Konie: *Frollo, *Fatalita, Rainstone
Jeźdźcy: Esmeralda, Magda, Antek
Dyscyplina: cross (easy)
Miejsce: łąka z przeszkodami, Anarkia
Czas: 1,5 godziny
Lato w pełni, więc czas zabrać się ostrzej za treningi. Na pierwszy ogień dzisiaj poszły dwa hucuły i tinker. Na początku planowałyśmy z Magdą pojechać ścieżkę huculską, ale ponieważ nagle okazało się, że jedzie z nami również Rainy szybko zmieniłyśmy plany i postanowiłyśmy pojechać cross.
Rainy już zadomowił się u nas, ale jeszcze ani razu nie mieliśmy okazji przetestować go na crossie. Do tego zadania zgłosił się Antek, który o dziwo bardzo polubił tinkera i żałował że to nie on ma go trenować. Odpuściłam i zgodziłam się, żeby to on wziął srokatego na pierwszy trening crossowy. Magda mając do wyboru Fatalitę i Florencję wybrała tę pierwszą, a ja postanowiłam wziąć Frolla, który ostatnio jakoś płasko skakał i wypadałoby nad tym popracować.
Każdy poszedł po swojego konia i zabrał się za szykowanie ich. Poza podstawowym sprzętem założyliśmy koniom też ochraniacze na nogi.
Po niedługim czasie wszyscy byliśmy już gotowi i jechaliśmy na naszych wierzchowcach na tor crossowy. Hucuły jechały z przodu a Rainy trzymał się za nimi, bo Frollo już mu pokazał co o nim sądzi szczurzeniem się i kłapaniem zębami. Kto by pomyślał!
Na torze każde z nas samodzielnie przeprowadziło sobie rozgrzewkę. Wyjątkiem była Magda, do której co chwilę albo ja albo Antek rzucaliśmy jakieś uwagi , poprawki czy rady. Dziewczyna dobrze dogadywała się z Fatalitą, choć nie był to jej ulubiony koń. Żywiołowa i pełna energii Magda zupełnie nie pasowała do spokojnej i trochę flegmatycznej Fatality. Dziewczyna jednak umiała wyegzekwować od klaczy żwawy chód i zaangażowanie, a to było najważniejsze. Antek najwyraźniej bardzo polubił Rainstone'a, ponieważ zabawiał go co chwilę jakimiś ćwiczeniami i zadaniami, a gdy Rainy wykonywał je poprawnie chłopak chwalił go i coś do niego szeptał. Frollo gdy już przestał złościć się na Rainy'ego skupił się na mnie i chodził na prawdę dobrze. Miałam początkowo problem z utrzymaniem jego uwagi, szczególnie w galopie, ale po kilku ćwiczeniach ogier ogarnął się i skupił.
Przyszła pora na trening właściwy.
Postanowiliśmy nie jechać jeden za drugim, a osobno. I był to dobry wybór, ponieważ w ten sposób każde z nas mogło się skupić akurat na tym czego potrzebował dany wierzchowiec. Magda, za namową Antka, skupiła się na tempie Fatality i na dłuższych odcinkach galopu pomiędzy przeszkodami. Dziewczyna pilnowała żeby klacz galopowała równym i żwawym tempem. Fatalicie początkowo się nie chciało i co chwilę "gasła", ale Magda jeździła na tyle dobrze, że już po chwili kasztanowata klacz bez problemu wyciągała nogi w galopie i nie traciła tempa. Skakały też całkiem nieźle. Nawet kiedy było blisko wyłamania Magda mocno zadziałała łydkami, lekko użyła bata i Fatalita jednak postanowiła skoczyć.
Antek i Rainy skupili się na coraz wyższych i bardziej skomplikowanych przeszkodach, nie wychodząc jednak poza klasę easy. Rainy skakał wszystko co Antek mu pokazał, a w galopie parskał w rytm chodu. Bardzo przyjemnie się na nich patrzyło. Chłopak pilnował też, żeby tinker szedł luźnym, rytmicznym krokiem i nie gubił tempa. Przy skokach Rainy miał małe problemy z miejscem odbicia, więc przez chwilę Antek dokładnie dyktował wałachowi miejsce odbicia, żeby później coraz mniej zdejmować z niego presję, aż w końcu Rainy całkiem nieźle radził sobie samodzielnie.
Frollo z kolei miał na początku bardzo kiepskie nastawienie do skakania. A to wyłamywał a to skakał krzywo, a to zupełnie się rozpraszał. Zdarzyło mu się nawet bryknąć. Na szczęście udało mi się go przez to przepchnąć i pod koniec treningu skakał już całkiem nieźle, choć wciąż bez rewelacji. Musiałam wciąż bardzo mocno trzymać go na pomocach i pilnować, żeby jego uwaga była skupiona na mnie a nie na tym co akurat robią inne konie. Na koniec jednak ogier chodził już ładnie, więc pochwaliłam go i postanowiłam zakończyć trening.
Mniej więcej w tym samym momencie taką samą decyzję podjął też Antek i Magda. Rozkłusowaliśmy więc konie, a gdy przeszliśmy do stępa daliśmy im luźną wodzę i pogadaliśmy o treningu.
W końcu ruszyliśmy w stronę powrotną do stajni. Frollo znów zaczął się złościć, więc żeby go nie prowokować Antek jechał w sporej odległości od ogiera.
Pod stajnią zsiedliśmy z koni i dokładnie sprawdziliśmy im nogi, kopyta i grzbiety. Następnie umyliśmy im nogi na myjce i odprowadziliśmy wierzchowce na odpowiednie pastwiska.
Oferta już gotowa, zapraszam :)
OdpowiedzUsuń