środa, 11 maja 2016

Trening rajdowy Asha Windera, Summer Wine'a, Sohama

Konie: Ash Winder, *Summer Wine, Soham
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz, Antek
Dyscyplina: rajdy (praca na górkach)
Miejsce: tereny wokół Anarkii
Czas: 2 godziny

W środę z samego rana postanowiliśmy wziąć nasze rajdowce na trening. Ash na dobre zadomowił się już w nowym miejscu, Soham wymagał porządnego wycisku, a Kasztankowi też nie zaszkodzi jak się ruszy porządniej. 
Każde z nas poszło po swojego konia, przywiązało go pod stajnią i zaczęło czyścić. Ash i Kasztanek jak zwykle zachowywali spokój podczas gdy Soham jak zwykle miał zupełnie inne zdanie na temat wszystkiego. 
Po kilkunastu minutach wszystkie konie były gotowe, więc wsiedliśmy na ich grzbiety i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy obok siebie, konie nie złościły się i szły spokojnie. Najwidoczniej były bardzo zadowolone, bo co chwilę któryś parskał albo wymachiwał lekko głową. 
Gdy dojechaliśmy do łąki postanowiliśmy ruszyć kłusem. Na czoło od razu wyjechał Soham, który postanowił od początku jechać mocnym tempem. Nie próbował jednak zmieniać chodu na wyższy, więc Antek pozwolił mu na takie tempo kłusa. W końcu Soham ostatnio dużo chodzi pod siodłem i dzięki temu nie tylko poprawiła się jego kondycja, ale również ogólnie ogarnięcie i posłuszeństwo. Kasztanek i Ash od razu dostosowali się do tempa swojego kolegi i ani przez chwilę nie zostawali z tyłu. Postanowiliśmy dobrze rozgrzać konie, więc przejechaliśmy całą łąkę kłusem, zjechaliśmy do lasu, a tam ponownie zakłusowaliśmy. Tym razem zmieniła się nam trochę kolejność, bo Łukasz z Kasztankiem nas wyprzedzili z powodu zwężającej się drogi. Ashowi jednak zupełnie to nie przeszkadzało i dalej szedł zupełnie rozluźniony. Z każdym kolejnym dniem coraz bardziej lubiłam tego konia. 
Jechaliśmy teraz drogą pełną korzeni, ale nasze wspaniałe rumaki nie miały z tym w ogóle problemów, bo wszystkie były przecież w tym kierunku trenowane nie od dziś. 
Po kilkunastu minutach kłusa dojechaliśmy do rzeki. Wiedzieliśmy że na dnie nie ma kamieni, więc wjechaliśmy do wody i ponownie ruszyliśmy kłusem. Nie podobało się to Sohamowi, który co chwilę chciał wyjechać z wody, więc Łukasz z Kasztankiem wyprzedzili go, a ja i Ash zrównaliśmy się z Sohamem i blokowaliśmy mu drogę do brzegu. Na szczęście z drugiej strony była skała i Soham nie dałby rady się po niej wspiąć. Marwari początkowo bardzo się złościł na Asha, ale po chwili odpuścił widząc że Kasztanek go wyprzedził. 
Jechaliśmy tak dosłownie kilka minut. Kasztanek i Ash byli bardzo zadowoleni, a Soham przestał narzekać. W końcu wyjechaliśmy z wody i przeszliśmy na chwilę do stępa, żeby sprawdzić popręgi. Po chwili ponownie zakłusowaliśmy, a po kilku krokach postanowiliśmy zagalopować. O dziwo Soham nie dawał aż takiego czadu, więc nie było problemów z komunikacją między nami. Ścieżka była dość szeroka, więc Soham wybił do przodu, a Ash i Kasztanek jechali właściwie obok siebie. Galopowaliśmy dość długo. Staraliśmy się trzymać równe tempo odpowiednie dla każdego z koni. Soham stawiał krótkie, szybkie kroki, natomiast Kasztanek i Ash szli raczej bardziej obszernie, szczególnie Ash. Po dość długim odcinku galopu przeszliśmy do kłusa i skręciliśmy w stronę miejsca które nazywaliśmy "górkami". Było tam rzeczywiście dużo górek, takie na które trzeba było wejść stępem, jak i takie pod które podjeżdżało się galopem. Rozjechaliśmy się więc i każde z nas zajęło się własnym koniem. Ja postanowiłam popracować z Ashem nad podjazdami w galopie i zjazdami po trudnym podłożu stępem. Dałam więc karemu sygnał do zagalopowania i podjechaliśmy pod najwyższe wzniesienie. Tak, jesteśmy bardzo ambitni! Ash postawił uszy i zrobił dokładnie to o co go prosiłam. Podczas podjazdu ani przez chwilę nie stracił tempa. Gdy wjechaliśmy na szczyt pogłaskałam go po szyi, dałam kilka sekund na odsapnięcie po czym skierowałam go w stronę zjazdu. Było tu bardzo dużo wystających korzeni i kamieni, więc trzeba było zjechać stępem. Odchyliłam się mocno do tyłu, oddałam Ashowi trochę wodzy i dałam mu łydkę. Ash obniżył głowę, ale szedł dzielnie do przodu. Momentami było dość stromo, więc wałach mocno przerzucił ciężar ciała na zad i zeszedł w dół niemal książkowo. Kocham tego konia! Pogłaskałam go po szyi, szepnęłam kilka miłych słów do ucha i zerknęłam co robi reszta. Antek postanowił podjechać w górę tą samą drogą którą ja zjechałam, więc przesunęłam Asha, żeby zrobić chłopakom miejsce. Soham początkowo chciał podgalopować. Antek postanowił nie reagować i poczekać aż wałach sam rozgryzie, że trzeba podjechać stępem. Okazało się to być dobrą taktyką, bo marwari rzeczywiście zaraz przeszedł do stępa i wspinał się stępem pod górę uważnie omijając korzenie i kamienie. Wow, jeszcze kilka miesięcy temu sam by na to nie wpadł tylko gnałby jak głupi pod górę! Chłopaki postanowili zjechać tą samą trasą. Soham tym razem już wiedział że trzeba iść stępem, więc Antek tylko mocno odchylił się do tyłu. Kasztanek i Łukasz zajęli się z kolei podjazdami galopem i zjazdami kłusem po "zygzaku". Łukasz pracował nad koncentracją Kasztanka zatrzymując go z kłusa w losowych momentach trasy. Arab początkowo trochę się buntował, ale już po chwili chodził jak w zegarku reagując na niewidzialne polecenia swojego jeźdźca. 
Pojeździliśmy po górkach jeszcze trochę czasu, po czym postanowiliśmy że czas się zbierać. Ruszyliśmy więc w drogę powrotną kłusem. Konie były już trochę zmęczone, ale nie dawały tego po sobie poznać. Szły żwawo i energicznie kłusem do przodu. Tak właśnie dojechaliśmy do naszej łąki. Tam postanowiliśmy już przejść do stępa, żeby dać koniom odsapnąć i trochę wyschnąć. Zrobiło się całkiem ciepło, a nasze rumaki nie zdążyły jeszcze zgubić do końca sierści zimowej. Wszyscy byliśmy bardzo dumni z naszych rumaków i w drodze powrotnej jechaliśmy obok siebie i licytowaliśmy się który z koni poradził sobie lepiej. Gdy byliśmy już pod stajnią dalej nie mogliśmy się zgodzić, więc uznaliśmy że wszystkie są wspaniałe. Zsiedliśmy z koni, rozsiodłaliśmy je, sprawdziliśmy kopyta i grzbiety. Gdy upewniliśmy się, że wszystko jest w porządku umyliśmy koniom nogi na myjce (Soham odstawiał cyrk) i wypuściliśmy konie na wybieg. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz