał zagalopować. Udało się. Przegalopowaliśmy jeszcze pół koła, po czym zwolniliśmy do kłusa. Zrobiliśmy kilka wolt, po czym poluzowałam wodze i pozwoliłam wałachowi iść własnym tempem. Bardzo zadowoliło mnie to, że Campion od początku jazdy bardzo się rozluźnił. Co prawda nie było jeszcze idealnie, ale jest coraz lepiej.
Po około 10 minutowym rozkłusowaniu, przeszliśmy do stępa za pomocą lekkiego naciśnięcia na wodze. Zupełnie odpuściłam mu na pysku. Wałach opuścił głowę i wydłużył krok. Stępowaliśmy tak jeszcze z 10 minut, po czym skierowałam go do prowizorycznego garażu, gdzie chowałam bryczkę. Ustawiłam Campion’a tyłem do wejścia i wysiadłam z bryczki. Złapałam konia za wodze i nakazałam mu cofanie. Wałach bez większych problemów wszedł tyłem do garażu. Pogłaskałam go i zabrałam się za odpinanie. Potem wyprowadziłam konia z garażu i zamknęłam go na klucz. Poprowadziłam konia do wyjścia prowadzącego na ujeżdżalnię. Ponieważ zostawiłam lejce w garażu, trzymałam konia za kółko wędzidłowe, czego strasznie nie lubię. Ale w sumie nie było daleko. Wprowadziłam konia na ujeżdżalnię, przez którą musieliśmy przejechać żeby dotrzeć do pastwiska.
W końcu, gdy znaleźliśmy się przy pastwisku, otworzyłam bramkę i wprowadziłam wałacha. Zdjęłam z niego uprząż i puściłam wolno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz