niedziela, 19 listopada 2017

Trening ze ścieżki huculskiej Elessara, Florencji, Fatality



Konie: Elessar, *Fatalita, *Florencja
Jeźdźcy: Esmeralda, Magda, Łukasz
Dyscyplina: ścieżka huculska
Miejsce: plac z przeszkodami, Anarkia
Czas: 1,5 godziny


Agnes poprosiła mnie o przeprowadzenie treningu ze ścieżki huculskiej z Elessarem, co uznałam za ciekawy eksperyment, bo na tym koniu siedziałam ostatnio kilka lat temu gdy go ujeżdżałam. Ciekawe co się zmieniło, bo na pewno zmieniło się dużo. Niestety miało to też swoje słabe strony, bo musiałam dziś oddać Florkę Łukaszowi. Florka była właściwie "moim" koniem, tylko ja na niej jeździłam, bardzo się do niej przywiązałam i nie lubiłam kiedy ktoś inny się nią zajmował, albo na nią wsiadał. Było to głupie, bo przecież Łukasz jest jeźdźcem bardzo delikatnym i na pewno nie zrobi klaczy krzywdy. Poza tym Florencja nie była już tym małym dzikusem który pozbywał się wszystkiego ze swojego grzbietu i spokojnie można było dawać ją innym do jazdy. A mimo to byłam do tego niechętna. Jako trzeciego konia wybraliśmy Fatalitę, bo uznaliśmy że nie będzie dobrze brać któregoś z ogierów na trening razem z obcym wałachem i klaczą. Mogło się to skończyć nieciekawie, a poza tym trzeba by było cały czas pilnować koni. 
Podczas czyszczenia wszystkie konie były grzeczne. Na Elessarze w ogóle nie robiło wrażenia obce otoczenie. A może nie było wcale obce, bo pamiętał że tu właśnie się urodził i spędził kilka pierwszych lat życia? Ciężko powiedzieć. W każdym razie bez problemu wyczyściłam jego sierść i kopyta, założyłam siodło, ogłowie i ochraniacze na nogi. Łukasz i Magda też nie mieli problemów, więc dość szybko się uwinęliśmy i wsiedliśmy na grzbiety rumaków. Agnes przywiozła Elessara wraz z jego siodłem, więc potrzebowałam chwili, żeby się do niego przyzwyczaić. Moim głównym problemem w jeżdżeniu na obcych koniach nie były wcale konie, a siodła. Postanowiłam jednak, że w czasie jazdy się przyzwyczaję. Łukasz wyglądał śmiesznie na Florce i musiał dość sporo wydłużyć strzemiona, bo jego nogi były dużo dłuższe od moich. Zdziwiło mnie, że Florka stoi i czeka grzecznie aż chłopak skończy, mimo że wodze leżały rzucone na szyi klaczy. Fatalita była w bardzo dobrym nastroju, dawno nie widziałam jej tak pobudzonej i chętnej do pracy. Gdy Magda włożyła stopę w strzemię, żeby wsiąść na siodło Fatalita ruszyła stępem nie czekając, aż dziewczyna posadzi tyłek na siodle. Miło było widzieć Fatalitę w takim nastroju. 
Ruszyliśmy w dół w stronę placu. Łukasz jechał pierwszy, bo Florka chyba by umarła gdyby miała iść za drugim koniem. Za nią jechała jej mamusia Fatalita, a na końcu ja i Elessar. Wodze trzymałam na razie dość luźno, pozwalając wałachowi rozglądać się po okolicy. Pomimo że otaczały go nowe rzeczy, Elessar zachowywał absolutny spokój. 
Gdy dojechaliśmy na plac każde z nas przeprowadziło rozgrzewkę w trzech chodach. Florencja jak zwykle była bardzo do przodu, ale Łukasz nie miał większych problemów z zapanowaniem nad klaczą. Wymyślał jej po prostu dużo zadań takich jak zatrzymania, cofania, przejazdy przez drągi, częste zmiany kierunków i tempa itd. Florencja ładnie współpracowała i choć najchętniej by galopowała, to spokojnie pozwalała Łukaszowi na zmiany chodów i tempa. Fatalita jak na nią była bardzo pobudzona, ale jak zwykle pozostawała pod kontrolą. Chętnie przechodziła przez drągi, zmieniała chody i nie gasła na woltach, co było u niej rzadko spotykane. Elessar z kolei potrzebował chwili, żeby zaznajomić się z placem, ale zajęło mu to dużo mniej czasu niż się spodziewałam. Wałach bardzo dobrze reagował na wszystkie moje polecenia, zatrzymywał się ruszał, wykonywał zmiany tempa i chodów. Niczego się też nie bał, odważnie przechodził obok wszystkich przeszkód, gdy chciałam pokazać mu plac. A więc nie dużo się zmieniło w tej kwestii, co bardzo mnie ucieszyło. 
W końcu postanowiliśmy przejść do właściwego treningu. Tak na prawdę to każdy postanowił skupić się na czymś innym. 
Trening Florki i Łukasza przypominał bardziej cross niż ścieżkę huculską, bo co chwilę wjeżdżali galopem do wody, podjeżdżali tym samym chodem pod górę, albo coś skakali. Od czasu do czasu dla urozmaicenia wchodzili też na równoważnię, albo wjeżdżali w tunel czy slalom, ale generalnie ich trening był skupiony na kondycji. Florka właśnie takie treningi najbardziej lubiła i choć dalej nie do końca akceptowałam, że ktoś inny poza mną siedzi na klaczy, to musiałam przyznać, że Łukasz jest dla Florencji bardzo dobrym jeźdźcem, który akceptuje że to koń z dużą energią, taki który mocno idzie do przodu. Co prawda Florka dość niechętnie hamowała do stępa, żeby wejść na równoważnię, kładkę czy do tunelu, ale Łukasz nie szarpał się z nią, tylko dawał jej sygnały głównie dosiadem, przez co klacz dużo mniej się złościła i lepiej akceptowała zwalnianie. Kilka razy mieli mały wypadek przy pracy gdy Florencja za wcześnie chciała ruszyć galopem po zajęciu z kładki. Przez kilka poprzednich dni padało i drewniane przeszkody zrobiły się trochę śliskie, przez co przy zagalopowaniu klacz poślizgnęła się i zsunęła z przeszkody. Na szczęście zarówno ona jak i Łukasz wyciągnęli z tego wnioski i później już dużo bardziej się pilnowali. 
Magda i Fatalita postawiły na dokładność, co w przypadku Magdy było dziwne, ponieważ dziewczyna zazwyczaj tylko by galopowała i skakała. Fatalita była  bardzo dobrym humorze, co było chyba spowodowane tym, że od tygodnia miała przerwę w pracy. To by znaczyło, że osiągnęliśmy swój cel, bo chcieliśmy, żeby klacz trochę odpoczęła. Tak entuzjastycznie nastawionej do pracy Fatality to dawno nie widziałam. Klacz ruszała galopem z miejsca, zatrzymywała się tam, gdzie trzeba, odważnie wchodziła na wszystkie przeszkody, nie leniła się i nie udawała że nie rozumie poleceń. Nawet przeszkody wymagające od konia kupienia takie jak chodzenie pomiędzy kamieniami, albo po oponach nie były dla niej jakimś wielkim problemem. Owszem, kilka razy źle stanęła, czy lekko się potknęła, ale ogólnie trening na duży plus. 
Elessar również zachowywał się nienagannie i aż przyjemnie było z nim pracować. Nie znałam tego konia, nie wiedziałam na jakim poziomie wyszkolenia dokładnie jest, mimo że często widywałam go na zawodach ze ścieżki huculskiej. Postanowiłam więc dziś zrobić wszystkiego po trochu. Początkowo Elessar był trochę do pchania, ale później rozluźnił się i zaczął iść własnymi siłami, nie wspomagany moimi łydkami za mocno. Bez mrugnięcia okiem skakał przez przeszkody crossowe, wbiegał do wody, chodził po kładkach i równoważniach, do tuneli... Miał tylko mały problem z wjazdem do dołu. Podejrzewam, że po prostu mógł nie widzieć tej przeszkody wcześniej, bo rzadko pojawia się ona na ścieżkach. Poprosiłam więc Łukasza, żeby wjechał do dołu przed nami. Florka bez problemu zeszła w dół, po czym spięła się na drugiej stronie. Elessar chyba uznał, że skoro klacz przeżyła to on też spróbuje. Zszedł na dół, trochę spięty, ale był bardzo odważny. Po drugiej stronie wyszedł na powierzchnię galopem, czuć było że się bał, ale jednocześnie był z siebie bardzo dumny, gdy pogłaskałam go po szyi. Spróbowałam jeszcze raz, tym razem bez pomocy Łukasza. Elessar już bez marudzenia zszedł w dół i wyszedł po drugiej stronie. W nagrodę pogłaskałam go i dałam mu z siodła małego cukierka, żeby dokładnie zrozumiał, że dobrze zrobił. 
W końcu postanowiliśmy skończyć trening. Stępowaliśmy na długiej wodzy, ale kręcenie się w kółko było nudne, więc wyjechaliśmy z placu i pojechaliśmy pod stajnię okrężną drogą, przez łąkę i las. Konie były dość mokre, szczególnie nasze klacze, bo dzień był dość ciepły, a w nocy temperatura spadała poniżej zera, a klacze jakoś musiały sobie poradzić stojąc przez całą dobę pod gołym niebem. Przez to Florka i Fatalita wyglądały jak mamuty i w taki dość ciepły dzień jak dziś bardzo się pociły przy większym wysiłku. Elessar wyglądał lepiej, bo nie był zarośnięty, bo po pierwsze mieszkał w Hiszpanii, gdzie jest ciepło, a po drugie w stajni. 
Po dokładnym występowaniu koni w końcu zajechaliśmy pod stajnię. Tam zsiedliśmy, rozsiodłaliśmy rumaki, sprawdziliśmy czy wszystko z nimi ok, po czym Łukasz i Magda wsiedli na Florkę i Fatalitę na oklep, żeby odprowadzić je na oddalone o jakieś 3 km. pastwisko. Tam czekały na nich rowery, więc na szczęście nie trzeba będzie po nich jechać autem. Ja z kolei zamknęłam Elessara w boksie, bo za jakiś czas miał po niego przyjechać pracownik Estrelli. Dałam wałachowi trochę siana w siatce, po czym poszłam posprzątać siodła i pozostały sprzęt po treningu. 

1 komentarz: