Konie: Charming White Gun, Astra
Jeźdźcy: Esmeralda, Łukasz
Dyscyplina: barrel racing
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina
Łukasz zjawił się w stajni z samego rana twierdząc że ma dziś siłę pracować. Wpisał sobie więc na jazdę trzy konie. Zerknęłam do grafiku i gdy zauważyłam że chce wziąć na trening Astrę postanowiłam się dołączyć.
Charming w miarę zaaklimatyzował się już w Anarkii, więc przyszedł czas na pierwszy trening.
Łukasz poszedł po Astrę, a ja w tym czasie czyściłam Charminga pod stajnią. Musiałam przyznać, że do czyszczenia wałach był na prawdę przyjemny. Stał bez ruchu i w ogóle nie przejmował się tym co wokół niego robiłam.
Gdy już wyczyściłam i osiodłałam siwego wsiadłam na jego grzbiet i pojechałam na ujeżdżalnię. Charming szedł dzielnie do przodu, chociaż czułam że nie do końca jest pewnym nowego otoczenia. Szedł bardzo powoli, więc starałam się już od początku dawać mu mocne sygnały łydkami.
Na placu czekał już Łukasz z Astrą. Hucułka gdy tylko zobaczyła nowego kolegę zarżała tak głośno że jej jeździec aż się skrzywił. Charming z kolei trochę się zdziwił ale postanowił olać Astrę.
Bardzo nie podobało mi się tempo Charminga. Można powiedzieć że ledwo szedł. Mimo moich usilnych starań w ogóle nie zamierzał przyspieszyć. Nawet wprowadzenie różnych ćwiczeń w stępie w ogóle go nie zainteresowało i obchodziło go tylko to żeby przejść do stępa w najmniej odpowiednim momencie. Astra z kolei była dziś bardzo ożywiona, ale wciąż słuchała się Łukasza i wypełniała wszystkie jego polecenia bez zarzutu. Przy galopie Charming na szczęście trochę się obudził. Galopował coś szybko i żwawo, musiałam nawet kilka razy przyhamować go wodzami. Zaczęłam odzyskiwać wiarę w tego konia. Astra szła ładnie, trochę pędziła ale najwidoczniej Łukasz uznał to za zaletę bo nic z tym nie robił.
Po rozgrzaniu koni w trzech chodach i przećwiczeniu lotnych zabraliśmy się za prawdziwy trening. Na placu już wcześniej ustawiliśmy beczki, więc nie musieliśmy się tym przejmować teraz.
Jako pierwszy pojechał Łukasz. Astra ruszyła z miejsca takim galopem że aż mi szczęka opadła. Ruszyli do pierwszej beczki którą Astra pokonała takim tempem że aż się prawie położyła na ziemi. Tak samo kolejną. Zwróciłam głowę Charminga w stronę klaczy i kazałam mu patrzeć jak powinno się galopować na torze do barrela. Wałach nastawił uszy i chyba się uczył. W tym czasie Łukasz i Astra pokonali już cały tor, ale jeszcze galopowali z niesamowitą prędkością dookoła placu. Po chwili chłopak wyhamował klacz do kłusa, a następnie do stępa. Pogłaskał ją po szyi szepcząc jakieś miłe słowa, a hucułka parskała głośno.
Przyszła pora na Charminga. Już przymierzałam się do dania wałachowi porządnej łydki, ale ku mojemu wielkiemu zdziwieniu wałach sam ruszył dość szybkim tempem. Musiałam szybko otrząsnąć się z szoku, żeby poprowadzić siwego na pierwszą beczkę. Ominął ją bardzo ładnie, o wiele lepiej niż się spodziewałam! Może nie tak szybko jak Snake's albo Astra, ale jednak szło mu całkiem nieźle. Przy beczkach automatycznie trochę zwalniał, ale nadrabiał w dystansie pomiędzy nimi. Zmienił się nie do poznania, byłam w szoku! Po przejechaniu toru pozwoliłam wałachowi jeszcze chwilę pogalopować po czym wyhamowałam go. Łukasz patrzył na Charminga z szeroko otwartymi oczami i zapytał co się stało z tym osłem na którym jeszcze przed chwilą jechałam. Odpowiedziałam mu żeby się strzegł bo Charming jeszcze zostanie gwiazdą.
Pojechałam tor jeszcze raz, tym razem już dokładniej bo byłam gotowa na to, że Charming nagle przyspieszy. Poszło nam dużo lepiej, nie tylko przejechaliśmy tor w krótszym czasie, ale też byliśmy o wiele lepiej zgrani. Na koniec pogłaskałam wałacha po szyi i przeszłam do kłusa. Łukasz i Astra zrobili to samo i jeszcze przez kilka minut kłusowaliśmy na luzie dookoła placu. Następnie przeszliśmy do stępa. Chwilę się pokręciliśmy po czym wyjechaliśmy z placu. Łukasz pojechał na Astrze na padok dla stada Assassina, a ja pojechałam na Charmingu pod stajnię. Szedł dużo żwawiej niż w drugą stronę i zastanawiałam się czy to dlatego że rozruszał się podczas treningu czy miał mnie aż tak dość że nie mógł się doczekać aż puszczę go luzem i dam spokój...
Pod stajnią zsiadłam z niego, rozsiodłałam, sprawdziłam kopyta i grzbiet. Gdy upewniłam się, że wszystko jest w porządku umyłam wałachowi nogi na myjce i odprowadziłam go na padok. Charming od razu położył się w piachu i zmienił maść na srokatą.
Następnie odniosłam sprzęt do siodlarni i poszłam do stajni sprawdzić co jest do zrobienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz