piątek, 8 kwietnia 2016

Teren *Assassina, *Fatality, *Florencji, *Epilosa

Konie: *Assassin, *Fatalita, *Florencja, *Epilos
Jeźdźcy: Antek, Magda, Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: rajd / teren
Miejsce: tereny wokół WHK Anarkia
Czas: 2,5 godziny

Z powodu takiego, że dziś nie mieliśmy poumawianych żadnych jazd ani zajęć hipoterapii postanowiliśmy całą drużyną jechać w teren. I takim właśnie sposobem znalazłam się o 8 rano na grzbiecie Florencji. Z początku mieliśmy jechać na koniach ze stada Frolla, jednak nie chcieliśmy brać na tak długą jednodniową wyprawę ponad 20-letniej Arii. A ponieważ koni w stadzie Assassina było za mało, zabraliśmy ze sobą dodatkowo Epilosa. Ustawiliśmy zastęp: Florencja, Fatalita, Epilos, Assassin i ruszyliśmy w drogę. Zastęp trzymał się jednak tylko przez pierwsze 10 minut drogi, później każdy jechał jak chciał z zastrzeżeniem że w czasie przechodzenia przez szosę lub spotkania innych użytkowników górskich szlaków ustawiamy się jeden za drugim. 
Zjechaliśmy ze wzniesienia i przejechaliśmy przez szosę. Było niemiłosiernie gorąco jak na 8 rano, a droga przed nami była długa, więc przez bardzo długi czas (jak na nas) jechaliśmy stępem. Florencja wyglądała na zadowoloną że jedzie w teren, bo ostatni tydzień spędziła na placu wożąc dzieci na lonży. Inne konie również wydawały się wyluzowane. Po przejechaniu około 2 km. przez las zaczęliśmy wspinać się pod dość strome wzniesienie. Florencja bez większych problemów znalazła się na górze. Zatrzymałam ją i poczekałam na resztę. Od razu po mnie na szczyt wjechał Antek i Assassin. Dwa pozostałe konie po chwili do nas dołączyły, więc mogliśmy ruszać dalej. 
Znaleźliśmy się na dość równej drodze, więc zarządziłam kłus. Florencja radośnie poderwała się do biegu. Wydawało się, że upał w ogóle nie robi na niej wrażenia. Reszta wycieczki jechała za nami w chaotycznym ustawieniu. Tylko Epilos trzymał odstęp i jechał na końcu. Po kilkunastu minutach przeszliśmy do stępa, ponieważ przed nami płynął strumień. Florencja nawet się nie zawahała - dzielnie weszła do wody i ruszyła pod prąd, który był bardzo łagodny. Kątem oka zobaczyłam jak Epilos tłucze nogą w wodę i ugina nogi. Łukasz próbował podnieść mu głowę, ale było już za późno. Wałach leżał w wodzie, a Łukasz stał obok trzymając końcówkę wodzy w ręku. Woda była płytka, sięgała mu do kolan. Epilos poleżał chwilę na brzuchu i zaczął wstawać. Łukasz szybko podszedł do konia i wskoczył mu na grzbiet podczas gdy Epilos się podnosił. Tym sposobem nie musiał wskakiwać na konia na oklep. Całe szczęście że nie zakładaliśmy siodeł, bo jedno mielibyśmy już z głowy. 
Po tej niezaplanowanej przygodzie ruszyliśmy dalej. Żaden inny koń nie wpadł na taki genialny pomysł jak Epilos. Po jakimś czasie wyjechaliśmy z wody i ruszyliśmy piaszczystą drogą prowadzącą lekko do góry. Po chwili dojechaliśmy do stromej ściany po której nasze dzielne hucuły bez sprzeciwów się wspięły. Znaleźliśmy się na łące gdzie postanowiliśmy zagalopować. Ruszyłam na Florencji jako pierwsza, ale już po chwili zobaczyłam że zrównał się ze mną Antek na Assassinie. Pogoniłam Florencję, ale chłopaki już zdążyli nas wyprzedzić. Tuż za mną galopowała Magda na Fatalicie, a gdzieś daleko z tyłu Łukasz na Epilosie (choć jak na Epilosa i tak trzymali bardzo szybkie tempo). Galopowaliśmy przez całą długość łąki, aż w końcu trzeba było zwolnić. Przeszliśmy do kłusa, a następnie do stępa. Assassin i Antek dojechali pierwsi. Jechaliśmy przez chwilę wzdłuż lasu szukając odpowiedniego miejsca do zjazdu w dół. W końcu znaleźliśmy takie i ruszyliśmy po stromym wzniesieniu. Konie były zadowolone z długiego galopu, co chwilę parskały. Przez jakiś czas jechaliśmy stępem bo ścieżka pełna była kamieni i wystających korzeni. Żaden z naszych dzielnych hucułów jednak się nie potykał. W końcu wjechaliśmy na piach gdzie ruszyliśmy dość żwawym kłusem. Konie były pobudzone i pełne energii po galopie. Nawet Epilos i Fatalita szły żwawo i nie zostawały w tyle. 
Na prostej drodze znów zagalopowaliśmy, tym razem dużo wolniej. Jechałam pierwsza, więc mogłam jechać tempem odpowiednim dla Florencji. Starałam się jednak trzymać takie tempo, żeby nie zajeżdżać drogi Assassinowi i nie gnać za szybko żeby Epilos i Fatalita nadążyli. Niełatwe zadanie. 
W końcu przeszliśmy do kłusa, bo ponownie przed nami pojawiła się woda. Tym razem Łukasz bardzo mocno pilnował Epilosa, który chyba poddał się woli swojego jeźdźca, bo tym razem nie położył się. Po wyjechaniu z wody znów zakłusowaliśmy. Jechaliśmy tak dość długo, aż dojechaliśmy do naszej znajomej łąki. W jej połowie przeszliśmy do stępa, żeby konie mogły odetchnąć po długiej jeździe. O dziwo, przestało być tak gorąco jak wtedy gdy wyjeżdżaliśmy. Konie jednak i tak były mokre. 
Pojechaliśmy wierzchem na padok dla stada Assassina po tym jak Łukasz i Epilos odłączyli się od nas. Tam zsiedliśmy, rozebraliśmy konie, bardzo dokładnie sprawdziliśmy ich kopyta, nogi i grzbiety, po czym puściliśmy konie wolno. 

1 komentarz:

  1. Poczekam cierpliwie :) Jak nic się nie znajdzie do ujeżdżenia to z niskich skoków też będę zadowolona

    OdpowiedzUsuń