Koń: *Summer
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: teren
Miejsce treningu: tereny wokół Anarkii
Czas: 2 godziny
Musiałam uciec od codziennej rutyny, stresu związanego z prowadzeniem stajni i po prostu od ludzi. Ściągnęłam więc z padoku Summera, szybko go wyczyściłam, osiodłałam i wskoczyłam na jego grzbiet zakładając przed tym kask na głowę.
Summer był ewidentnie zdziwiony, że idzie do pracy, ale przyjął tę informację z honorem i postanowił zachowywać się jakby codziennie pracował pod siodłem. Znałam tego konia już od wielu lat i czułam, że w środku aż go nosi. Dobrze, bo zamierzałam dużo galopować.
Po krótkim stępie gdy tylko wjechałam do lasu ruszyłam kłusem. Summer szedł energicznie, ale nie próbował uciec spod kontroli. Trzymałam wodze zupełnie luźno i prowadziłam ogiera dosiadem. Zresztą, na razie i tak jechaliśmy prosto więc co za różnica?
Summer parskał w rytm kłusa, a ja cieszyłam się, że mogę nic nie robić i po prostu pozwolić się nieść koniowi. Gdy wjechaliśmy na łąkę ruszyliśmy galopem. Początkowo trochę trzymałam Summera, ale po kilku krokach zluzowałam wodze i pozwoliłam mu iść własnym tempem. O dziwo, ogier nie próbował pobić swojego życiowego rekordu, a galopował w całkiem normalnym tempie.
Po dojechaniu do końca łąki zwolniłam ogiera do stępa i zjechaliśmy w dół. Tam czekała na nas niespodzianka w postaci wielkiej kałuży, prawie jeziora. Summer dzielnie wszedł w wodę i nawet udało nam się w niej zakłusować kilka kroków.
Po wyjechaniu z wody pojechaliśmy dalej kłusem, nie zwracając uwagi na wystające korzenie. Summer szedł bardzo pewnie, nie potykał się. W dogodnym miejscu ponownie zagalopowaliśmy, tym razem już szybciej. Summer był w niebo wzięty pędząc dzikim galopem przez las. Ja również byłam szczęśliwa, bo ostatnio nie miałam za dużo czasu dla Summera, bo przygniotły mnie inne obowiązki.
Reszta terenu minęła podobnie - tam gdzie była taka możliwość jechaliśmy galopem, przechodząc tylko od czasu do czasu do stępa tam gdzie galop był niemożliwy. W efekcie wróciliśmy oboje do stajni dosłownie zlani potem. Po zejściu z ogiera i dokładnym obejrzeniu jego kopyt oraz grzbietu wypuściłam go na padok i jak zawsze po jeździe na nim obiecałam sobie, że będę na niego częściej wsiadać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz