poniedziałek, 25 grudnia 2017

Aktualności

Hej!
Robię małą aktualizację: 

  • do końca roku raczej powierzchownie nic się tu nie będzie działo, bo chcę popracować trochę nad szczegółami w boksach koni. 
  • w najbliższym czasie pojawią się dwa "priorytetowe" konie - klacz huculska Szronka z nieodebranej oferty oraz ogier Sawalakh SA z licytacji od Zafiry. Chcę je jednak wstawić już z gotowymi opisami, więc chwilę to zajmie. 
  • w styczniu będę organizować trening rajdowy, jako że otrzymałam licencję trenerską w tej dyscyplinie. Więcej szczegółów pojawi się na początku roku. 
  • w styczniu mam również sesję (studia magisterskie, więc chyba łatwo nie będzie...), więc wtedy stajnia i w ogóle moja aktywność w Virtualu przygaśnie na jakiś czas. Ale to jeszcze dam znać później jak to dokładnie będzie. 
  • jak coś mi się jeszcze przypomni to dam znać. 
  • no i tyle. Wesołych świąt wszystkim którzy je obchodzą, a tym pozostałym po prostu dużo szczęścia i spełnienia marzeń. Trzymajcie się! :)


niedziela, 17 grudnia 2017

(stado Ronina) ogier RONIN (hc)

ogier **RONIN
(koń huculski, gniady)
od Ronia (nvrt) po Samuraj (nvrt)
powożenie (jednokonne), skoki (LL, luzem), TREC, wystawy
urodzony 2012 r. , w Virtualu od 17.12.2017 r.
hodowli nvrt, własności WHK Anarkia
koń hodowlany, sportowy




OSIĄGNIĘCIA     |     TRENINGI     |     POTOMSTWO     |     PASZPORT




Historia: Ronina zakupiliśmy w bardzo znanej hodowli koni huculskich, która znajduje się właściwie bardzo niedaleko Anarkii. Co roku jeździmy tam na aukcje, wystawy i zawody, żeby obejrzeć konie i zobaczyć co się ogólnie dzieje w huculskim światku. W 2017 roku powoli zaczęliśmy rozglądać się za nowym ogierem huculskim do naszej hodowli i pomimo że obejrzeliśmy na prawdę dużo różnych koni to żaden nas jakoś nie przekonał. Aż podczas aukcji nie zobaczyliśmy Ronina, który nie dość, że był bardzo wszechstronnie wyszkolony, bo chodził zarówno pod siodłem jak i w zaprzęgu, to jeszcze miał cudowny charakter i podczas pokazu dzielnie znosił na swoim grzbiecie niezbyt delikatnego jeźdźca. Dodatkowo Ronin jest po prostu zjawiskowy i właściwie w momencie w którym pojawił się na ringu Esmeralda już wiedziała, że będzie go licytować. Konkurencja nie była za duża, więc bez większych problemów ekipa z Anarkii wygrała licytację. Tego samego dnia papiery zostały podpisane, ogier zapakowany w przyczepę i zawieziony do nowego domu. Kilka dni spędził w stajni, gdzie mieliśmy na niego oko, a później został wpuszczony do stada najmłodszych klaczy. Bez problemu je zaakceptował i uznał za swoje stado, mimo że w poprzednim domu stał w stajni i właściwie mało wychodził na padok. Klacze też bez problemu zaakceptowały go jako swojego przywódcę. 
Rodowód: z tego co udało nam się dowiedzieć to klacz Ronia, matka Ronina, zdobyła tytuł czempionki użytkowej podczas krajowej wystawy w wieku 4 lat i doskonale zdała próbę ścieżki huculskiej. Od tego czasu nie startowała w zawodach, ale za to wydała na świat na prawdę dużą liczbę potomstwa, które odnosi sukcesy w wielu różnych dyscyplinach sportowych. Ojciec Ronina to bardzo znany ogier Samuraj, który właściwie gdy tylko startuje w zawodach to w sumie z góry wiadomo że wygra, a jeśli nie to na pewno będzie najdalej na trzeciej pozycji. Obecnie ten cudowny ogier nie startuje już za bardzo w zawodach, ale świetnie sprawdza się jako reproduktor i potomstwu przekazuje predyspozycje sportowe. 

Podczas pracy na ujeżdżalni: pomimo bycia ogierem Ronin jest koniem dość posłusznym i usłuchanym. Oczywiście, miewa czasem jakieś odpały, głównie wtedy kiedy przyjdzie mu trenować na jednym placu z nieznanym sobie ogierem lub jakąś atrakcyjną klaczą, ale nawet średnio zaawansowany jeździec jest  stanie zapanować nad Roninem gdy ten za bardzo się podnieci. Jest koniem bardzo ambitnym i wszechstronnie uzdolnionym. Bardzo lubi skakać, na przeszkody idzie jak burza i w ogóle nie przeszkadza mu trudny najazd, kolorowa przeszkoda, czy skomplikowana kombinacja przeszkód. Nie skacze bardzo wysoko, ale jak na hucuła radzi sobie na prawdę dobrze, czasem zawstydzając kuce sportowe. Najlepiej współpracuje się z nim, gdy jest na placu sam, wtedy Ronin jest najbardziej skupiony na jeździe i najmniej interesuje się tym, co dzieje się dookoła. Jeżdżą na nim raczej osoby zaawansowane, często służy jako koń do treningów skokowych dla naszych klubowiczów lub lepiej jeżdżących klientów. Dzięki masywnej budowie mogą na nim jeździć nawet dorośli. Raczej nie nadaje się dla dzieci i słabszych jeźdźców, bo potrafi takiej osoby pozbyć się z grzbietu w sposób dość perfidny, lub odpalić w galopie i lekko ponieść. Pod dobrze jeżdżącymi osobami jednak nigdy nie odstawia cyrków. 
Podczas pracy w terenie: Ronin to idealny koń do samotnych terenów, albo jako koń prowadzący zastęp. Jest bardzo odważny, niczego się nie boi i chętnie poznaje nowe szlaki i podejmuje się nowych wyzwań. Raczej nie lubi chodzić w tereny z nieznanymi sobie końmi, jest wtedy dość rozproszony i ciężko skupić jego uwagę na ruchu do przodu a nie interesowaniu się innymi końmi. Sam Ronin też wtedy nie czuje się dobrze, jest zdenerwowany i co chwilę sprawdza czy jego klaczom nie dzieje się krzywda. Gorzej zachowuje się jednak kiedy jest z obcymi końmi, ale bez swojego stada. Wtedy próbuje zawracać w stronę padoków, rży bardzo głośno i ogólnie stresuje się tak, że żal na niego patrzeć. Najlepiej gdy idzie sam, albo ze stadem swoich klaczy. Wtedy jest spokój i można się skupić na przejażdżce. Ronin kocha wyzwania, więc im trudniejsza trasa tym lepiej. Uwielbia wjeżdżać galopem pod strome wzniesienia, biegać po wodzie, galopować po łąkach, chodzić slalomem po gęstym lesie... Bardzo rzadko odmawia wykonania jakiegoś zadania i generalnie lubi gdy coś się dzieje. Nie ponosi, nie bryka, ani nie snuje się. Raczej nie nadaje się dla osoby słabo jeżdżącej, bo jest koniem zdecydowanie zbyt żwawym. Doskonale nadaje się jednak dla instruktorów i zaawansowanych klientów. 
W stosunku do ludzi: jak to u ogierów bywa, Ronin ma dość mocny charakter i nie każdy się z nim dogada. W kontakcie z tym koniem trzeba być dość stanowczym i nie cackać się z nim, bo w przeciwnym razie Ronin zaczyna próbować rządzić. Kompletnie nie nadaje się dla delikatnych dziewczynek, mało stanowczych osób i początkujących jeźdźców, bo takim osobom Ronin bardzo szybko wchodzi na głowę. Oczywiście nie znaczy to, że żeby się z nim dogadać trzeba to tłuc czy krzyczeć na niego. Po prostu Ronin lubi sobie czasem sprawdzić na ile może sobie pozwolić kręcąc się przy czyszczeniu, wyprzedzając człowieka idąc na uwiązie itd. i wtedy trzeba mu po prostu raz pokazać, że tak się nie robi. Ronin ogólnie dość szybko łapie z kim na ile może sobie pozwolić i raczej nie sprawdza jednej osoby więcej niż dwa razy. Gdy kogoś zaakceptuje, staje się bardzo grzecznym koniem i ma dużo szacunku dla takiego człowieka. Przebywając z nim nie będzie na przykład rozpraszał się innymi rzeczami. Przy kowalu i weterynarzu jest w miarę spokojny (nie lubi tylko zastrzyków i jest wtedy nieznośny) tak samo jak przy czyszczeniu i siodłaniu, pod warunkiem że jest obsługiwany przez osobę którą zna i która jest konkretna. 
W stosunku do koni i innych zwierząt: najwięcej czasu spędza ze swoim stadem klaczy huculskich i ze wszystkimi tymi klaczami dogaduje się bardzo dobrze. Ogólnie jest bardzo dobrym przywódcą stada, co trochę nas zdziwiło, bo w poprzedniej stajni większość życia spędził zamknięty w boksie wchodząc właściwie tylko na treningi. Ogier bardzo szybko odnalazł się w nowej roli, troszczy się o swoje klacze, a chyba jeszcze bardziej troszczy się o swoje źrebaki. Maluchy też go uwielbiają z tego co nam się udało zaobserwować, więc wszystko na razie toczy się idealnie. Jeśli chodzi o inne konie, to Ronin jest bardzo ostrożny i jego zachowanie jest uzależnione od sytuacji. Gdy jest sam z obcymi sobie końmi, to po prostu jest trochę zagubiony i nie za bardzo wie jak powinien się zachować. Gdy w jego otoczeniu są obce konie i jego klacze, Ronin może zacząć zachowywać się trochę agresywnie jeśli uzna że coś złego może się stać jego stadu. Gdy obok niego jest człowiek którego Ronin szanuje, ogier raczej nie atakuje, ale szczurzy się i bardzo złości. Lubi mieć całe swoje stado na widoku i gdy którejś klaczy brakuje, Ronin nawołuje ją i jest bardzo niespokojny. Na szczęście na zawodach umie się zachować. Innych zwierząt raczej nie lubi, ale nie zachowuje się w stosunku do nich agresywnie. 
Na padoku: Ronin bardzo dobrze odnalazł się zarówno w chowie bezstajennym, jak i jako przywódca stada klaczy. Mieliśmy co do tego trochę wątpliwości, bo u poprzednich właścicieli ogier większość życia spędził zamknięty w stajni, ale na szczęście nasze obawy wyparowały bardzo szybko. Ronin to ogier bardzo opiekuńczy zarówno w stosunku do swoich klaczy, jak i źrebaków. Praktycznie przez cały czas pilnuje swojego stada, jest bardzo uważny i czujny. Gdy tylko wyczuje lub zauważy jakieś potencjalne niebezpieczeństwo, od razu stawia swoje stado w stan gotowości i ewentualnie zarządza ewakuację. Z drugiej strony, bardzo rzadko zdarza mu się wszczynać alarm bez wyraźnego powodu. Jeśli chodzi o łapanie go na padoku, to nie ma z tym większych problemów, pod warunkiem że oprócz niego zabiera się też całe stado. Wtedy Ronin spokojnie idzie w stronę stajni z człowiekiem. Gdy zabiera się go samego, lub tylko z niektórymi klaczami, ogier początkowo trochę się złości i próbuje zawracać, ale gdy człowiek jest w stosunku do niego stanowczy, ogier po jakimś czasie uspokaja się i idzie spokojnie obok człowieka. 


Na zawodach: Ronin jest dość młodym koniem i właściwie dopiero zaczyna swoją karierę sportową. Jest koniem bardzo wszechstronnym, startuje zarówno pod siodłem w skokach i TRECu, jak i w zaprzęgu w powożeniu jednokonnym. Jeździ również na wystawy. Jeśli chodzi o podróż przyczepą, to ogier raczej znosi to ze spokojem, ale nie lubi bardzo dalekich tras. Zaczyna mu się wtedy nudzić i zaczyna się złościć, że tak długo musi stać w miejscu. Jest bardzo odważnym koniem i w ogóle nie robi na nim wrażenia nowe otoczenie. Idzie odważnie przy boku człowieka i niczego się nie płoszy ani nie przeżywa. O dziwo, na zawodach jakoś zapomina o fakcie posiadania stada, co jest nam w sumie na rękę bo nie musimy się przejmować tym, że ogier tęskni za stadem i denerwuje się, że nie widzi swoich klaczy i źrebaków. Ronin nie stresuje się przed zawodami, podczas czyszczenia i siodłania jest grzeczny i raczej nie ma z nim problemów. Na rozprężalni zaczyna trochę przeżywać obecność innych koni, szczególnie ogierów i klaczy, ale pod dobrze jeżdżącym i konkretnym jeźdźcem uspokaja się i skupia na robocie. Raczej nie wchodzi w bezpośrednie interakcje z innymi końmi, tylko gapi się na nie z daleka. Nie kopie innych koni, ale nie lubi i spina się kiedy jakiś za blisko do niego podchodzi. 
  • powożenie: to jego główna dyscyplina sportowa. Bardzo dobrze czuje się w zaprzęgu, jest silny, zwrotny i całkiem szybki. Jego najmocniejszą dyscypliną jest zdecydowanie maraton, gdzie może pokazać swoją huculską siłę i wytrzymałość. Ronin jest odważny i bardzo uparty, więc raczej nie pokaże zmęczenia i zawsze walczy do końca. Często jego konkurencją są duże konie, a mimo to Roninowi często zdarza się je pokonać. Jest też całkiem niezły w zręczności powożenia. Bez problemu rozwija duże prędkości w ułamku sekundy i równie szybko zwalnia gdy musi pokonać jakąś ciasną przeszkodę. Bardzo dobrze reaguje zarówno na wodze i bat jak i na głos i nie zdarza mu się ponosić ani mieć własny pomysł na przejechanie toru. Idzie do przodu prosto jak po linii, więc przejechanie między dwoma pachołkami nie zrzucając piłek jest w jego przypadku dość proste. W ujeżdżeniu też radzi sobie nie najgorzej i zwraca na siebie uwagę głównie budową. Poza tym nie rozprasza się, nie płoszy ani nie odmawia wykonania poleceń. Nie ważne co się dzieje, zawsze idzie do przodu i niczym się nie przejmuje. Nie przeszkadza mu ani muzyka, ani oklaski, krzyki publiczności itd. Ronin niczego się nie boi i na prawdę rzadko zdarza mu się rozpraszać. 
  • skoki: Ronin kocha skakać i mimo że, jak na hucuła przystało, nie ma ani wybitnej techniki ani siły wybicia, to w niskich klasach sprawdza się bardzo dobrze. Jego kariera skokowa jest dla nas mniejszym priorytetem niż powożeniowa czy wystawowa, ale trzeba przyznać, że ogier w skokach sprawdza się dość dobrze. Ogier kocha skakać, jest bardzo ambitny i idzie na przeszkody jak burza. Nie nadaje się dla początkujących zawodników, bo zdarza mu się dość mocno ciągnąć w stronę przeszkód i lekko pędzić. Na szczęście pod zaawansowanymi zawodnikami trochę się hamuje i stara się zachowywać i nie robić siary. Startuje w klasie LL i mimo że może po intensywnym treningu w tym kierunku mógłby startować wyżej, to na razie nie jest to dla nas priorytetem i ogier startuje w skokach głównie dla zabawy. Na przeszkody idzie jak burza, nie przeszkadzają mu ani kolory, ani dziwne dźwięki, telebimy czy głośna muzyka. Ronin skoczy wszystko, pod każdym kątem i z nie ważne jak krótkiego najazdu. Praktycznie nigdy nie odmawia skoku ani nie wyłamuje, więc zdecydowanie można na niego liczyć wykonując ciasne najazdy czy ostre zakręty. 
  • TREC: w tej dyscyplinie Ronin startuje trochę z przypadku i trochę amatorsko. Generalnie chodzi o to, że na takie zawody jeździ dość rzadko i kompletnie nie są one priorytetowe w jego przypadku. Nie mniej jednak, sprawdza się w nich bardzo dobrze, bo jest uważny, szybki i niczego się nie boi. Nie lubi tylko tej części z jak najszybszym stępem i jak najwolniejszym galopem, bo nie za bardzo rozumie dlaczego ma wolno galopować. Trochę się wtedy szarpie i ogólnie dostaje za ten element mało punktów. W pozostałych konkurencjach radzi sobie na szczęście dużo lepiej. Bardzo lubi bieg na orientację, bo po prostu lubi wyjazdy w teren i zawsze czerpie przyjemność z przejażdżki po lesie, szczególnie w nieznanym sobie otoczeniu. Na torze przeszkód też radzi sobie bardzo dobrze, bo jest odważny i nie ważne jak dziwna przeszkoda stoi przed nim, na Roninie i tak nie zrobi ona wrażenia. Włazi na wszelkiego rodzaju równoważnie, skacze, zatrzymuje się z galopu, rusza galopem ze stój, chodzi po mostkach i korytarzach. Zdecydowanie jest to koń do zadań specjalnych. 
  • wystawy: Ronin jest zjawiskowy i przyzna to każdy kto choć raz w życiu na niego spojrzał. Dlatego właśnie na wystawach błyszczy nie ważne w jakiej stawce koni przyjdzie mu startować. Bo ponieważ koni huculskich w Virtualu jest niewiele, to Roninowi najczęściej przychodzi startować z mieszanką kuców różnych ras, albo w stawce ras polskich. Gdy tylko Ronin wejdzie na ring wszyscy są zachwyceni. Z tego własnie powodu ogier dostaje bardzo wysokie noty za budowę, bo jest na prawdę bardzo dobrze i poprawnie zbudowanym koniem huculskim. Poza tym na bardzo ładny ruch i w przeciwieństwie do większości hucułów wysoko podnosi nogi. Jest świadomy, że wszyscy na niego patrzą i zdecydowanie stara się zawsze pokazać od jak najlepszej strony. Ronin słucha się prezentera, idzie grzecznie obok niego, nie szarpie się ani nie zostaje z tyłu. Idzie energicznym krokiem, ale nie wyrywa się i umie dostosować swoje tempo do tempa prezentera. Bez marudzenia zatrzymuje się, rusza i zmienia chody na polecenia prezentera. Nie ma też żadnych problemów ze staniem w miejscu przez dłuższą chwilę. 

Chody: jazda na Roninie jest bardzo przyjemna, bo ogier ma bardzo wygodne chody, nie zmienia tempa ani chodu bez polecenia jeźdźca ani nie potyka się. Jest bardzo szybki, co przydaje mu się podczas zawodów, szczególnie podczas konkurencji maratonu w powożeniu. Porusza się inaczej niż większość hucułów, nie szura nogami, tylko podnosi te wysoko i ma na prawdę zamaszyste chody, widać to szczególnie w kłusie. Nawet w stępie nie wlecze się, tylko idzie energicznie z natury, bez popędzania ze strony człowieka. 
Zdrowie: pomimo, że przed przyjazdem do nas Ronin mieszkał w stajni, to bardzo szybko przestawił się na chów bezstajenny i ta zmiana odbyła się bez żadnego chorowania ani kontuzji, huculskie geny zwyciężyły. Odkąd jest u nas nigdy nie chorował ani nie był kontuzjowany, a z tego co nam wiadomo to u poprzednich właścicieli też nigdy nie było z nim żadnych problemów jeśli chodzi o zdrowie. Ronin ma mocny organizm, dobrze znosi mroźne zimy i ogólnie trudne warunki życia w górach. 
Kondycja: Ronin jest w ciągłym treningu sportowym, więc kondycję ma na prawdę dobrą. Dodatkowo, cały czas spędza na padoku, gdzie jest w ciągłym ruchu, więc nawet kiedy nie trenuje, to i tak często zdarza mu się biegać. Ma na prawdę świetną kondycję, to świetny kompan do długich terenów z wieloma galopami oraz koń który świetnie sprawdza się w konkurencji maratonu w powożeniu. Ciężko go zmęczyć, a nawet kiedy komuś się to uda, to Ronin raczej nie pokaże że jest zmęczony. 

Imię: został tak nazwany przez poprzednich właścicieli i jego imię oznacza samotnego samuraja. Z tego właśnie powodu fraza "stado Ronina" brzmi dziwnie, ale po jakimś czasie udało nam się do niego przyzwyczaić. Ponieważ jest to krótkie oraz łatwe do wymówienia i zapamiętania imię, to zazwyczaj używamy go w niezmienionej formie i nie używamy żadnych ksywek ani skrótów. 
Hodowla: kupiliśmy Ronina z planami do hodowli, ale jeszcze nie wykorzystywaliśmy go w tej sposób. Ogier ma dobry rodowód, świetną budowę i ruch oraz wszechstronne predyspozycje do sportu, więc mamy w stosunku do niego duże nadzieje jeśli chodzi o hodowlę. Zobaczymy jednak za jakiś czas jak się sprawdzi jako ojciec i na co wyrosną źrebaki po nim. 
Budowa: jest pierwszą rzeczą która rzuca się w oczy gdy patrzy się na Ronina. Ogier jest wręcz zjawiskowy, o bardzo mocnej budowie i nawet patrząc na niego pierwszy raz w życiu od razu widać, że to ogier. Dzięki takiej budowie Ronin dostaje zawsze bardzo wysokie noty na wystawach i wzbudza podziw gdziekolwiek by się nie pojawił. Budową nadrabia maść, bo tu genetyka się nie postarała i Ronin jest po prostu pospolicie gniady. 



Rodowód:
RONIN
(hc, 2012)
SAMURAJ
(hc, nvrt)
DRAKON
(hc, nvrt)
SMOK (hc, nvrt)
DRAKA (hc, nvrt)
SAMI
(hc, nvrt)
HURAGAN (hc, nvrt)
SAMANTA (hc, nvrt)
RONIA
(hc, nvrt)
BANDIT
(hc, nvrt)
EZMYR (hc, nvrt)
BARIA (hc, nvrt)
ROSYNTA
(hc, nvrt)
AKORD (hc, nvrt)
RUMIA (hc, nvrt)

[potomstwo] og. Ronin (hc)

Klacze (0)
  • brak



Ogiery (0)
  • brak

[treningi] og. Ronin (hc)

Treningi powożeniowe (0)
  • brak


Treningi skokowe (1)


Treningi w TRECu (0)
  • brak


Inne treningi (0)
  • brak


Przejazdy na zawodach (0)
  • brak

[osiągnięcia] og. Ronin (hc)

Liczba osiągnięć: 122
Liczba gwiazdek: 2

Osiągnięcia w powożeniu (30)




Osiągnięcia w skokach (43)

Osiągnięcia w TRECu (16)

Osiągnięcia na wystawach (22)



Tytuły (10)

poniedziałek, 4 grudnia 2017

=== Opis Hubertusa 2017 ===






Uczestnicy: 
  1. Esmeralda i Snake's Not Easy Path
  2. Ruska i Genoshia
  3. Agness i Ultron's Vision
  4. Zafira i El Samalon SA
  5. Shamvari i Samvaia
  6. Marry i Joly
  7. Paulina i Snake's Flair


(mała uwaga na początku - zwycięzcę wylosowałam, a nie wybrałam. TU jest dowód że nie oszukuję)
(uwaga nr 2 - Karen, dlaczego zapisałaś na Hubertusa dziecko na kucu, który cytuję "Diabeł w końskiej skórze! Gna przed siebie na złamanie karku a na widok wody, choćby małej kałuży dostaje świra. (...) Podczas zwykłego rekreacyjnego wypadu w teren buntuje się przed wyjściem z widy i idzie coraz to dalej." oraz "A byłby takim fajnym konikiem dla dzieci, gdyby nie ten diabeł co w nim siedzi." Serio? Na przyszłość proszę zwróć większą uwagę na dobór konia do jeźdźca i konia do sytuacji)




Niestety zima przyszła wcześniej niż się spodziewaliśmy i dwa dni przed planowanym Hubertusem spadła dość gruba warstwa śniegu. Szybko zadzwoniłam do wszystkich uczestników imprezy i uprzedziłam ich, żeby wzięli jakieś ciepłe ubrania, bo zima w górach bywa dość nieprzewidywalna. Ku mojemu zaskoczeniu i uldze nikt nie chciał się wycofać z udziału w imprezie. 
Dzień przed imprezą usilnie zastanawiałam się na jakim koniu mam jechać. Początkowo planowałam wziąć Draco lub Florkę, ale okazało się, że spora większość uczestników będzie dosiadać dużych koni chodzących WKKW. I o ile wciąż uznaję hucuły za niesamowicie dzielne rumaki, to jednak na szybkość mają małą szansę z hanowerem. Wzięłabym Summera, ale był on ostatnio ostro roztrenowany, a poza tym istniała spora szansa, że folblut kompletnie nie będzie się umiał zachować w grupie galopujących koni. W końcu wraz z Paulą (która miała robić za obstawę) ustaliłyśmy, że dobrym koniem będzie Path. Tego świra nikt nie dogoni, a nawet jeśli to jest to przecież koń chodzący cutting, więc potrafi zawracać w pełnym galopie i wykonywać takie wygibasy że prawa fizyki go nie dotyczą. Genialny pomysł. Dla Pauli musieliśmy z kolei wybrać jakiegoś w miarę spokojnego konia. Padło na Snake's, która jest matką Patha. No idealnie!
Tego samego dnia zaczęli zjeżdżać się uczestnicy. Chyba wszyscy przyjechali zza granicy, dlatego właśnie ich przyjazd był zaplanowany na dzień wcześniej - żeby oni i konie mogli odpocząć. 

W dzień Hubertusa wszyscy wstali punktualnie, pokłócili się trochę o kolejność wchodzenia do łazienki (żeby nie było, ja też brałam w tym udział), po czym usiedliśmy do śniadania. Nie było to nic wyszukanego, ale nikomu jakoś szczególnie to nie przeszkadzało. Właśnie przy śniadaniu omówiłam zasady - jedziemy w teren na około 45 minut, głównie po to, żeby rozgrzać konie i ogólnie dla zabawy, a potem na łące będziemy się ganiać. Powiedziałam też trochę o zasadach BHP, że nie wolno łapać za wodze koni innych uczestników (ani w ogóle ich dotykać najlepiej), ściągać innych jeźdźców z siodeł itd. Uważam, że warto mówić o takich rzeczach. 
Po śniadaniu wszyscy poszliśmy do stajni szykować konie. Path został wczoraj umyty suchym szamponem, czy jakimś innym cudownym kosmetykiem i ubrany w derkę, przez co zachował swoją oryginalną maść. Ogólnie czyszczenie koni przebiegało w miarę spokojnie, poza tym że Path chciał wdzięczyć się do wszystkich klaczy. Na szczęście wystarczyło przywiązać go z dala od innych koni i już było dobrze. 
W końcu, gdy wszyscy byli gotowi wsiedliśmy na rumaki, ustawiliśmy zastęp i stępem ruszyliśmy przez zagajnik w stronę łąki. Jechałam jako pierwsza na Pathu, który na szczęście ogarnął się na tyle, że nie musiałam się martwić o to, że będzie kogoś zaczepiał. Za mną jechała Marry na kucyku Joly'm, która była najmłodszą uczestniczką i szczerze mówiąc jej wiek trochę spędzał mi sen z powiek przez ostatnie kilka nocy. To między innymi z jej powodu jechała z nami Paula, tak na wszelki wypadek jakby coś się miało stać. Za kucykiem jechała Zafira na pięknym izabelowatym arabie. Pomimo że Samalon nie był dużym koniem i zdecydowanie odstawał w tej kwestii od pozostałych koni (nie licząc oczywiście Joly'ego), to wiedziałam że koni tej rasy nie wolno nie doceniać jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju gonitwy. Może i są małe, ale bardzo szybkie i zwrotne. Za arabem jechała Agness na siwym Ultron's Vision, Shamvari na gniadej Samvaii i Ruska na również gniadaj Genoshii. Były to trzy duże konie chodzące wysokie ujeżdżenie o ile jeśli chodzi o zwrotność pewnie uległyby arabowi, to jednak prawdopodobnie miały przewagę w prędkości. Na końcu jechała oczywiście Paula na Snake's, która zachowywała się tak jakby codziennie chodziła w tereny z pięcioma obcymi końmi. 
Po wjeździe na łąkę postanowiliśmy ruszyć kłusem. Niestety problem polegał na tym, że WKKWiści stawiali długie kroki i naturalnie poruszali się w dość żwawym tempie, z kolei Joly ze swoimi krótkimi nóżkami może i potrafiłby iść w takim samym tempie, ale po pierwsze byłoby to dla niego męczące, a po drugie Marry musiałaby anglezować w jakimś zabójczym tempie. Jechaliśmy więc tempem, które było prawdopodobnie za lekko za szybkie dla kuca i lekko za wolne dla dużych koni, idealne natomiast dla tych średnich koni. Jakoś trzeba było jechać. 
Ogólnie konie zachowywały się całkiem nieźle. Trochę bałam się faktu, że mamy w zastępie cztery ogiery, ale Path był skupiony na prowadzeniu zastępu, Joly chyba na tym żeby nie zostać w tyle. Samalon był zdziwiony widokiem śniegu i szedł dość śmiesznie wysoko unosząc nogi i furkając w kierunku podłoża. Nie był przestraszony, bardziej zdziwiony i zainteresowany. Po jakimś czasie chyba przywykł bo zaczął iść normalnie. Ultron's Vision szedł dość grzecznie, ale co jakiś czas próbował się odwrócić i chyba ewakuować się w stronę stajni. Agess na szczęście w końcu dobitnie mu pokazała że nie wolno tak robić i siwek trochę się ogarnął. On też był lekko zdziwiony widokiem śniegu, ale nie zachowywał się aż tak śmiesznie jak arab. Genoshia i Samvaia natomiast zachowywały się wręcz idealnie, widać było że to na prawdę grzeczne konie. Snake's dalej miała wszystko gdzieś. 
Przejechaliśmy łąkę kłusem, zwolniliśmy do stępa, zjechaliśmy w dół (niektóre konie ślizgały się na śniegu, ale w końcu obyło się bez ofiar) i ponownie ruszyliśmy kłusem dłuższy kawałek. W końcu na długiej prostej drodze zagalopowaliśmy. Początkowo galopowałam dość wolno, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Nagle tuż obok mnie przeleciał Joly i poczułam, że Path rwie do przodu a ja tracę kontrolę. Na szczęście Path miał na sobie ogłowie z mocną czanką, więc uwiesiłam się na wodzach i zatrzymałam go, następnie odwróciłam w poprzek drogi, żeby zablokować drogę innym koniom, żeby nie pognały za kucem. Puściłam tylko Paulę, która udała się galopem za Marry i Joly'm, żeby ich złapać. No pięknie. Zapytałam wszystkich czy żyją i jak się z tym czują. Okazało się, że tak na prawdę nic poważnego się nie stało poza tym, że Vision bryknął dość mocno prawie (na szczęście prawie) wysadzając Agness z siodła i kopiąc przy tym Samvaię. Na szczęście Shamvari twierdziła, że zdążyła w porę skręcić w bok i siwy ogier nie trafił ani jej ani klaczy. 
Ponownie ustawiliśmy zastęp i ruszyliśmy w stronę w którą uciekł kucyk i goniąca go Paula. Po chwili, gdy konie trochę się uspokoiły ruszyliśmy kłusem. Co chwilę zerkałam do tyłu, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku. Na szczęście było nieźle. 
W końcu, za zakrętem zobaczyłam stojącą luzem Snake's. Obok stała Paula trzymając za wodze kuca i jednocześnie otrzepując Marry ze śniegu. Okazało się, że dziewczynka spadła, ale na szczęście w śnieg, więc nic poważnego jej się nie stało i chce wsiąść z powrotem na konia. Ruska zaproponowała, że może oddać Marry Genoshię, bo to bardzo spokojna klacz, która nie zrobi nic głupiego. Dziewczynka jednak oświadczyła, że wsiądzie na Joly'ego i z pomocą Pauli wgramoliła się na siodło. Dzielna mała. 
Paula dosiadła Snake's, jeszcze raz upewniła się, że z Marry wszystko w porządku i jeszcze chwilę jechała obok dziewczynki. Kiedy upewniła się, że wszystko jest w porządku przepuściła inne konie i została z tyłu zastępu. Słyszałam z tyłu jak Zafira mówi coś do Marry spokojnym tonem. 
Po tej przygodzie nie miałam ochoty już na galop i cholernie się bałam, ale wiedziałam że trzeba rozgrzać konie. Przed tym jednak zadzwoniłam go Antka, który został w stajni, żeby za 20 minut przyszedł z Karen na łąkę na której miał być Hubertus. 
Mary oświadczyła, że możemy ruszyć kłusem, więc zrobiliśmy to. Joly w kłusie zachowywał się całkiem nieźle, a Mary była dzielna. Słyszałam jak jadąca za nią Zafira wydaje dziewczynce co jakiś czas rady dotyczące użycia pomocy i dosiadu. Trochę mnie to uspokoiło. 
Zagalopowaliśmy jeszcze raz, tym razem na bardzo wąskiej ścieżce, na której nie było szans wyprzedzania. Joly został więc w zastępie, a dzięki temu Mary trochę bardziej uwierzyła w swoje siły. 

W końcu powróciliśmy na łąkę. Czekała już tam Karen, więc Paula i Mary podjechały do niej i wytłumaczyły co się stało. Karen chyba się tym przejęła, bo po chwili zobaczyłam jak Mary zsiada z kuca, a Karen na niego wsiada. Krzyknęłam do pozostałych jeźdźców, żeby uważali, bo może być ostro. Na szczęście żaden z koni się nie przestraszył ani nie próbował ponosić. Tylko Vision ponownie próbował zawracać w stronę stajni, ale Agness ponownie dała radę go powstrzymać. Wyglądało na to, że to normalna zagrywka tego konia i dziewczyna już się do tego przyzwyczaiła. Karen przegalopowała kuca, który zaczął wyglądać na zmęczonego. W końcu oddała go Marry. Dziewczynka wsiadła i ruszyła kłusem w naszą stronę. 
W tym momencie miał się zacząć Hubertus, więc jeszcze raz objaśniłam wszystkie zasady, po czym przypięłam sobie kawałek sztucznego futra do ramienia i oddaliłam się od grupy. Miało to wyglądać tak, że Paula miała dać sygnał jeźdźcom do ruszenia gdy uznała że ja dostatecznie się od nich oddaliłam. Pogłaskałam Patha po szyi, powiedziałam mu że na razie spisał się milion razy lepiej niż się po nim spodziewałam i poprosiłam żeby jeszcze raz dał z siebie wszystko. Usłyszałam jak Paula krzyczy "Start!". 
Teraz słyszałam już nie tylko skrzypienie śniegu pod kopytami Patha, ale dudnienie jakby zbliżało się do mnie stado nosorożców. Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam pędzące stado. Szybko skierowałam Patha mocno w lewo, co spowodowało że rozpędzone stado musiało najpierw stracić prędkość, skręcić, po czym ponownie przyspieszyć. Najlepiej wyszła na tym, ku zaskoczeniu nikogo, Zafira na izabelowatym Salamonie. Arab znacząco wysunął się na prowadzenie, ale był w jeszcze sporej odległości ode mnie. Tuż za nim galopowała wciąż nabierająca prędkości Samvaia pod Shamvari. Ponownie ostro skręciłam i prawie zderzyłam się z siwym Visionem. Agness widocznie jakimś cudem to przewidziała (albo strzelała, nie wnikam) i postanowiła sprytnie pojechać na skróty. Dziewczyna wyciągała rękę ku mojemu ramieniu, ale na szczęście w ostatniej chwili udało mi się uciec. Przez jakiś czas galopowałam samotnie po łące czując się jak kowboj na westernie. Path był w niebo wzięty. Widziałam kątem oka jakieś zamieszanie i że ze stada koni wyłania się Ruska i Marry. Joly po lekcji od Karen chyba się ogarnął, bo galopował właśnie na czele kolumny koni. Trwało to jednak dosłownie sekundę, bo po chwili został wyprzedzony przez Genoshię, Samvaię i Samalona. Visiona nigdzie nie było widać, chyba Agness knuła kolejny sprytny plan. Samvaia odbiła od stada i na skróty zbliżała się w moją stronę. Galopowałam wzdłuż lasu, więc nie za bardzo mogłam uciec w bok bez narażenia siebie i konia na utratę kilku zębów. Po chwili Samvaia zrównała się z nami. Próbowałam przyspieszyć Patha, ale ogier chyba jechał na pełnej prędkości, bo nie chciał odpowiedzieć na sygnał. Szczurzył się tylko w stronę gniadej klaczy, co wskazywało na to, że bardzo chce jej uciec. Shamvari już wyciągała rękę w stronę mojego ramienia, kiedy Path bardzo gwałtownie zahamował, przysiadając na zadzie. Stało się to tak nagle i tak szybko, że wyleciałam z siodła i zawisłam na szyi ogiera. Byłam pewna, że już leżę na ziemi z połamanymi kośćmi, bo za nami przecież pędziło stado rozpędzonych koni. Następnie poczułam, że Path odwraca się i zaczyna galopować w odwrotnym kierunku, co uświadomiło mi że nie leżę na ziemi, tylko wiszę mojemu koniowi na szyi, a koń nabiera prędkości. Wgramoliłam się na siodło i zobaczyłam, że podczas gdy my (albo właściwie kiedy mój koń) zmieniliśmy trajektorię lotu, inne konie pogalopowały dalej i dopiero teraz zawracały w naszym kierunku. Path zdecydowanie ma ukryty talent reiningowy, powinnam o tym powiedzieć Pauli. Dotknęłam ramienia, żeby upewnić się, że kawałek futra dalej tam jest. Na szczęście go nie zgubiłam. W tym właśnie momencie pojawiła się Agnes na Visionie, galopująca na nas z naprzeciwka. Była to na prawdę ciekawa taktyka i teraz nie czułam się już jak kowboj, ale bardziej jak rycerz podczas turnieju. Agnes wyciągnęła rękę w moim kierunku, a ja szybko skręciłam w lewo tak, że po pierwsze lekko zajechałam siwemu ogierowi drogę, a po drugie byłam do Agnes ustawiona tym ramieniem bez futra. Było na prawdę blisko. Niestety żeby wykonać ten manewr musiałam lekko zwolnić, co wykorzystała Zafira. Nagle zrównał się ze mną El Samalon, pędzący z taką prędkością, że jego nogi były po prostu rozmazaną plamą żółci. Nie za bardzo wiedziałam co zrobić, więc przygotowałam się na to, że Path zaraz wykręci jakiś numer. I faktycznie wykręcił, bo skręcił nagle ostro w prawo. Poczułam szarpnięcie za ramię, ale Zafirze nie udało się zerwać futra. Musnęła je tylko palcami. I w tym właśnie momencie poczułam dużo mocnieje szarpnięcie za ramię i ujrzałam jak obok mnie galopuje uśmiechnięta Ruska wymachując kawałkiem sztucznego futra, które przed chwilą było przyczepione do mojego ramienia. Spryciara, musiała podjechać do mnie jakoś na skróty. Nie za bardzo właściwie wiedziałam co się stało, ale w sumie cieszyłam się, że to już koniec, bo Path wyglądał jakby go ktoś próbował utopić w rzece. 

Podniosłam rękę do góry dając sygnał że gonitwa zakończona. Odbyliśmy jeszcze krótką rundę honorową dookoła łąki za Ruską i Genoshią. 
Rozstępowanie koni trwało wieczność. Żeby nie kręcić się dookoła po łące ruszyliśmy w krótki teren kłusem a następnie stępem. Jechaliśmy po łąkach i górkach i łąkach i przy okazji wymieniałyśmy swoje spostrzeżenia dotyczące gonitwy. Ogólnie wszyscy wyglądali na zadowolonych, choć trochę zmęczonych. Nawet Mary wyglądała na zadowoloną. 
W końcu dotarliśmy do stajni. Antek, Łukasz, Darek, Gosia i Magda pomogli uczestnikom jak najszybciej uporać się z końmi. Wszystkie zostały ubrane w derki polarowe i zamknięte w stajni. Nastawiłam sobie przypomnienie w telefonie na za godzinę, żeby wtedy dać im siana i wody. Nie chciałam dać im teraz i ryzykować kolką, bo konie były na prawdę zgrzane mimo bardzo długiego stępa. 
Uznaliśmy, że ognisko to słaby pomysł przy ujemnej temperaturze, więc poszliśmy do domu, gdzie ktoś mądry i przewidujący rozpalił w kominku i przygotował gorącą czekoladę i wrzątek na herbatę, jak również coś ciepłego do jedzenia. Do późnych godzin wieczornych siedzieliśmy przy kominku pijąc gorące napoje, jedząc ciasto oraz rozmawiając.