Konie: Honor, Cash The Check, *Dear Lord
Jeźdźcy: Magda, Esmeralda, Antek
Dyscyplina: ujeżdżenie (P / N)
Miejsce: ujeżdżalnia, Anarkia
Czas: godzina
Było cholernie zimno, ziemia zamarzła na skałę, a większość klientów odwołała dziś jazdy. Siedzieliśmy więc w instruktorskim gapiąc się na termometr na którym temperatura stopniowo spadała i w tej chwili pokazywała około -15*C. Właściwie nie mieliśmy pomysłu co zrobić, bo podłoże na placu zamarzło. Odpadały więc wszystkie skoki, cross, ścieżka huculska...
Magda naciskała, żeby zrobić coś ciekawego, więc zarządziłam wsiąście na konie i pojechanie sprawdzić czy przypadkiem na łące nie da się pojeździć. A jeśli miałoby się okazać, że też zamarzła to zawsze mogliśmy pojechać w teren.
Rozdzieliliśmy więc konie i ruszyliśmy do siodlarni po sprzęt, a po chwili po konie. Były trochę zdziwione, że w taki mróz każemy im pracować, ale grzecznie dały się złapać i zaprowadzić do stajni. Postanowiliśmy przyszykować rumaki na korytarzu stajni, żeby choć przez chwilę nie musieć sterczeć na mrozie.
Cash jak zwykle walił kopytami na prawo i lewo. Chwilę zajęło mi ogarnięcie mojego rumaka i jak zwykle Antek i Magda musieli czekać z już osiodłanymi końmi aż Cash łaskawie da sobie wyczyścić kopyta. W końcu jednak i on był gotowy, więc wyprowadziliśmy konie przed stajnię i wsiedliśmy na ich grzbiety.
Od razu skierowaliśmy się na łąkę. Jechałam na Cashu jako pierwsza, a za mną Magda na Honorze i Antek na Lordzie obok siebie. Cash był strasznie pobudzony, machał głową, rozglądał się na boki i próbował się płoszyć. Lord i Honor na szczęście były lepiej wychowane, więc zignorowały swojego postrzelonego kolegę i spokojnie człapały po zamarzniętej ziemi.
Gdy dojechaliśmy na łąkę każde z nas zabrało się za rozgrzewanie swojego konia. Tylko Antek od czasu do czasu rzucał jakieś wskazówki Magdzie, która od przyszłego sezonu miała zacząć starty na Honorze w WKKW. Wałach ładnie współpracował z Magdą. Oparł się lekko na wędzidle, podstawił zad, ładnie ustawił głowę i ogólnie prezentowali się razem na prawdę dobrze. Tak samo Lord i Antek, ale oni znają się już od dawna i nie jedne zawody razem wygrali. Lordowi zdecydowanie dziś nie chciało się pracować, snuł się stępem, jednak po chwili obudził się i szedł całkiem żwawo.
Cash z kolei zupełnie nie mógł się ogarnąć. Co chwilę próbował kłusować, odskakiwał na boki i ogólnie strasznie kombinował. Zupełnie nie mogłam skupić jego uwagi na sobie. Mimo wykonywania kół, zatrzymań i nagłych zmian kierunków Cash wciąż kombinował. W końcu zakłusowałam mając nadzieję, że w wyższym chodzie ten durny koń trochę się ogarnie. I faktycznie trochę się ogarnął, przynajmniej przestał udawać, że się płoszy. Zawiesił się jednak na wodzach i pędził przed siebie. Nie mając siły trzymać jego łba poluzowałam wodze. Cash był strasznie zdziwiony i aż stracił równowagę potykając się. Po chwili trochę się ogarnął i ustawił łeb w trochę bardziej naturalnej pozycji i trzymał ją tam siłą własnych mięśni. Podrapałam go po kłębie i wjechałam na woltę. Ogier odpuścił i zaczął jako tako współpracować. Niestety co chwilę gubił rytm, więc postanowiłam od nowa zebrać wodze i ustawić go. Ku mojemu zdziwieniu Cash podporządkował się.
Zerknęłam co robią inni. Honor bardzo ładnie współpracował z Magdą w kłusie, choć momentami dziewczyna zdecydowanie za mocno działała rękami przez co wałach zadzierał głowę uciekając przed kontaktem. Na szczęście Magda po chwili rehabilitowała się i naprawiała sytuację. Początkowo właśnie z tego powodu mieli małe problemy z zatrzymaniami i przejściami z kłusa do stępa, ale po kilku radach Antka o używaniu bardziej dosiadu niż rąk i poprawie ze strony Magdy szło im na prawdę dobrze. Robili nawet żucie z ręki i łopatki.
Antek i Lord też super współpracowali. Chłopakowi udało się obudzić wałacha i teraz prezentowali się na prawdę dobrze wykonując chody boczne w kłusie oraz półpiruety w stępie oraz cofania. Wykonywali też przejścia kłus-stój-cofanie-kłus. Lord opuścił łeb, podstawił zad i ogólnie zaczął współpracować, a nawet żywiołowo reagować na polecenia swojego jeźdźca. Bardzo dobrze się na nich patrzyło.
W końcu przyszedł czas na galop. Zagalopowaliśmy we trójkę praktycznie jednocześnie. Cash walnął dwa razy z zadu po czym wrócił (z własnej woli) do ustawienia. Było to na tyle niesamowite, że na chwilę straciłam równowagę. Udało mi się jednak odnaleźć strzemiona i już po chwili galopowałam na ustawionym koniu. Cash przestał się ze mną szarpać i zaczął współpracować. Przećwiczyliśmy koła w galopie, lotną zmianę nogi oraz kontrgalop. Byłam na prawdę zadowolona z Casha, bo wykonywał bez mrugnięcia okiem wszystkie moje polecenia.
Tak samo dobrze zachowywał się Honor. Magda również ćwiczyła z nim lotne. Początkowo szło im słabo, Honor gubił kolejność nóg, zmieniał tylko przednie albo w ogóle nie rozumiał o co chodzi Magdzie. Na szczęście Antek pomógł jej kilkoma wskazówkami i już po chwili śmigali nie tylko lotne, ale również kontrgalop.
Antek i Lord za to skupili się głównie na chodach bocznych w galopie oraz zebraniu i wyciągnięciu galopu. Szło im na prawdę dobrze, choć momentami Lord trochę za słabo starał się przy galopie wyciągniętym i wyglądał na trochę spiętego. Mimo to z boku ich współpraca wyglądała bardzo pozytywnie.
W końcu przeszliśmy do kłusa. Na luźnej wodzy przejechaliśmy jeszcze kilka okrążeń w obie strony po czym przeszliśmy do stępa i skierowaliśmy się w stronę stajni.
Pod stajnią Antek zsiadł z Lorda, podał mi jego wodze a sam otworzył drzwi. Wjechałyśmy z Magdą do środka prowadząc Lorda za wodze, a chłopak zamknął za nami drzwi. W środku zsiadłyśmy z koni, oddałam Lorda Antkowi i wszyscy troje rozsiodłaliśmy konie i sprawdziliśmy im nogi i kopyta. Gdy przekonaliśmy się, że wszystko jest w porządku odnieśliśmy sprzęt do siodlarni, a konie wypuściliśmy na wybieg.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz