Konie: Garibaldi, Assassin
Jeźdźcy: Esmeralda, Antek
Dyscyplina: rekreacja / ujeżdżenie (L)
Miejsce: łąka, WHK Anarkia
Czas: godzina
Po wypiciu gorącej herbaty zabraliśmy się do stajni żeby ruszyć kolejne konie. Padło na Assassina i Garibaldi'ego, konie które chyba najmniej pracują.
- Oj nie, najmniej pracuje zdecydowanie Bueno - Antek znał chyba na pamieć rozpiski z pracą koni.
- Fakt, ale on nie chodzi w rekreacji. A Assassin i Garib pracują. Z resztą idzie zima to Garib będzie pracował więcej.
Każde poszło po swojego konia. Mój na szczęście stał przy bramce z jakiegoś powodu. Pomyślałam, że chyba wiedział że idzie na jazdę. Założyłam mu kantar na głowę i poprowadziłam z kierunku stajni. Antka jeszcze nie było więc przywiązałam Garibaldi'ego i zaczęłam go czyścić. Po kilku minutach zjawił się Assassin z Antkiem.
- Na pewno chcesz na nim jeździć? Nie będzie cię bolał kręgosłup? - W sumie Antek miał rację, jazda na dużych koniach zawsze kończyła się u mnie bólem kręgosłupa.
- Nie, będzie dobrze. Wezmę sobie westernówkę. Tak, wiem że ty nie możesz zrozumieć jak mogę uważać że westernówki są wygodne tak samo jak ja nie rozumiem czemu ty uważasz że ujeżdżeniówki są wygodne. Życie.
Chłopak uśmiechnął się wiedząc że dalsza dyskusja nie ma sensu i zaczął czyścić Assassinowi kopyta. Ogier jak zwykle był lekko poddenerwowany.
- Dawno nie chodził. Będziesz miał niezłą jazdę.
- Garib też dawno nie chodził, a jest większy.
Fakt. Gdy mój rumak był już gotowy poszłam po siodło. Wziełam to stare, westernowe które kupiliśmy kiedyś za grosze dla Buena, ale okazało się za szerokie. Teraz głównie się kurzyło. Przetarłam je szmatką, wyjęłam czysty pad westernowy i wyniosłam ze stajni. Założyłam je na grzbiet Garibaldi'ego. Pasowało. Odpięłam popręg od siodła Buena i wpięłam do starej westernówki. Okazało się (o dziwo!!!) że Garibaldi jest dużo grubszy i popręg owszem można zapiąć, ale na pierwszą dziurkę. Zapięłam więc, założyłam Garibaldi'emu ogłowie bezwędzidłowe, założyłam sobie kask i wsiadłam na grzbiet olbrzmiego konia (oczywiście z rampy). Antek siedział już na Assassinie i wydłużał sobie strzemiona. Moje były dobre, więc tylko podciągnęłam popręg i ruszyłam w stronę łąki. Antek po chwili ruszył za mną. Garibaldi był bardzo zaaferowany całą tą sytuacją. Kilka razy się spłoszył, ale dzielnie szedł na przód.
Gdy dojechaliśmy na łąkę Antek odłączył się od nas i zaczął pracę z Assassinem. Ustawił go na delikatnych pomocach i sprawił że Assassin zaczął się go słuchać. Robił to wszystko jednak bardzo delikatnie, prawie niezauważalnymi ruchami nóg i rąk. Assassin wyglądał na bardzo zrekalsowanego.
W tym samym czasie ja próbowałam nakłonić Garibaldi'ego do przynajmniej minimalnego wyginania się. Niestety problem z tym koniem polega na tym, że mało kto umie na nim jeździć i malo kto chce na nim jeździć, ponieważ wałach jest kiepsko ujeżdżony. Ja natomiast lubię takie konie.
Po kilkunastu minutach oboje ruszyliśmy kłusem. Antek wciąż pilnował ustawienia Assassina i jego rytmu. Gdy czuł, że ogier za bardzo przyspiesza lub zaczyna się rozpraszać, wymyślał mu różne ćwiczenia: przejścia, zatrzymania, wężyki, koła, skracania i wydłużania chodów... Garibaldi z kolei gnał przed siebie kłusem i początkowo nie byłam w stanie go zahamować ani skręcić. Jednak po jakimś czasie chodzenia z wygiętą głową w końcu się opanował i zaczął się normalnie zachowywać i odpowiadać na moje sygnały. Nie miałam zamiaru robić z nim niczego konkretnego, po prostu trochę popracować nad jego ogarnięciem. Po kilkunastu minutach robienia kół, zatrzymań i przejść stwierdziłam, że Garibaldi potrafi być całkiem fajnym koniem do jazdy. Opanował się, opuścił głowę, oparł lekko na ogłowiu i nawet zaczął się wyginać.
Przeszłam na chwilę do stępa, bo widziałam, że Antek z Assassinem zaczynają galopować. Ogier szedł w ładnym ustawieniu i bez buntów skracał i wydłużał chody oraz robił koła w galopie. Udało im się nawet zrobić lotną zmianę nogi w galopie. Co prawda dopiero za drugim razem, ale i tak byłam pod wrażeniem że hucuł coś takiego potrafi zrobić. Assassin wciąż był bardzo rozluźniony. Po zrobieniu bardzo ładnego galopu zebranego przeszli do kłusa a następnie do stępa, żeby zrobić nam miejsce. Oj, będzie niezła jazda. Usiadłam w siodle w kłusie i dałam wałachowi sygnał do zagalopowania. Nie udało się, Garibaldi tylko przyspieszył kłus. Zaczęłam więc anglezować, skróciłam kłus i ponownie spróbowałam, tym razem lekko używając bata. Garibaldi zagalopował. Spodziewałam się czegoś gorszego, ale wałach galopował całkiem ładnie. Nie musiałam też nawet przesadnie go pchać. Kilka razy parsknął. Gdy już przyzwyczaiłam się do jego chodu spróbowałam zrobić koło w galopie. Niestety w drugiej połowie koła Garibaldi przeszedł do kłusa, więc przyłożyłam mocno łydki i lekko użyłam bata. Zagalopował ponownie. Spróbowałam znów wjechać na koło, tym razem udało się w galopie zacząć i w galopie skończyć. Pogłaskałam wałacha i przeszłam do kłusa, żeby zmienić kierunek. Wjechałam na przekątną, a gdy znalazłam się z powrotem na ścieżce zagalopowałam. Tym razem Garibaldi od razu zmienił chód. Pogłaskałam go po szyi. Po przejechaniu dwóch okrążeń wjechaliśmy na koło. I znów mimo jego dobrych rozmiarów mój koń przeszedł do kłusa. Użyłam więc łydek i bata i koń ponownie zagalopował. Drugie koło zrobiliśmy już w galopie, więc kiedy je skończyliśmy przeszliśmy do kłusa.
- Ciężki, nie?
- Nie da się ukryć. Ale myślałam, że będzie gorzej. Ja go ogólnie całkiem lubię do jazdy.
- Czuć, że to koń, nie?
Miał rację. Coś fascynującego jest w jeździe na koniach zimnokrwistych. Oboje ruszyliśmy kłusem. Antek z Assassinem trenowali jeszcze przekątne w kłusie wyciągniętym, ja natomiast robiłam już tylko co jakiś czas koła w kłusie. Garibaldi wydawał się zadowolony z treningu. W końcu pogłaskałam go po szyi i przeszłam do stępa. Assassin i Antek jeszcze chwilę kłusowali na luźnej wodzy i też przeszli do stępa. Pokręciliśmy się jeszcze stępem kilkanaście minut i postanowiliśmy wracać do stajni. W drodze powrotnej Garibaldi już się aż tak nie płoszył mimo że szedł jako pierwszy.
Pod stajnią zsiedliśmy i rozebraliśmy konie. Wyczyściliśmy je, sprawdziliśmy kopyta i odprowadziliśmy konie na wybieg. Następnie odnieśliśmy sprzęt do siodlarni i poszliśmy do domu na drugą porcję herbaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz