środa, 30 kwietnia 2014

Trening og. *Summer (5)


 

Koń: Summer
Jeździec: Esmeralda

Dyscyplina: wyścigi [teren]
Czas: 2 godziny


Summer wyczyszczony i osiodłany stał już przed stajnią. Dziś poszło nam wyjątkowo szybko. Szłam właśnie w jego stronę z toczkiem i palcatem. Szybko założyłam ten pierwszy na głowę i odpięłam ogiera od koniowiązu. Opuściłam strzemiona i wskoczyłam na jego grzbiet. Ogier ani drgnął, więc spokojnie mogłam podciągnąć popręg. Gniady stał w miejscu i tylko patrzył z zaciekawieniem w stronę lasu. Gdy wszystko było już gotowe przyłożyłam łydki do jego boków i skróciłam wodze. Ruszyliśmy stępem. Summer szedł spokojnie przed siebie z nastawionymi do przodu uszami. W sumie dużo pracy włożyłam w to, żeby w terenie zachowywał się jak normalny koń, a nie jak bomba, którą najmniejszy szelest, czy ruch zmusza do eksplozji. 
Skierowaliśmy się na łąkę, gdzie zwykle galopujemy. Summer trochę się ożywił, jednak wiedział że nie wolno mu teraz zagalopować. Mimo to przytrzymałam lekko wodze. Na łące dałam mu sygnał do zakłusowania. Ogier ruszył bez żadnych problemów. Nie próbował zagalopować, czy znosić mnie na boki. Pogłaskałam jego brązową szyję. Przejechaliśmy kilkanaście metrów po prostej, po czym zaczęliśmy jeździć po kołach. Summer szedł z lekko zadartą głową, ale dawał się bez problemów skręcać. Po kilku kołach, woltach i zmianach kierunków pokłusowaliśmy dalej przed siebie. Gdy zatrzymaliśmy się po drugiej stronie łąki, żeby zejść w dół do Summer’a dotarło, że jedzie w teren. Z radości [mam nadzieję] podrzucił raz zadem i się uspokoił. Stępem zjechaliśmy z dość łagodnego stoku. Ogier jednak chciał zjechać kłusem w dół, na co mu nie pozwoliłam odchylając się mocno do tyłu. Zszedł stępem. Pogłaskałam go po szyi, po czym znów ruszyliśmy kłusem. Mimo leżącego wszędzie śniegu nie było ślisko, więc mogliśmy spokojnie kłusować i galopować po górskich ścieżkach. Summer szedł równo i spokojnie. Łeb wciąż miał lekko w górze, ale nie aż tak, żebym traciła nad nim kontrolę. Kłusowaliśmy tak przez jakieś 10 minut, aż nie doszłam do wniosku, że w tym miejscu podłoże jest dobre do zagalopowania. Usiadłam więc w siodło i dałam ogierowi sygnał do przyśpieszenia. Od razu podchwycił pomysł i ruszył równym, dość wolnym galopem. Widocznie doskonale rozumiał sytuację w jakiej się znaleźliśmy. Przegalopowaliśmy w ten sposób dość krótki odcinek, bo na naszej drodze pojawiło się przewrócone drzewo. Summer nastawił uszy do przodu i wykazywał duże zainteresowanie, a ja musiałam szybko podjąć decyzję czy to bezpieczne. W końcu postanowiłam zaryzykować i pozwolić ogierowi skoczyć. Ten bez problemu odbił się i wylądował po drugiej stronie. Nawet się nie zawahał. Pogłaskałam go po szyi i pozwoliłam biec dalej. Lekkie wzniesienie pokonaliśmy galopem i znaleźliśmy się na sporej łące, która szła lekko w górę pod skosem. Pogoniłam Summer’a i pozwoliłam mu się rozpędzić. Ogier radośnie zarzucił zadem i przyśpieszył. Usiadłam w półsiadzie, poluzowałam wodze i wtuliłam twarz czarną grzywę ogiera. Pozwoliłam mu biec własnym, dość szybkim tempem, bo chciałam żeby trochę się zmęczył. Dobrze mu się galopowało po śniegu. Nie było ślisko, ani głęboko. 
Gdy dojechaliśmy do końca łąki przeszłam do stępa i znów zjechaliśmy w dół. Tym razem Summer nie zamierzał kłusować w dół. Widocznie coś do niego dociera. Gdy już byliśmy na płaskim terenie ruszyliśmy kłusem przez leśną ścieżkę. Summer parę razy próbował zagalopować, ale szybko się opanował i przestał się wyrywać. Kłusował równym tempem. Już nawet przestał zadzierać aż tak bardzo głowę. Pogłaskałam go po brązowej szyi. Na razie szło nam bardzo dobrze. Jednak te treningi z Bueno Star’em na coś się przydały. Po kilkunastu minutach kłusa przeszliśmy na chwilę do stępa. Niech koń trochę odpocznie. Spojrzałam na zegarek. Minęła trochę ponad godzina. Mamy jeszcze dużo czasu. Stwierdziłam, że najlepszym pomysłem będzie wrócić tą samą drogą, którą przyjechaliśmy. Przynajmniej jeszcze trochę sobie pogalopujemy. Zawróciłam więc ogiera w miejscu i jeszcze przez jakieś 10 minut szliśmy stępem. Summer co prawda nie wyglądał na zmęczonego, ale jednak stępem od czasu do czasu też trzeba chodzić. 
W końcu ruszyliśmy kłusem. Summer machnął głową, podrzucił zadem i ruszył. Widocznie stęp wcale nie był dla niego taki przyjemny. Kłusowaliśmy krótko, bo byliśmy już blisko łąki, z której niedawno zeszliśmy. Stępem wjechaliśmy na górę, a kiedy już znaleźliśmy się na szczycie ruszyliśmy galopem. Summer znów ruszył praktycznie od razu. Rozciągnął się nad ziemią w pełnym galopie. Ten to ma siłę i energię. Pozazdrościć. A przecież ma już prawie 8 lat. Folbluty przestają się ścigać, jak są jakieś 4 lata od niego młodsze… 
Summer gnał przed siebie niezmordowanie. Trzymał cały czas to samo, dość szybkie tempo. Nie chciałam go hamować, skoro i tak biegnie po prostej. Niech się wyszaleje. Po chwili dojechaliśmy do końca łąki, gdzie zwolniłam do stępa, żeby zjechać w dół. Summer nie protestował. Gdy znaleźliśmy się na dole ruszyliśmy kłusem. Ogier zupełnie już opuścił głowę i rozluźnił się. Dotknęłam ręką jego klatki piersiowej i szyi. Nie był mokry. Po około 10 minutach przeszłam do stępa. Gniady niechętnie zwolnił. Czy on na prawdę w ogóle się nie zmęczył? Przez kilkanaście minut jechaliśmy stępem. Summer stawiał pewne kroki. Po tym dość długim odpoczynku znów ruszyliśmy kłusem, a następnie galopem. Niedługo mieliśmy minąć to przewrócone drzewo. Miałam rację, chwilę późnej pojawiło się przed nami. Summer pewnie odbił się w odpowiedniej odległości i pokonał przeszkodę. Pogłaskałam go po szyi. Może następnym razem trochę poskacze luzem? Po przeszkodzie przegalopowaliśmy jeszcze kilkadziesiąt metrów, po czym zwolniliśmy do kłusa. Tym razem Summer bardzo niechętnie zwolnił. Wjechaliśmy na ‚naszą’ łąkę. Tam już nie galopowaliśmy, całą przekłusowaliśmy. Nie chciałam już męczyć ogiera, mimo że miał jeszcze na prawdę dużo siły i energii. Jednak na jego sierści zaczął pojawiać się pot. 
Gdy dojechaliśmy do końca łąki zwolniłam do stępa i ruszyliśmy w kierunku stajni. Summer był grzeczny, nie próbował przyśpieszać. Dałam mu luźniejszą wodzę i pozwoliłam wyciągnąć łeb. 
Przy stajni zsiadłam z niego, ściągnęłam siodło oraz ochraniacze i przypięłam ogiera do koniowiązu. Wyczyściłam dokładnie jego gniadą sierść, która miejscami była mokra. Przyniosłam też trochę słomy i dokładnie wytarłam konia, po czym wyczyściłam kopyta. Gdy był już w miarę normalnym stanie zdjęłam mu ogłowie i założyłam kantar, po czym zaprowadziłam go na pastwisko. Ogier od razu pogalopował do innych koni, jednak nie brykał. Stanął obok Contry i zajął się sianem, które widocznie chłopaki niedawno dali koniom. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz