Koń: *Florencja
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: rajdy
Cel: poprawa kondycji
Czas: godzina
Prowadziłam właśnie Florencję na kantarze w stronę stajni. Myślałam. W pewnym momencie ocknęłam się i spojrzałam na sierść klaczy. Była dłuższa. Robi się już coraz zimniej. *Florencja szła grzecznie obok mnie na luźnym uwiązie, rozglądając się czasem z zaciekawieniem dookoła siebie. Po pół godzinie doszłyśmy do stajni. Tam przywiązałam klacz i poszłam po sprzęt. Musiałam naprawdę długo ją czyścić, żeby zeszło z niej całe błoto. W końcu była czysta. Wtedy założyłam jej siodło i ogłowie. Zostawiłam ją na chwilę przywiązaną i poszłam po toczek i palcat. Odwiązałam klacz i zaczęłam prowadzić w ręku w stronę łąki. W pewnym momencie wsiadłam na jej grzbiet i dalej jechałam już na siodle.
Florencja szła wyciągniętym stępem, a ja na razie trzymałam wodze luźno. Po kilku minutach wjechałyśmy na łąkę. Tam jeszcze raz dociągnęłam popręg i przyłożyłam łydki do boków klaczy. Ruszyłyśmy kłusem. Florencja lekko opierała się na wodzach, szła szybkim, rytmicznym kłusem. Zaczęłam anglezować w rytm jej kroków. Kłusowałyśmy prosto przed siebie. Klacz parskała w rytm biegu, uszy miała postawione, a ciało rozluźnione, jednak mięśnie pracowały. Zebrałam lekko prawą wodzę i działając równocześnie lewą łydką skłoniłam klacz do skręcenia w prawo. Kierowałyśmy się teraz w stronę lasu. Zwolniłyśmy do stępa i ruszyłyśmy w dół po dość stromej ścianie. Klacz nie miała nic przeciwko, szła dzielnie przed siebie, obciążając zad. Ja również odchyliłam się w tył, jednak puściłam luźno wodze, żeby klacz miała jak największą swobodę ruchu. Wyciągnęła szyję w przód i po chwili byłyśmy już na dole. Pogłaskałam klacz i ruszyłyśmy stępem po leśnej drodze. Zebrałam wodze i ruszyłyśmy kłusem. Ścieżka była dość kręta i wąska, więc nie pozwalałam jej się rozpędzać. Klacz idealnie zrozumiała o co chodzi i szła grzecznie zebranym kłusem. Gdy droga się rozszerzyła, znów pozwoliłam jej biec własnym tempem. Klacz wyciągnęła kłus i opuściła głowę. Po około 10 minutach kłusa zwolniłam do stępa i pozwoliłam klaczy wyciągnąć głowę, jednak tylko na chwilę, bo czekała nas poważna praca: ostry podjazd pod górę. Naprowadziłam Florencję, poluzowałam wodze i nachyliłam się w przód, jednak nie na tyle, żeby jej przeszkadzać. Klacz szła dzielnie przed siebie, mimo że góra była naprawdę stroma i wysoka. Ostatnie 5 metrów pokonała galopem, na co jej pozwoliłam, po czym stanęła na szczycie na chwilę. Dałam jej odpocząć, po czym znów ruszyłyśmy przed siebie. Znów znalazłyśmy się na łące. Tym razem napięłam wodze i dałam klaczy sygnał do zagalopowania. Pojęła w mig o co mi chodzi. Ruszyła szybkim, ale opanowanym galopem. Gdy przegalopowałyśmy kilka metrów, skróciłam jedną wodzę i kazałam klaczy zrobić woltę w galopie, na tyle szeroką, żeby nie przeszła do kłusa. Dla Florencji nie był to wielki problem. Po ponownym wjechaniu na prostą popuściłam wodze i pozwoliłam klaczy biec własnym tempem. Florencja od razu przyśpieszyła. Gdy znalazłyśmy się na końcu łąki zrobiłam koło i zwolniłam klacz do kłusa. Jeszcze przez 10 minut kłusowałyśmy, żeby ochłonąć, po czym zwolniłam ją do stępa i ruszyłyśmy ścieżką do stajni. Poluzowałam wodze i wyjęłam nogi ze strzemion.
Gdy byłyśmy pod stajnią zsiadłam, przywiązałam klacz i zdjęłam jej siodło. Potem wyczyściłam kopyta i przetarłam klacz słomą, ale nie była mokra, więc szybko skończyłam. Zostawiłam toczek i palcat w stajni i poszłam z Florencją na pastwisko.
Florencja szła wyciągniętym stępem, a ja na razie trzymałam wodze luźno. Po kilku minutach wjechałyśmy na łąkę. Tam jeszcze raz dociągnęłam popręg i przyłożyłam łydki do boków klaczy. Ruszyłyśmy kłusem. Florencja lekko opierała się na wodzach, szła szybkim, rytmicznym kłusem. Zaczęłam anglezować w rytm jej kroków. Kłusowałyśmy prosto przed siebie. Klacz parskała w rytm biegu, uszy miała postawione, a ciało rozluźnione, jednak mięśnie pracowały. Zebrałam lekko prawą wodzę i działając równocześnie lewą łydką skłoniłam klacz do skręcenia w prawo. Kierowałyśmy się teraz w stronę lasu. Zwolniłyśmy do stępa i ruszyłyśmy w dół po dość stromej ścianie. Klacz nie miała nic przeciwko, szła dzielnie przed siebie, obciążając zad. Ja również odchyliłam się w tył, jednak puściłam luźno wodze, żeby klacz miała jak największą swobodę ruchu. Wyciągnęła szyję w przód i po chwili byłyśmy już na dole. Pogłaskałam klacz i ruszyłyśmy stępem po leśnej drodze. Zebrałam wodze i ruszyłyśmy kłusem. Ścieżka była dość kręta i wąska, więc nie pozwalałam jej się rozpędzać. Klacz idealnie zrozumiała o co chodzi i szła grzecznie zebranym kłusem. Gdy droga się rozszerzyła, znów pozwoliłam jej biec własnym tempem. Klacz wyciągnęła kłus i opuściła głowę. Po około 10 minutach kłusa zwolniłam do stępa i pozwoliłam klaczy wyciągnąć głowę, jednak tylko na chwilę, bo czekała nas poważna praca: ostry podjazd pod górę. Naprowadziłam Florencję, poluzowałam wodze i nachyliłam się w przód, jednak nie na tyle, żeby jej przeszkadzać. Klacz szła dzielnie przed siebie, mimo że góra była naprawdę stroma i wysoka. Ostatnie 5 metrów pokonała galopem, na co jej pozwoliłam, po czym stanęła na szczycie na chwilę. Dałam jej odpocząć, po czym znów ruszyłyśmy przed siebie. Znów znalazłyśmy się na łące. Tym razem napięłam wodze i dałam klaczy sygnał do zagalopowania. Pojęła w mig o co mi chodzi. Ruszyła szybkim, ale opanowanym galopem. Gdy przegalopowałyśmy kilka metrów, skróciłam jedną wodzę i kazałam klaczy zrobić woltę w galopie, na tyle szeroką, żeby nie przeszła do kłusa. Dla Florencji nie był to wielki problem. Po ponownym wjechaniu na prostą popuściłam wodze i pozwoliłam klaczy biec własnym tempem. Florencja od razu przyśpieszyła. Gdy znalazłyśmy się na końcu łąki zrobiłam koło i zwolniłam klacz do kłusa. Jeszcze przez 10 minut kłusowałyśmy, żeby ochłonąć, po czym zwolniłam ją do stępa i ruszyłyśmy ścieżką do stajni. Poluzowałam wodze i wyjęłam nogi ze strzemion.
Gdy byłyśmy pod stajnią zsiadłam, przywiązałam klacz i zdjęłam jej siodło. Potem wyczyściłam kopyta i przetarłam klacz słomą, ale nie była mokra, więc szybko skończyłam. Zostawiłam toczek i palcat w stajni i poszłam z Florencją na pastwisko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz