Koń: *Dracula
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: skoki + teren
Czas: godzina
Weszłam do boksu Draculi. Wałach był dziś wyjątkowo pobudzony. Postanowiłam więc dziś popracować nad skokami. Podczas czyszczenia Draco był okropny- cały czas próbował mnie ugryźć, a jeśli mu się to nie udało, kopał w ściany boksu. Na szczęście Draco nie był bardzo brudny, więc czyszczenie go zajęło mi mało czasu. Jak się potem okazało, z założeniem ogłowia. Dracula uparł się, że nie otworzy pyska za żadne skarby świata. Ani cukierki, ani wkładanie palców w bezzębną część pyska, ani błagania nic nie pomagały. Po dość długiej walce udało mi się założyć mu ogłowie i zapiąć wszystkie paski. Wyprowadziłam wałacha z boksu i korzystając z chwili w której Draco zainteresował się czymś, wsiadłam na niego. Dziś chyba faktycznie Dracula ma zły dzień, bo jak tylko poczuł, że ktoś na nim siedzi, zaczął machać głową i cofać się. W tym momencie po raz pierwszy w życiu żałowałam, że wsiadając na Draco zapomniałam wziąć palcata. Udało mi się zapanować nad dzikim rumakiem. A gdy Kary zrozumiał, że ma się mnie słuchać, ruszyliśmy w teren. Dziś zamierzam potrenować z nim tylko skoki. Żadnych podjazdów, wchodzenia do wody itp. tylko skoki. Gdy znaleźliśmy się poza terenem stajni, na piaszczystej drodze, Draco sam z siebie ruszył kłusem. Usiadłam mocno na jego grzbiecie i ściągnęłam mocno wodze. Powoli, niechętnie przeszedł do stępa. Skróciłam wodze, żeby móc kontrolować jego chód. Wjechaliśmy do lasu. Dracula znów się pobudził. Za wszelką cenę próbował zakłusować i tylko szukał okazji, kiedy np. popuściłam wodze, albo pochyliłam się lekko do przodu. Ale nie udało mu się to ani razu. Ale po kilkunastu minutach stępa Draco stwierdził nagle, że dość mocny kontakt na pysku nic nie znaczy i ruszył kłusem. Usiadłam jeszcze mocniej i na chama pociągnęłam za wodze. Gdy udało mi się zwolnić do stępa, podjechałam do najbliższego drzewa i odłamałam od niego gałąź długości zwykłego palcata. Nie zamierzałam go używać, ale sam fakt, że go mam działał na Draculę bardzo pozytywnie. Po jakimś czasie przyłożyłam łydki do boków konia i ruszyliśmy dość szybkim kłusem. Draco szedł dość szybko, ale na szczęście nie próbował galopować. Odchyliłam się mocno do tyłu, żeby nie spaść z mojego dzikiego rumaka. Po kilku minutach spróbowałam zatrzymać wałacha. Niestety nie było to takie łatwe. Na każdy mój ruch wodzami Dracula zadzierał głowę i jeszcze przyśpieszał. Poluzowałam więc trochę wodze i opuściłam mu głowę w dół. Potem znów skróciłam wodze i usiadłam mocno na jego grzbiecie. Zwolnił kłus, ale nie przeszedł do stępa. Mocniej pociągnęłam za wodze. Na taki mocny ucisk na pysku Dracula musiał się zatrzymać. Poluzowałam od razu wodze, ale on natychmiast chciał przejść do kłusa. Ścisnęłam go więc łydkami i kazałam zagalopować. Draco był szczęśliwy. Wyprół dzikim galopem przed siebie. Galopowaliśmy bardzo długo. Kilka strzałów z zadu też się przydarzyło. Po dość długim czasie Draco miał już całą mokrą szyję. Ale nie zwalniał. Spróbowałam zatrzymać go, ale tylko machnął głową i dalej galopował. Po kolejnych długich minutach spróbowałam znów. Tym razem posłuchał i grzecznie przeszedł do kłusa, a następnie do stępa. Poklepałam jego mokrą szyję. Dojechaliśmy do miejsca, gdzie trzeba było skręcić, żeby dotrzeć na polankę, gdzie ustawiałam przeszkody. Skręciliśmy w las. Dracula szedł już grzecznie i nie próbował robić niczego głupiego. Zmęczył się tym długim, szybkim galopem. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do polanki. Zsiadłam z Draca i przywiązałam go do drzewa za wodze i zabrałam się za budowanie przeszkody. Właściwie postanowiłam zbudować 4 przeszkody tak, żeby można było je skakać po kolei. Gdy były już gotowe, odwiązałam Draco i wsiadłam na niego. Przeszkody miały ok. pół metra wysokości. Zaczęłam od stępa dookoła przeszkód, żeby zapoznać Draculę z nimi. Potem kłus znów dookoła przeszkód. Następnie skok przez pierwszą przeszkodę z kłusa. Dracula był zmęczony szybkim galopem, ale nie zabrakło mu energii na ten skok. Skoczył sporo za wysoko jak na tą przeszkodę. Poklepałam go po szyi i skierowałam na następną przeszkodę. Znów skoczył za wysoko. Ale już niżej. Kolejne 2 przeszkody też pokonał dobrze i już z dobrą wysokością skoku. Po ostatniej przeszkodzie zagalopowaliśmy i pokonaliśmy przeszkody w innej kolejności w galopie. Dracula dobrze skakał. Dobrze dobierał też wysokość skoku. Skoczyliśmy każdą przeszkodę kilka razy. Po tym stwierdziłam, że nie będę już męczyć mojego Hucułka. Przeszliśmy do kłusa. Musiałam od rozkłusować. Na luźnej wodzy, spokojnie i luźno kłusowaliśmy 2 kółka. Potem do stępa i wracamy do stajni. Gdy znaleźliśmy się już na leśnej ścieżce, zsiadłam z Draculi i prowadziłam go w ręku. Draco faktycznie był zmęczony. Cały mokry dyszał ze zmęczenia, ale zmęczenie nie przeszkadzało mu w próbach zakłusowania. Szliśmy dość długo (ok. 20 minut), ale spacer był bardzo przyjemny. Gdy dotarliśmy do stajni, zaprowadziłam Draculę do boksu i zdjęłam mu ogłowie. Zaczęłam go dokładnie czyścić. Dużo czasu mi to zajęło, ale mimo to nie udało mi się wyczyścić go do końca. Wytarłam go więc słomą i zostawiłam tak w boksie (ze słomą na grzbiecie). Nie było zimno, więc na pewno się nie przeziębi. Odniosłam cały sprzęt do siodlarni i poszłam do biura.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz