Konie: The Mad Hatter / Summer
Jeźdźcy: Esmeralda / Łukasz
Dyscyplina: teren
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: 1,5 godziny
Dwa folblutowe ogiery stały przywiązane przed stajnią w pełnej gotowości. Pogoda była ładna, wiec dziś postanowiłam zabrać młodego pseudo-sportowca w teren z jego ojcem. Tym razem jednak z Łukaszem zamieniliśmy sobie konie, on miał jechać na Summerze, a ja na Hatterze. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Odpięłam Hattera od koniowiązu, odprowadziłam go kilka metrów i wsiadłam na jego grzbiet. Od razu bryknął i wyglądał na zdziwionego, że nie może od razu ruszyć galopem. Poczekałam aż Łukasz wsiądzie na Summera i ruszy jako pierwszy w kierunku łąki. Po chwili jednak odwrócił się w moją stronę i zaproponował, żeby na czas stępa Hatter jechał pierwszy. Wyprzedziłam więc chłopaków i ruszyłam przodem. Hatter był dziś pobudzony, ale równocześnie skupiony na moich poleceniach. Szedł z podniesioną głową i nasłuchiwał. Na łące postanowiliśmy ruszyć kłusem. Dałam Hatterowi sygnał do ruszenia. Chciałam zobaczyć jak się zachowa jako czołowy. Ogier zakłusował. Najpierw powoli i niepewnie, potem coraz śmielej. Co dziwne, nie chciał się wyrywać do galopu. Zamknęłam rękę i przycisnęłam łydki do boków ogiera, żeby dodać mu odwagi. Hatter lekko wydłużył chód. Zerknęłam na Łukasza i Summera. Na szczęście oni nie mieli żadnych problemów, dogadywali się. Na końcu łąki przeszliśmy do stępa i zjechaliśmy w dół. Hatter na początku nie chciał tego zrobić, więc puściliśmy Summera i Łukasza przodem. Doświadczony ogier bez najmniejszego problemu zszedł w dół, a jego syn podążył trochę niepewnie za nim. Na dole znów zakłusowaliśmy na prostej i równej ścieżce. Jechaliśmy z Hatterem jako pierwsi. Ogierowi najwidoczniej się to spodobało, bo szedł już teraz wyciągniętym chodem i przestał rozglądać się na boki. Coraz bardziej lubiłam tego konia. Chociaż czasem, jak miał te swoje odpały miałam ochotę zamordować go na miejscu, to musiałam przyznać, że go lubię. Po kilku minutach kłusa zwolniliśmy do stępa i wjechaliśmy na górę. Tym razem Hatter nie miał z tym problemu. Na górze postanowiliśmy zagalopować, jednak nie jeden za drugim, a obok siebie. Ustawiliśmy konie i jednocześnie zagalopowaliśmy. No, powiedzmy jednocześnie, bo Summer w dalszym ciągu lepiej umie startować z miejsca, niż Hatter. Starszy ogier zyskał przewagę, ale młodszy się nie poddawał. Puściłam wodze i zaczęłam poganiać Hattera. Zaczął gwałtownie przyspieszać, ale Łukasz widząc to również zaczął poganiać Summera. I niestety mi i Hatterowi nie udało się ich dogonić. Byłam jednak zadowolona z ogiera, bo dystans między nimi na końcu łąki nie był aż tak duży. Ruszyliśmy kłusem na kole, żeby rozkłusować konie po galopie, po czym stępem ruszyliśmy w dół. Hatter tym razem zszedł sam. Byłam w szoku. Na dole ponownie ruszyliśmy kłusem, a po chwili, gdy uznaliśmy że ścieżka jest odpowiednia – galopem. Hatter jechał jako pierwszy. Nie pozwoliłam mu jednak zbytnio się rozpędzić, co było trudne bo ogier wciąż napierał na wodze. Po kilku minutach niestety trzeba było zwolnić do kłusa, bo byliśmy już blisko stajni. Wjechaliśmy stępem na górę i stępem przejechaliśmy łąkę obok stajni, tak samo jak drogę do domu. Przed stajnią rozsiodłaliśmy konie, wyczyściliśmy je i zabraliśmy na myjkę, a następnie na wybieg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz