wtorek, 1 września 2015

Trening Sohama (5)

Koń: Soham
Jeździec: Esmeralda
Dyscyplina: rekreacja z elementami skoków
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina

Antek poprosił mnie o ruszenie Sohama. Najpierw chciałam się wykręcić i wziąć go na lonżę, ale okazało się, że nie. Że muszę na niego wsiąść. Zrezygnowana wzięłam z siodlarni kantar i uwiąz i ruszyłam na pastwisko po wałacha. Soham, jak zwykle mu się zdarza, jak tylko zobaczył człowieka z kantarem zaczął "uciekać" stępem. Dogoniłam go jednak szybkim marszem i złapałam za grzywę. Wałach stanął zrezygnowany, a ja szybko założyłam mu kantar. Ruszyliśmy pod stajnię. Tam wyczyściłam wałacha i ubrałam go. Jak zwykle szczurzył się przy zapinaniu popręgu, ale postanowiłam to zignorować. Założyłam kask na głowę, odpięłam Sohama od koniowiązu i wsiadłam na jego grzbiet. Wałach momentalnie ruszył przed siebie. Przytrzymałam go jednak. Stanął. Dopasowałam strzemiona. Właściwie skróciłam je o dobrych kilka dziurek. Dociągnęłam też popręg i dałam wałachowi sygnał do ruszenia. Natychmiastowo zaczął iść bardzo żwawym tempem. Postanowiłam to zignorować i cieszyć się, że w ogóle idzie stępem, a nie kłusuje. 
Na plac dojechaliśmy spokojnie i bez żadnych dziwnych akcji. Zamknęłam bramę z grzbietu konia i zaczęłam ćwiczyć z nim różne elementy. Przede wszystkim zaczęłam od zatrzymań, ponieważ Soham miał mnie gdzieś. Musiałam włożyć na prawdę dużo wysiłku, żeby wałach się zatrzymał, a następnie jeszcze więcej żeby stał chociaż przez sekundę. Gdy tylko ruszał bez mojego polecenia wyginałam mu łeb w którąś ze stron i kazałam kręcić się w kółko. W końcu Soham ogarnął że wygodniej jest stać. Pogłaskałam go po szyi, kazałam chwilę stać po czym przyłożyłam łydki. Następne powtórzenia szły już mniej topornie, ale i tak dobrze nie było. W przerwach od zatrzymań kręciliśmy wolty, wężyki, slalomy. Soham ciężko się wyginał, był sztywny i wciąż kombinował jak tu pojechać trochę szybciej. Za każdym razem kiedy przyspieszał wjeżdżałam na koło. 
W końcu przyszedł czas na kłus. Soham dosłownie wypruł przed siebie. Potrzebowałam chwili na przyzwyczajenie się do jego chodów, które były bardzo specyficzne. Przejechaliśmy więc po dwa okrążenia w każdą stronę na luźnej wodzy. Potem zabraliśmy się za konkretną pracę. I znów na pierwszy ogień poszły zatrzymania. Soham ponownie bardzo niechętnie stawał, ale kilka powtórzeń tą samą metodą co wcześniej przekonały go, że lepiej jest stać. Gdy byłam już mniej więcej zadowolona z wałacha przeszłam do innych ćwiczeń. Parę razy przejechaliśmy przez drągi, co o dziwo wychodziło Sohamowi całkiem nieźle. Wyraźnie mu się to podobało, więc postanowiłam spróbować co powie na skoki. Najechałam z kłusa na niziutką kopertę, a Soham o dziwo skoczył i to w całkiem niezłym stylu. Po wylądowaniu parsknął. Pogłaskałam go po szyi i spróbowałam jeszcze raz, tym razem z drugiej strony. Skoczył. I to nawet lepiej już poprzednio. Skupił się też na mnie, odwrócił jedno ucho w moją stronę i przestał już kombinować. Zaczęliśmy kręcić wolty. Soham wyraźnie się rozluźnił, nie był już taki sztywny i dużo ładniej wyginał się w łuk na zakrętach. Musiałam jednak cały czas pilnować go łydkami i wodzą. Kilka razy przećwiczyliśmy jeszcze zatrzymania oraz drągi, po czym przeszliśmy na chwilę do stępa. Soham parsknął i ku mojemu zdziwieniu szedł normalnym tempem. Pogłaskałam go i pozwoliłam odpocząć przez jedno okrążenie przed galopem. 
W końcu zebrałam wodze, ruszyłam kłusem i w najbliższym narożniku spróbowałam zagalopować. Niestety Soham mimo moich sygnałów ruszył na złą nogę, więc wyhamowałam go, uspokoiłam i spróbowałam ponownie zagalopować, tym razem dając mu mocniejsze sygnały. Podziałało. Znów potrzebowałam chwili na przyzwyczajenie się do chodów wałacha. Nie było jednak tak źle jak się spodziewałam. Nawet na woltach szedł ładnie, całkiem nieźle się wyginał i nie tracił tempa. Dwa razy przejechaliśmy w galopie przez drągi i dwa razy skoczyliśmy malutką przeszkodę. Soham cieszył się jak głupi, ale nie pędził na przeszkodę. Przeszłam do kłusa, zmieniłam kierunek przez półwoltę i zagalopowałam na drugą nogę. Tym razem już na dobrą, więc pozwoliłam wałachowi jechać. Znów kilka razy zrobiliśmy wolty, oraz sprawdziłam jak idzie mu wyciąganie i skracanie chodu. Zamiast skracania i wydłużania robił przyspieszenia i zwalniania, ale stwierdziłam że dobre i to. 
Przeszliśmy do kłusa. Chwilę jeszcze porobiliśmy wolty, przejechaliśmy po drągach i przyspieszaliśmy i zwalnialiśmy. W końcu przeszliśmy do stępa. Dałam wałachowi luźną wodzę i pogłaskałam go po szyi. Było dużo lepiej niż się spodziewałam. Przejechaliśmy jedno okrążenie na luźnej wodzy, po czym wyjechaliśmy z placu i ruszyliśmy w stronę stajni. Soham był wyluzowany, spokojny i wyglądał na zadowolonego. Pod stajnią zsiadłam z wałacha, rozsiodłałam go, sprawdziłam mu kopyta i umyłam nogi na myjce, a następnie wypuściłam konia na wybieg. Jak tylko zdjęłam mu kantar ruszył dzikim galopem i brykając pognał do stada. Najwyraźniej za mało go zmęczyłam. 

1 komentarz:

  1. C oczywiście, pomyliłam się w wynikach :)
    A osiągnięcia się należały! Masz swietnie wytrenowane konie

    OdpowiedzUsuń