czwartek, 31 grudnia 2015

Trening wystawowy Campino Gothic (1), *Nemezis (5) i Las Vegasa (2)

Konie: Campino Gothic, *Nemezis, Las Vegas
Trenerzy: Łukasz, Esmeralda, Antek
Dyscyplina: lonża / praca w ręku / wystawy
Miejsce: łąka, Anarkia
Czas: godzina

Korzystając z faktu, że i tak byliśmy już przemarznięci postanowiliśmy ruszyć kolejne konie. Tym razem padło na pracę w ręku, żeby trochę rozruszać skamieniałe z zimna stopy. Magda niestety musiała już pojechać do domu, ale za to nagle pojawił się Łukasz, który oświadczył że chce zabrać Campinę na trening. I jakoś tak się przyłączyliśmy z Antkiem do niego. Chłopak postanowił wziąć Vegasa, który ostatnio był nieznośny, z kolei ja wzięłam Nemezis, której przyda się trochę ruchu. 
Poszliśmy po konie na padok. Campina i Nemezis dały się bez większych problemów złapać, jedynie z Vegasem były kłopoty. Jednak po kilku minutach ganiania go andaluz w końcu dał się złapać i zaprowadzić do stajni za klaczami. 
Przywiązaliśmy konie na korytarzu w stajni i zabraliśmy się za czyszczenie. Zrobiliśmy to szybko i trochę pobieżnie, ale zwróciliśmy szczególną uwagę na kopyta. 
Gdy rumaki były gotowe każde z nas wzięło lonżę i bat do lonżowania i poszliśmy na łąkę. Podczas drogi konie były trochę pobudzone. Szczególnie Vegas, który całkiem mocno ciągnął, do tego stopnia że Antek momentami musiał hamować piętami. Campina nie szarpała się, ale widać było że najchętniej już by pobiegała. Tylko Nemezis zachowywała spokój choć patrzyła na łąkę z nadzieją w oczach. 
Gdy doszliśmy na miejsce każde z nas znalazło sobie kawałek miejsca i zaczęło lonżować swojego konia. Łukasz i Antek od razu pogonili swoje konie do galopu. Vegas zaczął brykać i szarpać się na lonży. Antek dał mu więc dłuższą lonżę, żeby Vegas mógł się wybiegać. Andaluz skakał, brykał i ogólnie wyglądał na super szczęśliwego. Co prawda po chwili był już mokry jak ściera, ale jakoś szczególnie mu to nie przeszkadzało. Po około 10 minutach takiego brykania w końcu uspokoił się i szedł z nosem przy ziemi bardzo równym kłusem. 
Campina zachowywała się podobnie, chociaż brykała znacznie mniej. Nie potrzebowała też aż tak długiej lonży jak Vegas. Łukasz zmieniał jej chody oraz kierunek dość często. Campina od początku wyglądała na rozluźnioną i zadowoloną. Ponieważ było zimno klacz czuła się znakomicie, płuca ani kaszel jej nie dręczyły więc mogła spokojnie sobie poszaleć. 
Jeśli chodzi o Nemezis to musiałam poświęcić dużo więcej czasu na rozgrzanie jej. Pozwoliłam jej więc na dłuższy stęp podczas którego na początku była dość sztywna, ale po kilku minutach odpuściła. W kłusie szła bardzo ładnie, rozluźniona i ogólnie zadowolona. Była też bardzo grzeczna, nie próbowała chamsko przyspieszać ani nie brykała. Gdy pozwoliłam jej zagalopować zrobiła to bardzo ostrożnie i powoli. Dopiero po chwili gdy poczuła się stabilnie pozwoliła sobie na szybszy galop i nawet kilka bryknięć. Na koniec rozkłusowałam ją jeszcze, po czym zwolniłam do stępa i zmieniłam lonżę na uwiąz. 
Nadszedł czas na pracę w ręku. Zaczęłam od prostych rzeczy, czyli prowadzenie na uwiązie po łukach. Najpierw dużych i stopniowo coraz ciaśniejszych. Nemezis współpracowała i choć była trochę sztywna w tych ciaśniejszych łukach bardzo starała się wypaść jak najlepiej. Pogłaskałam ją po szyi i zobaczyłam jak radzą sobie pozostali. Łukasz i Campina ćwiczyli zatrzymania z kłusa. Klacz bardzo szybko biegała, ale na szczęście chłopak nie miał większych problemów z nadążeniem za nią. Klacz była pobudzona, ale jednocześnie dobrze współpracowała ze swoim prezenterem kłusując i zatrzymując się tam gdzie jej kazał. 
Vegas był już trochę zmęczony dzikimi galopami, ale mimo to starał się pokazać Antkowi kto tu rządzi. Oni też ćwiczyli zatrzymania, ale szło im to dużo gorzej. Było dużo szarpania, ale po jakimś czasie koń odpuścił i współpracował. 
Pokłusowałam trochę z Nemezis. Klacz szła dużo swobodniej niż na początku, ale nierówności łąki trochę jej przeszkadzały i kilka razy zdarzyło jej się potknąć. Jednak tylko na początku, bo później szła już bardzo ładnie. 
Zadowolona z klaczy postanowiłam powoli się zbierać. Zobaczyłam, że chłopaki też już kończą, więc krzyknęłam do nich, że wracam na co oni odpowiedzieli że też już kończą. Zabrałam lonżę i bat z ziemi i poprowadziłam Nemezis w stronę stajni. Była bardzo wyluzowana i co chwilę parskała. Pogłaskałam ją po szyi. 
Pod stajnią gdy otwierałam drzwi dołączyli do mnie chłopaki. Wszystkie konie były mokre, więc ubraliśmy je w derki i postawiliśmy do boksów, żeby trochę wyschły. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz