


Konie: Hawara SA, Devin, Campino Gothic
Jeźdźcy: Antek, Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: teren
Miesce: tereny wokół Anarkii
Czas: godzina
Dyscyplina: teren
Miesce: tereny wokół Anarkii
Czas: godzina
Konie rekreacyjne wymagały terenu. Takiego z galopami i bez ograniczeń spowodowanych niskimi umiejętnościami jeźdźców. Hawara stała się trochę nerwowa, Devina od jakiegoś czasu nie dało się ruszyć z miejsca inaczej niż kopem i batem, a Campina lubi tereny więc postanowiliśmy zabrać i ją.
Każde z nas poszło po swojego konia, przyprowadziło go pod stajnię i zaczęło czyścić. Konie były w miarę czyste, więc nie trwało to długo. Następnie osiodłaliśmy rumaki, założyliśmy kaski na głowy i wsiedliśmy na grzbiety koni. Ja dodatkowo wzięłam ze sobą palcat, bo Devin ostatnio bez palcata nie chciał się ruszyć.
Ruszyliśmy stępem w stronę łąki. Jako pierwszy jechał Antek na Hawarze jako że klacz nie była w stanie iść za drugim koniem, następnie Łukasz na Campinie, jako że klacz ma problemy z chodzeniem za drugim koniem gdy ten jest wolniejszy od niej. Na końcu jechałam ja i Devin, żeby nie blokować zastępu gdy Devin stwierdzi że nie chce mu się pracować.
Hawarka była bardzo dumna z faktu, że idzie pierwsza - szła żwawym stępem przed siebie i co chwilę parskała. Campina jak zwykle rozglądała się na boki, ale słuchała się Łukasza gdy ten czegoś od niej chciał. Devin z kolei o dziwo szedł dość żwawo i nie zostawał w tyle, mimo że nie pchałam go do przodu.
Gdy dojechaliśmy na łąkę ruszyliśmy kłusem. Hawara i Campina ruszyły od razu, natomiast Devin przez chwilę się powkurzał, że śmiem mu kazać ruszyć kłusem, ale kiedy dostał batem w zad łaskawie powlókł się na przód. Po raz kolejny obiecałam sobie, że będę na tego konia częściej wsiadać, albo kazać komuś innemu częściej na niego wsiadać.
Kłusowaliśmy sobie po łące w spokoju. Hawara była w niebo wzięta, Campina też wyglądała na zadowoloną, choć fukała na każdy kamień który wydawał jej się podejrzany. Devin też szedł w miarę żwawo i przestał się na mnie wkurzać.
Przeszliśmy do stępa, żeby zjechać w dół. Znaleźliśmy się w lesie, gdzie ponownie ruszyliśmy kłusem. Tym razem Devin już miał szybszą reakcję na moje łydki, więc pogłaskałam go po szyi za to. Przez chwilę kłusowaliśmy bez żadnych większych przygód, aż postanowiliśmy sobie zagalopować na równej i prostej leśnej ścieżce. Hawara i Campina poszły, a Devin jeszcze chwilę porozpędzał się w kłusie, żeby w końcu zagalopować na sygnał batem. Próbowałam trochę przyspieszyć jego galop, ale wałach miał mnie w zupełnym poważaniu. Zostaliśmy więc trochę w tyle, ale Devin zaczynał się coraz bardziej rozluźniać, co uznałam za sukces.
Galopowaliśmy dość długo, aż w końcu Campina zaczęła lekko kasłać, więc przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa, żeby dać odpocząć klaczy. Trakenka chciała galopować dalej, ale nie chcieliśmy ryzykować jej zdrowia.
Chwilę jechaliśmy stępem, aż dojechaliśmy do wody, do której wjechaliśmy. To znaczy Hawara prawie wbiegła, Campina weszła, a Devin chwilę stał na brzegu przyglądając się podejrzliwie wodzie. W końcu jednak uległ moim namowom i wszedł. Przez jakiś czas jechaliśmy sobie po wodzie. Hawara była zachwycona, Campina trochę niepewna, ale postanowiła zachowywać się dzielnie. Natomiast Devin co chwilę próbował wyjść na brzeg, na co mu oczywiście nie pozwalałam.
Gdy wyjechaliśmy z wody ponownie ruszyliśmy kłusem. Jechaliśmy drogą na której mniej się kurzyło, więc ponownie postanowiliśmy zagalopować. Antek jednak puścił Łukasza przodem, żeby do płuc Campiny docierało jak najmniej kurzu. Ponownie zagalopowaliśmy, tym razem Devin zrobił to już chętniej. Ten galop był krótszy, bo i ścieżka była krótsza. Zwolniliśmy więc do kłusa i powoli zaczęliśmy kierować się w stronę stajni. Gdy tylko Devin to zauważył zaczął trochę ciągnąć, ale bez przesady. Gdy znaleźliśmy się na naszej znajomej łące przeszliśmy do stępa i jechaliśmy na luźnej wodzy.
Pod stajnią zsiedliśmy, rozsiodłaliśmy konie, sprawdziliśmy im kopyta i wypuściliśmy konie na padoki.
Gdy dojechaliśmy na łąkę ruszyliśmy kłusem. Hawara i Campina ruszyły od razu, natomiast Devin przez chwilę się powkurzał, że śmiem mu kazać ruszyć kłusem, ale kiedy dostał batem w zad łaskawie powlókł się na przód. Po raz kolejny obiecałam sobie, że będę na tego konia częściej wsiadać, albo kazać komuś innemu częściej na niego wsiadać.
Kłusowaliśmy sobie po łące w spokoju. Hawara była w niebo wzięta, Campina też wyglądała na zadowoloną, choć fukała na każdy kamień który wydawał jej się podejrzany. Devin też szedł w miarę żwawo i przestał się na mnie wkurzać.
Przeszliśmy do stępa, żeby zjechać w dół. Znaleźliśmy się w lesie, gdzie ponownie ruszyliśmy kłusem. Tym razem Devin już miał szybszą reakcję na moje łydki, więc pogłaskałam go po szyi za to. Przez chwilę kłusowaliśmy bez żadnych większych przygód, aż postanowiliśmy sobie zagalopować na równej i prostej leśnej ścieżce. Hawara i Campina poszły, a Devin jeszcze chwilę porozpędzał się w kłusie, żeby w końcu zagalopować na sygnał batem. Próbowałam trochę przyspieszyć jego galop, ale wałach miał mnie w zupełnym poważaniu. Zostaliśmy więc trochę w tyle, ale Devin zaczynał się coraz bardziej rozluźniać, co uznałam za sukces.
Galopowaliśmy dość długo, aż w końcu Campina zaczęła lekko kasłać, więc przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa, żeby dać odpocząć klaczy. Trakenka chciała galopować dalej, ale nie chcieliśmy ryzykować jej zdrowia.
Chwilę jechaliśmy stępem, aż dojechaliśmy do wody, do której wjechaliśmy. To znaczy Hawara prawie wbiegła, Campina weszła, a Devin chwilę stał na brzegu przyglądając się podejrzliwie wodzie. W końcu jednak uległ moim namowom i wszedł. Przez jakiś czas jechaliśmy sobie po wodzie. Hawara była zachwycona, Campina trochę niepewna, ale postanowiła zachowywać się dzielnie. Natomiast Devin co chwilę próbował wyjść na brzeg, na co mu oczywiście nie pozwalałam.
Gdy wyjechaliśmy z wody ponownie ruszyliśmy kłusem. Jechaliśmy drogą na której mniej się kurzyło, więc ponownie postanowiliśmy zagalopować. Antek jednak puścił Łukasza przodem, żeby do płuc Campiny docierało jak najmniej kurzu. Ponownie zagalopowaliśmy, tym razem Devin zrobił to już chętniej. Ten galop był krótszy, bo i ścieżka była krótsza. Zwolniliśmy więc do kłusa i powoli zaczęliśmy kierować się w stronę stajni. Gdy tylko Devin to zauważył zaczął trochę ciągnąć, ale bez przesady. Gdy znaleźliśmy się na naszej znajomej łące przeszliśmy do stępa i jechaliśmy na luźnej wodzy.
Pod stajnią zsiedliśmy, rozsiodłaliśmy konie, sprawdziliśmy im kopyta i wypuściliśmy konie na padoki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz