Koń: Summer , Magneto
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [2000 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina
Jeździec: Łukasz , Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [2000 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: ponad godzina
- Dziadku, konkurencja nie śpi!Summer leżał w boksie i patrzył na mnie wzrokiem w stylu ‚a co ty tu robisz?’. I rzeczywiście, godzina moich odwiedzin była nietypowa, bo dziś przyjechałam do niego rano. Podeszłam powoli do ogiera i założyłam mu uwiąz na szyję. Gniady od razu się podniósł. Ku mojej rozpaczy okazało się że jest cały brudny. Czyszczenie go trochę mi zajęło. Summer nie pomagał mi wcale, bo przez cały czas wiercił się i próbował znaleźć sposób na otworzenie boksu. Po pół godzinie ogier był wyczyszczony i osiodłany. Założyłam toczek na głowę, wzięłam do ręki palcat i wyprowadziłam gniadego z boksu. Chwilę później ze stajni wyszedł Łukasz prowadząc Magneto. Zamieniliśmy się końmi i dosiedliśmy ich. Stępem ruszyliśmy na tor. Jechałam na lekko podenerwowanym Magneto jako pierwsza, a Łukasz za mną na zupełnie wyciszonym Summerze. Mój towarzysz, w przeciwieństwie do Antka, miał doświadczenie w jeżdżeniu na koniach wyścigowych. Zdarzało mu się dość często dosiadać Crazy Track’a i Tamizy. Z Summer’em znali się od dawna i całkiem nieźle współpracowali. Na torze najpierw przejechaliśmy całe okrążenie stępem, żeby porządnie rozgrzać konie przed tym dość długim dystansem. Magneto trochę się uspokoił, jednak dalej czułam że najchętniej już by pogalopował. Summer z kolei dalej sprawiał wrażenie że wolałby wrócić do boksu i pójść spać. Po porządnym występowaniu zaczęliśmy kłusować oddzielnie. Konie były spokojne, nie wyrywały się. Dużo pracowałam z Magneto na kołach, żeby trochę się rozluźnił. Po 15 minutach podjechaliśmy do startboksów, a pracownik stajni wprowadził do nich nasze konie i po chwili nacisnął przycisk otwierający je. Summer miał lepszy start i od razu objął prowadzenie. Magneto jako koń wyłącznie długodystansowy nie umiał startować w ten sposób. Summer galopował jako pierwszy w swoim normalnym tempie, odpowiednim do tego dystansu. Trzymaliśmy się z Magneto za nim w stałej odległości około jednej długości. Przez pierwszą prostą przegalopowaliśmy spokojnie, na zakręcie Summer poszedł lekko polem, ja przytrzymałam Magneto przy bandzie, przez co konie przybliżyły się do siebie. Summer jednak wciąż był lekko z przodu. Galopował spokojnie swoim średnim tempem. Magneto za to jako wolniejszy od swojego ojca szedł dość mocnym tempem jak na swoje możliwości. Na krótszej prostej lekko zwolniłam mojego rumaka i pozwoliłam Summer’owi odjechać dalej. W następnym zakręt znów weszliśmy tak samo, Summer polem, Magneto przy bandzie. Na długiej prostej Łukasz na Summerze trochę przyspieszyli. Widocznie nie mieli żadnej taktyki, albo mieli nadzieję, że pod koniec nie starczy nam czasu, żeby ich dogonić. Cierpliwie trzymaliśmy się z Magneto w tyle. Wiedziałam, że jak teraz każę mu galopować mocno, nie starczy mu sił na finisz. Szybkość nie jest jego mocną stroną. Galopowaliśmy więc równym tempem. Na zakręcie lekko wstrzymałam wałacha i znów pojechaliśmy przy bandzie. Między zakrętami na krótkiej prostej kazałam mu trochę przyspieszyć. Summer wciąż był przed nami, ale dystans między nami cały czas się zmniejszał. Po wyjściu na ostatnią prostą Summer zaczął finiszować. Puściłam Magneto za nim nakazując mu przyspieszenie. Wałach miał w sobie jeszcze duże pokłady energii, więc ruszył w pogoń za gniadym ogierem. Jego krok się wydłużył, a szyja wyciągnęła do przodu. Poluzowałam wodze i wysyłałam Magneto do przodu. Gdy Łukasz zobaczył, że jesteśmy już dwie długości za nim również mocniej wysyłał Summer’a. Ogier odpowiedział szybszym przebieraniem nogami i zaczął nam uciekać. Magneto jednak również przyspieszył. Ostatecznie Summer minął celownik jako pierwszy, ale Magneto był tylko jedną długość za nim. Summer definitywnie miał dzisiaj zły dzień i nie chciało mu się biegać, z kolei Magneto był w dobrej formie. Może coś jeszcze z niego będzie w przyszlości? Przegalopowaliśmy jeszcze kawałek, po czym przeszliśmy do kłusa. Summer był zupełnie suchy i nie wyglądał nawet na zmęczonego. Magneto z kolei pokryty był potem w niektórych miejscach i dyszał. Po kilkunastu minutach kłusa przeszliśmy do stępa i przejechaliśmy kilkaset metrów, żeby mlodszy z koni trochę ochłonął. Po treningu zabraliśmy oba konie na myjkę, z czego były bardzo zadowolone. Gdy wyschły odstawiliśmy je do boksów i daliśmy marchewki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz