piątek, 3 lipca 2015

Trening Gambita (5) i Summer Wine'a (5)

Konie: Gambit, Summer Wine
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: western, jazda techniczna
Miejsce: łąka, WHK Anarkia
Czas: godzina

Wieczorem zrobiło się chłodniej, więc postanowiliśmy pojeździć. Wybrałam Gambita, który ostatnio bardzo dobrze spisywał się na zawodach, ale od jakiegoś czasu odpoczywał. Planowałam jego powrót do pracy. Z kolei Łukasz postanowił pojeździć na Kasztanku, bo ten ostatnio ma nadmiar energii i przyda mu się jazda. Zadowoleni poszliśmy po nasze konie, przywiązaliśmy je pod stajnią, wyczyściliśmy i osiodłaliśmy. Gdy były gotowe założyliśmy kaski na głowy i wsiedliśmy na nasze wierzchowce. Łukasz ruszył jako pierwszy. Jechaliśmy leśną ścieżką, gdzie drzewa dawały przyjemny cień. Kasztanek szedł wesoło przed siebie rozglądając się na boki. Z kolei Gambit był jakiś taki trochę przygaszony, ale zrzuciłam to na pogodę. 
Gdy dojechaliśmy na łąkę każde z nas pojechało z swoją stronę i rozpoczęło rozgrzewkę. Początkowo postanowiłam zająć się obudzeniem Gambita, więc działałam dość mocno łydkami jednocześnie jak najmniej sygnałów wysyłać wodzami. Wałach w końcu chyba uznał że w sumie nie jest aż tak gorąco a pobiegać zawsze fajnie, bo nie dość że się obudził to jeszcze zaczął ładnie się ustawiać. Poćwiczyłam z nim różne wolty, półwolty, wężyki, zatrzymania i ruszenia. Czułam jak wałach kieruje powoli całą swoją uwagę na mnie. 
Zerknęłam na Łukasza, który właśnie pracował z Kasztankiem nad tempem. Wydłużał i skracał kłus pilnując żeby arab cały czas szedł w rozluźnieniu i nie kombinował. Kasztanek faktycznie miał dziś nadmiar energii, ale Łukasz umiał zrobić z tego zaletę i wykorzystać to na korzyść treningu. 
Dałam Gambitowi sygnał do zakłusowania, a wałach od razu zareagował. Podrapałam go po kłębie, usiadłam mocniej w siodle i pozwoliłam karemu przekłusować dwa koła we własnym tempie i na luzie. Następnie zabraliśmy się za prawdziwą pracę. Najpierw ustawiłam wałachowi głowę i zad. Pilnowałam, żeby szedł rozluźniony, ale jednocześnie żeby nie włóczył nogami. Gdy poczułam że osiągnęłam swój cel zaczęłam wykonywać te same elementy co w stępie. 
Od czasu do czasu zerkałam na Łukasza. Kasztanek wyglądał na zadowolonego, szedł z nosem praktycznie przy ziemi, ale aktywnie i z podstawionym zadem. Miał jednak momenty kiedy gubił rytm bo zaczynał się nudzić i próbował kombinować jakby tu pojechać szybciej. Jego jeździec jednak nic sobie z tego nie robił, tylko ćwiczył dalej z Kasztankiem różne elementy, żeby arab ani na chwilę się nie rozproszył. 
Pojeździłam z Gambitem chwilę po drągach, po czym przeszłam do stępa, żeby kary odpoczął przed galopem. 
Łukasz z Kasztankiem zagalopowali. Arab początkowo bardzo pędził, szedł rozwleczony z zadartą głową i chaotycznie stawiając nogi. Łukasz dał mu luźną wodzę i pozwolił przez chwilę tak właśnie biec po czym powoli zaczynał ustawiać wałacha, kiedy ten już pozbył się nadmiaru energii. Wybiegany Kasztanek bardzo ładnie reagował na pomoce chłopaka. Rozluźnił się, opuścił głowę i parsknął kilka razy. Wtedy Łukasz zaczął kręcić na wałachu różnego rodzaju koła i wolty, a nawet spróbował kilka razy zrobić zatrzymanie z galopu i zagalopowanie ze stój. Kasztanek o dziwo radził sobie całkiem nieźle. Czasem tylko gubił kolejność nóg albo spinał się gdy coś mu nie wychodziło. Łukasz zakończył na dobrym akcencie i wyhamował wałacha do kłusa. 
Teraz ruszyłam ja. Gambit zagalopował poprawnie, choć nie tak spektakularnie jak Kasztanek. Po prostu sobie galopował, choć już od początku szedł w rozluźnieniu. Mocno musiałam pilnować jego zadu, żeby też pracował, ale po chwili Gambit odpuścił i sam pracował tak jak powinien. Podrapałam go po kłębie i również zaczęłam jeździć po kołach. Gambitowi wychodziło to bez problemów, zniknął gdzieś ten koń któremu nie chciało się chodzić. Zatrzymania z galopu też poszły nam nieźle. Nie chciałam jednak robić z nim żadnych reiningowych bardziej skomplikowanych elementów ze względu na podłoże. Zmieniłam nogę poprzez lotną i na drugą stronę przećwiczyłam z wałachem to samo. W końcu zwolniłam do kłusa a następnie do stępa. 
Łukasz ruszył na drugą stronę. Kasztanek tym razem zagalopował bardzo ładnie, elegancko, w rozluźnieniu i bardzo płynnie. Łukasz pozwolił mu przegalopować jedno koło, po czym pojechał kilka kół i zatrzymań i gdy uznał że jest zadowolony z wałacha zwolnił do kłusa. Chwilę pokłusowaliśmy oboje na luźnej wodzy po czym przeszliśmy do stępa. Konie były bardzo mokre, więc dłuższą chwilę musieliśmy stępować zanim zabraliśmy je do stajni. Tam rozsiodłaliśmy je, sprawdziliśmy kopyta, umyliśmy im nogi wodą i wypuściliśmy na wybieg. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz