niedziela, 27 lipca 2014
Trening wał. Gambit (1)
Koń: Gambit
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: western pleasure
Miejsce: ujeżdżalnia, WHK Anarkia
Czas: godzina
Dopinałam właśnie ostatnie paski w siodle Gambita, wzięłam kask i wsiadłam na wałacha z ziemi. Ostatnio zapisałam go na kilka konkursów, więc postanowiłam troszkę z nim potrenować. Ruszyliśmy w dół zbocza żeby dotrzeć na ujeżdżalnię znajdującą się kilometr niżej. Gambit szedł spokojny i rozluźniony. Rozglądał się tylko ciekawie od czasu do czasu. Usiadłam głęboko w siodle i oddałam wałachowi wodze. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do bramy. Otworzyłam ją z końskiego grzbietu, odwróciłam wałacha i zamknęłam ją za nami. Podciągnęłam popręg i ruszyłam stępem. Uznałam że rozgrzewkę mamy już za sobą, więc przejechałam jeszcze jedno duże koło stępem i dałam wałachowi sygnał do zakłusowania lekko stukając jego boki nogami. Gambit od razu przyśpieszył, ale nie stracił rozluźnienia. Szedł dość wolno, ale angażował się w pracę. Zad miał podstawiony, a głowę i szyję w odpowiednim miejscu. Zaczęliśmy kręcić koła. Na początku duże, następnie coraz mniejsze. Cały czas pilnowałam u Gambita tempa i rozluźnienia, bo w tej dyscyplinie to jest najważniejsze. Po kilku ćwiczeniach Gambit opuścił głowę i szedł na prawie luźnych wodzach, jednocześnie nie uciekając od kontaktu. Do wolt różnej wielkości dołożyłam zmiany kierunku, wężyki, ósemki oraz przejścia. Z początku tylko stęp-kłus-stęp, później również kłus-stój-kłus, a w końcu kłus-stój-cofanie-kłus. Gambitowi z początku kiepsko szło zatrzymywanie, ale po kilku powtórzeniach w obie strony w końcu odpuścił i wykonywał moje polecenia. Po kilku pod rząd udanych próbach przeszłam do stępa i pozwoliłam wałachowi na chwilę odpoczynku. Mimo to cały czas pilnowałam tempa. Gambit parsknął kilka razy, a ja pogłaskałam go z czułością po szyi. Po chwili dałam wałachowi sygnał do kłusa. Ruszył od razu, pełen energii. Przejechałam jedno całe duże koło i stuknęłam nogami w boki konia żeby ruszył galopem. Gambit wykonał bardzo ładne przejście i już po chwili galopowaliśmy po dużym kole. Wałach szedł powoli, rozluźniony, z podstawionym zadem. Przegalopowaliśmy dwa kółka na luzie, potem zabraliśmy się za pracę. Najpierw koła w galopie. Gambit ładnie skręcał i dostosowywał się do mnie jeśli chodzi o wielkość koła. Stopniowo coraz bardziej je zmniejszałam aż robiliśmy całkiem ciasne wolty. Gdy uznałam że dość wjechałam na przekątną i zmieniłam nogę w galope. Gambit od razu zrozumiał o co chodzi. Pojechaliśmy w drugą stronę i tu również przećwiczyliśmy koła i wolty. Wałach szedł z głową w dole, czujny i skupiony na moich poleceniach. Na koniec pojeździliśmy jeszcze ósemki ze zmianą nogi w galopie na środku placu. Gdy Gambit poprawnie wykonał zadanie dwa razy z rzędu przeszłam do kłusa i pogłaskałam wałacha. Byłam z niego na prawdę bardzo zadowolona. W kłusie pojeździliśmy jeszcze trochę kół i wężyków i po kilku minutach przeszliśmy do stępa. Pogłaskałam wałacha, dałam mu luźniejszą wodzę i pozwoliłam iść jak chciał. Był cały mokry z powodu wysokiej temperatury, więc po zrobieniu kilku kółek stępem wyjechałam z placu i skierowałam się w górę do stajni. Gambit szedł żwawo i czujnie nastawiał uszy. Pod stajnią ściągnęłam z niego siodło i oblałam mu nogi wodą z węża. Następnie zamieniłam ogłowie na kantar i wypuściłam wałacha na łąkę do innych koni.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz