Koń: *Florencja
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: rekreacja
Cel: poprawa kondycji
Czas: godzina
Poszłam na pastwisko Assassinów. Stado to bylo dość daleko od stadniny, więc szłam sobie spacerkiem niosąc ogłowie Florencji. Szłam z pół godziny, padał śnieg, a ja byłam przemoknięta. Ale czego się nie robi dla koni.Otworzyłam bramę i weszłam na pastwisko. Koni nie było widać, więc zaczęłam iść w głąd pastwiska. W końcu zobaczyłam sylwetki trzech koni. Zawołałam ogiera po imieniu. Spojrzał w moją stronę. Zawołałam jeszcze raz, a on ruszył kłusem w moją stronę. Za nim pobiegły dwie klacze. Florencja biegła na końcu. Kiedy wszystkie trzy były już obok mnie, dałam im marchewki i założyłam ogłowie Florencji. Nie było z tym większego problemu. Przełożyłam wodze przez szyję klaczy i wskoczyłam na jej grzbiet. Zaczęła się wiercić. Dawno nie chodziła pod jeźdźcem. Żadnych treningów i zawodów. Może być ciekawie. Skróciłam wodze i dałam jej mocne łydki. Ruszyła szybkim stępem. Assassin i Fatalita zostały w miejscu, a ja otworzyłam bramę siedząc na koniu, a potem ją zamknęłam. Ruszyłyśmy w stronę stajni.Florencja na początku była bardzo pobudzona, więc poluzowałam wodze i pozwoliłam jej iść szybkim stępem. Nie próbowała przyśpieszać.Po około pół godzinie byliśmy przy pastwisku wałachów. One oczywiście jak tylko zobaczyły Florencję, zaczęły świrować. Na szczęście klacz była spokojna. Zaczęłyśmy się wspinać pod górę. Kiedy byłyśmy już w stadninie, Florencja zoaczyła Frolla. Ogier zaczął stawać dęba i rżeć, a Florencja chyba się wystraszyła, bo też zaczęła się wyrywać. Przytrzymałam ją jednak i zaprowadziłam do stajni. Zamknęłam drzwi i przywiązałam ją do stanowiska. Poszłam po szczotki. Szybko wyczyściłam klacz wyprowadziłam ją ze stajni. Nie miałam zamiaru zakładać siodła, nie chciałam zamarznąć.Zaraz za drzwiami, które zamknęłam, wsiadłam na klacz i pojechałam za stajnię. Znów zaczęłyśmy wspinać się pod górę, żeby dotrzeć na łąkę.Po kilkunastu minutach byłyśmy już na ośnierzonej łące. Dałam Florencji wygnał do zakłusowania. Ruszyła trochę za ostro, ale nie chciałam jej przytrzymywać. Miała za dużo energii, której musiała się pozbyć.Kłusowałyśmy po dość dużym kole. Florencja po jakimś czasie zaczęła ustawiać głowę i ładnie się wyginać. Pogłaskałam ją po szyi. Robiłyśmy trochę wolt, zmian kierunków i innych ćwiczeń gimnastycznych. Florencja zaczęła się rozluźniać i iść bardziej zebranym krokiem. W końcu pół roku chodzenia w dresażu zrobił swoje.Poklepałam ją i zwolniłam do stępa. Przez kilka minut stępowałyśmy na luźnej wodzy, po czym znów ruszyłyśmy kłusem. Tym razem Florencja szła dużo lepiej.Kłusowałyśmy na luźnej wodzy. Chciałam jeszcze pogalopować, ale wszystko jest tak śliskie, że nie chciałam ryzykować.Pokłusowałyśmy jeszcze chwilę, po czym zwolniłyśmy do stępa. Pogłaskałam klacz i na luźnej wodzy zjechałyśmy z łąki do lasu. Postanowiłam pojechać na pastwisko Assassinów dookoła, żeby nie spotkać się znów z Frollem. Jechałyśmy przez około pół godziny przez las. Florencja była pobudzona, ale nie próbowała przyśpieszać. Była grzeczna.Zsiadłam z niej i ostatni odcinek prowadziłam klacz za wodze. Doszłyśmy do bramki, którą otworzyłam, wprowadziłam Florencję, zdjęłam jej ogłowie i wyszłam. Klacz od razu pogalopowała do stada. A ja wróciłam do stajni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz