Koń: Summer i Crazy Track
Jeździec: Antek i Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [1800 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: godzina
Jeździec: Antek i Esmeralda
Dyscyplina: wyścigi [1800 m.]
Miejsce treningu: tor roboczy w zaprzyjaźnionej stajni sportowej
Czas: godzina
Crazy był już po kilku treningach mających na celu przypomnienie mu pracy pod siodłem, więc postanowiłam zabrać go na wspólną jazdę z Summer’em. Problem sprawił mi wybór dystansu. Crazy to typowy sprinter, z kolei Summer to koń długodystansowy. Postanowiłam jednak, że pobiegną 1800 m. Dla Dziadka będzie to trening sprinterski, a dla Młodego prawie że długodystansowy. Z jakiegoś powodu uznałam to za dobry pomysł.
- Czyli mam po prostu siedzieć i mu nie przeszkadzać?
- Tak. On doskonale wie, jak ma pobiec. Nie ciągnij go za pysk, a pod koniec każ trochę przyśpieszyć i będzie dobrze.
Dla Antka miała to być pierwsza jazda wyścigowa. Teraz, kiedy mamy dwa konie potrzebowałam drugiego jeźdźca. Niestety musiałam odstąpić mu Summer’a, ponieważ Dziadek był o wiele spokojniejszy i bardziej doświadczony, niż stuknięty Crazy.
Konie stały w boksach ubrane, a my właśnie zapinaliśmy kaski i zbliżaliśmy się do ich boksów. Na czas zimy zostały przeniesione do zaprzyjaźnionej stajni sportowej.
- Kiedy je zabieramy do domu?
- Jak śnieg stopnieje i znów będzie można galopować po łące. Czyli jeszcze długo tu sobie postoją.
Wiedziałam, że mieszkanie w takiej stajni było dla tych koni najlepszym rozwiązaniem, jednak dziwnie się czułam nie mając Summer’a przy sobie.
Weszłam do boksu Crazy’ego i pociągnęłam go za wodze. Ruszył za mną na korytarz. Następnie wyszliśmy ze stajni i podeszliśmy do podestu.
- Wsiadaj pierwszy. Najwyżej ci pomogę.
- Jakbym potrzebował twojej pomocy. Poradzimy sobie, nie Summer? Tylko stój w miejscu…
Summer najwyraźniej doskonale rozumiał, że w tym momencie znalazł się w roli nauczyciela i stał jak zaczarowany, kiedy jeździec go dosiadał. Byłam z niego dumna.
Z Młodym wcale nie było tak prosto. Odstawiał się od rampy i musiałam batem przesuwać mu zad. W końcu dał za wygraną i ma chwilę stanął tam, gdzie tego chciałam. Wsiadłam na jego grzbiet i ruszyłam stępem za Antkiem i Summer’em.
- Zrobimy rozgrzewkę stępo-kłusem. Po prostu jedź i nie zwracaj uwagi na to, że Młody świruje. Summer’owi nie powinno to przeszkadzać.
Po kilku minutach stępa oboje ruszyliśmy kłusem. Crazy zachowywał się okropnie: nie chciał skręcać, cały czas przyśpieszał i nie pozwalał się normalnie kierować. Odstawiał też zad na wszystkie strony. Summer z kolei był bardzo spokojny i tylko zadarty lekko do góry łeb wskazywał na to, że już chciałby pogalopować.
- Dobra, starczy. Ustawimy się tam i zagalopujemy. Na początku przytrzymaj trochę Summer’a, a pod koniec zacznij go poganiać. Pilnuj, żeby na zakrętach zwalniał, a na prostych przyśpieszał. Możesz iść z zewnętrznej strony, on i tak da radę.
- Dobra. Mam jechać za tobą?
- Jeśli dasz radę. W sumie to wszystko jedno.
Podjechaliśmy do startboksów. Puściłam Summer’a pierwszego, żeby Młody zobaczył, że w bramkach nie ma nic złego. Dziadek wszedł bez problemu. W tym momencie podszedł do nas pracownik stadnin, który miał nam pomóc zamykając, a potem otwierając boksy. Zamknął Summer’a i podszedł do Crazy’ego. Złapał go za kółko wędzidłowe i podprowadził do bramki. Kary spokojnie podszedł, ale kiedy jego głowa znalazła się w środku stanął dęba i odskoczył. Spróbowaliśmy jeszcze raz, tym razem uderzyłam go palcatem i zad. Poskutkowało. Młody wszedł. Normalnie jestem przeciwna używaniu bata w takich sytuacjach, ale on się nie bał. On po prostu był złośliwy i byłam tego pewna.
Zostaliśmy zamknięci. Po chwili usłyszeliśmy dzwonek i boksy się otworzyły. Summer wyskoczył pierwszy. Ja Crazy’ego musiałam popchnąć. Nad tyloma rzeczami musimy jeszcze popracować…
Summer od razy wysunął się na prowadzenie, ale znajdował się cały czas w zasięgu Crazy’ego. Jakieś pół długości przed nim.
- Dobrze, trzymaj takie tempo. Przed zakrętem tylko trochę zwolnij. – krzyknęłam do Antka. Mam nadzieję, że usłyszał.
Trzymałam Crazy’ego nie pozwalając mu biec za szybko. W końcu dystans wcale nie był aż tak krótki. Całą prostą przegalopowaliśmy spokojnie, jeden za drugim. Na zakręcie Antek pokłócił się trochę z Summer’em i lekko wybił go z rytmu, więc Crazy [biegnący po wewnętrznej] wyprzedził go.
- Jedź tak. Nie wyprzedzaj.
Krótką prostą między zakrętami znów przegalopowaliśmy spokojnie. Crazy bardzo się wyrywał i chciał przyśpieszać, ale ja wiedziałam lepiej jak ma biec. Zawsze jest tak samo: on sobie przyśpiesza, a pod koniec trzeba go pchać, bo nie ma siły.
Summer z kolei galopował bardzo spokojnie i nie próbował niczego głupiego. Doświadczenie. Na drugim zakręcie znów Dziadek pobiegł po zewnętrznej, a Młody po wewnętrznej, ale po wyjściu z zakrętu Antek lekko pogonił Summer’a. Gniady przyśpieszył i lekko wyprzedził Crazy’ego.
- Zaczynasz rozumieć o co w tym chodzi! – krzyknęłam do mojego towarzysza
- Jutro robimy trening ujeżdżeniowy i zobaczymy jak szybko ty zaczniesz rozumieć. Wsiądziesz sobie na Zutta.
Na długiej prostej nie było niespodzianek. Summer trzymał się z przodu, a Crazy za nic nie mógł zaakceptować faktu, że jedzie jako drugi. Opierał się mocno na wędzidle i cały czas próbował przyśpieszać. Zbliżaliśmy się do kolejnego zakrętu. Antek i Summer lekko zwolnili i wjechali po zewnętrznej. Ja i Crazy pojechaliśmy przy bandzie. Pomiędzy zakrętami pozwoliłam Crazy’emu trochę przyśpieszyć. W końcu to już prawie końcówka dystansu. Zostawiliśmy Summer’a lekko w tyle i jako pierwsi weszliśmy w ostatni zakręt. Przy wyjściu zaczęłam poganiać Crazy’ego. Kary wałach wystrzelił przed siebie, szczęśliwy że w końcu może się rozpędzić.
- Przyśpiesz! – krzyknęłam do Antka.
W tym momencie zobaczyłam coś brązowego, co zrównało się z nami. Nie ma mowy. Złapałam palcat i lekko uderzyłam Młodego w łopatkę. Przyśpieszył jeszcze bardziej, ale Summer nie dawał za wygraną i cały czas trzymał się blisko nas. Celownik minęliśmy prawie równo, jednak Summer był o jakąś szyję szybszy.
- Dobra, pozwól mu jeszcze przegalopować trochę, ale powoli hamuj. Trochę pokłusujemy, potem przejdziemy do stępa i odstawimy je do boksów.
- Jak się hamuje!?
- Odchyl się do tyłu, zaprzyj na strzemionach i działaj wodzami. On ładnie reaguje.
Rzeczywiście, Summer lekko przeszedł do kłusa. Crazy był bardziej oporny, więc zatrzymałam go na zadzie gniadego.
- I jak? Chcesz częściej na niego wsiadać?
- Na niego mogę w sumie. Fajny z niego koń. Tylko ciężko ujeżdżeniowcowi jeździć na wyścigowcu.
- No, na pewno. Podziwiam cię.
Trochę pokłusowaliśmy, po czym przeszliśmy do stępa. Antek dał Summer’owi luźniejszą wodzę, ja też dałam Crazy’emu luz na pysku, ale trzymałam się cały czas lekko za Summer’em. Stępowaliśmy tak z 10 minut.
- To co, wracamy? – zapytałam
- Dobra. Możemy jeszcze je w ręku poprowadzić.
Ruszyliśmy w stronę bramy toru. Tam zsiedliśmy z koni i zaprowadziliśmy je w stronę stajni. Oba szły grzecznie. Widocznie ich limit na galopowanie był chwilowo zaspokojony. W stajni zdjęliśmy siodła, wyczyściliśmy koniom sierść i kopyta, po czym wyprowadziliśmy je z powrotem na dwór.
- Masz jeszcze dziś jakieś jazdy? – zapytał Antek
- Tak. Z tego, co pamiętam, to przychodzi jakaś mała dziewczynka na lonżę i jakieś rodzeństwo na pierwszy galop.
- Które konie bierzesz? Bo ja dziś na hipoterapię potrzebuję jakiegoś dużego.
- Możesz Garibaldi’ego wziąć. Albo Contrę.
- Ok. Może Contra będzie lepsza. Garibaldi to świr.
- No, niestety. Może jutro na niego wsiądę i spróbuję go ustawić.
Przez pół godziny chodziliśmy z końmi po placu, po czym odprowadziliśmy je do stajni. Szczerze mówiąc ciężko mi było się żegnać z moimi rumakami. No, właśnie. Były moje, więc czemu muszą być tak daleko ode mnie? Pogłaskałam Summer’a po głowie i dałam mu marchewkę. Niedługo znów będziemy mieszkać praktycznie w jednym budynku.
Wyszliśmy ze stajni i wsiedliśmy do samochodu. Wróciliśmy do stajni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz