Koń: *Assassin
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: rajdy długodystansowe
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: 3 godziny
Zaczynamy z Assassinem okres intensywnych treningów przed rajdem po Indonezji. Szybko sprowadziłam ogiera z wybiegu i wyczyściłam go. Następnie przyniosłam sprzęt i ubrałam ogiera. Założyłam kask na głowę i wyprowadziłam srokacza ze stajni. Podciągnęłam popręg i wsiadłam na jego grzbiet. Zobaczymy na ile stać tego konia. Ruszyłam stępem na łąkę. Ogier szedł żwawo, ale był skupiony na mnie i nie próbował się wyrywać. W pewnym momencie skręciliśmy w lewo i weszliśmy na bardzo rzadko uczęszczaną drogę. Assassin zaczął się rozglądać, ale traktował moją decyzję jako słuszną. Dawno tu nie jeździliśmy [ze dwa lata] i byłam ciekawa co nas spotka. Po kilku minutach ruszyliśmy kłusem. Assassin szedł dość szybko, ale pozwalałam mu na to, bo wiedziałam że da radę. Przez kilkanaście minut jechaliśmy prostą drogą lekko pod górę. W pewnym momencie widząc w oddali przewrócone drzewo pogoniłam Assassina do galopu. Ogier ochoczo odpowiedział i ruszył przed siebie bardzo szybkim chodem. Bez problemu przeskoczyliśmy przeszkodę i pogalopowaliśmy dalej. Ogier parskał w rytm galopu. Przegalopowaliśmy tak jakiś kilometr i zwolniliśmy do kłusa. Assassin był dziś bardzo chętny do współpracy. Chwilę pokłusowaliśmy, następnie przeszliśmy do stępa, bo dojechaliśmy do wąwozu. Poluzowałam wodze i odchyliłam się mocno do tyłu. Assassin odważnie i pewnie zszedł w dół opierając się na zadzie. Gdy był prawie na dole przeskoczył na drugą ścianę i podjechał galopem. Na górze zatrzymałam go i pozwoliłam przez chwilę postać w miejscu z luźnymi wodzami. Już prawie zapomniałam jaki to jest świetny koń. Po chwili odpoczynku ruszyliśmy stępem. Jechaliśmy po strasznym błocie w którym mój koń zapadał się momentami prawie po sam brzuch. Ale ogier dzielnie szedł przed siebie. Był bardzo ostrożny. W pewnym momencie skręciliśmy w lewo, gdzie droga była bardziej przejezdna. Pozwoliłam ogierowi iść chwilę z wyciągniętą głową, żeby odpoczął. Po kilkunastu minutach ruszyliśmy znów kłusem. Assassin w ogóle nie wyglądał na zmęczonego. Szedł dość szybkim krokiem przed siebie. Podjechaliśmy kłusem pod górę i znaleźliśmy się na dużej łące. Pogoniłam Assassina do galopu i rozpędziłam go. Ogier radośnie wypruł przed siebie dzikim galopem. W mgnieniu oka przegalopowaliśmy całą łąkę. Zwolniłam Assassina do kłusa, zrobiłam z nim duże koło i stępem zjechałam w dół. Okazało się, że płynie tam rzeka, więc przez około pół godziny jechaliśmy z prądem. Gdy w końcu znaleźliśmy się na suchym lądzie jechaliśmy przez długi czas stępem. Na szyi i klatce Assassina zaczął pojawiać się pot, ale ogier nie wykazywał oznak zmęczenia. Po około czterdziestu minutach ponownie ruszyliśmy kłusem, a po kilkunastu metrach galopem. Tym razem trzymałam ogiera na kontakcie, bo w każdym momencie mogliśmy zwolnić. Skoczyliśmy przy okazji przez przewrócone drzewo. W końcu stwierdziłam że dość tego i zwolniłam ogiera do kłusa, a po kilkunastu minutach do stępa, bo byliśmy już całkiem blisko stajni. Z jakiejś bocznej dróżki wjechaliśmy na drogę prowadzącą z łąki do stajni. Przebyliśmy ją stępem na luźnej wodzy. Pod stajnią zsiadłam, rozsiodłałam ogiera i umyłam go dokładnie wodą. Następnie odprowadziłam go na ogłowiu na wybieg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz