Koń: *Assassin
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: cross
Cel: poprawa techniki
Czas: 1,5 godziny
Szłam z ogłowiem i szczotkami *Assassin’a przez las. Miałam zamiar zabrać go na trening crossowy, ponieważ na ostatnich zawodach mieliśmy kilka błędów. Postanowiłam dziś skupić się nie na czasie, lecz na technice i dokładności.
Po około 15 minutach szybkiego marszu dotarłam do ogrodzenia. Otworzyłam je i zawołałam ogiera. Po chwili w moją stronę zaczęło galopować stado hucułów. Na samym czele biegł *Assassin, za nim *Fatalita z *Florencją, a na końcu *Estella. Wszystkie konie dostały ode mnie marchewki, a *Assassin’a zabrałam prowadząc go za ogłowie. Przywiązałam go do ogrodzenia i zabrałam się za czyszczenie. Ogier był lekko brudny [szczególnie na brzuchu i nogach. Widocznie stado przeprawiało się przez okropnie błotnistą rzekę]. Dość szybko udało mi się go wyczyścić. Potem odwiązałam srokacza i wyprowadziłam go za ogrodzenie. Tam założyłam mu wodze na szyję i wsiadłam na jego grzbiet. *Ass stwierdził, że stęp nie jest fajny i niestety lekko świrował. Skróciłam więc wodze i ściągnęłam mu głowę w dół. Zrozumiał, że nie mam ochoty na zabawę i uspokoił się. Ruszyliśmy w stronę stajni, żeby tam założyć siodło i pojechać na łąkę z przeszkodami crossowymi. Gdy już ruszyliśmy, *Assassin uspokoił się. Szedł ładnie i nie próbował świrować. Również bardzo ładnie reagował na moje polecenia. Widocznie długa przerwa w chodzeniu pod siodłem zrobiła mu dobrze. Jechałam na praktycznie luźnej wodzy, dając tylko ogierowi lekkie polecenia łydkami, żeby szedł dość żwawo.
Po około 15 minutach dojechaliśmy do stajni. Z zadowoleniem stwierdziłam, że *Frolla nie było blisko. Wjechałam na koniu do stajni, po czym zsiadłam z niego. Przypięłam *Assassin’a do stanowiska i poszłam po siodło. Znalazłam je dość szybko i powiesiłam obok konia. Jeszcze raz szybko przeczyściłam mu grzbiet i założyłam siodło. Był mały problem z zapięciem wytoku, ale na szczęście w końcu dawno nie używane paski się poddały. Zostawiłam konia na chwilę i poszłam po palcat i toczek. Założyłam ten drugi na głowę, a pierwszy wzięłam do ręki. Odwiązałam ogiera i ruszyliśmy przed stajnię. Tam opuściłam strzemiona i wsiadłam na grzbiet konia. Ruszyliśmy stępem w dół góry, pod drodze poprawiając strzemiona i popręg. *Assassin był dziś wyjątkowo grzeczny, co mnie bardzo cieszyło.
Dojechaliśmy do ujeżdżalni, przez którą musieliśmy przejechać, żeby dotrzeć na łąkę. *Assassin nawet nie protestował, kiedy wierciłam się na jego grzbiecie podczas otwierania i zamykania dwóch bramek. Dotarliśmy na łąkę, na której porozstawiane były przeszkody do wszystkiego: ścieżki huculskiej, crossu i powożenia.
Przyłożyłam łydki i kazałam ogierowi ruszyć kłusem. Trzymałam wodze dość luźno, bo *Assassin sam, z nieprzymuszonej woli opuszczał głowę i wyginał szyję. Poprowadziłam go kilka razy między przeszkodami w ramach rozgrzewki. Ogier odpowiadał na każde moje polecenie bez zarzutu, czym byłam strasznie zdziwiona.
Po kilkunastu minutach usiadłam w siodle i dałam ogierowi sygnał do zagalopowania. Odpowiedział bezbłędnie. Zrobiliśmy jedno duże okrążenie dookoła przeszkód. Następnie nakierowałam *Assassin’a na pierwszą przeszkodę crossową: zwalony pień mogący mieć jakieś… 50 cm. wysokości. Ogier nastawił uszy i poczułam, jak napina ciało i przygotowuje się do skoku. Poluzowałam wodze i pozwoliłam mu samodzielnie wybrać najdogodniejsze miejsce do odbicia. Jak zwykle wybrał idealnie. Tak niska przeszkoda nie sprawiła mu żadnego kłopotu. Pogłaskałam go po szyi i od razu skierowałam na następną przeszkodę: imitującą krzak. Co prawda od środka była drewniana, ale porastała ją taka ilość zielska, że wyglądała jak krzak. W dodatku dość wąska. Tutaj lekko przytrzymałam ogiera, ale równocześnie dałam mu sporo swobody. Nie chciałam, żeby ominął przeszkodę. Tu również wybił się idealnie i przeskoczył. W ten sposób przeskoczyliśmy jeszcze kilka prostych przeszkód. Za każdym razem *Assassin zachowywał się idealnie. Było to okropnie dziwne, ale podobało mi się. Po skończonym tereningu rozkłusowałam go na luźnej wodzy. Był spokojny, szedł z postawionymi uszami i skupiony na tym, czego od niego chcę. Po kilku minutach zwolniłam do stępa i już kompletnie dałam ogierowi odpocząć. Zebrałam tylko na chwilę wodze, kiedy otwierałam bramki. Potem już kompletnie na luzie pojechaliśmy na górę.
Przez całą drogę *Assassin zachowywał się idealnie, choć widać było, że chętnie już biegałby ze swoim stadem. W stajni zdjęłam z niego siodło i ogłowie, a zamiast tego założyłam kantar i zabrałam na pastwisko do jego stada.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz