środa, 29 marca 2017

Trening skokowy - Resurrect, Hatter, Dear Lord



Konie: Resurrect Me From The Dead, *The Mad Hatter, *Dear Lord
Jeźdźcy: Maciek, Esmeralda, Antek
Dyscyplina: skoki (P)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia


Mieliśmy cały dzień wolny, bo z powodu świąt wszystkie jazdy zostały odwołane. Większość koni od kilku dni stała i bardzo potrzebowała jakiegoś ruchu. Postanowiliśmy więc z chłopakami wziąć trzy konie na trening skokowy. Padło na Resurrecta, Hattera i Lorda. O dziwo odbyło się bez walczenia o to kto jedzie na którym koniu. Maciek zaproponował że weźmie Resurrecta, który zawsze po kilku dniach stania ma bardzo dużo energii, ja chciałam popracować z Hatterem. Antek nie miał za dużo wyboru, ale odetchnął z ulgą że będzie mógł jechać na spokojnym Lordzie, ponieważ kilka dni temu dość poważnie się potłukł spadając z Casha. 
Każdy z nas poszedł po swojego konia i po 10 minutach spotkaliśmy się pod stajnią. Hatter i Resurrect chyba nie przypadli sobie do gustu, więc zostali przywiązani z dala od siebie. Lord miał wszystko gdzieś i stał spokojnie zupełnie nie przejmując się dwoma ogierami. 
Po kilkunastu minutach wszystkie trzy konie były czyste i osiodłane, więc wsiedliśmy na ich grzbiety, dopasowaliśmy strzemiona, dociągnęliśmy popręgi i ruszyliśmy w stronę placu. Jechałam na Hatterze jako pierwsza, bo ogierowi bardzo na tym zależało. Chyba chciał pokazać Resurrectowi kto tu rządzi czy coś... Drugi ogier przyjął to z godnością. Antek jechał na Lordzie jako drugi, trzymając odstęp od Hattera, który chyba serio poczuł się jakby brał udział w wyścigu, bo co chwilę odwracał się do Lorda i kulił na niego uszy. Za każdym razem kiedy tak robił przykładałam mocniej łydki do jego boków i przypominałam mu, że jest w pracy. Resurrect szedł sobie spokojnie na końcu. 
Gdy dojechaliśmy na plac rozjechaliśmy się każde w swoją stronę. Zgodnie z oczekiwaniami Resurrect miał bardzo dużo energii i co chwilę próbował zmienić chód na wyższy. Maciek jednak mocno trzymał ogiera na wodzy i co chwilę wymyślał mu jakieś zadania. Za każdą niesubordynację kazał koniowi chodzić po bardzo małych kołach aż w końcu ogier trochę się skupił na robocie. Hatter był grzeczny, ale czułam że tylko szuka pretekstu do zrobienia czegoś głupiego, więc nie pozwalałam mu za bardzo myśleć, tylko wymyślałam jakieś sztuczki. Lord był niesamowity - dwa konie obok niego zachowywały się tak tykające bomby a on szedł spokojnie na lekkim kontakcie, trochę się wlokąc. 
Przy zakłusowaniu Hatter bryknął. Nie żebym się tego nie spodziewała, ale zrobił to na tyle mocno, że wyrzucił mnie z siodła do góry. Utrzymałam się jednak i szybko zatrzymałam ogiera. Spróbowałam zakłusować jeszcze raz, tym razem Hatter nie bryknął. Pogłaskałam go po szyi i pozwoliłam kłusować, wykonując co chwilę jakieś wężyki, slalomy, wolty oraz jeżdżąc po drągach. Maciek jeździł z Resurrectem po bardzo ciasnych woltach, ponieważ ogier co chwilę starał się zagalopować. Widać było, że chłopak siłuje się z koniem trzymając go bardzo mocno na wodzach. Resurrect jednak nic sobie z tego nie robił kombinując tak, że aż dziwne było że nie leci mu z głowy dym. Lord kłusował spokojnie nie zwracając uwagi na szalejące folbluty. Antek trzymał go na lekkim kontakcie, a wałach oparł głowę na wędzidle i ładnie wykonywał wszystkie ćwiczenia wymyślone przez jego jeźdźca. 
W galopie Resurrect walił z zadu, a za każde bryknięcie dostawał batem w zad. Po jakiś ośmiu razach ogarnął się na tyle, że Maciek mógł normalnie z nim pracować. Hatter o dziwo szedł ładnie. Szybko, ale w dość ładnym ustawieniu. Lord natomiast dalej zachowywał się jak złoto, wykonując zmiany nóg w galopie oraz przejścia. 
Przyszedł czas na skoki. Każdy z nas skakał to co uważał za stosowne, pod warunkiem że nie przeszkadza innym jeźdźcom. Co chwilę słychać było jak któreś z nas krzyczy na przykład "żółta stacjonata!" czy "czarny okser!". Dzięki temu mogliśmy uniknąć kolizji. 
Hatter skakał dobrze. Pędził co prawda na przeszkody jak szalony, ale nie ponosił ani nie szarpał się za mocno. Pozwoliłam mu więc iść jego własnym tempem, przytrzymując go tylko lekko na zakrętach, żeby się chłopak nie przewrócił. Ogier ani razu nie odmówił skoku. Gdy byłam pewna, że się rozgrzał zaczęłam kierować nim tak, żeby najazdy były jak najciaśniejsze. Ogier bardzo ładnie się zebrał i pozwalał się kierować bardzo lekkimi sygnałami. Dalej pędził, ale był ustawiony i nie szarpał się ze mną. Skakał ze sporym zapasem i zaczęłam się zastanawiać czy już nie czas, żeby zaczął startować do wyższych klas skoków. Ogier bardzo dobrze zmieniał nogi i ogólnie postanowił chyba zużyć swój nadmiar energii nie na brykanie i szarpanie się ze mną, a na skakanie z zapasem. Byłam z niego na prawdę dumna!
Resurrect z kolei zachowywał się jakby pierwszy raz w życiu miał na sobie siodło... Po każdej przeszkodzie brykał, mimo że na każde bryknięcie dostawał batem od Maćka... Chłopak zatrzymywał też co chwilę ogiera, kazał mu się kilka kroków cofać, po czym ponownie zmuszał go do galopu. W końcu ogier ogarnął się na tyle, że przestał brykać, ale za to strasznie się szarpał i widać było jak dużo siły wymaga od Maćka trzymanie ogiera za wodze. Na szczęście przy skokach było już lepiej i ogier ogólnie skakał całkiem nieźle, poza tym że był mało skrętny. Maciek stwierdził później że na pewno jest to kwestia tego, że ogier kilka dni stał i że kiedy wróci do regularnego treningu, będzie lepiej. 
Lord był niesamowity - szalejące folbluty w ogóle nie robiły na nim wrażenia. Wałach galopował do przeszkód w równym, dość mocnym tempie. Skakał również ładnie, z zapasem. Prędkością co prawda nie mógł dorównywać folblutom, ale w konkursie na styl pobiłby je na głowę. Antek ćwiczył z wałachem ciasne zakręty oraz zmiany nóg. Lord szedł bardzo dobrze, poddając się woli jeźdźca i wykonując wszystkie jego polecenia. Nie ciągnął też do przeszkód ani nie próbował wyprzedzać poleceń jeźdźca. Po prostu robił wszystko idealnie. 
Po zakończonym treningu dokładnie rozgalopowaliśmy i rozkłusowaliśmy konie. Wszystkie były spocone, ponieważ było dość ciepło, a konie nie do końca zgubiły jeszcze zimową sierść. Postanowiliśmy więc pojechać na stępa do lasu i okrężną drogą wrócić do stajni. Hatter jechał pierwszy. Szedł rozluźniony i zadowolony że w końcu mógł pobiegać. Za nim szedł jak zwykle spokojny i wyluzowany Lord, który wyglądał na lekko zmęczonego, ale zadowolonego. Na końcu szedł Resurrect, który najchętniej poszedłby na jeszcze jeden trening, bo chyba było mu mało...
Pod stajnią zsiedliśmy z koni, rozsiodłaliśmy je i dokładnie obejrzeliśmy. Następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni, a konie wypuściliśmy na wybieg. 

2 komentarze:

  1. Konik jest przepiękny i nie kojarzę go w ogóle. Bierz i rozwijaj pięknisia <3
    A co do sprzedaży... masz taki wielki talent w odnajdowaniu pięknych westernowców, nikt by za odnalezienie jeszcze kilku się nie obraził XD
    A zawody, rajdy, tereny itd. kochamy całym serduszkiem <3
    I w ogóle jestem bardzo ciekawa jakie perełki będziesz sprzedawać :o

    OdpowiedzUsuń
  2. Tereny u Ciebie zawsze są fajne więc już się wpraszam i zaklepuje miejsce (czy tam zrobisz rajd, czy zwykły jubileuszowy teren to obojętne i tak będę :D). Ja tam jako koniarka starej dary zawsze ubustwiałam loterie fantowe, więc ładnie się uśmiecham o to :) pycholka PODOBNEGO gdzieś widziałam ale to chyba w milionie galeri jakie gdzieś zalegają mi na pendrive ale to na pewno nie ten - więc bierz śmiało :)

    OdpowiedzUsuń