Konie: Devin, Bueno Star, Garibaldi, Norton, Nemezi
Jeźdźcy: Łukasz, Esmeralda, Antek, Magda
Dyscyplina: teren z pławieniem
Miejsce: tereny wokół Anarki, jezioro
Czas: 2 godziny
Gdy wróciłam z treningu z Fade okazało się, że wszyscy są już w stajni, konie zostały nakarmione, a boksy wyczyszczone. Kocham moją ekipę. Zostałam też od razu zaatakowana prośbami o teren.
Rozsiodłałam Fade i wypuściłam ją na wybieg. Poszła leniwym stępem pod drzewa. Wyglądała na zadowoloną.
Wybraliśmy konie, które ostatnio mało chodziły, rozdzieliliśmy je między siebie i każdy poszedł w swoją stronę. Ja dodatkowo postanowiłam wziąć jeszcze Nemezis na linę. Najpierw poszłam zmienić spodnie na krótkie, po czym zabrałam ze stajni dwa kantary z uwiązami i poszłam po moje dwa konie. Dały się złapać bez większych problemów, choć Bueno jak zwykle miał jakieś obiekcje co do pracy jako takiej. Nemezis za to szła grzecznie, nawet całkiem żwawo jak na nią. Przywiązałam oba konie pod stajnią i zaczęłam czyścić. Bueno nie był jakoś specjalnie brudny, więc ogarnięcie go zajęło mi chwilę. Nemezis za to musiałam poczyścić chwilę dłużej, ale klaczy najwyraźniej się to podobało. Następnie założyłam Buenowi bosal, podpięłam długą linę do kantara Nemezis, założyłam kask na głowę, weszłam na koniowiąz i wskoczyłam na grzbiet Buena. Inni też już w większości byli gotowi, tylko Magda jeszcze zakładała Nortonowi ogłowie. Po chwili i ona siedziała już na swoim rumaku, więc ruszyliśmy w drogę.
Postanowiliśmy pojechać w dół, a następnie w stronę jeziora. Jechałam na Buenie jako pierwsza, za mną szła Nemezis na linie, potem Magda na Nortonie, Antek na Garibie i na końcu Łukasz na Devinie. Tinker początkowo szedł w środku zastępu, ale chciał wszystkich pokopać, więc przesunęliśmy go na koniec.
Przez jakiś czas jechaliśmy po asfalcie, po czym wjechaliśmy do lasu. Tam ruszyliśmy kłusem. Na szczęście wszystkie nasze konie miały wygodne chody, więc żadne z nas nie zaczęło krzyczeć w tym momencie. Nemezis przesunęła się lekko w bok, szła trochę sztywno, ale po chwili rozruszała się.
W końcu dojechaliśmy do jeziora. Gdy tylko Norton to zobaczył nawet nie zwolnił do stępa, tylko wbiegł do wody z piszczącą Magdą na grzbiecie. Dziewczyna poszła na całość i wjechała z mułem tak głęboko, że zwierzak musiał płynąć. Norton był w niebo wzięty, Magda z resztą też. Devin chwilę się zastanawiał i kombinował, ale Łukasz w końcu przekonał go do wejścia. Tinker zatrzymał się na płyciźnie, znów zaczął się zastanawiać, ale w końcu wszedł głębiej. Nie dał się jednak namówić na pływanie. Garib wszedł bez żadnych protestów i od razu spróbował się położyć. Antek jednak nie pozwolił mu na to, więc wałach tylko rozchlapywał wodę dookoła siebie kopytami i pyskiem. Bueno też wszedł bez protestów, ale nie czuło się w nim takiego entuzjazmu jak na przykład w Nortonie. Nemezis była lekko zdziwiona, ale po chwili tak jej się to spodobało, że zaczęła nawet pływać. Pomyślałam, że muszę porozmawiać z weterynarzem o tym czy pływanie przypadkiem nie pomogłoby klaczy.
Bawiliśmy się w wodzie przez jakieś 40 minut, potem muchy zaczęły nas atakować, więc postanowiliśmy wracać. Komary strasznie obsiadły nasze konie, więc jechaliśmy cały czas kłusem. Było trochę ciężko utrzymać się na mokrych i śliskich grzbietach koni, ale jakoś daliśmy radę. Przy asfalcie oczywiście zwolniliśmy do stępa. Zrobiło się strasznie gorąco, ale wciąż byliśmy trochę mokrzy więc nie przeszkadzało nam to.
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, umyliśmy im nogi na myjce i sprawdziliśmy kopyta, po czym wypuściliśmy wszystkie konie na wybieg. Tam każdy po kolei kładł się i tarzał w piachu. Ciekawe kto jutro będzie je czyścił!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz