wtorek, 25 października 2016

Trening wyścigowy Ventosy Kayni, *Hellblazera, *Not Fade Away


Konie: Ventosa Kayna, *Hellblazer, *Not Fade Away
Jeźdźcy: Emilia, Esmeralda, Asia
Dyscyplina: wyścigi płaskie (1600 m.)
Miejsce: tor roboczy, stajnia sportowa
Czas: godzina

Blaz jak zwykle nie ogarniał. Kręcił się w kółko podczas czyszczenia, odskakiwał na boki i robił wszystko tylko nie to o co go akurat poprosiłam. Gdy chciałam, żeby podał nogę on przesuwał się w bok. Gdy chciałam go przesunąć on zaczynał podnosić nogi. Ten koń chyba na prawdę ma coś z mózgiem... Na szczęście klacze zachowywały spokój i nie zwracały uwagi na tego głupka... 
Po około pół godzinie wszystkie rumaki były gotowe. Dobrze się złożyło, bo poprzedni użytkownicy toru właśnie z niego zjeżdżali. Wsiadłyśmy więc na nasze konie i skierowałyśmy je na tor. Blazer szedł z głową w chmurach zupełnie ignorując fakt że na nim siedzę i czegoś wymagam. Na szczęście umiał ogarnąć się na tyle, żeby nie stawać dęba ani nie ruszać nagle galopem, co ponoć ostatnio mu się zdarzało... 
Zaczęłyśmy tradycyjnie - od przejechania całej długości toru w stępie i kłusie, na rozgrzewkę. O ile w stępie wszystkie konie były w miarę grzeczne, o tyle w kłusie Fade zaczęła się trochę płoszyć, co z kolei zaniepokoiło Blaza. Na szczęście udało mi się rozproszyć jego uwagę i po sekundzie ogier zapomniał że czegoś się bał. Kayna na początku również była zaniepokojona, ale spokój i opanowanie Emilii od razu podziałały na klacz, która również się uspokoiła. 
Nadszedł czas na galop. Rozgrzałyśmy konie w równym tempie, nie wymagając od nich wielkiej prędkości. Następnie podjechałyśmy do boksów startowych. Złapałam Blaza za ucho i kazałam mu iść do przodu. Ogier był tak zdziwiony faktem, że trzymam go za ucho, że skupił na tym fakcie całą swoją uwagę i nie zauważył kiedy wszedł do bramki startowej. Pogłaskałam go. Kayna i Fade weszły bez problemu. Ta pierwsza trochę się wahała, ale Asia dała radę przekonać klacz, że nic złego się nie dzieje. 
Gdy wszystkie konie były już w maszynie pracownik stajni wypuścił je. Nie mieliśmy na celu się ścigać, tylko przejechać cały dystans w równym tempie. Asia i Fade miały jechać pierwsze i dyktować tempo, które miało być dość mocne. Fade była koniem krótkodystansowym, więc nie miała problemów z pokonaniem całego dystansu w mocnym tempie, bo dopasowaliśmy go bardziej pod nią. Kaja i Blaz zazwyczaj ten odcinek wyścigu pokonałyby wolniej, bo należą do koni na długie dystanse. Chcieliśmy jednak zmusić je do większego wysiłku. 
Jechałam na Blazie jako ostatnia, dzięki temu doskonale widziałam co się dzieje. Mojemu rumakowi niestety się to nie podobało, bo bardzo naciskał na wędzidło i starał się wyprzedzić klacze. Zdecydowanie gorszy dzień. Starałam się naciskać na wędzidło i odpuszczać. Blaz początkowo miał mnie głęboko gdzieś, ale gdy moje sygnały stały się mocniejsze, ogier zaczął bardzo ładnie na nie reagować, skupiając na mnie swoją uwagę. No cud po prostu! 
Fade szła ładnie, równo i współpracowała z Asią tak, jakby nic innego w życiu nie robiła. Bardzo podobała jej się rola prowadzącego. Poruszała się ładnie, z energią, ale nie szarpała się ani nie próbowała przyspieszać. Asia prowadziła ją na lekkim kontakcie na wodzy. 
Kayna również szła bardzo ładnie. Emilia trzymała równy odstęp od Fade i kierowała klaczą za pomocą lekkich sygnałów wodzami i przesuwaniem ciężaru ciała. Były momenty, kiedy Kaja chciała przyspieszać, szczególnie podczas wychodzenia z zakrętów, ale wystarczył lekki ruch ręki, a klacz od razu podporządkowywała się jeźdźcowi. 
Na ostatniej prostej wszystkie konie zaczęły trochę napierać na wędzidła. W przypadku Blaza było to nawet więcej niż trochę i byłam pewna, że mimo rękawiczek będę miała otarcia na dłoniach. Na szczęście udało nam się skończyć trening w takim ustawieniu w jakim go zaczęliśmy. 
Rozkłusowaliśmy i rozstępowaliśmy konie. Tym razem były grzeczne, trochę zmęczone ale zadowolone. Gdy uznałyśmy że dostatecznie ochłonęły, odprowadziłyśmy je do boksów. Tam konie rozstały rozsiodłane i wyczyszczone. Każdy dostał marchewkę, a następnie wypuściłyśmy je na padoki. Trochę padało, ale stwierdziłam, że konie są do tego przyzwyczajone i nic im nie będzie. 

1 komentarz:

  1. http://whk-arisha.blogspot.com/2016/11/klinika-cuttingowa-przebieg-cz-i.html#comment-form -> I część (z V :D) kliniki cuttingowej już dostępna!

    OdpowiedzUsuń