Koń: Summer , Magneto
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi płaskie [2000 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi płaskie [2000 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina
Tym razem przyjechał ze mną Łukasz, więc mogliśmy zabrać na trening oba konie na raz. Ponownie on miał wsiąść na Summer’a, a ja na Magneto. Szybko wyczyściliśmy i ubraliśmy oba konie. Niestety gdy nie stały one w ‚Anarkii’ mieliśmy mało czasu na przebywanie z nimi. W domu zostawialiśmy zawsze tyle niecierpiących zwłoki spraw. Szczególnie ja.
Wyprowadziliśmy konie przed stajnię, wsiedliśmy na nie i ruszyliśmy na tor roboczy. Łukasz na Summerze jechał jako pierwszy. dziadek przez to, że wczoraj nie trenował miał nadmiar energii. Magneto z kolei widząc, że tatuś się złości, robił dokładnie to samo. Na torze najpierw przejechaliśmy całe okrążenie stępem, następnie przeprowadziliśmy indywidualną rozgrzewkę w kłusie na kołach. Oba konie niestety dziś świrowały, więc praca z nimi była na prawdę trudna. Summer parę razy poniósł Łukasza galopem, a Magneto nagle się zatrzymywał i ruszał kłuso-galopem w drugą stronę. Po 15 minutach stwierdziliśmy, ze dość tego i zaczęliśmy galopy. Najpierw Magneto zupełnie wyrwał się spod kontroli i dopiero bardzo mocne szarpanie za pysk podziałało i wałach się zatrzymał. Potem Summer w galopie zaczął się wieszać na wodzach i brykać. Muszę pogadać z właścicielami stajni o dłuższym pobycie tych koni na wybiegu…
W końcu weszliśmy do bramek startowych, gdzie pracownik stajni puścił nam start i zaczął mierzyć czas. Summer wystartował jako pierwszy, ale po chwili Magneto rozwinął chyba swoją największą prędkość i wyprzedził hamowanego Summer’a o kilka długości. Niestety nie mogłam nic zrobić, żadne moje starania nie działały na tego konia. Po chwili stwierdziłam, że jak na pierwszym zakręcie się nie zabijemy, to to może być dobra nauczka dla Magneto. Siedziałam więc na moim rumaku luźno i pozwoliłam mu biec. Summer był około pięciu długości za nami. Łukasz przytrzymywał go. Wjechaliśmy w pierwszy zakręt. Tak, jak myślałam Magneto nie dał rady z niego wejść i pobiegł mocno polem. W tym samym czasie lepiej prowadzony Summer przybliżył się nieco do nas. Jednak na krótkiej prostej Magneto znów przyspieszył i zostawił tatę daleko, bo Summer lekko zwolnił przy zakręcie. Zastanawiałam się kiedy mój rumak opadnie z sił. W dalszym ciągu próby zatrzymania go nic nie dawały. Na następnym zakręcie powtórzyła się sytuacja z galopowaniem polem. Summer znów się do nas na chwilę przybliżył i znów oddalił. On i Łukasz cierpliwie czekali, aż my opadniemy z sił. Na długiej prostej Łukasz zaczął chyba lekko poganiać Summer’a, bo ten powoli się do nas zbliżał. Jednak mimo to Magneto był jakieś 10 długości przed nim. Tak, dziesięć. Nie wiem kiedy to się stało. Na szyi mojego rumaka zaczął pojawiać się pot, a mimo to nie miał zamiaru zwolnić. Całą długą prostą przegalopowaliśmy szybko. Zdecydowanie za szybko, ale mniejsza z tym. Na zakręcie Magneto bardzo wyraźnie zwolnił. Uderzyłam go lekko batem. Pobiegliśmy przy samej wewnętrznej bandzie. Wałach w końcu zaczął odpowiadać na moje sygnały. Krótką prostą przegalopowaliśmy w żałosnym tempie. Summer powoli się do nas zbliżał, był już ‚tylko’ jakieś siedem długości od nas i wyraźnie nabierał tempa. Przy ostatnim zakręcie pojechaliśmy znów po wewnętrznej bandzie, a przy wyjściu na prostą zaczęłam poganiać Magneto. Odpowiadał bardzo niechętnie, kończyły mu się siły. Summer za nami wyraźnie przyspieszył i zbliżał się do nas. Uderzyłam Magneto batem. Chciał gnać, to niech teraz ma. Koń podjął ostatnią próbę i resztkami sił przyspieszył. Summer jednak był coraz bliżej, również poganiany. Jednak właśnie przecięliśmy linię mety. Długość przed Summer’em! Pogłaskałam i poklepałam Magneto po szyi. Mimo tego szaleńczego galopu dał radę! Później okazało się, że pobił swój życiowy rekord na tym dystansie. Pozwoliłam wałachowi zwolnić galop. Przed długi czas kłusowałam na nim. Był cały mokry, ale szczęśliwy. Szedł z postawionymi uszami i cały czas spoglądał na Summer’a. Widocznie wiedział, że dziś okazał się lepszy.
Jeszcze długo stępowałam Magneto, potem poszliśmy na myjkę i znów stępowaliśmy. Łukasz i Summer zrobili to samo, żeby dotrzymać nam towarzystwa. Na sam koniec odprowadziliśmy nasze konie do boksów i daliśmy im marchewki. Poszłam też do właścicieli stajni zapytać o częstsze wypuszczanie na wybieg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz