Koń: *Summer
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi
Czas: godzina
Poszłam na pastwisko po Summerka. Strasznie się cieszę, że ten koń jest znów u mnie. Postanowiłam zarać go w teren. W swojej stajni nie mam toru roboczego, więc muszę z nim jeździć w tereny. Mi to pasuje. Wzięłam z siodlarni uwiąz [jak zwykle pierwszy lepszy] i poszłam na pastwisko po ogiera. Znalazłam go w momencie, gdy się tarzał. Spojrzałam na niego zrezygnowanym wzrokiem. Zrozumiał i wstał. Założyłam uwiąz na jego szyję i ruszyliśmy w stronę stajni. Było strasznie zimno, ok. -20*C, jednak nic nas nie powstrzyma przed jazdą. Zaprowadziłam ogiera do stajni i puściłam go tam, gdzie hucuły mają stanowiska do czyszczenia. Summer odszedł pomieszczenie dookoła, podczas gdy ja zamykałam drzwi. Poszłam do siodlarni po kantar ogiera. Nie znalazłam go łatwo, mimo że kantar jest charakterystyczny – ma wyryte imię. Założyłam folblutkowi kantar i przywiązałam do stanowiska Draculi. Szybko wyczyściłam ogiera, który mimo tarzania nie był brudny. Założyłam mu zwykłe siodło [wyjaśnienie - Summer trenuje w zwykłych siodłach, żeby być przyzwyczajnony do dużego ciężaru na grzbiecie] i ogłowie bez nachrapnika ze zwykłym, łamanym wędzidłem, oraz wytok [ogier ostatnio zaczął zadzierać głowę...]. Wzięłam z siodlarni toczek i palcat, po czym wyprowadziłam ogiera na zewnątrz. Jakoś na niego wskoczyłam. Ruszyliśmy stępem na łąkę. Niestety musiałam minąć pastwisko Frollów. Na szczęście były gdzieś dalej. Nie chciałam doprowadzić do spotkania dwóch ogierów. Całą drogę w górę na łąkę pokonaliśmy stępem. Summer niecierpliwił się, chciał już galopować. Skróciłam wodze i usiadłam mocniej w siodle. Summer próbował zadrzeć głowę, ale miał wytok. Przykro mi Summer, dziś mną nie żądzisz. Dojechaliśmy na łąkę. Od razu ruszyliśmy kłusem. Summer zachowywał się spokojnie. Opuścił głowę i rozluźnił się. Poklepałam go po szyi, po czym ustawiłam ogiera na prostej ścieżce [trzymając go mocno na pysku], i dałam sygnał do zagalopowania. Summer wystrzelił spodemnie. Przytrzymałam się grzywy, naciskając ja szyję gniadosza. Nie chciałam, żeby cwałował. Summer zrozumiał, o co mi chodzi. Galopował równo. Popuściłam więc wodze i usiadłam lekko w siodle. Wiatr uderzał mnie w twarz. Summer z zadowoleniem parskał. Czułam każdy ruch jego mięśni, każdy oddech, każde uderzenie mocnych kopyt o zamarzniętą ziemię. Droga była długa, więc nawet bardzo szybko galopujący koń miał sporo miejsca. Dojechaliśmy do końca ścieżki. Zwolniłam Summera do kłusa, co koń zrobił bardzo niechętnie. Obróciłam go i znów ruszyliśmy galopem. Tym razem jednak nie trzymałam wodzy. Odstawiłam ręce w bok i wydałam z siebie odgłos zadowolenia. Krzyczałam ze szczęścia. Tak mi tego brakowało! Odkąd skończyłam z wyścigami [ponad rok temu], nie miałam okazji pogalopować w takim tempie. Moje hucuły [wspaniałe hucuły!] niestety nie są aż tak szybkie. Tak mi tego brakowało! Tym razem Summer już cwałował. Jemu najwyraźniej też się to podobało. Jednak widać było, że jest już zmęczony. Cwałował z maksymalną prędkością już od ok. 900 metrów. Gdy dojechaliśmy do końca ścieżki, zwolniłam. Jeszcze przez chwilę z nim kłusowałam, po czym zwolniłam do stępa i pojechaliśmy w dół do stajni. Jechałam na zupełnie luźnej wodzy, z nogami wyjętymi ze strzemion. Summer wyciągnął szyję i parskał z zadowoleniem. Przed stajnią wsiadłam z niego i ściągnęłam siodło. Wsiadłam na niego na oklep. Byłam bardzo ciekawa jak się zachowa. Bo Summer nie jest typowym wyścigowcem, on jest opanowany i mnie lubi. Miałam więc nadzieję, że mnie nie zrzuci. Miałam rację. Na początku Summer nie wiedział o co mi chodzi, ale po chwili już grzecznie stępował ze mną na grzbiecie po terenie stajni. Miałam luźne wodze, a Summer wyciągniętą szyję. Po około pół godzinie rozstępowania zaprowadziłam go z powrotem do stajni. Tam przywiązałam go do stanowiska Draculi i dokładnie wyczyściłam. Był grzeczny, nie wariował. Co chwilę przyjaźnie trącał moją rękę pyskiem. Dałam mu kilka marchewek, które miałam przygotowane dla wałachów. Po tych zabiegach założyłam mu derkę, bo mokry koń mógł się przeziębić i zaprowadziłam na pastwisko. Ogier od razu pogalopował do Blacka i Ruggeda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz